jasne, że wspominałem.
28-04-2023, 20:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-04-2023, 20:47 przez Gieferg.)
|
Alfred Hitchcock
|
|
Wspominałem, że Ptaki to parująca kupa gówna z ledwie paroma plusami?
jasne, że wspominałem. 28-04-2023, 20:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-04-2023, 20:47 przez Gieferg.) (28-04-2023, 20:36)Kerev napisał(a): Oglądając film nie dowierzałem co tu się wyprawia, taki to jest absurdalny motyw. Ta, jasne - oglądając film 20 czy 30 lat temu na pewno tak właśnie myślałeś xD
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 28-04-2023, 23:27
Oglądałem w 2015 roku i tak właśnie myślałem, że ten film skręcił w bardzo dziwne rejony. 30 lat temu to jak miałem 3 lata, więc nie mógłbym mieć nawet takich przemyśleń :P No ale chyba nie powiesz, że wyjazd na wiele kilometrów za dopiero co poznanym typem jest całkowicie zwyczajnym zachowaniem.
29-04-2023, 10:01
2015 to już współczesność, więc się nie liczy. To raz.
Dwa - od filmu o ptakach atakujących ludzi mam jednak inne wymagania, niż racjonalne zachowania ludzi w temacie związków. W końcu po trzecie - tak, ludzie robią różne dziwne rzeczy z miłości, tudzież pociągu seksualnego do danej osoby. W XXI wieku widzę każde odejście od jakichś chorych norm to już łatka psychopatki (którą Tippi by była, gdyby de facto zachowywała się jak takowa, ale nie - ona wszystko robi na luzaku, z ewidentną dobrocią w oczach, a nie jakimś szaleństwem). Ty więc oglądasz i mówisz: stalkerka (na ile to jest Twoje prawdziwe, wychodzące z głębi Ciebie odczucie, a na ile wynik społecznego programowania ostatniej dekady pozostaje kwestią otwartą). A ja mówię: laska chwyta karpie i wykorzystuje swoją szansę - good for her. Potem nawet jak im nie wyszło, nie będzie kmfowym patusem, który w temacie o podrywach użala się nad sobą, bo przecież "mógł zagadać" albo wziąć sprawę w swoje ręce. Innymi słowy: laska ma jaja i tyle :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 29-04-2023, 14:48
Marnie - ależ to jest dziwaczna fabuła, do teraz nie wiem czy postać Connery'ego to dobrze maskujący się i cierpliwy zbereźnik, czy może jednak grzeczny misio, który się zakochał i obrał taką dziwną taktykę. Jak to u późnego Hitchcocka: oglądało się bardzo przyjemnie, zdarzają się kapitalnie nakręcone, stylowe sekwencje trzymające w napięciu, ale jest też sporo wad, fragmentów gdy zbyt mocno czuć inną epokę, czasami aktorstwo mocno drewniane, czasami straszliwe dekoracje (ten malowany statek - po co?!). Sama końcówka jest według mnie mocno przedramatyzowana, łopatologiczna i w przeciwieństwie do początku filmu budzi skojarzenia bardziej z 60-letnią ramotką niż ze szlachetnym, starym kinem. 6/10
04-01-2024, 15:23
Nigdy tego nie widziałem, bo tytuł rodzi obawy, że ogląda się to marnie.
Ba-dum-tss! 04-01-2024, 15:52
Przez ten tytuł, to nie mam pojęcia czy ktokolwiek na forum już o tym pisał, bo wyszukiwarka wypluwa setki postów w których narzekacie, że coś było marne.
04-01-2024, 16:02
Kontynuując temat Hitchcocka: od Człowieka, który wiedział za dużo gorsza jest tylko dziecinna głupotka zwana Cieniem wątpliwości (pastwiłem się nad tym gniotem kilkanaście stron wstecz). Alfred potrafi kręcić, a James Stewart błyszczy jak zawsze. Koniec zalet. Intryga z całkiem interesującego punktu wyjściowego prowadzi przez szereg nudnych, czasem bezdennie durnych scen do kosmicznie głupiego zakończenia w ambasadzie. Nie oczekuję po tego typu filmach twardego realizmu, nie mogę natomiast odpuścić tylu trywialnych rozwiązań fabularnych tępiących ostrze suspensu. Akcja w teatrze to ekstrakt z Człowieka..., symptomatyczny wycinek świadczący o chorobie - spoko realizacja, niedorzeczna historia. Przynajmniej Jimmy zabawnie biega. 4/10
Powtórzyłem też ostatnio dwa "żelazne" klasyki. Nieco bardziej polubiłem North By Northwest. Wciąż nie padam przed nim na kolana, niemniej doceniam - głównie za humor. Drugi seans Psycho utrwalił moje uwielbienie, wybitne dzieło. Może i w niektórych scenach trąci kurzem i pajęczynami, ale kierwa... Wszyscy wiedzą, o co chodzi. Norman ze swoimi tłumionymi odruchami w scenie rozmowy z Marion wśród wypchanego ptactwa - ciary. Głębia psychologiczna, mnóstwo warstw, szczegółów i szczególików, a to wszystko tylko dodatek, barwne niuanse naniesione pędzlem wybitnego twórcy. Dygresja odnośnie proporcji fabuła-symbolika: ktoś mógł kiedyś powiedzieć temu nadętemu nudziarzowi Tarkowskiemu, że w filmie liczy się historia. :) Na odświeżenie w pamięci czeka Vertigo, przy którym setnie się wynudziłem. Na tę chwilę poza najlepszą dziesiątką Alfreda. W planach 39 steps, wspominany Marnie i ten filmik o ludziach w szalupie. 05-01-2024, 16:11
Wspominany film. Szach-mat, nazisto. :)
Przy okazji - kontynuacja Psychozy dobra czy be? Opinie, oczywiście, PODZIELONE, a dla samego Perkinsa raczej się nie skuszę. 05-01-2024, 21:10 (05-01-2024, 21:10)Norton napisał(a): Wspominany film. Szach-mat, nazisto. :)Haha, tak jest :) Chyba że są jakieś zasady co właściwie powinno się odmieniać? Można powiedzieć przecież: wspomniane Gwiezdne Wojny wspomniany (film o tytule) Gwiezdne Wojny wspomniana (trylogia) Gwiezdne Wojny 05-01-2024, 22:08
W trakcie wyliczania kolejnych elementów warto zachować jednolitą formę (swoją drogą - dość "śliska" kwestia, bez jednoznacznej wykładni). Stąd: planuję obejrzeć (film) 39 steps, wspominany (film) Marnie i ten filmik o szalupie. Więcej dobrej woli, mniej czepiania się pierdół. Posty do przeniesienia, nadgorliwy modzie. :)
05-01-2024, 22:30 (05-01-2024, 21:10)Norton napisał(a): Wspominany film. Szach-mat, nazisto. :)Sequel gra w swojej własnej lidze i oczywiście nie sięga pierwowzoru na żadnym polu ale rezygnując z porównań jest to po prostu solidny, świetnie zagrany film, gdzie lekko zgrzyta głównie końcówka. IMO warto obejrzeć.
