Aktorskie adaptacje Mangi
#1
Naoglądaliśmy się dotąd albo budżetowych szmir od Japończyków jak Netflixowy Bleach i Full Metal Alchemist, a gdy brali się Amerykanie to z kolei pomyje się wylewały za zmianę materiału źródłowego, jak przy Ghost in The Shell ze Scarlett Johanson. Teraz premierę ma One Piece od Netflixa, i to chyba pierwsza aktorska adaptacja Mangi która gdzie nie spojrzę zbiera pochwały. Poprzedni taki Netflixowy serial to Cowboy Bebop, który miał raczej słabe lub mieszane przyjęcie.

Pytanie tylko, ile osób sięgnie po ten One Piece. Bo że fandom serialu Black Sails się skusi, to coś wątpię. Niemniej to mocne zaskoczenie, że klątwa adaptacji anime w końcu zaczyna być przełamywana. Bo zdaje się w kwestii adaptacji gier pojawiło się ostatnio coś dobrego.

Tutaj mamy zbiorczy wątek na aktorskie adaptacje japońskich komiksów, newsy o nich, ciekawostki. Jak powstanie kiedyś jakaś głośniejsza produkcję to będzie można założyć jej osobny wątek.
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
#2
Cytat:i to chyba pierwsza aktorska adaptacja Mangi która gdzie nie spojrzę zbiera pochwały.
Był chyba wcześniej taki jeden film... o facecie z młotkiem. Wciórności, nie pamiętam tytułu. Stary już ze mnie chłop i miewam luki w pamięci. Może powinienem jeść więcej owoców morza, np. ośmiornice.
Nie wypowiadałbym takich ogólnych sądów, wbrew Zachodniej perspektywie aktorskie adaptacje mang mają długą i pełną sukcesów artystycznych tradycję. Samotny Wilk i Szczenię to adaptacje mangi. Tak samo Lady Snowblood i cykl Female Prisoner Scorpion. A już w XXI wieku chociażby Ichi the Killer i Blade of the Immortal od Miike.
Ba, nawet Riki-Oh ma 89% na RT.

Odpowiedz
#3
(02-09-2023, 11:20)Paszczak napisał(a): Nie wypowiadałbym takich ogólnych sądów, wbrew Zachodniej perspektywie aktorskie adaptacje mang mają długą i pełną sukcesów artystycznych tradycję.

Jeszcze w latach 70. był aktorski Golgo 13 w koprodukcji z Iranem będący 7. najbardziej kasowym filmem 1974 roku. 

Odpowiedz
#4
Ken-San jako Golgo. Potem był jeszcze sequel z Sonnym Chibą w Hong Kongu, ale seria padła bo wymagałaby egzotycznych scenerii i Toei stwierdziło że koszty zdjęć za granicą są za wysokie.
A jeszcze z nowszych rzeczy: seria Rurouni Kenshin (od 2012 do 2021) też została bardzo dobrze przyjęta.

Odpowiedz
#5
Może Paszczak słusznie zauważa że oceniam ograniczoną optyką europejskiego widza, w dodatku polskiego faszysty. Z tym że jeśli dla Japończyków taki Bleach czy FMA z Netflixa to dobre filmy, bo scena w scenę zaadaptowały chaptery mangi z kiepskimi efektami, to trzeba się zastanowić na ile można ufać rodzimej publice tych produkcji. Nie to, że nie mam odporności na wtórność i taniochę, bo lubię dużo wersji Power Rangers, i oglądałem seriale komiksowe pokroju Batwoman. Może gdyby odwalili cosplay takiego Naruto, byłbym łagodniejszy. Przykładowo aktorski Death Note od Japończyków obejrzałem bez bólu, i zaciekawiło mnie że trochę skrócili historię, odmłodzili Neara a z La zrobili ostatniego przeciwnika. Jeszcze potem zrobili własny pomysł, kiepski fabularnie spin-off o L, gdzie chodził podobnie jak w anime - jak małpa. Ale jakoś z ciekawości, jakiejś dziwnej fascynacji się oglądało. Potem zrobili kolejny swój autorski film, kontynuujący wydarzenia i wprowadzający nowych posiadaczy Death Note'a, tylko że nie znalazłem z angielskimi napisami. Na CDA ktoś wrzucił bez żadnych napisów, i nie wiem kto to oglądał, sam obraz i gestykulacja ludziom starczyła. Chyba że mamy w Polsce wielu znających japoński (wątpie). 
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
#6
W ogóle tak teraz pomyślałem, czy czarnoskóry aktor w roli L w amerykańskiej wersji Death Note od Netflixa, to nie jakiś ukryty rasizm twórców, przemycony przez prawicową wersję masonów. Właśnie przez małpi styl chodzenia tej postaci w anime i japońskim live action. Aczkolwiek casting L w netflixowej wersji był spoko, a że czarnych obsadza się głównie jako bohaterów kina akcji, czarny jako mózg operacji i myśliciel był dla mnie odmianą. Niemniej z charakteru niestety poszli w inną stronę - L w tej wersji, gdybym miał użyć porównania do komiksowych Robinów - był porywczy jak Jason Todd a nie spokojny i genialny jak Tim Drake.
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
#7
W sumie musiałbym powtórzyć kilka filmów, ale w wolnej chwili mógłbym spróbować walnąć tekst na ex-stronę główną: 5 najlepszych aktorskich adaptacji mangi. Tak od ręki:
1. Oldboy
2. Lone Wolf and Cub: Sword of Vengeance (większość wskazałaby dwójkę, dla mnie jest za bardzo kiczowata)
3. Ichi the Killer
4. Female Prisoner Scorpion: Jailhouse 41 (tu już nie będę oryginalny, pierwszy sequel jest zdecydowanie najmocniejszy z serii... choć wypadałoby powtórzyć trójeczkę)
5. Alita: Battle Angel
Tuż poza podium - Lady Snowblood: Love Song of Vengeance, Blade of the Immortal, Uzumaki.

Odpowiedz
#8
Przecież Alita to animacja
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
#9

Odpowiedz
#10
Jestem po siedmiu odcinkach "One Piece" i stwierdzam że to jest serial.. dla dzieci. Jakbym miał, powiedzmy, 8-17 lat to byłbym absolutnie zachwycony.
No ale nie mam.
Historie/dramaty postaci to z reguły straszne banały. Serio, można wywalić "historie" Luffy'ego, Nami i Roronoa Zoro - i nie byłoby żadnej straty. No ale one są właśnie dla dzieci, aby się wczuły w bohaterów.
Emily Rudd umie grać, jest ładna, zgrabna ale jej postać.. eee.. Roronoa Zoro jest chyba jedyną nieźle napisaną postacią z bohaterów a Mackenyu odwala tu kawał roboty i aktorsko i w scenach walk.
Kapitalni są aktorzy wcielający się w Kuro i Arlonga.

Jak ktoś ma ochotę na serial dla dzieci z disneyowskim przesłaniem gdzie wszystkie postacie w duszy śpiewają



to akurat w to. Czemu komuś innemu miałoby się to spodobać - to nie wiem.

Odpowiedz
#11


Wygląda to całkiem przyzwoicie
Youniverse

Odpowiedz
#12
Tylko nadal nie wiem, po co kręcić po raz n-ty to samo. Zieeew... Rimejk na rimejku i rimejkiem pogania.

Odpowiedz
#13
Wygląda bardzo tanio, CGI błyszczy się jak psu jajca, wiele tutaj klasycznych "netflix shots", czyli takich pozbawionych techniki ujęć która sprawiają, że coś wygląda sztucznie, bo kręcone jest pod dziwnym kątem, albo światło jest źle ustawione, przez co całość wygląda tutaj momentami jak youtube'owy fanfilm.

Jeśli chodzi o casting, to też bez szału, Lord Ozai wygląda w punkt, a reszta tak sobie, ja jestem zdania, że gdy przenosi się coś z jednego medium na drugie, trzeba pewne rzeczy zmienić, oczywiście teraz trwa moda na przenoszenie 1:1 bo "respect the source material", ale przez to wygląda to nienaturalnie, jakby fani zebrali się na cosplay'owy festyn, dlatego też szanuję Shyalamana za to, że nadał własny styl która ładnie się zazębiał i muszę powiedzieć, że Aang wygląda do bani, od niego powinna płynąć radość i ciepło, tymczasem ten dzieciak wydaje się bezpłciowy, w filmie może i był momentami zbyt płaczliwy, ale to też element postaci i to nadawało mu większej głębi, jeśli chodzi o wizualną stronę to sorry, ale 13 lat temu wyglądało to lepiej, ale jestem pewny, że internet już sika o nogach.

[Obrazek: AAAAQR21Oird7YvemQWlDe8Wk8XTFDHnDxS6rr8s....jpg?r=588]
[Obrazek: avatar.jpg]
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
#14
(10-11-2023, 13:24)al_jarid napisał(a): Tylko nadal nie wiem, po co kręcić po raz n-ty to samo. Zieeew... Rimejk na rimejku i rimejkiem pogania.

Żeby w końcu zatrudnić Azjatów do ról, a nie popełniać błędów Hindusa ;). Sam zwiastun wygląda letnio. Lokalizacje to praktycznie te same CGI-miasta, co zwykle widzę w innych współczesnych filmach fantasy/sci-fi.

(10-11-2023, 23:29)marsgrey21 napisał(a): Jeśli chodzi o casting, to też bez szału, Lord Ozai wygląda w punkt, a reszta tak sobie, ja jestem zdania, że gdy przenosi się coś z jednego medium na drugie, trzeba pewne rzeczy zmienić, oczywiście teraz trwa moda na przenoszenie 1:1 bo "respect the source material", ale przez to wygląda to nienaturalnie, jakby fani zebrali się na cosplay'owy festyn (...) ale jestem pewny, że internet już sika o nogach.
Jakoś mam wrażenie, że gdyby taki Disney zrobiłby to samo to ci sami ludzie dostaliby piany, że znów bezmyślnie kopiuje itd. 

Odpowiedz
#15

Odpowiedz
#16
Nigdy nie widziałem YuYu Hakusho, za to inne dzieło (większe) Togashiego powinni zaadaptować czyli HunterXHunter, ile bym dał by zobaczyć jak Hisoka w live action dostaje orgazmu na widok Gona... PDK

[Obrazek: main-qimg-fdd533bdfbeeb5f05a659e30fe4eddbd]

Ale musieliby to zrobić bez japońskich twórców i aktorów, bo live action japońców zawsze wygląda jak cosplay z modelami.
que sera sera
Leżę i robię pod siebie
Oozy nine millameedah.

Odpowiedz
#17
(10-11-2023, 23:47)OGPUEE napisał(a):
(10-11-2023, 13:24)al_jarid napisał(a): Tylko nadal nie wiem, po co kręcić po raz n-ty to samo. Zieeew... Rimejk na rimejku i rimejkiem pogania.

Żeby w końcu zatrudnić Azjatów do ról, a nie popełniać błędów Hindusa ;).

Na dobrą sprawę, to Katarę i Sokkę chyba powinni grać Eskimosi, jeżeli już mamy zatrudniać te nacje, których kultura posłużyła za inspirację do serialu. A gdyby kierować się wyglądem postaci w kreskówce, to wtedy nie ma bata, żeby znaleźli odpowiednie grupy etniczne. Np. Plemię Wody to ludzie o ciemnej karnacji, brązowych włosach i... niebieskich oczach. Więc nie można powiedzieć, że to 100% Azjaci. Chyba że wziąć poprawkę pod umowność stylu anime, gdzie Azjaci i biali są przedstawiani identycznie i gdzie np. Japonkę przedstawia się jako blondwłosą i niebieskooką.

Inna sprawa jest taka, że przy okazji tego netfliksowego rimejku i reakcji na casting widać znowu hipokryzję współczesnego świata. Przy "Awatarze": "Hurra! Całkowicie azjatycka obsada! Wreszcie rimejk, który pod względem doboru etnicznego aktorów uszanował oryginalną wizję twórców!". A w przypadku "Pierścieni Władzy": "Zrobiliśmy pełną różnorodność etniczną, bo Tolkien jest dla wszystkich, a nie tylko dla białych!".

Odpowiedz
#18
Odchodząc od Awatara, to przed chwilą dowiedziałem się o istnieniu aktorskiej adaptacji mangi Lady Oscar, będącej koprodukcją japońsko-francuską z 1979 roku. Reżyserem i scenarzystą był Jacques Demy. I tutej zamiast Japończyków w kiepskich perukach grają faktyczni biali Europejczycy:

Odpowiedz
#19

Odpowiedz
#20
Widzę, że o netfliksowskim "Awatarze" jest w tym wątku (co nie ma za bardzo sensu, bo to nie jest żadna adaptacja komiksu), więc trudno, wrzucam tutaj:


https://www.filmweb.pl/news/%22Awatar%3A+Ostatni+w%C5%82adca+wiatru%22%3A+wersja+Netfliksa+b%C4%99dzie+mniej+seksistowska-153871


Oni tam nie ogarniają, że seksistowska postać to nie to samo co seksistowski film/serial. Nie ogarniają nawet, że w oryginalnym "Awatarze" początkowy szowinizm Sokki przetrwał gdzieś tak do spotkania wojowniczek z Kyoshi (chyba gdzieś w okolicach czwartego odcinka). Przecież to był wątek ściśle feministyczny - twórcy celowo podkreślili zapatrywania Sokki na tradycyjny podział ról damsko-męskich, żeby za chwilę mu udowodnić, że są one błędne, a widzom pokazać "paczcie, dziewczyny też umiom walczyć".

Ale oni tam w tym Netfliksie są za tępi nawet na to, żeby zrozumieć materiał, który adaptują. Nie zorientowali się, że oryginalny serial stoi po tej samej stronie ideologicznej co oni. No beka z nich!

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości