Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
z dziełami nietuzinkowymi na ogół bywa tak, że docierają one do odbiorcy porcjami tudzież z opóźnieniem. coś takiego spotkało mnie przy okazji oglądania 'Audition'. po seansie miałem mieszane odczucia. byłem "za, a nawet przeciw", jak mawiał Bolek. następnego dnia uświadomiłem sobie jednak, że chyba dostałem lekko obuchem przez łeb. to w sumie częsta przypadłość w naturze: wyrżniesz w coś głową, a wstrząs mózgu przyjdzie jak na złość dopiero po kilku godzinach, a czasami nawet dniach.
żeby nie utopić tego kina w mętnym gadulstwie, postaram się krótko: film jest przerażający. ale nie w potocznym rozumieniu. nie potrafię na tę chwilę wytłumaczyć, czemu się przeraziłem, więc zostawię to bez odpowiedzi. może ktoś mądrzejszy ode mnie wyjaśni w prostych słowach. główny bohater wydaje się być NAPRAWDĘ samotny. bez typowego sadzenia głodnych bullshitów i ściemniania, że "no teraz jest mu smutno, ale spoko - w kolejnej scenie mu się odmieni i znajdzie dupe". reżyser unika uproszczeń jak może.
w filmie mamy super motyw. super motywów jest oczywiście więcej, lecz ten jednen szczególnie wrył mi się pamięć. brainfucker, że hej, idealnie oddający sposób, w jaki twórca bawi się z widzem. laska czeka na telefon od faceta, który przesłuchiwał ją w ramach jakiegoś castingu. czeka w bardzo nietypowej pozycji, bo siedzi na podłodze, ze spuszczoną głową (chyba śpi), włosy też spuszczone (nie widać twarzy), telefon leży na ziemi, na drugim planie worek (pierwsze moje skojarzenie: zwłoki). Miike serwuje całą serię cięć i zbliżeń: raz na telefon, innym razem na kobietę, jeszcze innym razem na faceta (zadzwoni czy nie zadzwoni?) itd. w końcu rozlega się dzwonek. i tera najlepsze (myślałem, że się zesram): laska się uśmiecha. nie podnosi głowy, nie rzuca się do aparatu, żeby odebrać - nic. tylko uśmieszek.
aha, ważne (chyba): na 'Audition' skusiłem się za sprawą mocno infantylnej listy 20 ulubionych filmów Quentina, sprawiającej wrażenie rankingu robionego przez 13-latka, który żeby nie wyjść przed starszymi kolegami na dupe wołową, umieścił w nim parę poważnych pozycji. jedną z takich pozycji okazał się być niniejszy film.
24-08-2009, 22:17
Agent Putina
Liczba postów: 4,432
Liczba wątków: 21
Zadziwiające, że Quentin wybrał akurat ten film Miike, skoro Japonczyk stworzył pod dostatkiem dzieł bardziej pasujących pod gust Tarantino (czyt. śmieszno-głupio-cool). Ja sam za pierwszym razem nie doceniłem klasy Audition, dopiero po powtórce dotarła do mnie wielkość filmu.
Podoba mi się niespieszne tempo filmu, które niektórym może wydać się zwyczajnie nużące. Mocnych motywów jak ten opisany przez Mentala oczywiście nie brakuje, ale są one przeplatane licznymi scenami z codziennego życia bohatera, rozmowami z synem, randkami z nową dziewczyną i takimi tam. Cały myk właśnie w tym, że precyzyjnie odmierzone akcenty grozy nadają tym prostym, pozornie banalnym scenom nowe, złowieszcze znaczenie. Efekt jest tym mocniejszy, że panna Asami przez większość czasu jawi się jako wcielenie słodyczy i łagodności.
Z pewnym zdumieniem dowiedziałem się niedawno, ze niektórzy odczytują film jako wielce profeministyczny. Czy krwiożercze, chorobliwie zaborcze, lubujące się w zadawaniu cierpienia monstrum to obecny ideał kobiety wyzwolonej?
25-08-2009, 12:38
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,623
Liczba wątków: 67
Paszczak napisał(a):Ja sam za pierwszym razem nie doceniłem klasy Audition, dopiero po powtórce dotarła do mnie wielkość filmu.
Widziałem raz, drugi nie zamierzam - ten film jest ostro posrany i tyle; zapewne zależy to od percepcji, tudzież innego światopoglądu (wiadomo jaką "renomą" i jaką kulturą cieszą się skośnoocy), ale tego czegoś po prostu nie trawię. Rozumiem zamysł reżysera, ale nie doceniam. Tyle.
25-08-2009, 14:06
Agent Putina
Liczba postów: 4,432
Liczba wątków: 21
Najzabawniejsze, że jak na tego rezysera to jest bardzo zrównoważony i stateczny film. Wystarczy porownać go chociażby z Ichi The Killer - to dopiero posrane kino.
