Never Let Me Go (2010)
#1
[Obrazek: never_let_me_go_plakat_0.jpg]

Wielkim fanem takiego mocno egzystencjalno-powolnego sci-fi nie jestem, ale "Nie opuszczaj mnie" jest zwyczajnie dobre. Tematyka "hodowli" ludzi od strony nie-hardkorowej, tj. bez strzelania i uciekania, ciekawym pomysłem się nie wydaje, ale Romanek (albo autor powieści) zapuszcza się w poważne tematy bez grama fałszu czy pretensjonalności. Fajnie jest obejrzeć film o rzeczach Ważnych i nie czuć piasku w mordzie nawet przez sekundę seansu.

Technicznie jest super, całość raczej powolna i "poetycko" sfotografowana, kilka czadowych ujęć, wprawiająca w zadumę muzyczka. : ) Krótko - fani kina bardziej "europejskiego" i ludzie którym testosteron jaj nie rozsadza powinni już mieć obejrzane, reszcie polecam, ale nic nie gwarantuję.

[Obrazek: de0jk2.jpg]

W podobnym klimacie (na pewno nie tematyce) jest wcześniejszy film Romanka "One Hour Photo" o Robbinie Williamsie wywołującym zdjęcia w supermarkecie, który uskutecznia swoją obsesję wobec jednej z klientek. Dobra rzecz, warto zobaczyć.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#2
Widziałam kilka dni temu głownie przez wzgląd na to , ze od pewnego czasu jestem absolutnie oczarowana Carey Mulligan i ten film tylko utwierdził mnie w przekonaniu, ze to jedna z najzdolniejszych młodych aktorek.

Obraz to specyficzny - powolny, poetycki, emanujący uczuciami, a samo spojrzenie na sprawe hodowli organów bardzo oryginalne i przy tym bardzo niepokojące i smutne. Historia opowiedziana bez zbednych fajerwerków i drastycznych zwrotów akcji, ale doskonale zagrana (uroczo subtelna Mulligan i słodko nieporadny Garfield); oglądając wsiąka się w klimat.

To raczej zwykły dramat, a nie rasowe s-f, ale to żadna wada. Mi się bardzo podobało.

Odpowiedz
#3
Bo to jest zwykły dramat. Bez problemu akcję można by przenieść do jakiegoś hospicjum. Ja podobnie jak Rozalia zobaczyłem ten film głównie dla Carey Mulligan i również się nie zawiodłem, przynajmniej na niej, bo sam film jak na mój gust momentami jednak zbyt poetycki ;)

Odpowiedz
#4
Gdyby film przenieść do hospicjum to jak

Sci-fi nie znaczy latanie i strzelanie laserami (tak, wiem że nikt tak nie napisał), tylko możliwość obszerniejszego zagłębienia się w temat, przynajmniej w tym przypadku.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#5
Całkiem fajny snuj dla entuzjastów tego typu kina, ale raczej nic więcej. Rzekomo oryginalne spojrzenie na zagadnienie klonowania sprowadza się do oklepanego wniosku że klon też człowiek, wygłoszonego na dobicie przez z offu główną bohaterkę w ostatnich minutach. Bohaterowie są wyjątkowo nijacy i za cholerę nie potrafiłem się do nich przywiązać. W ogóle dziwna sprawa - film w założeniach psychologizujący, ze świetnie poprowadzonymi aktorami, a po zakończeniu seansu o żadnym z nich nie potrafiłem powiedzieć więcej niż kilka ogólników. Wyjątkowo irytował mnie również kilkukrotnie użyty zabieg "nagle zmieniamy z czapy relacje między postaciami i przenosimy fabułę 10 lat do przodu". I zastanawia mnie również, czemu każdy z klonów
Co zagrało? Wspomniana przez auora tematu strona techniczna. Klimat, aktorstwo (nawet Keira, kurde). Podobało mi się również przedstawienie funkcjonowania tego całego systemu "dawców" na zasadzie poszlak i niedopowiedzeń jedynie z punktu widzenia głównej bohaterki. Mamy w Never Let Me Go do czynienia chyba z najdurniejszym i najmniej prawdopodobnym założeniem "sf bliskiego zasięgu" od czasu Truman Show i całe szczęście, że nikt nie próbował za bardzo wyjaśniać funkcjonowania tej całej sieci. Co jeszcze z zalet? Kilka scen bardzo ładnie grających na emocjach, jak choćby ta pod koniec, gdy Garfield wysiada z samochodu.
Filmidło generalnie dość specyficzne; moim zdaniem jednak niewykorzystany potencjał i tzw. ambitna porażka. Ale obejrzeć można, zwłaszcza w zimowy wieczór z kubkiem kakao w ręce.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#6
jarod napisał(a):I zastanawia mnie również, czemu każdy z klonów
No ale właśnie to jest w tym filmie najpiękniejsze, najbardziej chwytające za gardło (przyznam, nie spodziewałam się, że film na mnie aż tak podziała, tym bardziej, że parę lat temu czytałam powieść, więc znałam historię): potworna przemoc symboliczna i obłędny spokój postaci (w ogóle film jest masakrycznie 'spokojny'). Ich sposób myślenia, wartościowania (scena w lesie, kiedy Tommy rozmawia z Kathy o plotce - ciary!). Coś baaardzo rzadko spotykanego w mainstreamowym kinie z najgorętszymi nazwiskami sezonu.

Carey Mulligan jest cudowna. Podobnie Andrew Garfield.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#7
jarod napisał(a):I zastanawia mnie również, czemu każdy z klonów
No ale właśnie to jest w tym filmie najpiękniejsze, najbardziej chwytające za gardło (przyznam, nie spodziewałam się, że film na mnie aż tak podziała, tym bardziej, że parę lat temu czytałam powieść, więc znałam historię): potworna przemoc symboliczna i obłędny spokój postaci. Ich sposób myślenia, wartościowania (scena w lesie, kiedy Tommy rozmawia z Kathy o plotce - ciary!). Coś baaardzo rzadko spotykanego w mainstreamowym kinie z najgorętszymi nazwiskami sezonu.

Carey Mulligan jest cudowna. Podobnie Andrew Garfield.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#8
Początkowo strasznie mnie irytowała ta ich bierność, a potem zrozumiałem, że to jest sedno filmu.

W Carey Mulligan się zakochałem, ale Garfield mnie wkurzał.

Odpowiedz
#9
Podpisuję się słowami Artemis,

Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#10

Odpowiedz
#11
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#12
Powiedzmy że prawie mnie przekonaliście, albo inaczej: rozumiem o co Wam chodzi. Ale naprawdę nie obraziłbym się na jednozdaniową choćby wzmiankę o uzależnieniu od jakiegoś leku czy coś w ten deseń. Jakoś nie potrafię przekonać się do uwarunkowań, które mogłyby przełamać instynkty samozachowawcze. A reżyser i scenarzysta nie pomagają, umieszczając w filmie scenek "wychowawczych" bodaj trzy.
Tak w ogóle, nie obraziłbym się, gdyby film był o te pół godziny dłuższy bądź ograniczono ilość "poetyckich" ujęć - tematyka została w zasadzie ledwo liźnięta, i to zarówno pod względem stosunku bohaterów do ich życia, jak i w pewnym stopniu relacji między nimi. Chyba sięgnę po książkę.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#13
jarod napisał(a):Ale naprawdę nie obraziłbym się na jednozdaniową choćby wzmiankę o uzależnieniu od jakiegoś leku czy coś w ten deseń.
Ten film jest tak niewygodny, tak bolesny, bo pokazuje ludzką bierność i przemoc, która nawet nie przybiera fizycznej formy. To byłoby łatwe: zrzucić wszystko na chemię z zewnątrz. Taki dziewiętnastowieczny zdrowy rozsądek.
Dwa, nie wiesz, czy komuś nie odwaliło i nie próbował uciec, bo gdyby coś takiego się stało, to napewno byłoby kamuflowane (zauważ, jak tam kontrolowana jest informacja). A tak się składa, że bohaterowie filmu, nie żadni hirosi, tylko trójka zupełnie przeciętnych ludzi, na coś takiego się nie odważyła. Szacun dla reżysera, który mając taką obsadę mógł pokusić się o coś znacznie łatwiejszego.

Cytat:Tak w ogóle, nie obraziłbym się, gdyby film był o te pół godziny dłuższy bądź ograniczono ilość "poetyckich" ujęć - tematyka została w zasadzie ledwo liźnięta, i to zarówno pod względem stosunku bohaterów do ich życia, jak i w pewnym stopniu relacji między nimi. Chyba sięgnę po książkę.
Co rozumiesz jako 'liźnięta'? Tematyka
Ujęta subtelnie, od strony ofiar, ale i z bardzo realistycznym wątkiem politycznym (który momentalnie łata zdawałoby się wielką dziurę logiczną w fabule). Relacje między postaciami? Czego chcesz więcej? Wszystko ujęte w świetnym aktorstwie i nieszablonowych dialogach (jw).
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#14
Co do ucieczki, niech Ci będzie, przekonałaś mnie :razz:
Co do tematyki ujętej w spoilerze - nie przekonuje mnie, że coś takiego - i na taką skalę - mogłoby powstać współcześnie bądź w bliskiej przeszłości w jakimkolwiek państwie europejskim państwie:-) Z jednej strony na szczęście nikt w tym filmie nie brnie jakim cudem coś takiego jest w stanie funkcjonować, z drugiej - z chęcią obejrzałbym trochę więcej detali z życia bohaterów, warunkowanych przez funkcję, jakie pełnią - tudzież różnice w codzienności ich i naszej. Więcej scen pokroju kapitalnej sceny restauracyjnej, więcej detali (inna sprawa że nie wykluczam, że coś tam sprytnie w tle mogło być ukryte, czego nie zauważyłem - patrz te elektroniczne coś reagujące na bransoletki na początki filmu). Więcej scen z Kathy jako opiekunką. z A co do relacji - jakoś w trakcie seansu nie przekonywały mnie te postacie, inaczej, wydały mi się jakieś takie... oddalone. Zero empatii. I kilka ich decyzji (kluczowych dla filmu - ciekawe, że zawsze po tym akcja przeskakiwała kilka lat do przodu) pozostaje dla mnie niepojętych.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
#15
jarod napisał(a):Co do tematyki ujętej w spoilerze - nie przekonuje mnie, że coś takiego - i na taką skalę - mogłoby powstać współcześnie bądź w bliskiej przeszłości w jakimkolwiek państwie europejskim państwie:-)
Nie czytasz fronda.pl.
Ok, żarty na bok - raz, owszem, czemu nie (wątek "humanistyczny" tylko dodaje tej wizji realizmu), dwa, to jest strasznie mocna metafora i ograniczenie się do "czy-to-możliwe-czy-nie" moim zdaniem mocno spłyca wydźwięk filmu.

Cytat:A co do relacji - jakoś w trakcie seansu nie przekonywały mnie te postacie, inaczej, wydały mi się jakieś takie... oddalone. Zero empatii.
Według mnie chemia między trójką głównych aktorów jest niesamowita.

Cytat:I kilka ich decyzji (kluczowych dla filmu - ciekawe, że zawsze po tym akcja przeskakiwała kilka lat do przodu) pozostaje dla mnie niepojętych.
Których?
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#16
jarod napisał(a):Ale naprawdę nie obraziłbym się na jednozdaniową choćby wzmiankę o uzależnieniu od jakiegoś leku czy coś w ten deseń.

Biorąc pod uwagę jak mocno można omamić i podporządkować sobie zwykłych ludzi, czyniąc z nich baranów idących samowolnie na rzeź (żeby nie szukać daleko: nazizm i komunizm w XX wieku, tudzież jakakolwiek religia zawsze i wszędzie), to tym bardziej można sprawić, by takie klony były bierne na własny los i przyjmowały go jako jedyną opcję (co zresztą można jakimkolwiek grzebaniem w genetyce spokojnie wytłumaczyć, choć niekoniecznie na ekranie).

Artemis napisał(a):Dwa, nie wiesz, czy komuś nie odwaliło i nie próbował uciec, bo gdyby coś takiego się stało, to napewno byłoby kamuflowane (zauważ, jak tam kontrolowana jest informacja).

A może jednak część z tych historii, jakie rozpowiadano dzieciom zawiera w sobie prawdę?Niby panna Lucy (swoją drogą świetna mała rólka jak zawsze cudnej Hawkins) traktowała je jako zupełny idiotyzm, ale może ktoś kiedyś uciekł i na tym jego życie się skończyło. Być może klony nie są w stanie żyć, szczególnie za dzieciaka, w niekontrolowanym w taki czy inny sposób świecie.


Jak dla mnie film jest przepiękny, cudnie spokojny, kojący, a jednocześnie niesamowicie smutny, gorzki, bolesny, bo to w końcu o nas chodzi, nie o jakieś zmyślone postaci ze zmyślonej szkoły klonów. Film mądry i naprawdę świetnie zrobiony - zdjęcia są cudowne, muzyka, choć taki Portmanowy standard, to jednak idealnie podkreśla historię, no i aktorzy. Garfield raz jeszcze mnie rozwalił - przypuszczalnie dlatego, że jego postać była najbardziej rozwinięta (ta jego niezaradność, a jednocześnie skłonność do odreagowywania - chyba jako jedyny w ogóle próbuje się tu buntować, może nie tyle systemowi samemu w sobie, co życiu w takiej formie, w jakiej je zna - to czyni go wyjątkowym). Ale Keira i Carey także świetne. Generalnie świetne kino, choć niełatwe.


8-9 / 10 - zobaczymy jak sobie poradzi w przyszłości przy kolejnym seansie
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#17
Podpisuję się pod każdym słowem Mefisto.

Od siebie dodam jeszcze, że scena
absolutnie mnie poraziła swoim chłodem i dosadnością, ale dosadnością nie w sensie wizualnym, ale emocjonalnym. Romanek pokazał to w tak prosty i odarty z niepotrzebnych zabiegów sposób, że nie pozostaje nic innego, jak tylko bić brawo.

Piękny film, do którego z pewnością jeszcze wrócę.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Karate Kid (2010) Hitch 107 22,793 22-05-2025, 20:49
Ostatni post: marsgrey21
  Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna (2010) hanc 25 6,409 17-11-2023, 13:48
Ostatni post: yacajackowski
  I Saw the Devil - Ji-woon Kim - 2010 slepy51 8 4,642 10-06-2016, 07:18
Ostatni post: military
  Ironclad (2010) reż. Jonathan English Mental 96 24,061 17-01-2016, 23:06
Ostatni post: Bucho
  Enter the Void - 2010 - Gaspar Noé Luis Cyfer 22 8,459 27-04-2015, 01:34
Ostatni post: Mefisto
  Super - James Gunn - 2010 slepy51 27 10,074 06-07-2014, 19:59
Ostatni post: Lawrence
  Repo Men 2010 vast 162 24,211 10-05-2014, 15:16
Ostatni post: RandoMan
  13 Zabójców (2010) Snappik 20 7,658 04-05-2013, 18:13
Ostatni post: Wawrzyniec
  Stone (2010) Anielski_Pyl 10 4,840 10-03-2013, 10:36
Ostatni post: Mierzwiak
  Trust (2010, reż David Schwimmer) Hitch 12 4,107 10-11-2012, 20:56
Ostatni post: desjudi



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości