Na forum nie ma tematu o oryginalnej trylogii Evil Dead, czas więc to zmienić. Pod koniec lat 70-tych grupa przyjaciół z liceum postanowiła chwycić za kamerę, tak powstały między innymi krótkometrażówki „Clockwork” i „It's Murder” (która ostatecznie rozrosła się do 70 minut). Bruce Campbell, Sam Raimi, Rob Tapert i reszta filmowców amatorów miała jednak ambicje stworzyć pełnometrażowy film. Główny pomysł na zebranie funduszy zakładał stworzenie krótkometrażówki która będzie prezentacją dla potencjalnych inwestorów. „Within the Woods” powstało w 1978 roku, a według obowiązującej wersji jego pierwszym hojnym fanem okazał się dentysta ówcześnie 19-letniego Raimiego. Oczywiście młodzi i zdeterminowani pasjonaci nie mogli na tym poprzestać, zbiórka trwała wśród przyjaciół, znajomych i wszelkich możliwych inwestorów w stanie Michigan. Nikt pewnie nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że budżet amatorskiego „Book of the Dead” ostatecznie rozrośnie się do 375 tys$ i zmusi Campbella do zastawienia odziedziczonego domu.
Po wielu perturbacjach wśród których przewijały się brak funduszy, rezygnacja aktorów, wypadki na planie, czy rozbieranie występującej w filmie chaty w celu rozpalania ogniska mającego ogrzać ekipę, powstał horror mający dzisiaj miano kultowego. Obraz który potrafi zachwycić, rozśmieszyć, zaniepokoić, obrzydzić czy też zniechęcić swoją amatorszczyzną, najczęściej robiąc to wszystko w jednej scenie. Manifest stylu młodego reżysera i punkt odniesienia dla wielu marzycieli chwytających za kamerę.
Po ogromnej finansowej i artystycznej klęsce „Crimewave” Sam Raimi stanął przed wyborem, albo zwiąże swoje życie z ukończonymi studiami (literatura angielska), albo powróci do sprawdzonego pomysłu aby pozostać przy życiowej pasji. „Martwe zło 2” nie powstało już w tak wielkich bólach, nie było problemu z budżetem (nadal niskim bo wynoszącym 3.5 mln$), aktorami ani z ekipą (oprócz zmiany na stanowisku autora zdjęć). Jedynie zamieszanie z prawami do wykorzystania materiałów z pierwszej części i ciąża Betsy Baker grającej poprzednio Lindę, zmusiły twórców do nietypowego skrótu wydarzeń otwierającego film. Można było zrobić to lepiej, lub też wybrnąć w sposób nie prowokujący chaosu, ale z drugiej strony dwójka okazała się zupełnie innym filmem. „Evil Dead 2” nawiązywał do wspomnianego powyżej slapstickowego „It's Murder”, i kochanej przez Raimiego grupy komików „Three Stooges”. Powstała wybuchowa mieszanka horroru i komedii, Bruce Campbell został ikoną popkultury, a drzwi wielkich wytwórni stanęły przed Raimim otworem.
Po sukcesie kasowym „Darkmana” Raimi, Campbell i Tapert mogli wrócić do wcześniej porzuconego pomysłu. Już w „Evil Dead 2”, Ash, główny bohater serii miał przenieść się do średniowiecza, twórcy uznali jednak, że nie zdobędą odpowiedniego budżetu. Tym razem mieli jednak wsparcie Universalu, które później miało okazać się przekleństwem. „Armia Ciemności” powstawała bez większych problemów produkcyjnych, nadal niski w stosunku do zamierzeń budżet (11 mln$) wymusił jedynie usunięcie paru efektownych scen. Prawdziwy cyrk zaczął się w postprodukcji, od wymuszenia zmiany zakończenia, przez kategorię wiekową (początkowo film dostał NC-17 tak jak poprzednie części, podobno w pewnym momencie Universal próbował przemontować go nawet do PG-13, ostatecznie skończyło się na kategorii R dla tego w sumie niegroźnego i bajkowego filmu), po odłożenie filmu na półkę. Z perspektywy czasu przewija się wersja według której takie działania miały zmusić producenta Dino De Laurentisa do sprzedaży praw do postaci Hannibala Lectera.
Raimi po raz kolejny zmienił konwencję i swojego bohatera, w jedynce Ash jest wystraszonym nastolatkiem, starającym się unikać działania i prawie do końca pozostającym z boku koszmarnych wydarzeń, w dwójce obserwujemy jak ofiara stopniowo staje się twardym łowcą. Trójka przynosi sypiącego one-linerami, nieco tchórzliwego prymitywa, który dojrzewa do obrony zamku, a Campbell potrafi zdobyć sympatię widza dla wszystkich wcieleń pogromcy demonów. Od krwawego i w zamierzeniu mrocznego horroru gore, seria stopniowo przeszła do radosnej komedii fantasy z elementami dreszczyku. Teoretycznie takie przejście powinno dzielić fanów, „Armia Ciemności” stworzyła zresztą jakby własną franczyzę, ale sądzę, że w tym tkwi właśnie siła całej trylogii. Różnorodność wymieszana z mrugnięciami okiem i wewnętrznymi aluzjami pozwoliła zachować świeżość nawet przy pewnej powtarzalności pomysłów.
11-09-2013, 12:25 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-03-2014, 21:01 przez Szaman.)
Crossover został już zdementowany, a nowy "Evil Dead 2" odłożony na półkę po tym jak Fede Alvarez zajął się ekranizacją gry "Dante's Inferno". Jeśli wierzyć internetom, to uczestnicy konwentu w Nashville o mniej gorących głowach, twierdzą, że Bruce jedynie żartował. Z drugiej strony, niedawno Fede Alvarez stwierdził, że Raimi pracuje nad scenariuszem "Armii Ciemności 2", a o możliwym sequelu wypowiadał się w tym roku także Rob Tapert.
22-10-2013, 10:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-10-2013, 10:55 przez Szaman.)
Kiedyś, w dzieciństwie widziałem (nawet dwukrotnie ale nic nie pamiętam) Armie ciemności i to tyle odnośnie mojego kontaktu z serią. Lethal Weapon nadrobione, w sierpniu pora na tę serię.
25-07-2014, 21:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-07-2014, 22:01 przez Juby.)
(25-07-2014, 21:59)Juby napisał(a): Kiedyś, w dzieciństwie widziałem (nawet dwukrotnie ale nic nie pamiętam) Armie ciemności i to tyle odnośnie mojego kontaktu z serią. Lethal Weapon nadrobione, w sierpniu pora na tę serię.
Zgłaszam post jako "zaśmiecanie".
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Nadrobiłem trylogię ale krótkometrażowe Within the Wood pominąłem.
Pierwsze Martwe zło oglądało mi się mieszanie. W pierwszej połowie momentami się nudziłem, "aktorstwo" mnie odstraszało, idiotyzmy scenariusza też (czasami postacie znikają, albo nie słyszą co się dzieje w drugim pokoju) no i nagrane jest to... tak jak jest nagrane. Ale kurde, z drugiej strony to był przyjemny seans. Jako horror oryginalne Evil Dead już totalnie się nie sprawdza (ani razu się nie przestraszyłem, a oklepanych zagrań dla tego gatunku jest tu od groma i ciut, ciut) ale jako komedia owszem. Sporo tu zajebiście śmiesznych scen, fajnych efektów specjalnych i charakteryzacji. Raimi miał dobry pomysł i zrobił film na jaki pozwalał mu budżet... ale oczekiwania po takim klasyku miałem trochę większe. Może gdybym oglądał go w dzieciństwie to bardziej by mi się podobał. Dziś za bardzo trąci myszką.
Sequel (czy też nie ? bo streszczony w kilku minutach poprzedni film został mocno zmodyfikowany) aktorstwem, scenariuszowo i realizacyjnie miażdży oryginał. W końcu czułem, że oglądam FILM a nie amatorski zgryw z youtube typu "Bagman". Jednak z większym budżetem uleciało trochę fajnego creepy klimatu oryginału. Efekty specjalne są już bardziej "filmowe" a mrok ustąpił miejsca humorowi. Oczywiście gagi zaliczam na plus, one-linery też (scena ze "swollow this" mnie rozwaliła!), i w ogóle Martwe zło 2 podobało mi się bardziej od poprzednika, bo ma więcej zajebistych scen (walka z ręką pokazującą środkowy palec, walenie głową dziewczyny o wszystko co popadnie, oko lecące do ust, montowanie piły jako ręki).