25-08-2009, 14:37
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,623
Liczba wątków: 67
Ichi też widziałem - też mocno poroniony jak dla mnie, ale jednak to zupełnie inna stylistyka
25-08-2009, 14:42
Agent Putina
Liczba postów: 4,432
Liczba wątków: 21
Bardziej parodystyczna? Z dystansem? No tak, Ichiego w zasadzie trudno traktować na serio i to ratuje ten film przed byciem totalnym gównem. Tymczasem Audition to bardzo poważna rzecz. Dlatego moim zdaniem chwalebnie wyróżnia się na tle reszty twórczości Miike.
25-08-2009, 14:52
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Cóż, zawsze żałowałem, że przed obejrzeniem tego filmu pokrótce dowiedziałem się za dużo o kandydatce na żonę i dalej toczącej się akcji. Mogłem poprzestać na informacji, że ten film po prostu warto obejrzeć.
To jak ten obraz przeskakuje z jednego klimatu w drugi mnie rozwala, pomimo, że zabieg ten nowy nie jest. Z filmu, powiedzmy, obyczajowego w ostry thriller. Druga połowa jest jest jakby wyjęta z innej bajki. Jest sobie świat ludzi ułożonych, a obok, nie znane nikomu, jest uniwersum totalnej psychodelii. Ludzi, którzy swoich chorych dla przeciętnego człowieka akcji nie postrzegają wcale jako chorych, a całkowicie normalnych. Dla nich po prostu nic innego nie istnieje. I nie wiedzą co to smutek, bo nigdy nie zaznali szczęścia (jak to ujęła kandydatka).
Nie wiem, jak reżyser tego dokonał, ale uwierzyłem, że te wszystkie popieprzone akcje mogą mieć miejsce. Uwierzyłem i jeszcze bardziej uświadomiłem sobie, że w każdym momencie najbardziej niepozorna rzecz potrafi przypieprzyć człowiekowi z pełną mocą i wywrócić światopogląd do góry nogami. I że człowiek, nie wierząc w pewien obrót spraw, potrafi zignorować rady innych, których posłuchanie mogło oszczędzić późniejszych, delikatnie mówiąc, przykrości. Rzeczy niemalże trywialne, ale przedstawione w nowym, bardziej przerażającym świetle.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
25-08-2009, 23:34
Red Crow
Liczba postów: 12,742
Liczba wątków: 50
Meh. W zasadzie tylko tak mogę podsumować ten film. Nie był zły, oglądało się całkiem przyjemnie (chociaż momentami ostro przynudzał), ostatnie pół godziny jednak... rozczarowuje po całości. Psychodeliczna sklejka tuż po wypiciu whisky nawet spoko, ale już to całe igielne show... no słabe to było po prostu.
W sumie, to bardziej podeszła mi ta spokojniejsza część filmu, w której pomiędzy obyczajowe kluchy co jakiś czas Miike powsadzał dziwne sceny typu drgający worek, czy wzmianki o zaginionych/zamordowanych/nieistniejących ludziach. To było sugestywne i niepokojące, wywołujące ciekawość, co reżyser szykuje na finał. Okazało się, że tak naprawdę nie naszykował nic.
01-08-2013, 21:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-08-2013, 21:01 przez nawrocki.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,675
Liczba wątków: 30
Niezły film. Ale zapamiętałem, że przez ponad połowę sprawia wrażenie japońskiej telenoweli.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
04-08-2013, 18:25
Red Crow
Liczba postów: 12,742
Liczba wątków: 50
Celowy zabieg - żeby niby końcówka dwa razy mocniej waliła po mordzie.
04-08-2013, 18:47
Fhtagn
Liczba postów: 5,366
Liczba wątków: 9
Cytat:bardziej podeszła mi ta spokojniejsza część filmu, w której pomiędzy obyczajowe kluchy co jakiś czas Miike powsadzał dziwne sceny typu drgający worek, czy wzmianki o zaginionych/zamordowanych/nieistniejących ludziach. To było sugestywne i niepokojące, wywołujące ciekawość
plus scena z telefonem o której pisał Mental.
Gość szuka żony, pomaga mu kumpel i wspólnie organizują casting mający na celu wyłonienie idealnej kandydatki. Tak, to japoński film. Tak, jest dziwny. Tak, to zmarnowany potencjał na trzymający w napięciu, wstrząsający i urywający dupę film. Przez chyba połowę to dramat obyczajowy o samotnym ojcu, który szuka żony i chyba ją znalazł. Przez jedną czwartą to niepokojące, ściskające za gardło dzieło będące chyba doskonałym przykładem "tego czego nie widzimy i nie znamy boimy się najbardziej". A potem... meh.
Mogło być świetnie, wyszło tak sobie, a zakończenie to już totalna kpina, która bardziej przypomina najbardziej mainstreamowe kino grozy z USA kręcone w Bułgarii za półdarmo. Za dużo zostało pokazane, gdyby wszystko ograniczało się do pogłosek, plotek, wieści, niedopowiedzeń i krótkich scenek jak ta z telefonem (laska siedzi na podłodze, obok jest telefon i czeka... czeka... czeka...), byłoby naprawdę dobrze. Obejrzeć można jak nie ma się nic innego do roboty, ale czy warto, to już temat na osobną dyskusję.
01-10-2013, 23:35
|