https://www.filmweb.pl/user/Nawrocki/activity
https://letterboxd.com/nawrocki/list/best-movies-of-2020s/ https://letterboxd.com/nawrocki/list/2024-movies/ 05-01-2024, 22:40 (04-01-2024, 15:23)simek napisał(a): Marnie - ależ to jest dziwaczna fabuła, do teraz nie wiem czy postać Connery'ego to dobrze maskujący się i cierpliwy zbereźnik, czy może jednak grzeczny misio, który się zakochał i obrał taką dziwną taktykę. Grzeczny misio który się zakochał :) Z tego co pamiętam gościu spotyka piękną, całkowicie go fascynującą kobietę inną niż wszystkie która jest dla niego zagadką.. a nie może jej popuścić bo to nie jest "grzeczna dziewczynka". No i się angażuje coraz bardziej próbując ją "rozgryźć". Patrząc na Tippi Hedren - kupuję. Ten film to w gruncie rzeczy po prostu romans jest. Tylko taki "trudny". 06-01-2024, 00:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-01-2024, 00:16 przez Rozgdz.) ![]() Nadrobiłem dzisiaj w końcu "Vertigo" Hitchcocka z 1958 r. Jak do tej pory ten film był mi znany z "Dwunasty małp" Terry'ego Gilliama, a konkretnie z tej sceny: Policyjny detektyw John „Scottie” Ferguson (James Stewart), w trakcie pościgu za przestępcą w wyniku nieszczęśliwej próby przeskoczenia z dachu na dach zawisa nad przepaścią. Usiłujący mu pomóc kolega sam spada z feralnego dachu, czego świadkiem jest "Scottie". Od tego momentu dręczy go chrobliwy lęk wysokości. Z uwagi na swoją akrofobię i spowodowane nią zawroty głowy Ferguson decyduje się na odejście ze służby w policji. Krótko po tym kontaktuje się z nim jego stary przyjaciel Gavin Elstera (Tom Helmore), który przejął interes należący do rodziny jego żony Madeleine (Kim Novak). Elster prosi „Scottiego”, aby ten śledził Madeleine, która dziwnie się zachowuje. Mężczyzna podejrzewa, że jego żona została opętana przez ducha zmarłej osoby. Początkowo „Scottie” bagatelizuje sprawę i odmawia, lecz ostatecznie zgadza się pomóc. Z czasem mężczyzna ulega coraz większej fascynacji kobietą i stopniowo popada w obsesję na jej punkcie.
Przyznam, że nie znałem zbytnio fabułu tego filmu, więc wszelkie zwroty akcji podziałały na mnie jak należy. Film to prawdziwe cacko, wehikuł czasu do l. 50-tych i ówczesnego San Francisco widzianego przez pryzmat Hollywood. Zdjęcia, muzyka są oczywiście pierwszej klasy, a radości z oglądania dopełnia wspaniały jasny technicolor. Od razu w moich myślach pojawiła się myśl, że współczesny twórca skąpał by wszystko w ponurach filtrach psujać całkowicie świetną lokalizację. No, ale to strony formalne filmu. Od strony fabułu to ciekawe połączenie dramatu psychologicznego z thrillerem zachaczające nieco o kino noir. Stewart całkiem sprawnie odnajduje się w roli, nadając swojej postaci początkowo nieco bawiodamkowego charakteru, którym maskuje dręczoce go problemy. Reszta w spoilerze: Ogólnie film jest nieco hmm... dziwny. Jego zakończenie jest raptowane i w gruncie rzeczy niezbyt satysfakjonujące, a przez to paradoksalnie cholernie życiowe. W istocie rzeczy to film o toksycznej relacji mężczyzny i kobiety aż do zatracenia swojego "Ja" (jak w przypadku postaci Novak). Spora w tym zasługa literackiego pierwowzoru - powieści francuskiego duetu pisarskiego Pierre'a Boileau i Thomasa Narcejac pt. "D'entre les morts" z 1954 r.
Zgrzyta nieco uciecię wątku bliskiej przyjaciółki Fergusona, Marjorie „Midge” Wood (Barbara Bel Geddes), która zdawała się mieć nieco większą rolę w historii. Film interesujący, solidne 8 na 10. 31-05-2024, 17:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-05-2024, 17:55 przez Scheckley.) |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |