Adwokat diabła
#1
UWAGA: TEKST BARDZO CHAOTYCZNY, ALE SPIESZĘ SIĘ, A MAM TROCHĘ DO POWIEDZENIA. :)

Ewenement - film świetny, jeśli oceniać każdy element osobno, i tylko dobry, jeśli oceniać go jako całość.

Zaczyna się nieźle - dość tanio zarysowując wewnętrzny konflikt młodego prawnika Kevina Lomaxa, który chęć osiągnięcia sukcesu przedkłada ponad sprawiedliwość. Otrzymuje propozycję pracy w wielkiej filmie, której szefem jest sam diabeł, kryjący się pod nazwiskiem John Milton (ja bym się na miejscu Miltona obraził - raczej nie chciałbym, żeby dawano szatanowi moje imię :) ). I tak rozpoczyna się upadek mężczyzny, którego pochłania pogoń za sukcesem.

Z oceną Adwokata mam wielki problem. Wydaje mi się, że już z założenia film ten miał być swego rodzaju pastiszem - świata prawników, nowobogackiego stylu życia, karierowiczów itp. Jednak z początku jest cholernie poważnie, bo mimo że kolorowo, to jednak ponuro jak w jakimś Omenie. I to jest ok, atmosfera jest ponura, napięcie budowane znakomicie. Tylko że w pewnym momencie twócy nakreślają GRUBĄ KRECHĘ i kończy się horror, a zaczyna wspomniana prześmiewczość i epatowanie humorem. Ta część też jest znakomita, świetnie zagrana itp., ale nijak nie pasuje do tego, co widzieliśmy wcześniej. Misternie budowana atmosfera zostaje zniszczona, fabuła komplikuje się w raczej głupawy sposób - wychodzi komedia. Znakomita, czarna komedia. Ale, do ciężkiej cholery, czemu tak nagle, bez zapowiedzi, bez sensu? Największą wadą filmu jest - o tak - bardzo bolesne przejście między jedną a drugą konwencją.

Elementy składowe są jednak znakomite. Horror straszny, humor śmieszny. Warto zaznaczyć, że film ma rewelacyjnie napisane dialogi (szczególnie te wypełnione humorem). Mój faworyt:

Kevin Lomax: Co z nią zrobiłeś?
John Milton: Powiedzmy w ten sposób: jeśli najbardziej wyuzdane czynności seksualne, jakie jesteś w stanie sobie wyobrazić, w skali od 1 do 10 mają 10, a 1 to typowa niedzielna wprawka w rodzinie Lomaxów, to dałbym sobie... żeby nie być nieskromnym... siedem.

Aktorstwo... Cóż, to jest film Ala Pacino. Facet jest geniuszem. Próbowałem jednak porównać jego występ z występem de Niro w Harrym Angelu, i wyszło mi że jednak de Niro jest lepszym diobołem. Rola Pacino jest bowiem zagrana tak, jak mogłaby być zagrana jego postać z Glengarry Glen Ross albo jakiegoś filmu gangsterskiego. Czyli - cwaniak, ale brak mu demonizmu.

Inni aktorzy nieźli, ale nie osiągają poziomu Alfonsa, a o Keanu Reevesie najlepiej zapomnieć.

Mimo, że dotąd głownie chwaliłem, film ma parę wad (oprócz wspomnianiego już rozgraniczenia konwencji). Wymienię je w punktach, będzie łatwiej.

1. Idiotycznie kiczowate ognie piekielne, wybuchy (po ch...olerę szatan wybucha?) i inne nadto stereotypowe szatańskie triki. Można było darować sobie tanie efekciarstwo i pozostać przy samych diabolicznych sugestiach
2. Debilizm wszech czasów, czyli żule w kamuflażu Predatora. Kiedy to zobaczyłem, myślałem że padnę ze śmiechu. Zdecydowanie element, który należałoby usunąć i zakopać na słonej pustyni
3. Amerykańska końcówka. Bardzo amerykańska. Oczywiście w pewnym sensie happy end. Pacino w ostatniej scenie jest tak "fajny", że aż mnie szlag trafia. Czemu nie darowali sobie ostatniego zakończenia...? A, no i oczywiście piosenka Stonesów w napisach. Spodziewałem się, wręcz przewidziałem że na końcu usłyszę Stonesów. W pewnym momencie film zaczął się robić tak "cool", że nabrałem pewności że Stonesi się tu na pewno znajdą, by dopełnić wizję. No i są - tylko że nie Sympathy for the devil, czego oczekiwałem, a Paint in Black. Tyż fajnie. Szkoda, że aż tak cholernie, megaultra fajnie, że zepsuło ogólnie dobre wrażenie jakie wywołał film.

Adwokata diabła, pomimo wad, polubiłem. Z pewnością znajdzie się dla niego miejsce w kolekcji dvd. Tylko że można było z tego materiału zrobić dwa jeszcze lepsze filmy... 8\10

Odpowiedz
#2
> ja bym się na miejscu Miltona obraził

że niby Milton Friedman? na miejscu Miltona bym się bardziej wkurzył na wymienianie jego nazwiska przez Andrzeja Chyrę u Machulskiego :)


> dość tanio zarysowując wewnętrzny

a czego byś chciał? żeby Charlize urodziła mu od razu trojaczki? :)


> film ten miał być swego rodzaju pastiszem - świata prawników, nowobogackiego stylu życia, karierowiczów itp

to tylko założenie fabularne, w końcu to nie film na serio o prawnikach


> i kończy się horror, a zaczyna wspomniana prześmiewczość

raczej na opak - kończy się prawniczy pastisz, a zaczyna się horror


> Misternie budowana atmosfera zostaje zniszczona

tylko idiotę mogłaby zaskoczyć finałowa konstatacja, ze Milton jest tym, kim jest :)



> wychodzi komedia. Znakomita, czarna komedia

Pacino gra tak teatralnie, że celowo wychodzi z tego czarna komedia



> Największą wadą filmu jest - o tak - bardzo bolesne przejście między jedną a drugą konwencją.

patrz wyżej - Pacino od początku jest groteskowy, choć jednocześnie budzący grozę. Ten facet wie, jak budować horror na podbudowie komedii


> o Keanu Reevesie najlepiej zapomnieć.

oj, scena śmierci (wiadomo kogo) to highlight jego aktorskich umiejętności, facet był wręcz boleśnie wiarygodny


> cwaniak, ale brak mu demonizmu

imho cwaniak z daleko posuniętym demonizmem


> Idiotycznie kiczowate ognie piekielne

po prostu konwencja, której widowskowość w końcówce była imho uzasadniona (bo to końcówka) :)


> żule w kamuflażu Predatora

po raz drugi konwencja, w pytę przedstawiona :)



> Amerykańska końcówka

a pierdolisz :P najbardziej amerykańska końcówka horroru to zakończenie "Omena" :)
Jan Himilsbach: Intelektualiści wypierdalać!
Gustaw Holoubek: Nie wiem jak panowie, ale ja wypierdalam.

Odpowiedz
#3
Miałem na myśli Johna Miltona, a nie Miltona Friedmana. ;) No bo przypomnij sobie lekcje języka polskiego - kto napisał Raj utracony? ;)

Cytat:tylko idiotę mogłaby zaskoczyć finałowa konstatacja, ze Milton jest tym, kim jest

Nie chodzi mi o zaskoczenie. :) Chodzi mi o to, że nagle Pacino zaczyna rzucać komicznymi tekstami, skakać, żartować, no po prostu boki zrywać, ale jak to się ma do wcześniejszego straszenia?

Odpowiedz
#4
myslę, ze jednak ma się bardzo. Milton - diabeł, poprzez groteske, poprzez wszystkie swoje gesty i slowa (chocby w drodze metrem na walke bokserską) pokazuje swoja demonicznosc i pare twarzy, ktore z latwoscią przybiera. Dlatego w scenie koncowej z latwoscia przemieszcza sie z maski do maski i w tych normalnych wrecz ludzkich gestach zawarta jest cala jego demonicznosc.

Odpowiedz
#5
jak dla mnie końcówka nie jest przekonywująca, po prostu nie lubie happy endów w tego typu produkcjach

Odpowiedz
#6
Film dość dawno widziałem i możliwe że coś mi umknęło, ale ... happy end?

SPOJLER

Końcówka z tego co pamiętam sugerowała że diabeł/Pacino i tak i tak dopadnie Keanu.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#7
Bohater popełnia samobójstwo. Tada! Akcja magicznie się cofa i okazuje się, że to wszystko się nie wydarzyło. Tragiczne, depresyjne zakończenie.


NOT!

Odpowiedz
#8
Nie mówię że depresyjne i tragiczne, ale

SPOJLER

okazuje się że dziennikarz, który kusi Lomaxa sławą to również diabeł. Więc Happy Endu też nie widzę.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#9
Glut napisał(a):okazuje się że dziennikarz, który kusi Lomaxa sławą to również diabeł. Więc Happy Endu też nie widzę.
1) Lomax opiera się diabłu.
2) Zakończenie nie jest szczęśliwe, bo okazuje się... że diabeł istnieje? No lol.

Nie zapominajmy że to Reeves jest głównym bohaterem filmu i dla niego i Theron wszystko dobrze się skończyło. Happy end. Koniec i kropka.

Odpowiedz
#10
jest happy end, to jasne. Lomax dostal nauczke i potencjalnie nie popelni juz takich bledow, choc diabel bedzie kusil hehe ;)

Odpowiedz
#11
Powalająca argumentacja Phil. Przekonałeś mnie.

Odpowiedz
#12
sz napisał(a):jest happy end, to jasne. Lomax dostal nauczke i potencjalnie nie popelni juz takich bledow, choc diabel bedzie kusil hehe ;)

Nie będzie kusił, tylko skusił. Lomax zgodził się na wywiad. Jasne że to za mało aby sobie dopowiedzieć depresyjną resztę, ale i za dużo aby mówić o happy endzie.

