Texas Chainsaw Massacre
#1
TCM to skrócony tytuł najmocniejszego filmu w reżyserskim dorobku Tobe'go Hoopera: Texas Chainsaw Massacre. Obraz ów jest tak moczopędny, tak wmordojebny, tak cholernie intensywny, że obojętnie jakiego antyperspirantu byśmy nie używali, to i tak zakończymy seans z dwiema plamami potu na koszulce.

Nie mam zamiaru onanizować się tu nad paradokumentalnym charakterem filmu ani też rozwodzić się nad historię Eda Geina, którego losy stały się pono inspiracją dla Hoopera. Onanizmem zajmą się krytycy i filmoznawcy, a z faktografią zetknąć się może każdy, kto ma w swej kolekcji ekskluzywne, snobistyczne, kartonowo-tekturowe wydanie tego mistrzowskiego horroru. Od razu mówię, że ja mam i nikomu nie dam.

Prolog TCM to najbardziej chyba klimatyczna introdukcja, jaką znam: niewiele widać i niewiele słychać, ale to, co widać, i to, co słychać, wystarcza za wszystkie wrzaski i ohydy razem wzięte. Cóż takiego widzimy, względnie słyszymy? Otóż widzimy nadgniłe ludzkie członki przetykane oślepiającym błyskiem flesza, za podkład natomiast służy złowieszczy odgłos rozkopywanej ziemi i trzask pękającego trumiennego drewna, a potem.... Kuźwa, potem dostajemy (dosłownie) trupem po oczach. Na rzeźbionym nagrobku, nadziany na krzyż, siedzi sobie, makabrycznie upozowany, świeżo wykopany, rozkładający się trup. Scenerię dopełnia apokaliptyczne niebo barwy rdzawo-pomarańczowej. Gdzieś w oddali biją dzwony czy cosik w tym stylu. Jednym słowem, czysta, niczym niezmącona groza. Napisy początkowe pojawiają się nagle, bez uprzedzenia, białe, rozmyte literki na tle krwawoczerwonego słońca.

Oglądając prolog TCM, zaatakowała mnie znienacka pewna głęboka refleksja. W dzisiejszym kinie młodzieżowym makabrę i gore niszczy w zarodku szybki, schozofreniczny montaż - kamera wiruje, cięcie-gięcie, wzdęcie i w efekcie ch*** widać. A co na to Hooper? Hooper stawia nam przed oczami rozpadające się ludzkie zwłoki i robi powolny odjazd kamery. Jakby chciał, żebyśmy delektowali się tą chwilą.

Dobra, w końcu zaczyna się film. Na jezdni leży rozjechany pancernik. Wiadomo - standardowe otwarcie. Hooper pierwotnie zamierzał sfilmować zdechłego psa, ale były jakieś problemy, więc ostatecznie zrezygnował z pomysłu. CUT TO: grupa przyjaciół jedzie sobie samochodem przez wyludnione, posępne, spalone słońcem, amerykańskie bezdroże. Na lewo rzeźnia, na prawo cmentarz. Nasi bohaterowie bawią się w najlepsze: śmiechy-chichy, rozpoznawcza gadka-szmatka itepe. Ale uwaga: nikt słowem nie wspomina o ćpaniu, seksie i robieniu loda, choć ekranowe niewiasty aż się proszą, żeby trochę z nimi... poflirtować. Powiem szczerze i bez tak zwanej ściemy, że do moich ulubionych scen należy ta, w której Pam wstaje z ławki-huśtawki i zniecierpliwiona rusza zdecydowanym krokiem w stronę domu Swyerów - kamera podąża za nią, umieszczona z boku gdzieś na wysokości jej kolan. Widać zgrabne nogi i fajną pupę.

[Obrazek: 2ei8.png]

Zresztą co tu dużo mówić: laski w TCM są takie, że aż miło oko zawiesić albo pauzę na pilocie nacisnąć. Mało tego, poza walorami czysto fizycznymi dysponują również niepospolitymi umiejętnościami aktorskimi, co udowodni w sposób niezbity Marilyn Burns (Sally), uciekając w popłochu przed toczącym pianę Leatherfacem. To, co na ekranie wyprawia pani Burns, przechodzi ludzkie pojęcie - ta dziewczyna jest tak przekonująca, tak autentyczna, że doprawdy trudno sobie wyobrazić, by sceny z jej udziałem zostały wcześniej zaplanowane. No i ten realizm w zachowaniu postaci: kobieta nie ma dokąd uciec, więc wyskakuje przez zamknięte okno, lądując na odłamkach wybitej szyby, a gdy pędzi przez las, to jest do tego stopnia zaabsorbowana walką o przetrwanie, że nie zauważa zdradziecko wystającej gałęzi. BACH! i leży na glebie, plując krwią. Rzadko spotyka się kinie (nie mówiąc już o horrorach) przykłady podobnej determinacji. Hooper nie zwalnia nogi z gazu przez bez mała 50 minut projekcji. I kto by pomyślał, że zwiastunem nadchodzącego szaleństwa będzie zgarnięty z pobocza rozchłestany, wsiowy szajbus.

Przemoc w TCM ma szczególny charakter. Jest to przemoc na poziomie jaskiniowców, choć - paradoksalnie - w filmie nie ma zbyt dużo posoki. TCM w wykonaniu Hoopera pokazuje bowiem spsiały świat, w którym zalęgło się mało spektakluarne w swym prymitywizmie zło. Żeby wszystko było jasne - Leatherface z odpaloną piłą mechaniczną to oczywiście spektakularna sprawa, tyle że u Hoopera za portretem rodzinki Sawyerów nie kryje się nic, żadna ideologia. Oni tak po prostu żyją, jak XVI-wieczni kanibale rzuceni w XX wiek, dla których przybysze z miasta to mięso do zaszlachtowania. Ludzkie głowy miażdży się tu równie łatwo jak krowie łby, czego dowodzi scena, w której jeden z bohaterów dostaje młotem kowalskim w dynkę. Rzecz jest ostra: gościu osuwa się na ziemię, wierzgając konwulsyjnie nogami. Na co warto zwrócić uwagę, oglądając sceny mordów? No przede wszystkim na sposób, w jaki Leatherface uśmierca swoje kolejne ofiary: robi to szybko i profesjonalnie: a to zdzieli młotem po łbie, a to zawiesi na haku rzeźnickim, to znowu rozpłata bebechy piłą. Żadnych efektownych wygibasów, wymachów, uników, bloków, kopniaków, wyskoków itepe. Taka metoda w ukazywaniu filmowego bestialstwa w pełni rekompensuje jego względną bezkrwawość.

Dwa słowa o scenografii: no film jest maksymalnie tłusty od brudu, wręcz ocieka syfem. Celowo przybrudzona taśma w połączeniu ze szpetotą krajobrazu (zabite dechami, opuszczone rudery, zdezelowane maszyny rolnicze, śliniące się krowy zamknięte w ciasnych zagrodach) dają nieprawdopodobnie sugestywny efekt.

Powstało wiele filmów, naśladujących mistrza (jak choćby debilny "Wrong turn" czy cuś), powstał też średnioudany rimejk, ale żaden z nich nawet na milę nie zbliżył się do oryginału. No może z wyjątkiem unikatowego epizodu X-Files pt. "Home", który nie dość, że zupełnie odstawał od klimatu całej serii, to jeszcze oferował sporą dawkę wyuzdanej przemocy.

Podsumowując: dla mnie horrorem numer 1 jest TCM z 1974 roku. Naprawdę film wciska w fotel i masakruje mózgoczachę jak walec. Poniżej zamieszczam kilka kadrów z filmu. Niektóre są bardzo malownicze, jak choćby ten z Leatherfacem wymachującym piłą w blasku porannego słońca.

[Obrazek: 1fr6.png]

[Obrazek: 3gw6.png]

[Obrazek: 4xm8.png]

[Obrazek: 6cu0.png]

[Obrazek: 5qu2.png]

PS. Zmieniłem tytuł topicu. Wcześniej było: "Najlepszy horror wszech czasów, czyli TCM Hoopera".

Odpowiedz
#2
1) Nie nazwałbym tego najlepszym horrorem wszech czasów (pisze się odzielnie :wink: ), bo widziałem mnóstwo lepszych
2) Nie nazwałbym tego filmu strasznym, bo nie był. Za to momentami mnie śmieszył.
3) Remake jest lepszy

Odpowiedz
#3
Ad. 1) Błąd poprawiony.
Ad. 2) A w którym miejscu napisałem, że ten film był straszny? Grozę należy rozumieć jako bliżej nieokreślony niepokój, a nie zaraz naiwny strach.
Ad. 3) Współczuję. Choć z drugiej strony jak na rimejk był to dobry rimejk.

