Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Wielkim fanem takiego mocno egzystencjalno-powolnego sci-fi nie jestem, ale "Nie opuszczaj mnie" jest zwyczajnie dobre. Tematyka "hodowli" ludzi od strony nie-hardkorowej, tj. bez strzelania i uciekania, ciekawym pomysłem się nie wydaje, ale Romanek (albo autor powieści) zapuszcza się w poważne tematy bez grama fałszu czy pretensjonalności. Fajnie jest obejrzeć film o rzeczach Ważnych i nie czuć piasku w mordzie nawet przez sekundę seansu.
Technicznie jest super, całość raczej powolna i "poetycko" sfotografowana, kilka czadowych ujęć, wprawiająca w zadumę muzyczka. : ) Krótko - fani kina bardziej "europejskiego" i ludzie którym testosteron jaj nie rozsadza powinni już mieć obejrzane, reszcie polecam, ale nic nie gwarantuję.
Dla mnie duży zgrzyt w ostatniej scenie. Bardzo niepotrzebne słowa wypowiedziane "na głos" przez główną bohaterkę. Mówienie do kamery "o co chodzi", zwłaszcza w filmie tego typu, rzadko kiedy wychodzi na dobre.
W podobnym klimacie (na pewno nie tematyce) jest wcześniejszy film Romanka "One Hour Photo" o Robbinie Williamsie wywołującym zdjęcia w supermarkecie, który uskutecznia swoją obsesję wobec jednej z klientek. Dobra rzecz, warto zobaczyć.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
20-01-2011, 00:08
Nowy
Liczba postów: 265
Liczba wątków: 0
Widziałam kilka dni temu głownie przez wzgląd na to , ze od pewnego czasu jestem absolutnie oczarowana Carey Mulligan i ten film tylko utwierdził mnie w przekonaniu, ze to jedna z najzdolniejszych młodych aktorek.
Obraz to specyficzny - powolny, poetycki, emanujący uczuciami, a samo spojrzenie na sprawe hodowli organów bardzo oryginalne i przy tym bardzo niepokojące i smutne. Historia opowiedziana bez zbednych fajerwerków i drastycznych zwrotów akcji, ale doskonale zagrana (uroczo subtelna Mulligan i słodko nieporadny Garfield); oglądając wsiąka się w klimat.
To raczej zwykły dramat, a nie rasowe s-f, ale to żadna wada. Mi się bardzo podobało.
20-01-2011, 01:03
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
Bo to jest zwykły dramat. Bez problemu akcję można by przenieść do jakiegoś hospicjum. Ja podobnie jak Rozalia zobaczyłem ten film głównie dla Carey Mulligan i również się nie zawiodłem, przynajmniej na niej, bo sam film jak na mój gust momentami jednak zbyt poetycki ;)
20-01-2011, 01:17
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Gdyby film przenieść do hospicjum to jak
wyobrażasz sobie chociażby scenę u Madame?
Sci-fi nie znaczy latanie i strzelanie laserami (tak, wiem że nikt tak nie napisał), tylko możliwość obszerniejszego zagłębienia się w temat, przynajmniej w tym przypadku.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
20-01-2011, 01:22
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Całkiem fajny snuj dla entuzjastów tego typu kina, ale raczej nic więcej. Rzekomo oryginalne spojrzenie na zagadnienie klonowania sprowadza się do oklepanego wniosku że klon też człowiek, wygłoszonego na dobicie przez z offu główną bohaterkę w ostatnich minutach. Bohaterowie są wyjątkowo nijacy i za cholerę nie potrafiłem się do nich przywiązać. W ogóle dziwna sprawa - film w założeniach psychologizujący, ze świetnie poprowadzonymi aktorami, a po zakończeniu seansu o żadnym z nich nie potrafiłem powiedzieć więcej niż kilka ogólników. Wyjątkowo irytował mnie również kilkukrotnie użyty zabieg "nagle zmieniamy z czapy relacje między postaciami i przenosimy fabułę 10 lat do przodu". I zastanawia mnie również, czemu każdy z klonów idzie pod nóż niczym baran zamiast choćby spróbować ucieczki, zwłaszcza, że po osiągnięciu pełnoletności mieli względną swobodę ruchu. Wiem, wiem, bransoletki, wychowanie itp - ale uważam, że na ten konkretny motyw powinien zostać poruszony. Co zagrało? Wspomniana przez auora tematu strona techniczna. Klimat, aktorstwo (nawet Keira, kurde). Podobało mi się również przedstawienie funkcjonowania tego całego systemu "dawców" na zasadzie poszlak i niedopowiedzeń jedynie z punktu widzenia głównej bohaterki. Mamy w Never Let Me Go do czynienia chyba z najdurniejszym i najmniej prawdopodobnym założeniem "sf bliskiego zasięgu" od czasu Truman Show i całe szczęście, że nikt nie próbował za bardzo wyjaśniać funkcjonowania tej całej sieci. Co jeszcze z zalet? Kilka scen bardzo ładnie grających na emocjach, jak choćby ta pod koniec, gdy Garfield wysiada z samochodu.
Filmidło generalnie dość specyficzne; moim zdaniem jednak niewykorzystany potencjał i tzw. ambitna porażka. Ale obejrzeć można, zwłaszcza w zimowy wieczór z kubkiem kakao w ręce.
Why are you firing wallnuts at me?
01-02-2011, 00:11
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
jarod napisał(a):I zastanawia mnie również, czemu każdy z klonów idzie pod nóż niczym baran zamiast choćby spróbować ucieczki, zwłaszcza, że po osiągnięciu pełnoletności mieli względną swobodę ruchu. Wiem, wiem, bransoletki, wychowanie itp - ale uważam, że na ten konkretny motyw powinien zostać poruszony.
No ale właśnie to jest w tym filmie najpiękniejsze, najbardziej chwytające za gardło (przyznam, nie spodziewałam się, że film na mnie aż tak podziała, tym bardziej, że parę lat temu czytałam powieść, więc znałam historię): potworna przemoc symboliczna i obłędny spokój postaci (w ogóle film jest masakrycznie 'spokojny'). Ich sposób myślenia, wartościowania (scena w lesie, kiedy Tommy rozmawia z Kathy o plotce - ciary!). Coś baaardzo rzadko spotykanego w mainstreamowym kinie z najgorętszymi nazwiskami sezonu.
Carey Mulligan jest cudowna. Podobnie Andrew Garfield.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
01-02-2011, 03:25
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
jarod napisał(a):I zastanawia mnie również, czemu każdy z klonów idzie pod nóż niczym baran zamiast choćby spróbować ucieczki, zwłaszcza, że po osiągnięciu pełnoletności mieli względną swobodę ruchu. Wiem, wiem, bransoletki, wychowanie itp - ale uważam, że na ten konkretny motyw powinien zostać poruszony.
No ale właśnie to jest w tym filmie najpiękniejsze, najbardziej chwytające za gardło (przyznam, nie spodziewałam się, że film na mnie aż tak podziała, tym bardziej, że parę lat temu czytałam powieść, więc znałam historię): potworna przemoc symboliczna i obłędny spokój postaci. Ich sposób myślenia, wartościowania (scena w lesie, kiedy Tommy rozmawia z Kathy o plotce - ciary!). Coś baaardzo rzadko spotykanego w mainstreamowym kinie z najgorętszymi nazwiskami sezonu.
Carey Mulligan jest cudowna. Podobnie Andrew Garfield.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
01-02-2011, 03:34
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Początkowo strasznie mnie irytowała ta ich bierność, a potem zrozumiałem, że to jest sedno filmu.
W Carey Mulligan się zakochałem, ale Garfield mnie wkurzał.
01-02-2011, 08:48
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Podpisuję się słowami Artemis,
Oni nie szli jak barany na rzeź, tylko tymi baranami BYLI, tak byli chowani od urodzenia, i w takim przeświadczeniu żyli, nie da się przeciwstawić czemuś tak silnie zakorzenionemu. W tym tkwi ogromny procent "fajności" NLMG, z początku też się wkurzałem na bierność bohaterów, ale po zrozumieniu ich sytuacji historia nabrała zupełnie nowej głębi.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
01-02-2011, 12:45
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Pod pewnymi względami można im zazdrościć. Z naszej perspektywy to jest oczywiście złe i nieetyczne, ale dla nich to może być piękne. My nie mamy przed sobą takiego jasnego celu życia, a dla nich donacja jest prawie mistycznym przeżyciem, do którego są przygotowywani od narodzin. I pod koniec są całkowicie spełnieni - umierają z uśmiechem na ustach. Nie mają innych oczekiwań od życia i tylko czasem może pojawić się taki problem jak ten w filmie.
01-02-2011, 13:38
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
My nie mamy przed sobą takiego jasnego celu życia, a dla nich donacja jest prawie mistycznym przeżyciem, do którego są przygotowywani od narodzin. I pod koniec są całkowicie spełnieni - umierają z uśmiechem na ustach. Nie mają innych oczekiwań od życia i tylko czasem może pojawić się taki problem jak ten w filmie. Myślę, że to jest znacznie bardziej wielowarstwowe, bo człowiek nie funkcjonuje na jednej płaszczyźnie. Poza tym my też nie funkcjonujemy w próżni, jesteśmy zanurzeni w dyskursie (właśnie, dialogi w tym filmie są świetne, nie wiem czy zauważyliście, ale tam chyba ani razu nie pada słowo ŚMIERĆ, mimo że cały film jest o śmierci - ałć!), to że patrzymy na bohaterów z "innego systemu" nie znaczy, że naciski, którym oni są poddawani, nie mają odpowiedników w naszej kulturze
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
01-02-2011, 14:05
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Powiedzmy że prawie mnie przekonaliście, albo inaczej: rozumiem o co Wam chodzi. Ale naprawdę nie obraziłbym się na jednozdaniową choćby wzmiankę o uzależnieniu od jakiegoś leku czy coś w ten deseń. Jakoś nie potrafię przekonać się do uwarunkowań, które mogłyby przełamać instynkty samozachowawcze. A reżyser i scenarzysta nie pomagają, umieszczając w filmie scenek "wychowawczych" bodaj trzy.
Tak w ogóle, nie obraziłbym się, gdyby film był o te pół godziny dłuższy bądź ograniczono ilość "poetyckich" ujęć - tematyka została w zasadzie ledwo liźnięta, i to zarówno pod względem stosunku bohaterów do ich życia, jak i w pewnym stopniu relacji między nimi. Chyba sięgnę po książkę.
Why are you firing wallnuts at me?
01-02-2011, 23:34
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
jarod napisał(a):Ale naprawdę nie obraziłbym się na jednozdaniową choćby wzmiankę o uzależnieniu od jakiegoś leku czy coś w ten deseń.
Ten film jest tak niewygodny, tak bolesny, bo pokazuje ludzką bierność i przemoc, która nawet nie przybiera fizycznej formy. To byłoby łatwe: zrzucić wszystko na chemię z zewnątrz. Taki dziewiętnastowieczny zdrowy rozsądek.
Dwa, nie wiesz, czy komuś nie odwaliło i nie próbował uciec, bo gdyby coś takiego się stało, to napewno byłoby kamuflowane (zauważ, jak tam kontrolowana jest informacja). A tak się składa, że bohaterowie filmu, nie żadni hirosi, tylko trójka zupełnie przeciętnych ludzi, na coś takiego się nie odważyła. Szacun dla reżysera, który mając taką obsadę mógł pokusić się o coś znacznie łatwiejszego.
Cytat:Tak w ogóle, nie obraziłbym się, gdyby film był o te pół godziny dłuższy bądź ograniczono ilość "poetyckich" ujęć - tematyka została w zasadzie ledwo liźnięta, i to zarówno pod względem stosunku bohaterów do ich życia, jak i w pewnym stopniu relacji między nimi. Chyba sięgnę po książkę.
Co rozumiesz jako 'liźnięta'? Tematyka Ujęta subtelnie, od strony ofiar, ale i z bardzo realistycznym wątkiem politycznym (który momentalnie łata zdawałoby się wielką dziurę logiczną w fabule). Relacje między postaciami? Czego chcesz więcej? Wszystko ujęte w świetnym aktorstwie i nieszablonowych dialogach (jw).
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
02-02-2011, 04:54
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Co do ucieczki, niech Ci będzie, przekonałaś mnie :razz:
Co do tematyki ujętej w spoilerze - nie przekonuje mnie, że coś takiego - i na taką skalę - mogłoby powstać współcześnie bądź w bliskiej przeszłości w jakimkolwiek państwie europejskim państwie:-) Z jednej strony na szczęście nikt w tym filmie nie brnie jakim cudem coś takiego jest w stanie funkcjonować, z drugiej - z chęcią obejrzałbym trochę więcej detali z życia bohaterów, warunkowanych przez funkcję, jakie pełnią - tudzież różnice w codzienności ich i naszej. Więcej scen pokroju kapitalnej sceny restauracyjnej, więcej detali (inna sprawa że nie wykluczam, że coś tam sprytnie w tle mogło być ukryte, czego nie zauważyłem - patrz te elektroniczne coś reagujące na bransoletki na początki filmu). Więcej scen z Kathy jako opiekunką. z A co do relacji - jakoś w trakcie seansu nie przekonywały mnie te postacie, inaczej, wydały mi się jakieś takie... oddalone. Zero empatii. I kilka ich decyzji (kluczowych dla filmu - ciekawe, że zawsze po tym akcja przeskakiwała kilka lat do przodu) pozostaje dla mnie niepojętych.
Why are you firing wallnuts at me?
02-02-2011, 23:17
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
jarod napisał(a):Co do tematyki ujętej w spoilerze - nie przekonuje mnie, że coś takiego - i na taką skalę - mogłoby powstać współcześnie bądź w bliskiej przeszłości w jakimkolwiek państwie europejskim państwie:-)
Nie czytasz fronda.pl.
Ok, żarty na bok - raz, owszem, czemu nie (wątek "humanistyczny" tylko dodaje tej wizji realizmu), dwa, to jest strasznie mocna metafora i ograniczenie się do "czy-to-możliwe-czy-nie" moim zdaniem mocno spłyca wydźwięk filmu.
Cytat:A co do relacji - jakoś w trakcie seansu nie przekonywały mnie te postacie, inaczej, wydały mi się jakieś takie... oddalone. Zero empatii.
Według mnie chemia między trójką głównych aktorów jest niesamowita.
Cytat:I kilka ich decyzji (kluczowych dla filmu - ciekawe, że zawsze po tym akcja przeskakiwała kilka lat do przodu) pozostaje dla mnie niepojętych.
Których?
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
02-02-2011, 23:31
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,176
Liczba wątków: 67
jarod napisał(a):Ale naprawdę nie obraziłbym się na jednozdaniową choćby wzmiankę o uzależnieniu od jakiegoś leku czy coś w ten deseń.
Biorąc pod uwagę jak mocno można omamić i podporządkować sobie zwykłych ludzi, czyniąc z nich baranów idących samowolnie na rzeź (żeby nie szukać daleko: nazizm i komunizm w XX wieku, tudzież jakakolwiek religia zawsze i wszędzie), to tym bardziej można sprawić, by takie klony były bierne na własny los i przyjmowały go jako jedyną opcję (co zresztą można jakimkolwiek grzebaniem w genetyce spokojnie wytłumaczyć, choć niekoniecznie na ekranie).
Artemis napisał(a):Dwa, nie wiesz, czy komuś nie odwaliło i nie próbował uciec, bo gdyby coś takiego się stało, to napewno byłoby kamuflowane (zauważ, jak tam kontrolowana jest informacja).
A może jednak część z tych historii, jakie rozpowiadano dzieciom zawiera w sobie prawdę?Niby panna Lucy (swoją drogą świetna mała rólka jak zawsze cudnej Hawkins) traktowała je jako zupełny idiotyzm, ale może ktoś kiedyś uciekł i na tym jego życie się skończyło. Być może klony nie są w stanie żyć, szczególnie za dzieciaka, w niekontrolowanym w taki czy inny sposób świecie.
Jak dla mnie film jest przepiękny, cudnie spokojny, kojący, a jednocześnie niesamowicie smutny, gorzki, bolesny, bo to w końcu o nas chodzi, nie o jakieś zmyślone postaci ze zmyślonej szkoły klonów. Film mądry i naprawdę świetnie zrobiony - zdjęcia są cudowne, muzyka, choć taki Portmanowy standard, to jednak idealnie podkreśla historię, no i aktorzy. Garfield raz jeszcze mnie rozwalił - przypuszczalnie dlatego, że jego postać była najbardziej rozwinięta (ta jego niezaradność, a jednocześnie skłonność do odreagowywania - chyba jako jedyny w ogóle próbuje się tu buntować, może nie tyle systemowi samemu w sobie, co życiu w takiej formie, w jakiej je zna - to czyni go wyjątkowym). Ale Keira i Carey także świetne. Generalnie świetne kino, choć niełatwe.
8-9 / 10 - zobaczymy jak sobie poradzi w przyszłości przy kolejnym seansie
24-03-2011, 19:43
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Podpisuję się pod każdym słowem Mefisto.
Od siebie dodam jeszcze, że scena śmierci bohaterki granej przez Keirę Knightley absolutnie mnie poraziła swoim chłodem i dosadnością, ale dosadnością nie w sensie wizualnym, ale emocjonalnym. Romanek pokazał to w tak prosty i odarty z niepotrzebnych zabiegów sposób, że nie pozostaje nic innego, jak tylko bić brawo.
Piękny film, do którego z pewnością jeszcze wrócę.
24-03-2011, 22:41
|