Mierzwiak napisał(a):1) Lomax opiera się diabłu.

Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.

Odpowiedz
#13
wanna_cut napisał(a):jak dla mnie końcówka nie jest przekonywująca, po prostu nie lubie happy endów w tego typu produkcjach
"proznosc - to moj ulubiony grzech"
happy end...?
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#14
No właśnie. Oczywistym jest, że zakończenie "Devil's Advocate" nie jest całkowicie depresyjno tragiczne, ale jest raczej błyskotliwie gorzkie. Możemy się domyślać, że następstwa wywiadu nie doprowadziły do anielskiego życia, a Pacino pozwolił Reevesowi myśleć, że zwyciężył i cały czas czuwa. To jest ten happy end?

Mierzwiak napisał(a):1) Lomax opiera się diabłu.
Diabeł pozwala mu w to uwierzyć, a mimo to wyraźnie jego pokusy wcale nie słabną i mają wpływ na Kevina.
Cytat:2) Zakończenie nie jest szczęśliwe, bo okazuje się... że diabeł istnieje? No lol.
Nie, ponieważ Diabeł cały czas czuwa nad Lomaksem i ma wpływ na jego życie.

Odpowiedz
#15
Artemis napisał(a):
wanna_cut napisał(a):jak dla mnie końcówka nie jest przekonywująca, po prostu nie lubie happy endów w tego typu produkcjach
"proznosc - to moj ulubiony grzech"
happy end...?


nie nie nie... po prostu wolałbym żeby film zakończył się na tym że lomax umiera - nie ma szans na cudowne życie - oto cena którą trzeba zapłacić aby syn szatana się nie narodził

Odpowiedz
#16
Zakonczenie "Adwokata Diabla" nie nazwalbym ani depresyjnym ani typu happy end.

Poniewaz strescilbym je mniej wiecej tak...

"Myslisz ze to koniec, myslisz ze doznales odkupienia poniewaz wczesniej po drodze straciles wiekszosc tego co bylo ci drogie a mimo to na koniec poswieciles jeszcze cala reszte? Tak naprawde rozgrywka z diablem rozpoczyna sie od nowa, tym razem zapewne w bardziej zawoalowany sposob i tylko on jeden wie czy bedzie kontynuowana az do skutku. Jego skutku"

... to uwazam je za "niepokojace" aczkolwiek slowa na temat grzechu pychy zostaly niestety zbyt lajtowo nam przekazane przez co dla wielu stracily sile razenia.

Odpowiedz
#17
wanna_cut napisał(a):
Artemis napisał(a):
wanna_cut napisał(a):jak dla mnie końcówka nie jest przekonywująca, po prostu nie lubie happy endów w tego typu produkcjach
"proznosc - to moj ulubiony grzech"
happy end...?


nie nie nie... po prostu wolałbym żeby film zakończył się na tym że lomax umiera - nie ma szans na cudowne życie - oto cena którą trzeba zapłacić aby syn szatana się nie narodził
alez to zakonczenie ktore mamy jest znacznie bardziej grozne, ironiczne od motywu smierci
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#18
chodzi ci o to że diabeł znowu będzie się zabawiał kosztem lomaxa?

Odpowiedz
#19
To żaden happy end - Dziennikarz (diabeł) to znak "fatum", które nieszczęśnie spadło na Lomaxa i juz się od niego nie uwolni. Można domniemać, że wszystko potoczy się w podobny i zgubny sposób. Końcówka zdecydowanie mi odpowiada.
loading podpis...

Odpowiedz
#20
Muszę przyznać, że mam do tego filmu sentyment; obejrzałem go ładnych parę lat temu(tj. nie całość) i dopiero niedawno objerzałem w całości. Moje impresje:
-Pacino jako sami wiecie kto- powiedzieć po tej roli że jest bogiem aktorstwa...no to nietakt by był.
-Connie nielsen: i wszystko jasne ;)
-i theron zagrała dobrze; damn nawet Kijanu nie irytował, a w jego przypadku to już coś.
-dialogi dobre w ciul; monolog Miltona w szczególności-walić teatralność!
-
-sugestywny klimat zblazowanej nowojorskiej elity
-muzyka-na to nie mam słów
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=1ln_kKtGCrc[/youtube]
i Paint it black na koniec ;)
-przychylam się do chwalących zakończenie; imho lepszego być nie mogło.
-...no cóż, wg mnie to jeden z najinteligentniejszych filmów stricte rozrywkowych jakie znam-chyba nikt nie zaprzeczy, że daje do myślenia; więcej- ubiera konserwatywny przekaz/nie bądź pracoholikiem, nie romansuj, kochaj żonę, miej z nią dzieci/ w nadwyraz atrakcyjną formę.
Minusy? To co wymienił w pierwszym poście Militarysta, czyli niewidzialne żule...i to chyba tyle.

Racjonalnie 9/10
z sentymentu 10/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości