![[Obrazek: 51dNNPbeTWL._AC_.jpg]](https://m.media-amazon.com/images/I/51dNNPbeTWL._AC_.jpg)
Złoty czas dla Stevena, kiedy jego produkcje były wizjonerskie i świetnie wyważone, a przy tym ciekawe i efektowne. Jeden z jego lepszych filmów, a w temacie o robotach, ścisły TOP.
Opowieść oparta na wątku Pinokio, gdzie robot (drewniana kukiełka) chce zostać prawdziwym chłopcem. Osment grał zawsze dobrze za małolata, ale tutaj pasował po prostu do roli jak ulał. Law jako Joe też spisał się fenomenalnie. John Hurt i Frances O'Connor na drugim planie dali równie dobry popis aktorski. Bo aktorsko ten film błyszczy. Ale błyszczy przede wszystkim realizacją: rozmach scenariusza powala, a realizacja wszelkich robotów, design świata, otoczenia to coś pięknego.
Steven zabiera nas na wycieczkę w przyszłość: jego wizja jest spójna, nie szczędzi detali, prezentowany świat jest wiarygodny i choć czasem wydaje mnie się przerysowany, to nie mam wątpliwości w jego autentyczność.
Stan Winston dowalił do pieca swoimi projektami: Teddy jako zabawka wydaje się być jak żywy, a roboty ze złomowiska to pokaz zajebistych pomysłów, które powołał do życia.
Ogólnie jest to piekielnie dobry film, ale przy tym smutny. I to bardzo. Kiedy oglądałem pierwszy raz A.I. w końcowej scenie z zaawansowanymi robotami, kiedy Dawid płacze, miałem zonka i stwierdziłem, że przedobrzyli. Potem doczytałem teorię, że to już jest prawdziwy chłopiec (sklonowany, jak Rebecca) i gdy oboje kładą się spać, to umierają, tak jak to opisywały Zaawansowane Roboty. Ale i bez tego drobiazgu (który ciut wywraca odbiór filmu - ponieważ zmienia wydźwięk zakończenia) sama w sobie historia jest bardzo, bardzo smutna.
10/10
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
24-10-2021, 19:57