Stwierdzenia na temat "współczucia" są niegrzeczne i źle świadczą o dyskutancie, który "współczuje".

Odpowiedz
#4
Remake był fajny. Kolorowy, szybki, ładny, nieźle zagrany...
Oryginał jest ohydny i brudny. Jest surowy i pełen prymitywnego, obleśnego zła. ZŁA. Zła w żaden sposób nie pociągającego. Zła jakiego w dzisiejszym kinie już się nie uświadczy.
Lubię remake, ale oryginał bije go na głowę.

Odpowiedz
#5
Mental napisał(a):A w którym miejscu napisałem, że ten film był straszny? Grozę należy rozumieć jako bliżej nieokreślony niepokój, a nie zaraz naiwny strach.
Napisałeś że wciska w fotel, masakruje i jest najlepszym HORROREM. Straszny, niepokojący, wszystko jedno. W moim odczuciu takim filmem nie jest.

Cytat:Współczuję. Choć z drugiej strony jak na rimejk był to dobry rimejk.
To jeden z nielicznych dobrych remake'ów w ogóle, a fakt że uważam go za lepszy od oryginału nie wydaje mi się godny współczucia.

I żeby było jasne - oryginalna TCM jest OK filmem, ale nie ma się czym zachwycać.

Odpowiedz
#6
A ja w swej pokrętnej naturze niezgodze się z autorem tematu! :wink:

TCM to klasyk gore, ale nie dał bym go na ikonę horroru, ani najlepszego horroru, nawet stwierdzę, że nie jest to najlepszy gore.

Do bycia najlepszym horrorem brakuje mu klimatu grozy, zaskoczenia i tajemnicy. Morze flaków nie uczynią go najlepszym. Do tego ta nudna fabuła (kusi troche żeby powiedzieć, że stereotypowa, ale ten stereotyp powstał na bazie tego filmu 8) )... Film jest nieskomplikowany, a dla kogoś kto nie pławi się w keczupie nudny.

Nie ma najlepszego horroru, ponieważ każdy ma inny gust. Można by się pokusić o 10 najlepszych, ale i tak nie wszyscy by się zgodzili.

Pozdr.
Coppola 12... Pfff

Odpowiedz
#7
Sighrolf napisał(a):Morze flaków nie uczynią go najlepszym.(...) Film jest nieskomplikowany, a dla kogoś kto nie pławi się w keczupie nudny.

Mozesz sobie miec wlasne zdanie, ale czytajac powyzsze smiem watpic czy ogladales oryginalna TCSM. Krwi i flakow w tym filmie praktycznie nie ma. Jakakolwiek masakra odbywala sie zawsze w zaciemnieniu lub poza kadrem...

Odpowiedz
#8
Oglądałem, oglądałem tez remake etc. nie jestem fanem tego typu filmów i szczerze przyznam, że mało z niego już pamiętam (z orginału)...

Osobiście wole filmy z elementem mistycyzmu, bo co to za horror jeśli takie coś może się wydarzyć? A skoro coś może się wydarzyć i jest realne to chyba zaklasyfikujemy to do thrilleru :wink:
Onoprienko Anatolij jest na to najlepszym przykładem, człowiek który w latach 1989-1995 zabił około 70 osób (do dzisiaj nie wiadomo ile ich było dokładnie). Takich kolesi było więcej, ale ten ukrainiec to rekordzista.


Pozdr.
Coppola 12... Pfff

Odpowiedz
#9
Admin napisał(a):Stwierdzenia na temat "współczucia" są niegrzeczne i źle świadczą o dyskutancie, który "współczuje".

P.S.: I lepiej, aby ten tekst nie został drugi raz usunięty, podobnie jak nie radzę więcej usuwać jakichkolwiek uwag od moderatora / admina.

Hola, hola, proszę pana, co znaczy "drugi raz"? Ja NIGDY nie usunąłem żadnego czerwonego tekstu.

-----------------------------------

Dopisek:

Czy Admin albo Moderator, albo ktokolwiek inny władny mógłby wyjaśnić to nieporozumienie? Czekam.

Musialy zadzialac jakies czary. Zwracam honor.

Odpowiedz
#10
Film normalnie pierwsza klasa :D obejrzalem i jestem naprawde pod wrazeniem . Juz sam poczatek wprawia w ponury nastroj . Rodzinka bardzo przekonywujaca , sceny smierci interesujace . Sam klimat domu i fakt , ze w nim kryje sie samo zlo - Leatherface . Podobala mi sie tez strona dzwiekowa :) nie wiem co to byl za odglos , ktory wywolal u mnie gesia skore :) chyba mlot pneumatyczny + cos jeszcze :D super !

Odpowiedz
#11
Obejrzałem oryginał wczorajszej nocy i jeszcze mam w uszach dźwięk piły mechanicznej. Film aż kipi od barbarzyńskiej, nieokrzesanej przemocy, jednak podanej (jak dla mnie) w sposób całkowicie akceptowalny. Hooper nie korzysta z żadnych półśrodków, nagłych cięć montażowych, szybkich ujęć etc. Wręcz rozpasa się widokiem tytułowej masakry, przyprawiając mnie o ciarki. Drugiego takiego filmu to ze świecą dzisiaj szukać.

Zawsze zastanawiało mnie, czy jest jakiś horror w którym giną wszyscy bohaterowie. Oglądając TCM miałem nadzieję, że w końcu takowy odnalazłem. Z przykrością stwierdzam, że to jeszcze nie ten, chociaż do ostatnich minut filmu reżyser roztacza przede mną taką możliwość. Wszak główna bohaterka nie ma dokąd uciec, dookoła pustkowie aż po horyzont. Uporczywość godna podziwu (jakkolwiek cynicznie to brzmi). Chcąc ratować życie gotowa jest wyskoczyć przez zamknięte okno. Jej zmagania pokazane są całkiem realistycznie (ucieczka przez las- my fauvorite). Na bok panienki ze slasherów, które zamykają się w pokojach i liczą, że morderca da sobie spokój. Oni nigdy nie dają za wygraną. Leatherface wycina nawet dziurę we własnych drzwiach, byleby dopaść ofiarę.

Główną siłą napędową tego horroru jest również jego brudny, cuchnący klimat. Wiadomości z radia o bezczeszczeniu cmentarza, niekorzystny wpływ Saturna, opowieści o pracy w rzeźni czy w końcu sam prolog nie zwiastują niczego dobrego o tej wsi. No i upał. Bohaterowie tłoczą się w ciasnej furgonetce, pewnie aż j*bie od nich potem, co o dziwo jest wyczuwalne podczas seansu.

Wiele po tym filmie się nie spodziewałem, zwłaszcza, że nie czytałem wzwodu Mentala na jego temat. Zaraz po "Lśnieniu" to drugi mój ulubiony horror. A remake średnio mi się podobał. Zbyt ugrzeczniony. Kręcąc na nowo TCM nikt pewnie ani myślał, by wśród bohaterów był inwalida na wózku. Do szurniętej rodzinki musiano rówież dodać jednego zdrowego na umyśle chłopca oraz kobiety, byleby tylko było równouprawnienie.

Odpowiedz
#12
Apone, a nie mówiłem? :)

Odpowiedz
#13
No właśnie przy okazji powtórkowego seansu remake'u na Ale Kino uderzyło mnie jak bardzo ten film jest niekrwawy. W każdym możliwym momencie gdzie "coś" ma miejsce kamera tego nie pokazuje.
Za to "TCM: The Beginning" to już pozycja obowiązkowa dla fanów gore.

Odpowiedz
#14
Nigdy nie byłem zwolennikiem przelewu krwi w horrorach. To takie proste - wylać wiadro posoki, a potem umieścić na plakacie napis: "Najbardziej krwawy horror od czasów X". Sztuką jest wywołać ciąg obrzydliwych skojarzeń. Pod tym względem oryginalna "Masakra" pozostaje niedoścignionym wzorem.

Odpowiedz
#15
Jeszcze słów parę o realiźmie w TCM 74', czyli o tym, co mnie najbardziej urzekło w tym filmie.
Mianowicie: konwulsje. Po raz pierwszy spotykam się z czymś takim w jakże bogatej historii horrorów. Koleś obrywa młotem w łeb i ogłuszony pada na ziemię. W każdym innym straszaku dawno leżałby martwy, natomiast tutaj trzęsie się podrywany ostatnimi drgawkami. Podobnie jest z dziewczyną umieszczoną w zamrażalniku. Kiedy Jerry otwiera wieko, ona momentalnie próbuje wyskoczyć. No i scena pościgu Leatherface'a za Sally: dziewczyna w przypływie adrenaliny nawet nie patrzy dokąd biegnie. Byleby tylko spieprzyć jak najdalej od tego psychopaty. Przez co obija się o najrozmaitsze drzewa, co rusz upada, a kiedy w końcu dobiega do stacji benzynowej nie ma nawet siły by nabrać tchu i cokolwiek powiedzieć.

Całkowicie masakryczny wydał mi się pomysł z kalekim Franklinem. W remake'u całkowicie go pominięto. Dzisiaj nikt nie odważyłby się na podobny zabieg. Natomiast oglądając oryginalne TCM rozdziabiłem szeroko gębę na jego widok. "Nie, to niemożliwe" pomyślałem. A jednak. Hooper nie pozostawia nam żadnych złudzeń. Franklin jak i reszta zostaje zmielony. Na dodatek przykuty do wózka nie ma żadnych szans na ucieczkę.

"Texas Chainsaw Massacre" nie jest strasznym horrorem, jeno makabrycznym. Straszne są horrory w których napięcie ukazywane jest zdawkowo: coś nam prześmignie przed oczyma lub jedynie domyślamy się gdzie teraz jest oprawca. W TCM pławimy się w przemocy. Jak masakra, to pełną parą. Żadnych niedomówień. Długie, ciągnące się ujęcia podczas scen morderstw (choćby wspomniany wyżej Franklin). Ogromne zbliżenia. Części osób pewnie wyda się to po prostu chore. W TCM nie zaznamy zawiłej intrygi czy bogatego scenariusza. Fabuła jest prosta i klarowna. Dostajemy jedynie filmową makabrę w czystej postaci.

P.S.
Mental możesz pokazać jak wygląda to ekskluzywne, snobistyczne, kartonowo- tekturowe wydanie tego mistrzowskiego horroru które masz i nikomu nie dasz? :wink:

Odpowiedz
#16
Widziałem tylko Remake i dzisiaj obaliłem Begining . Osobiście Remake bardziej mi sie podobał Begining nie ma tego klimatu ale tez daje rade i troszeczkę odstępuje od Remake ( słabszy klimat i ogólna atmosfera minimalnie). Szeryfek Rulez . Na dniach z ciekawości zabiorę się za oryginał z 1974 zobaczymy jak ma sie do owych obrazów :D

Odpowiedz
#17
Tak mówicie i mówicie, ale to nie zmienia faktu, że najkrwawszym filmem w historii jest Hot Shots 2 :)
Aktualnie rządzi: ja

Odpowiedz
#18
Kurczak wbity w klatke piersiową- makabra ;)
Coppola 12... Pfff

Odpowiedz
#19
Rewelacja. Pomimo tylu lat od powstania, TCM nadal trzyma się bardzo mocno, będąc do dziś niezaprzeczalnym klasykiem i filmem który na stałe zapisał się na kartach filmowej historii. :) Niesamowicie sugestywna atmosfera, duża dawka brutalności (niewiele tutaj gore, przemoc jest zasugerowana, przez co chyba jeszcze bardziej oddziaływuje na widza), scena pierwszego pojawienia sie Leatherface'a dosłownie zmiata. Paradoksalnie pomimo bardzo małego budżetu aktorstwo jest zaskakująco dobre, zwłaszcza odtwarzająca główną rolę Marilyn Burns pokazała wielką klasę. Sceny jej psychicznego maltretowania wypadły bardzo naturalnie.

Jak na moje to jeden z najlepszych horrorów ever, TCM na długo pozostaje głowie nie pozwalając o sobie zapomnieć. Co zabawne debiut reżyserski Hoopera, już na zawsze pozostanie jego najsłynniejszym i najlepszym dziełem. Cóż postawił sobie poprzeczkę zbyt wysoko.

Co do remaku, był dobry. Ale to już horror czysto rozrywkowy, oryginał nie ma z rozrywką nic wspólnego.

Mental napisał(a):No może z wyjątkiem unikatowego epizodu X-Files pt. "Home", który nie dość, że zupełnie odstawał od klimatu całej serii, to jeszcze oferował sporą dawkę wyuzdanej przemocy.

To prawda, znakomity odcinek.

Odpowiedz
#20
Co za porty film totalnie mnie zniszczył ;/ wole remake :P

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Reykjavik Whale Watching Massacre (reż. Júlíus Kemp) Mental 19 3,503 20-04-2010, 19:11
Ostatni post: slepy51



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości