![[Obrazek: Noonelivesposter.jpg]](http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/0/02/Noonelivesposter.jpg)
Ależ fajny film.
Po nieudanym napadzie banda kryminalistów postanawia odrobić sobie straty porywając parę przypadkowych turystów. Etatowy osiłek ekipy ma wyciągnąć z nieszczęśników torturami numery kart kredytowych i kont. Trochę mu to nie wychodzi, w trakcie przesłuchania ginie kobieta. W tym czasie reszta bandy przeszukuje samochód pary. W bagażniku znajdują związaną i zakneblowaną dziewczynę, której pierwsze słowa brzmią: "nie żyje, Boże, powiedzcie, że go zabiliście?"
Film nie jest zbyt mądry, dialogi momentami zalatują kiczem, a poziom aktorstwa się waha, ale No One Lives serwuje tak satysfakcjonującą dawkę przemocy, że ciężko robić mu wyrzuty. Mamy tu do czynienia ze starym ale jarym motywem: "banda frajerów zadziera z niewłaściwym facetem". Mamy tu trochę slashera, trochę home invasion, trochę sensacyjnego kina zemsty. I dużo, dużo krwi.
Co do aktorów, to jednak dwoje należy wyróżnić. Luke Evans, za którym z reguły nie przepadam, z wdziękiem wciela się w sadystycznego seryjnego mordercę o zdolnościach żołnierza SAS. Po drugiej stronie barykady mamy zmarnowaną w drugim Silent Hillu Adelaide Clemens w roli wyjątkowo twardej ofiary psychopaty.
Obiektywnie z 7/10, ale bawiłem się na 9/10.
12-06-2013, 13:00