Koleś pojechał do domku z dziewczyną, a skończył w średniowieczu. :) Seria całkowicie porzuciła pierwotny gatunek, bo Armia ciemności to rasowa komedia. Momentami cholernie śmieszna ale i cholernie głupia. Początek znowu modyfikuje wydarzenia z poprzedniej części, a później wielokrotnie scenariusz szokuje idiotyzmami (Skąd Ash ma strzelbę po wyjściu ze studni? Strzelił 3 razy z dubeltówki nie przeładowując? Zwykły sklepikarz uczy średniowieczny zamek jak walczyć halabardami?). Za humor, charyzmatycznego głównego bohatera i jego teksty oceniam film pozytywnie, ale to chyba najsłabsza część trylogii.
Seria trzyma równy poziom, ale nie wiem czy ponownie przetrwam oryginał, a trójka dużo straciła w moich oczach względem wspomnień z dzieciństwa. Jeżeli kiedyś zechcę wrócić do Martwego zła, to prawdopodobnie tylko do drugiej części. Dziś zabiorę się za remake.
... remake to dno. Tak głupiego filmu dawno nie widziałem. Prolog zbędny. Przy scenie z tekstami "Nie czytaj tego" na każdej stronie księgi zła, a koleś mimo ich to czyta wybuchłem śmiechem. Bohaterowie nieciekawi i nieśmiertelni (możesz dźgać strzykawką, gwoździami, przebić szkłem klatkę piersiową, połamać nogi i czaszkę łomem, uciąć/urwać sobie rękę, zostać postrzelonym, pogrzebanym żywcem... i żyć). Na plus zarejestrowałem tylko dwa "straszne" momenty, niezłą muzykę w końcówce i spore jak na dzisiejsze horrory używanie praktycznych efektów. Za to 2/10
29-08-2014, 13:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-08-2014, 13:28 przez Juby.)
Sam tak surowo go jednak nie oceniam. Oczywiście jest to słabe, wtórne, "przekrwawione", 0,5 klimatu itd.
Ale podobały mi się, chyba, zdjęcia i...
Chyba była jakaś niezła scena z głową łosia, jelenia ? To było tu, czy w "Dom w głębi lasu"?
No i tyle pamiętam, z tego "serio" rimejka.
PS - Oglądałeś "Drag Me to Hell" ?
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
Nie wiem, jak to ocenię, po drugim seansie ale pierwszy wypadł całkiem dobrze. Spodziewałem się filmu w stylu "ED" i taki dostałem (z tego, co pamiętam). Nawet zdarzają się tam sceny, z których można ryć ;)
(29-08-2014, 19:01)raven.second napisał(a): W Evil Dead 2 głowa jelenia śmiała się z Asha. W Cabin in the Woods lasia całowała głowę wilka. Obie to niezłe sceny :)
Byłem blisko. Oczywiście chodziło mnie o "Cabin".
Motyw z Ashem... heh. Zupełnie o niej zapomniałem. Muszę sobie odświeżyć trylogię bo zabieram się już z 5 lat.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
29-08-2014, 22:51 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-08-2014, 22:52 przez shamar.)
Z okazji nadchodzącego serialu kolejny raz obejrzałem pierwsze "Martwe zło". Moje 10/10 nie jest oczywiście poważne i reprezentatywne, to film trącący amatorszczyzną w którym nawet dziecko dostrzegłoby manekiny, peruki na głowach dublerów, gumowe rekwizyty, niekonsekwencje w charakteryzacji, pękające rękawiczki, czy zmiany we fryzurach bohaterów. Wreszcie to obraz pełen idiotyzmów, o niedopracowanym scenariuszu, gdzie nadal głupkowatymi wątkami pozostają wyjście do lasu w poszukiwaniu źródła hałasu, bohaterowie uparcie ignorujący swoje krzyki w leśnej głuszy, czy Scotty raz pamiętający, a raz zapominający o zniszczonym moście. Ale ileż bym chciał na to wszystko pomstować, ileż bym przymierzał się do obniżania swojej oceny i ograniczenia swego uwielbienia, to Martwe zło znowu atakuje mnie prosto z ciemnego lasu. Wcale nie muszę czekać do wielbionej przeze mnie ostatniej sceny, aby znowu zapomnieć o wszelkich niedoskonałościach horroru Raimiego.
To film na którym widać krew, pot i łzy całej ekipy, na taśmie zdołano uchwycić całe zimne, ponure zadupie lasu w Tennesse, niesamowitą pasję młodych filmowców którzy bezustannie i mimo piętrzących się trudności dążyli do celu postawionego od najmłodszych lat. Nakręcili swój pełnometrażowy film, przy okazji przypadkiem zostając legendami kina grozy i inspiracją dla kolejnych pokoleń amatorów.
22-10-2015, 16:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-10-2015, 16:20 przez Szaman.)