Ankieta: Czy WFF jest...?
Zajebiste
Zajebi
[Wyniki ankiety]
 
 





25 WFF
#1
Tak tworzę skromny temacik - coś w stylu krótkiej piłki, lecz dotyczące samego festiwalu i filmów, na które warto lub nie warto pójść. W końcu jeszcze tydzień przed nami, a sporo do oglądania. Może inni (bo wiem, że chodzą) też coś skrobną od czasu do czasu. A może będą też i inne spostrzeżenia - czas pokaże.
Na razie moje wrażenia z dwóch pierwszych dni festiwalowych.

One for the Road - pozytywny, lekki, przyjemny film. Niestety również strasznie wtórny, naiwny, infantylny. Oto mamy noc z życia 4 kumpli, imprezowiczów. Noc dzieje się w stolicy Meksyku i na tym właśnie polega problem. Jak na takie miasto i taki kraj za dużo tu zbiegów okoliczności, za dużo znajomych-znajomych-znajomych i bardzo to wszystko naciągane, chwilami niemal jak z bajki. Do tego paru bohaterów, to maksymalni idioci i frajerzy - tym bardziej więc dziwi to, co im się przytrafia. Na plus piękne, pikantne panie. Generalnie seans fajny, ale przewidywalny strasznie. Można obejrzeć.

Zabiłem moją matkę - zupełnie inne kino od poprzedniego. Z jednej strony zimne, wykalkulowane, z drugiej poetyckie, kipiące od emocji i bardzo życiowe, choć celowo nieco przejaskrawione dla filmu. Relacja syn-matka i masa frustracji dla obu stron pokazanych z dużą dozą ironii i dramatu. Któż tego nie przeżył? Dobre kino, choć główny bohater niesamowicie irytuje swoim fryzem, sweterkami i wykrzykiwanymi ideologiami - czasami po prostu powinien dostać po łbie, to może by mu przeszło. Dobry, trochę nierówny film, który można zobaczyć.

Wróg - znowu kino latynoskie. Niestety mocne gówno. Oto przez cały czas mamy pseudo-filozoficzne wywody na temat życia i śmierci, a wszystko toczy się w szpitalu. Czasem dostajemy banalne wstawki z życia gangsterów, ale ani to odkrywcze, ani porywające. Choć film trwa niespełna 80 minut, to ledwo wysiedziałem. Ciężkie, dosadne kino. Niestety niezbyt udane. Na razie jedyny zawód festiwalu - można spokojnie omijać.

Disco i wojna atomowa - świetny dokument z masą humoru i wstawkami stylizowanymi na wydarzenia (niekiedy niby) prawdziwe. Całość prawi o tym jak finlandzka i estońska telewizja wpłynęły na siebie, obywateli obu krajów i przyczyniły się do upadku komunizmu. Rechotałem ze śmiechu, tym bardziej, że sporo pokazanych faktów było obecnych także i w naszej Polsce Ludowej (choć ta ani razu nie wspomniana, poza Fiatem :D ). Jak ktoś lubi dokumenty - a must see. Inni też powinni oblukać.

Zabić sędziego - kolejny świetny dokument, powstały z polecenia samego Platiniego, który chciał stworzyć film pseudo-propagandowy, zachęcający do wybrania tej profesji (oczywiście twórcy mieli swój pomysł i po pierwszym pokazie Platini do dziś nie wie co z tym filmem zrobić). Filmowcy mieli dostęp absolutnie wszędzie podczas mistrzostw Austria-Szwajcaria i efekt jest świetny. Całość skupia się na paru postaciach, w tym na Webbie i jego słynnych decyzjach podczas meczu Polskich "orłów". Widać analizy, sposób porozumiewania się sędziów, podejmowania decyzji w ciągu 5 sekund i ogólnie ich życie podczas takich imprez. Dla fanów futbolu i sportu w ogóle pozycja obowiązkowa. Mi od razu szacunek do tych ludzi wzrósł, bo presja jest naprawdę ogromna, co widać w każdym kadrze. Warto zobaczyć, tym bardziej, że film właściwie nie istnieje - po premierowym pokazie na jakimś innym festiwalu, Warszawa jest jedynym miejscem, gdzie można go oglądać.

(500) days of Summer - polski tytuł nie oddaje ducha filmu do końca. Fenomen! Jak dotąd najlepszy film jaki widziałem na WFF i jeden z lepszych w tym roku. Film o miłości bez miłości, film piękny, szalenie pozytywny i mocno filmowy, a jednocześnie tak cholernie życiowy, że nie można nie identyfikować się z bohaterem (przez 2/3 czułem się, jakbym oglądał swoje perypetie, tylko zmieniono szczegóły). Kapitalny debiut! Jedynie sama końcówka w bardzo hollywoodzkim stylu, ale nie dbałem o to, bo raz, że nie do końca serio, a dwa, że nie niszczy ogólnego wrażenia. Ba! Ma się ochotę na więcej! Koniecznie trzeba obejrzeć. Mam nadzieję, że film wejdzie do kin w PL, bo zwyczajnie powinien.

Journey to Saturn - świetna, śmieszna i w miarę świeża animacja z Danii. Opowiada o tym, jak rząd tego niewielkiego królestwa wybiera bandę nieudaczników, aby ci polecieli na Saturna z zamiarem zdobycia ichniejszych dóbr, które potem można przetworzyć. Celna satyra na...wiele rzeczy. Banan gwarantowany od początku do końca. Dostało się wszystkim, łącznie z samym Bogiem. Dużo seksu, przekleństw, filmowych cytatów i aluzji. Dużo celnych przytyków, nie tylko do rządu i życia w Danii. Ponoć już planują sequel...Polecam!

[ Dodano: Nie Paź 11, 2009 22:12 ]
Gigantic - jest Paul Dano, jest Zooey, jest świetny Goodman; jest fajny klimat i galeria niecodziennych-codziennych postaci. Niestety to za mało. Film gdzieś w połowie rozmywa się, zaczyna się dłużyć i w rezultacie prowadzi do nikąd. Końcówka po prostu następuje, nie przynosząc właściwie nic - podobnie jak cały film. To takie nie do końca udane Garden State zmiksowane z Lost in translation, w dodatku z dziwacznymi wątkami (Zach Galifianakis - WTF??), niepotrzebnie dziwacznymi dialogami i zachowaniami niektórych postaci (powaga - cały drugi plan przypomina chwilami zbiór niedorozwiniętych nerdów, choć idiotami nie są, a wręcz przeciwnie). Parę scen to klasa sama w sobie, ale generalnie wyszedł zakalec. Spokojnie można omijać, chyba, że ktoś lubi takie powolne, snujące się bez celu filmy z fajnymi, acz niedojebanymi typami.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#2
Moje stwierdzenie będzie krótkie i brutalne. WFF pod względem organizacyjnym jest festiwalem słabym, trochę snobistycznym i nie mającym własnej osobowości. Jednak pod względem doboru repertuaru jedynie Off Camera może się z nim równać. Szacunek dla programatorów.

Najlepsze na chwilę obecną filmy: "Moon", "Zabić sędziego" oraz "500 dni miłości".
KMF - Follow your dream to fly
-----------------------------
Ostatnio widziane:
Meet John Doe: 8.5/10 | Arsenic and Old Lace: 10/10 | You Can't Take It With You: 8/10 | Frost/Nixon: 8/10 | The Chaser: 7/10 | Transporter 3: 4.5/10

Odpowiedz
#3
Beowulf napisał(a):WFF pod względem organizacyjnym jest festiwalem słabym, trochę snobistycznym i nie mającym własnej osobowości.

w sumie nie sposób się nie zgodzić, ale jednak - człowiek i tak chodzi :)

a tymczasem...

Metropia - zawód. Graficznie i klimatycznie film świetny (choć nieprawdopodobny, jeśli przyjąć, że akcja dzieje się w 2024 r.). Także postaci są ok. Ale całość taka niedojebana trochę, zabrakło czegoś więcej na koniec, czuć spory niedosyt i generalnie jest to przerost formy nad treścią. Można obejrzeć, ale w sumie po co?

Esterhazy - krótka animacja, na pół-polska, dołączona do Metropii. Przeraźliwie to nudne i nijakie. No i lata świetlne za takim Wallece i Gromit (też plastelina). Na podstawie książki - i tylko to chyba go ratuje, bo książka zdaje się dla dzieci. Ja odradzam. Lepiej odbyć w tym czasie stosunek płciowy lub obejrzeć wspomniane W&G.

Mamut - bez kitu powinno się nazywać Babel 2. Mamy podobne postaci, podobne problemy, bodobne wymieszanie kulturowe, podobny łańcuszek zdarzeń (choć o zupełnie innym, słabszym wydźwięku), podobną tematykę społeczno-rodzinną. Ba, nawet aktorzy ci sami (Bernal). Generalnie nie przepadam za tego typu kinem, bo ciągnie się w nieskończoność i niewiele oferuje w zamian (to w końcu takie Okruchy życia, tylko bardziej artystyczne, cokolwiek to znaczy). Nie polecam, ale i nie odradzam.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#4
Mefisto napisał(a):One for the Road - pozytywny, lekki, przyjemny film. Niestety również strasznie wtórny, naiwny, infantylny.
Możesz wyjaśnić, co w tym filmie było naiwnego i infantylnego?
Film doskonale balansuje na granicy pomiędzy gorzką opowieścią o samotnym, zagubionym pokoleniu dwudziestoparolatków, a trochę romantyczną historią jednej nocy, kilku magicznych spotkań. Żadnego walenia po ryju nihilizmem, znudzeniem i cholera wie czym. Dla mnie to bardzo życiowy film.

Cytat:Dobre kino, choć główny bohater niesamowicie irytuje swoim fryzem, sweterkami i wykrzykiwanymi ideologiami - czasami po prostu powinien dostać po łbie, to może by mu przeszło. Dobry, trochę nierówny film, który można zobaczyć.


Cytat:Jedynie sama końcówka w bardzo hollywoodzkim stylu, ale nie dbałem o to, bo raz, że nie do końca serio, a dwa, że nie niszczy ogólnego wrażenia.
No moim zdaniem niszczy właśnie, może nie do końca, ale tak to zawsze można

Cytat:Esterhazy - krótka animacja, na pół-polska, dołączona do Metropii. Przeraźliwie to nudne i nijakie. No i lata świetlne za takim Wallece i Gromit (też plastelina).
Ej no, właśnie ta animacja jest niesamowicie urokliwa w swej niedoskonałości, rozmazaniu, tych wszystkich odciskach linii papilarnych na króliczych główkach...
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#5
Artemis napisał(a):Możesz wyjaśnić, co w tym filmie było naiwnego i infantylnego?
(...)Dla mnie to bardzo życiowy film.

Ty tego nie widzisz? stolica Meksyku, a bohaterowie robią sobie właściwie co chcą i zero konsekwencji praktycznie. 2/4 bohaterów męskich to konkretni debile, a nie tylko nic im się specjalnego nie dzieje, a nawet wychodzą na swoje. Czy film jest bardzo życiowy? Nie, nie jest. Postaci są fajnie przedstawione, widać ich zagubienie w tym świecie, ale cała druga połowa filmu to jakaś bajka. Urocza, nie powiem, ale lekko irytująca i przewidywalna.

Cytat:

no i? ani trochę nie czyni go to mniej irytującym (choć przynajmniej nie ma sweterka)

Cytat:Ej no, właśnie ta animacja jest niesamowicie urokliwa w swej niedoskonałości, rozmazaniu, tych wszystkich odciskach linii papilarnych na króliczych główkach...

W&G też mają odciski palców na sobie, a jednak 3 poziomy wyżej stoją

a tymczasem...

Lymelife - mocarna obsada rodem z Ice Storm i... bardzo zbliżona do tego właśnie filmu. Mamy przedstawione życie na amerykańskich przedmieściach wczesnych lat 80, pokazane oczami dorastających dzieciaków. Świetni obaj Culkinowie i ich relacje, reszta obsady też bardzo dobrze się sprawuje. Poza tym bdb podskórne, narastające przekonanie, że coś się wydarzy... Naprawdę dobry film, końcówka nieco udziwniona jeśli idzie o przestawienie kulminacyjnej sceny, ale nie psuje to wrażenia. Nic odkrywczego, ale spokojnie można polecić.

Film, w którym gram - zaskakująco dobra makabreska, przywodząca na myśl Płytki grób, choć dalece bardziej śmieszna i nieprawdopodobna. Zachowanie głównych bohaterów na maksa nieodpowiedzialne i debilne, ale o to przecież chodzi, to napędza akcję. Uśmiałem się nieźle, choć sporo tu naprawdę czarnego humoru. Kronika wypadków do polecenia. Zdecydowanie jeden z lepszych filmów WFF.

Przystojny Harry - Dobry film o przebaczaniu i ciemnej stronie każdego z nas. Z pozoru prosta i banalna historia o niczym, z każdą minutą zaczyna wciągać w powolne poznawanie bolesnej prawdy. Jej kolejne odsłony są natomiast bardzo ładnie dawkowane na słodko-gorzko. Kapitalna obsada aktorów drugiego planu, niezła muzyka i zakończenie na chusteczkę. Może trochę za dużo w tym miejscami Brockebackowego posmaku, a i razi pikseloza kamery cyfrowej, ale warto obejrzeć.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#6
Mefisto napisał(a):Ty tego nie widzisz? stolica Meksyku, a bohaterowie robią sobie właściwie co chcą i zero konsekwencji praktycznie. 2/4 bohaterów męskich to konkretni debile, a nie tylko nic im się specjalnego nie dzieje, a nawet wychodzą na swoje. Czy film jest bardzo życiowy? Nie, nie jest. Postaci są fajnie przedstawione, widać ich zagubienie w tym świecie, ale cała druga połowa filmu to jakaś bajka. Urocza, nie powiem, ale lekko irytująca i przewidywalna.
Nie wiem, czy taka przewidywalna. Ja byłam przekonana, że COŚ się stanie. Ale się nie stało.
Nie wiem, o co ci chodzi z tym Meksykiem. Myślisz że jak wyjdziesz na ulicę w Meksyku, to od razu dostajesz w ryj?

Cytat:
Cytat:

no i? ani trochę nie czyni go to mniej irytującym (choć przynajmniej nie ma sweterka)
??
Czy ja gdziekolwiek napisałam, że on nie jest irytujący??
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#7
Artemis napisał(a):Nie wiem, czy taka przewidywalna. Ja byłam przekonana, że COŚ się stanie. Ale się nie stało.

cały czas coś się działo - tylko niczym to nie zaskakiwało, to "dzianie się" :)

Cytat:Nie wiem, o co ci chodzi z tym Meksykiem. Myślisz że jak wyjdziesz na ulicę w Meksyku, to od razu dostajesz w ryj?

tego nie powiedziałem, ale w jednym z najliczniejszych i najniebezpieczniejszych miast świata cały czas coś jest na rzeczy - o tym, że wszyscy się znają nie wspominam :)

Cytat:Czy ja gdziekolwiek napisałam, że on nie jest irytujący??

a więc link był po co?
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#8
Mefisto napisał(a):
Cytat:Nie wiem, o co ci chodzi z tym Meksykiem. Myślisz że jak wyjdziesz na ulicę w Meksyku, to od razu dostajesz w ryj?

tego nie powiedziałem, ale w jednym z najliczniejszych i najniebezpieczniejszych miast świata cały czas coś jest na rzeczy - o tym, że wszyscy się znają nie wspominam :)
Ja już nie pamiętam by tam było tak dużo tych zbiegów okoliczności

Cytat:
Cytat:Czy ja gdziekolwiek napisałam, że on nie jest irytujący??

a więc link był po co?
Kolo jest tak rozkosznie bufonowaty, że to aż przyjemność, oglądać z nim wywiady:)
Nie rozumiem, czemu wrzucenie linku miałoby sugerować jego polemiczny charakter
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#9
myślałem, że to Twoja odpowiedź :) i fakt, jest bufonowaty
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#10
To było potwierdzenie tego, co żeś napisał
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#11
Beowulf napisał(a):Moje stwierdzenie będzie krótkie i brutalne. WFF pod względem organizacyjnym jest festiwalem słabym, trochę snobistycznym i nie mającym własnej osobowości. Jednak pod względem doboru repertuaru jedynie Off Camera może się z nim równać. Szacunek dla programatorów.
To prawda ale zastanawiam się czy tak właśnie nie jest lepiej? Z drugiej strony myślę, że powoli tą osobowość zyskuje (szczególnie w kontekście poniższych wydarzeń):

"WFF dołączył do grupy dwunastu czołowych światowych festiwali – w Cannes, Berlinie, Wenecji, San Sebastian, Locarno, Karlowych Warach, Tokio, Mar del Plata, Moskwie, Montrealu, Szanghaju i Kairze.

FIAPF, czyli Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Producentów Filmowych, zaliczyła Warszawski Festiwal Filmowy do elitarnej kategorii międzynarodowych festiwali konkursowych."


Już w Polsce (w mediach) dzięki temu coraz więcej mówi się o WFF. Kiedyś lokalna (wręcz kameralna) impreza urosła do bodaj najważniejszego filmowego wydarzenia w kraju (choć nadal mam wrażenie, że marka WFF jest stosunkowo słabo rozpoznawalna - zdecydowanie za słabo jak na imprezę tej rangi). Moim zdaniem widać tu jednak pewien stały progres więc o przyszłość festiwalu byłbym spokojny. A czerwonych dywanów i gwiazdeczek się na nich pojawiających mi do szczęścia nie trzeba. Wystarczy, że organizatorzy będą podchodzić do doboru repertuaru tak jak do tej pory - czyli z ogromnym pietyzmem i wyczuciem. Ostatecznie to właśnie jest przecież najważniejsze. ;)

Odpowiedz
#12
BM, porównaj sobie poziom 25-letniego WFF i 10-letnich NH. To mówi wszystko.
A co do stowarzyszenia festiwali, to akurat tym chyba tak bardzo nie należy się przejmować, kilku wielkich imprez tam brakuje, typu Toronto czy Rotterdam, bo nie chce im się płacić składek czy licho wie co.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#13
Artemis napisał(a):BM, porównaj sobie poziom 25-letniego WFF i 10-letnich NH. To mówi wszystko.
Prawda - NH po prostu promienieje aż miło. Trudno też nie zauważyć, że ma znacznie lepszą promocję w kraju niż WFF (nie wiem jak jest za granicą). No ale zupełnie mnie to nie dziwi bo dobrze znam Wrocław i zapał ludzi, którzy się tam biorą za jakiekolwiek przedsięwzięcia kulturalne. To takie niewarszawskie (przykre ale prawdziwe). Po prostu aż chce się działać w tym mieście. Może to troszkę przesadzona (i okrutna dla stolicy) opinia ale trzeba uczciwie przyznać coś jednak jest na rzeczy. Po prostu jakoś tak bardziej dla ludzi te wrocławskie Nowe Horyzonty.

Z tym 25 lat historii WFF to jednak przesada. Tak na poważnie (na festiwalowo i z pełną gębą) WFF działa chyba dopiero od kilku lat. Wcześniej to raczej podpadało pod bardziej pod jakiś lokalny przegląd w stylu imprez organizowanych w kinotece. Ja myślę, że warszawski festiwal dopiero zaczyna nieśmiało stawiać pierwsze kroki w pozycji wyprostowanej. Wcześniej to było raczej takie raczkowanie po omacku (tym bardziej, że wobec szeregu innych imprez nie traktowano go do końca poważnie). No ale spokojnie. Stolica ma potencjał, a ranga imprezy z roku na rok rośnie. Myślę, że repertuar już obecnie jest na bardzo wysokim poziomie. Pozostaje teraz praca nad marką, całą tą otoczką, promocja, infrastruktura, itd. Przecież na dobrą sprawę nadal jest to festiwal lokalny i częściej słyszę, że ktoś jedzie z drugiego końca Polski na NH niż WFF. Widać zaplecze ma jednak niebagatelne znaczenie, a jadąc gdzieś na kilka dni nie samym filmem człowiek żyje. Jest też coś takiego jak klimat imprezy. WFF wciąż jest troszkę taki "ęą" jak dla mnie. Taki francuski piesek trochę. Ale powiem wam, że to też ma swój urok. ;)

Odpowiedz
#14
Zgadzam się z BM w większości poruszonych kwestii. WFF rośnie i będzie jeszcze lepszy. Niemniej jednak muszą popracować nie tylko nad wymienionymi sprawami, ale przede wszystkim nad podejściem do samej imprezy. O program nie ma się co martwić.

A snobizm festiwalu nie jest aż tak dobrą rzeczą :D. Pasowałoby stworzyć chociaż namiastkę klimatu ENH i może pomyśleć nad rozwinięciem jakiejś filmowej dyskusji. Ludzie chodzą na filmy i nic z tego nie wychodzi praktycznie.

Podsumowując, WFF to dobry festiwal, ale ma wielki potencjał na bycie o wiele lepszym :).
KMF - Follow your dream to fly
-----------------------------
Ostatnio widziane:
Meet John Doe: 8.5/10 | Arsenic and Old Lace: 10/10 | You Can't Take It With You: 8/10 | Frost/Nixon: 8/10 | The Chaser: 7/10 | Transporter 3: 4.5/10

Odpowiedz
#15
NH mają przede wszystkim dobry pijar - newslettery, ulotki, facebook... Promocja WFF jest na o wiele niższym poziomie. Nawet w kwestiach, które nic nie kosztują lub kosztują niewiele.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#16
BM napisał(a):To takie niewarszawskie (przykre ale prawdziwe). Po prostu aż chce się działać w tym mieście. Może to troszkę przesadzona (i okrutna dla stolicy) opinia ale trzeba uczciwie przyznać coś jednak jest na rzeczy.

no tu akurat będę bronił sprawy - tj. fakt, że jakieś 70% populacji stolicy, to ludzie z innych miast, tak więc... :)

Cytat:Ludzie chodzą na filmy i nic z tego nie wychodzi praktycznie.

dokładnie - jedynie na seansach na które przyszli twórcy coś się dzieje (choć z reguły za wiele czasu na takie dyskutowanie nie ma, bo goni następny seans)

a tymczasem borem, lasem...

Nic osobistego - piękne, minimalistyczne kino, które stawia na obraz, a nie na dialog. Akcja dzieje się w Irlandii (a więc jest przepięknie), pomiędzy samotną kobietą i samotnym mężczyzną. Nie jest to jednak historia o miłości, lecz właśnie o samotności, oraz o tym czym jest wolność (ale i o związku międzyludzkim także). Bardzo kojący, niemal w jakimś stopniu metafizyczny seans, choć film to bardzo smutny. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem - dla mnie jeden z lepszych filmów festiwalu. Zdecydowanie polecam, choć nie każdemu.

Zero - film bardzo polski i bardzo niepolski. Co w nim niepolskiego to forma, do której zastrzeżeń nie mam. Film wpisuje się w lata temu wypromowane mozaiki pokroju Traffic, Amorres Perros i inne. Sęk w tym, że to właśnie ten film gubi. Mamy za dużo postaci, za dużo wątków, za dużo naciąganych rzeczy (żeby nie powiedzieć, że wręcz niewiarygodnych) i za mało konkretów. Całość usilnie chce być czymś więcej, niż tylko zlepkiem niezłych, zespolonych na różnym polu historii, przez co drażni, irytuje, czasem po prostu nudzi. Aktorzy spisali się nieźle, choć nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że niemal każda z tych ról jest mega drętwa. Do tego cholernie wkurzał mnie fakt, że reżyser z wdziękiem słonia maskował fakt, iż akcja dzieje się w stolicy. I tak za oknem widać wyraźnie miasto (choć obeszło się bez Pekinów i innych charakterystycznych miejsc), natomiast pozaklejano nazwy przystanków, powyjmowano numery autobusów, a auta i ulice mają zwyczajnie idiotyczne oznakowania - tak jakby kogoś to obchodziło wielce. Uniwersalności, a tym bardziej wiarygodności ten zabieg filmowi nie dodał. Sam film zły nie jest, ale jak dla mnie o 2 klasy niżej od wspomnianych wcześniej filmów (zresztą nie podejmuje, jak one, konkretnej tematyki) i pozycja, którą spokojnie można omijać. Średniak. I zawód.

Dom zły - to natomiast bardzo miłe zaskoczenie. Film może nie wybitny, ale na pewno bardzo dobry, a patrząc przez pryzmat kina polskiego ostatnich lat (i wcześniejszego Zero) wręcz doskonały. Oto mamy doskonale zagraną (choć są sceny nader teatralne), świetnie zrobioną historię kryminalną. Mamy film w filmie, opowieść w opowieści, mnóstro ironii, czarnego humoru i makabreski. Mamy też sporo mocnych, dosadnych scen, a końcowy wydźwięk wręcz miażdży. Jest to nieco wtórne względem Wesela, ale idzie jednak w zupełnie innym kierunku. Sam reżyser przyznał się zresztą, że jedną z inspiracji było Fargo - i to widać. Choć nie jest to dzieło na poziomie braci Coen, to jednak na naszym podwórku to prawdziwy fenomen, który trzeba zobaczyć (choćby przez wzgląd czasów, jakie zostały w nim zobrazowane - wesoły PRL). Bardzo dobry, mocny i gorzki film, a przy tym także i niezła komedia. Polecam. Kolejny mocny punkt na liście najlepszych filmów tego festiwalu i tego roku.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#17
Mefisto napisał(a):no tu akurat będę bronił sprawy - tj. fakt, że jakieś 70% populacji stolicy, to ludzie z innych miast, tak więc... :)
Śmieszne (a raczej smutne).

Po pierwsze. Co to ma do rzeczy skąd ktoś pochodzi? Liczy się gdzie obecnie mieszka, pracuje, itd. Skoro związał się z jakimś miastem życiowo czy zawodowo to znaczy, że jest jego obywatelem. Koniec kropka. Za każdym razem jak czytam coś takiego to jest mi wstyd.

Po drugie. Wydaje Ci się, że we Wrocławiu jest w tej kwestii inaczej? Przecież tam jest jeszcze większa mieszanka i zbieranina z całej II i III RP. Dziwnym trafem nikt jednak nie podnosi tego (trzeba przyznać mocno naciąganego) argumentu w jakiejkolwiek dyskusji i nie usprawiedliwia tym ew. niepowodzeń czy organizacyjnego bałaganu.

A potem się ludzie dziwią, skąd te anty stołeczne fobie. Dobra, zdenerwowałem się trochę... nic już nie mówię.

Odpowiedz
#18
BM napisał(a):Po pierwsze. Co to ma do rzeczy skąd ktoś pochodzi? Liczy się gdzie obecnie mieszka, pracuje, itd. Skoro związał się z jakimś miastem życiowo czy zawodowo to znaczy, że jest jego obywatelem. Koniec kropka. Za każdym razem jak czytam coś takiego to jest mi wstyd.

Bardzo dużo ma do rzeczy pochodzenie, tym bardziej to "stoliczne". Czemu, zapytasz. Ano temu, że większość z tych warszawskich przyjezdnych ma stolicę w poważaniu - przyjechali tu za chlebem, ale wiecznie narzekają na to, śmo, owo (a najbardziej na korki, które sami tworzą :D ). Dla nich liczy się tylko robota, po której z miłą chęcią spierdalają do "siebie" w każdy weekend. I jak tacy ludzie mają się porządnie zorganizować (o tym, że każdy region prezentuje odmienne podejście do roboty i kultury nie pomnę, bo to oczywiste)? Oczywiście nie tłumaczy to absolutnie każdego niepowodzenia czy wpadki (tym bardziej, że to przecież miasto jako takie daje na takie imprezy kasę, etc.), ale jak dla mnie stanowi bdb kontrargument dla stwierdzenia, że coś jest (nie)warszawskie lub, że w stolicy to zawsze burdel i chaos. :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#19
Trzy słowa: ksenofobia, stereotypy, bzdury. :razz:

Mefisto napisał(a):ale jak dla mnie stanowi bdb kontrargument dla stwierdzenia, że coś jest (nie)warszawskie lub, że w stolicy to zawsze burdel i chaos
Jeżeli to są argumenty to ja dziękuję. To jest jakiś regionalny rasizm, którego niecierpię. Co ważne nie jest to przypadłość jedynie warszawska. Aczkolwiek w tym wypadku wyjątkowo mnie to drażni - właśnie dlatego, że czuję się za swoje miasto odpowiedzialny i wiem, że takie zadzieranie nosa raczej mu chluby nie przynosi, a co ważniejsze powoduje jakieś niepotrzebne antagonizmy. I naprawdę guzik mnie obchodzi ilu "prawdziwych" Warszawiaków mnie za takie poglądy znielubi. Ja tam do Warszawy zapraszam każdego. Im więcej nas tym lepiej. Swoją drogą ostatnio miałem ciekawą rozmowę z kilkoma Wrocławianami i próbowałem im wytłumaczyć, że Warszawa jest tak samo moja jak ich i każdego innego obywatela tego kraju. No bo skoro stolica to przecież jest jak symbol (jak barwy czy inny orzełek). Z tytułu swojej stołeczności należy do każdego obywatela dając mu do niej pełne i uzasadnione prawo. I cholera jakoś nie chcieli mi uwierzyć. Dopiero jak im uświadomiłem, że warszawska starówka i centrum jest w dużej mierze z wrocławskich cegieł to poczuli, że mogą mieć jednak pewne roszczenia (żarcik). ;)

Gwoli wyjaśnienia - mówiąc, że to takie niewarszawskie chodziło mi głównie o podejście włodarzy i szeroko rozumianej władzy do danego wydarzenia kulturalnego. Ergo - jeżeli miasto Warszawa (miasto w sensie ratusz) postawiłoby na WFF w takim stopniu jak miasto Wrocław na NH (czytaj z prawdziwą, wielką pompą) to bylibyśmy teraz w innym miejscu jak sądzę. I obie strony by na tym skorzystały. Ale nie. Zamiast wpompować kilka dodatkowych baniek w dobry filmowy festiwal, lepiej wpompować kilkanaście baniek w kretyńskie reklamy na CNN pokazujące jacy to jesteśmy piękni, fajni i bogaci.

I tak uważam, że ogrom rzeczy udało się zrobić. Dzięki pasjonatom i wolontariuszom, którzy tym festiwalem aktualnie kręcą. I wybacz ale zupełnie nie mam ochoty zaglądać im w metrykę bo jeszcze się okaże, że 75% z nich pochodzi z poza stolycy. [lol]

btw
A tak w ogóle to kocham Warszawę (nie mylić z Warszafką). Przaśną i różnorodną. Wymiksowaną i zdobytą przez przyjezdnych. Stadionową, wietnamską, dworcową, praską, kolorową, zgrzytającą i prowincjonalną. I coś mi się zdaje, że jest to właśnie największa siła tego miasta - źródło jego dynamicznego rozwoju. Podobna droga miejskiej ewolucji - patrz Londyn. Bo gdyby nie to, to już dawno zamienilibyśmy w jakiś senny, nobliwy... Kraków? (tak, to także był żarcik) ;)

[ Dodano: Czw Paź 15, 2009 04:50 ]
A wracając do meritum...

Notorious, reż. George Tillman Jr. (USA 2009)

Zdecydowanie kino głównie dla fanów tego typu klimatów (czytaj hip hop, rap i historie z tą sceną związane). Jeżeli nasuwają wam się skojarzenia z "8 Milą" to nie do końca słusznie bo Notorious to raczej film dla węższego odbiorcy. Zrobiony z lekką pompą ale z wyraźnym piętnem tzw. kina getta (czyli nie ważne drobne potknięcia warsztatowe, ważne że z rozmachem i o braciach). Jest to też przybliżenie biografii jednego z ciekawszych wykonawców amerykańskiej sceny hip hop (zdecydowanie najmocniejszy aspekt tego obrazu), jego rozwoju artystycznego, tła społecznego w jakim się rzecz rozgrywa, tzw. muzycznej wojny wschodniego i zachodniego wybrzeża, itd. Są śmieszne momenty, jest dosyć ciekawa historia i z pewnością jakiś tam klimat. Ja tam nie czuję się zawiedziony bo i też nie spodziewałem się jakiegoś wielkiego kina. Reasumując - można rzucić okiem ale jak się człowiek nie zapozna to też nic w zasadzie nie straci.

Odpowiedz
#20
BM napisał(a):Gwoli wyjaśnienia - mówiąc, że to takie niewarszawskie chodziło mi głównie o podejście włodarzy i szeroko rozumianej władzy do danego wydarzenia kulturalnego. Ergo - jeżeli miasto Warszawa (miasto w sensie ratusz) postawiłoby na WFF w takim stopniu jak miasto Wrocław na NH (czytaj z prawdziwą, wielką pompą) to bylibyśmy teraz w innym miejscu jak sądzę. I obie strony by na tym skorzystały. Ale nie. Zamiast wpompować kilka dodatkowych baniek w dobry filmowy festiwal, lepiej wpompować kilkanaście baniek w kretyńskie reklamy na CNN pokazujące jacy to jesteśmy piękni, fajni i bogaci.

No jak się nie daje kasy nawet na Planet Doc Review, to o czym my mówimy...
KMF - Follow your dream to fly
-----------------------------
Ostatnio widziane:
Meet John Doe: 8.5/10 | Arsenic and Old Lace: 10/10 | You Can't Take It With You: 8/10 | Frost/Nixon: 8/10 | The Chaser: 7/10 | Transporter 3: 4.5/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości