!!!SPOJLERY!!!
Dzieło. Film wielki. Adaptacja książki która przewyższa oryginał. To tak w skrócie, a teraz dokładniej - zmieniono ile się dało, Hawkeye zamiast być rówieśnikiem, przyjacielem i "bratem" Chingachgooka jest jego przybranym synem. Oczywiście młodszym niż jego ksiązkowy odpowiednik. Zmienili mu nazwisko, zakochuje się, czego w książce nie było. Major Heyward przedstawiony jako wredny typ, któremu głownie małżeństwo z Corą w głowie, do tego na końcu się heroicznie poświęca, podczas gdy w książce ani nie był takim dupkiem, ani nie zginął, zresztą podobnie jak i Munro. Tutaj mieli mniej szczęścia, za to więcej go miała Cora Munro, która zamiast romansować z Unkasem romansuje z naszym głownym bohaterem i lepiej na tym wychodzi kosztem swej młodszej siostry która w książce oczywiście nie zginęła. No i przepadł gdzieś Gamut, czyli postać o komediowym charakterze i w sumie dobrze że przepadł bo nie było tu dla niego miejsca.
KONIEC SPOJLERÓW
I najciekawsze jest to, że te wszystkie zmiany sprawiają, że film od książki jest po prostu lepszy.
Do tego dochodzi świetna rola Day-Lewisa oraz jedna z największych atrakcji - muzyka - tu bym się mógł rozpisac, ale już to zrobiłem na stronie w dziale muzyki filmowej więc powiem tylko, że lepszej muzyki filmowej niż to co zrobili Trevor Jones i Randy Edelman nie słyszałem nigdy i wątpię, żebym kiedykolwiek usłyszał. Rewelacyjny motyw przewodni to w tym wypadku tylko jedna z atrakcji, danie głowne mamy na koniec. "Promentory" czyli kawałek, który usłyszymy w finale po prostu miażdży.
Wielka szkoda, że film ten nie doczekał się wersji reżyserskiej z prawdziwego zdarzenia, bo tzw Director's Expanded Edition, dłuższa od wersji kinowej o 3 minuty z pewnością nie satysfakcjonuje, zwłaszcza, że wycięto z niej trochę dialogów i świetną piosenkę "I Will Find You".
Tak czy inaczej " Ostatni Mohikanin" to film wspaniały, dopisuję do listy filmów z 10/10
23-03-2008, 01:42
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-01-2016, 17:35 przez Mierzwiak.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Cytat:Adaptacja książki która przewyższa oryginał. To tak w skrócie, a teraz dokładniej - co prawda zmieniono ile się dało
na tym polega tworzenie zajebistych filmów na podstawie jakiegokolwiek pozafilmowego wzorca - bierzesz wzorzec i zmieniasz w nim, ile się da.
a sam film oczywiście wspaniały - mocne 9/10.
23-03-2008, 01:46
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
Najpierw zapoznałam się z książką potem z filmem. Na początku oglądając go byłam nieco zdziwiona takimi dalekimi zmianami co do oryginału, ale potem już film tak mnie wciągnął i pochłonął, że po prostu stwierdziłam, że lepiej tego nakręcić nie można było.
Muzyka rzeczywiście jest cudowna - często do niej wracam, mam ją na płytach cd, w odtwrzaczu mp3 gdzie gości od kilku już lat i nigdy mi do głowy nie przyszło żeby ją skasować, czy zastąpić innymi kawałkami. Świetnie słucha się jej w każdych warunkach. Jeden z lepszych soundtracków.
Mental napisał(a):na tym polega tworzenie zajebistych filmów na podstawie jakiegokolwiek pozafilmowego wzorca - bierzesz wzorzec i zmieniasz w nim, ile się da.
Moim zdaniem często nadużywamy: "na podstawie książki" lub "na motywach książki" - dla mnie to dwa odzielne stwierdzenia i należy ich używać bardziej ostrożnie.
"Na podstawie książki" - oznacza dla mnie wierną adaptację filmową z minimalnymi zmianami (lub żadnymi) - jednak losy postaci, fabuła filmu jest wierna książce; takim filmem są na przykład "Wichrowe wzgórza".
"Na motywach książki" - oznacza dość luźną adaptację, a książka posłużyła tylko za punkt wyjściowy - jednak fabuła filmu lub losy jego bohaterów mogą znacznie różnić się niż te opisane w książce. Takim właśnie filmem jest dla mnie " Ostatni Mohikanin".
Zdecydowanie większą odwagę reżyser (lub scenarzysta) musi wykazać decydując się krecić film "na motywach książki" (zwłaszcza kiedy sama powieść jest dziełem kultowym) - jednak w przeważającej większości ryzyko się opłaca bo wychodzą z tego pamiętne dzieła jak właśnie "Otatni Mohikanin", "Blade Runner", czy też "Greystoke: The Legend of Tarzan" - najlepsza adaptacja filmowa Tarzana.
23-03-2008, 08:16
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Jakby się mnie ktoś spytał co to jest kino przygodowe, i dlaczego nie można go wpakować do worka z napisem 'historyczny' albo 'akcja', to bym mu pokazał Mohikanina.
Nie bardzo wiem jakim cudem Mann, Day-Lewis i kolesie od muzyki się spotkali. To był najlepszy z możliwych wariantów, a że najlepszy wariant to i najlepszy film wyszedł jaki wyjść mógł. Za każdym razem gdy słyszę pierwsze tony Promentory mam ciarki.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
23-03-2008, 12:34
Film ma też film kilka ciekawych wpadek jak np dobrze widoczne przez sekundę autobusy w scenie opuszczania fortu przez Anglików, butla z gazem w tej samej scenie czy też facet w czerwonej czapce widoczny tylko przez ułamek sekundy w polowaniu na jelenia na początku filmu no i zmiany pogody co kilka sekund w końcówce
23-03-2008, 12:41
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,116
Liczba wątków: 67
Monika napisał(a):Moim zdaniem często nadużywamy: "na podstawie książki" lub "na motywach książki" - dla mnie to dwa odzielne stwierdzenia i należy ich używać bardziej ostrożnie.
"Na podstawie książki" - oznacza dla mnie wierną adaptację filmową z minimalnymi zmianami (lub żadnymi) - jednak losy postaci, fabuła filmu jest wierna książce; takim filmem są na przykład "Wichrowe wzgórza".
"Na motywach książki" - oznacza dość luźną adaptację, a książka posłużyła tylko za punkt wyjściowy - jednak fabuła filmu lub losy jego bohaterów mogą znacznie różnić się niż te opisane w książce. Takim właśnie filmem jest dla mnie "Ostatni Mohikanin".
czy ja wiem - tak trochę nie do końca. Tu posłużę się przykładem Zaklinacza koni, w którym to Redford zmienił tyle, ile się da, ale wszelkie głównie postaci i konflikty zostały zachowane (a nawet trochę lepiej rozwinięte, jak w książce) i z całą pewnością nie nazwałbym tego filmu "na motywach".
24-03-2008, 21:05
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Niewiele ten film ma w sobie z Manna, tworcy, ktory w kazdym filmie stara sie przeciez podejmowac ten sam temat. Kiedy sie oglada ten film mozna odniesc wrazenie, ze jego jedynym mannowskim elementem jest to, ze glowny bohater to mezczyzna po trzydziestce. Wlasciwie dopiero pod koniec mozna natknac sie na slady tego, o czym traktuja wszystkie jego filmy. Ale i tak nie ma rewelacji.
Zostawiajac juz jednak osobe rezysera: Ostatni Mohikanin to kanoniczne, raczej suche kino kostiumowe. Ze spieprzona koncowka, ktorej potencjal dramatyczny byl ogromny. Ze zrypanym - nigdy bym nie pomyslal, ze wystosuje ten zarzut wobec filmu Manna - montazem. Prawdopodobnie wynuzylby mnie ten film calkowicie, gdyby nie Magua, w zasadzie jedyny, obok partytury, jasny punkt tego filmu. Intrygujaca, pelnokrwista, zlowieszcza postac.
Skad takie wysokie oceny dla tego filmu w temacie o Mannie?
20-06-2009, 15:46
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Jakuzzi napisał(a):Skad takie wysokie oceny dla tego filmu w temacie o Mannie?
Pewnie stąd, że ludzie nie patrzyli na niego przez pryzmat bardziej klasycznych filmów Manna (ja np gdy po raz pierwszy oglądałem go wieki temu to nie miałem pojęcia kto to Mann, ani o żadnym jego filmie) i mogli się delektować tym co widzą, bez doszukiwania się Mannowego stylu, w zamian dostali kapitalne kino przygodowe.
W sumie nawet rozumiem niechęć do tego filmu, bo znacznie odbiega od pozostałych pozycji Manna, ale nie można przecież tego, że reżyser spróbował czegoś zupełnie innego uznawać za podstawową wadę.
Ok, więcej w tej chwili nie mogę na ten temat powiedzieć bo od ostatniego seansu minęło już kilka lat, po prostu czułem się w obowiązku coś napisać ze względu na to pytanie
20-06-2009, 17:20
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Hannibal napisał(a):ale nie można tego uznawać za podstawową wadę - bo reżyser spróbował czegoś zupełnie innego
Ustosunkowalbym sie do twojego wpisu, gdybys ty wpierw uwaznie przeczytal moj.
20-06-2009, 17:25
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
No dobra, do skopanego montażu itp to się jednak ustosunkować teraz nie mogę z w/w powodu.
Ale za to zapytam: co jest spieprzonego w końcówce?
20-06-2009, 17:29
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
To nie tylko kwestia skopanego montazu, nie widze w tym filmie po prostu nic wiecej poza standardowym tworem kostiumowym, raczej beznamietna ekranizacja powiesci. Porownaj sobie Mohikanina i Braveheart: roznica jest przepastna.
Co do koncowki: generalnie chodzi o brak odpowiedniego wyczucia dramaturgii. Poza tym decyzje, ktore podejmuja w finale niektorzy bohaterowie, sa dla mnie niezrozumiale. (Chodzi mi przede wszystkim o mlodsza corke Munro). Przydaloby sie, zeby scenarzysci poswiecili im nieco wiecej atencji w toku filmu, co by pobudki ich pozniejszych decyzji mialy uzasadnienie, a same decyzje lepszy wydzwiek emocjonalny.
20-06-2009, 17:45
Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
Zgadzam się z Jakuzzim. Jakiś rok temu postanowiłem odświeżyć sobie ten film, bo od czasu premiery kinowej (mama mnie zabrała  ) w wieku bodajże ośmiu lat (wtedy bardzo mi się podobało), nie widziałem tego filmu, no i wrażenia po seansie miałem bardzo mieszane. Takie to dosyć mechaniczne i bezduszne kostiumowe kino przygodowe niespecjalnie angażujące widza w trakcie seansu. Po roku pamiętam prawie tyle samo co z dzieciństwa, tzn. złego Indiańca oraz Day-Lewisa pędzącego z tomahawkiem
20-06-2009, 18:06
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
ja wyżej dałem mu ocene 9/10, w topicu o Wyroczni 8/10, a prawda jest taka, że za dobrze nie pamiętam tego filmu:) nigdy nie stawiałem mohikanina w szeregu kanonicznych utworów Manna, zawsze lokowałem go poza nawiasem jako jednorazowy skok w bok. na ten moment daje mu z łaski te osiem oczek, ale coś mi mówi, że gdybym sobie odświeżył ten film teraz, to nie byłoby tak różowo.
Jakuzzi napisał(a):Przydaloby sie, zeby scenarzysci poswiecili im nieco wiecej atencji w toku filmu
"więcej atencji w toku filmu"? what the fuck?:) az musiałem z wrazenia słownik otworzyć:)
20-06-2009, 18:15
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,116
Liczba wątków: 67
Jakuzzi napisał(a):Skad takie wysokie oceny dla tego filmu w temacie o Mannie?
bo to bardzo dobra przygodówka po prostu
Phil napisał(a):Zgodzę się, że to co robi w finale młodsza siostra jest mało uzasadnione
czy ja wiem - jej miłość właśnie została zabita, a ona sama stoi przed perspektywą spędzenia reszty życia z jakimś niezbyt sympatycznym Indiańcem, to i pokazała mu faka  z gorszych powodów ludzie się zabijają
20-06-2009, 19:53
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,116
Liczba wątków: 67
widać ona uważała inaczej  warto w końcu nadmienić, że to ledwo co dorośnięta dziewoja z czasów zupełnie innych
20-06-2009, 21:18
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Phil napisał(a):Tylko, że ta ich miłość nie wyglądała znowu na taką wieeelką .
Powiedzialbym wiecej: tej milosci w tym filmie po prostu nie bylo. Postawa Uncasa (choc tez naciagana) jest jeszcze do zaakceptowania, bo jakas drobna sugestia, ze sie zadurzyl niby sie w filmie pojawia.
Mefisto napisał(a):bo to bardzo dobra przygodówka po prostu 
Bardzo dobra przygodowka to The Curse of Monkey Island.
Cytat:z gorszych powodów ludzie się zabijają
Zapomniales dodac usmieszka na koncu tego zdania, prawda?
20-06-2009, 21:23
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Phil napisał(a):Kobieta, jak zawsze u Manna, przynosi nieszczęście.
Prawie zawsze.
Cytat:Sprawia, że - powiedzmy - proste życie głównego bohatera zaczyna się komplikować, przez co ten musi m.in. złamać wyznaczone przez samego siebie zasady.
To sie akurat zgadza, (dlatego tez w pierwszym poscie napisalem, ze Manna jest tutaj niewiele, a nie, ze w ogole go nie ma), ale czesciowo. Tutaj losy glownego bohatera komplikuje w pierwszym rzedzie wojna, nie kobieta. A o zasadach, ktorymi sie kieruje, wiemy niewiele, zeby nie powiedziec - nic.
Strona techniczna natomiast to strzal w plot, bo raz, ze za zdjecia i muzyke nie odpowiada Mann, dwa, ze rezyseria tutaj perfekcyjna nie byla, a trzy, ze troche trudno przyjmowac perfekcyjnosc strony technicznej jako wyroznik jakiegos rezysera.
20-06-2009, 22:01
Nowy
Liczba postów: 968
Liczba wątków: 13
Raz na jakiś czas, a zdarza się to generalnie dość rzadko (raz na kilka lat góra), pojawia się film, który po prostu jest arcydziełem. O tym filmie, nie można powiedzieć nic złego, nie można się przyczepić do niczego. Film, który nigdy się nie nudzi, który pozostaję wiecznie żywy, nie starzeję się, klimatyczny, ze wspaniałymi zdjęciami, genialnymi aktorami, z perfekcyjną muzyką. Czyste piękno w najczystszej postaci. Dlatego kochamy kino. Klasyk 10/10.
21-06-2009, 12:57
Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
Oconnel napisał(a):O tym filmie, nie można powiedzieć nic złego, nie można się przyczepić do niczego.
LOL. Czytałeś w ogóle ten temat przed napisaniem posta?
21-06-2009, 13:12
Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
Muzyka i świetne zdjęcia to motyw przewodni całej tej produkcji. Praktycznie końcowe 20 min to czysta muzyka w połączeniu z pięknym obrazem i jeszcze silniejszymi emocjami. Z ciekawostek można wymienić iż filmik wyszedł w wersji extended bodajże 10 min dłuższej w stosunku do oryginału ( brakuje w niej piosenki CLANNAD - I Will Find You oraz drobnych dialogów ) :
http://www.schnittberichte.com/schnittbericht.php?ID=391
21-06-2009, 14:43
|