![[Obrazek: latest?cb=20111124172952&path-prefix=pl]](http://vignette4.wikia.nocookie.net/wiersze/images/1/17/Ben-Hur_(Klaw_%26_Erlanger)_crop.jpg/revision/latest?cb=20111124172952&path-prefix=pl)
Adaptacja powieści Lewa Wallace'a "A Tale of the Christ", która jako pierwszy film otrzymała 11 Oscarów. Albo niema adaptacja z 1925 roku, gdzie młody William Wyler pracował przy kolorowych sekwencjach. Albo ten średniak, co teraz leci w kinach.
Bo mało komu się będzie tworzyć do nowej wersji, do filmu Hestona - pewnie także, to utworzyłem temat zbiorczy. A co :P. Bo i jeszcze są obie wersje nieme (jedna znana dzięki batalii o prawa autorskie) oraz obie animowane (w tym jedna z 2003 roku, gdzie Heston powtarza swoją rolę sprzed 44 lat!), a także spoko miniserial z 2010 roku.
![[Obrazek: jsli4o.jpg]](http://i64.tinypic.com/jsli4o.jpg)
Drugi plan w postaci kobiet czy pociesznego Ilderima. Nawet małe epizodziki np. cesarza zapadają w pamięć.
Co najważniejsze (dla mnie), nie ma tu wymuszonego wątku miłosnego. Ben Hur nic nie czuje do Estery, a jak już to bardziej przypomina przyjaźń.
Realizacyjnie budzi podziw rzecz jasna. Nie ma tylu bolesnych bluescreenów jak w "Dziesięciorach Przykazaniach", a niektóre widoczne matte-painting widać tylko dwa lub trzy razy.
Któryś z użytkowników chwalił nieukazywane twarzy Jezusa. Byłbym content... ale w paru momentach twórcy byli niekonsekwentni. Podczas procesu z Poncjuszem Piłatem zrobiono biedne zaciemnienie jak w jakiejś warstwie Photoshopa. I w pewnym momencie jak Jezus jak nosi krzyż przez moment widać było jego brodatą hipisowską facjatę. I niemal cały film określali go młodym rabinem, nauczycielem, mistrzem, kimś tam z Nazaretu... by w jednym momencie nazwać Jezusa z imienia. Słabiuchno.
====
![[Obrazek: ben-hur.jpg?w=810]](https://moviesinthephilippines.files.wordpress.com/2016/04/ben-hur.jpg?w=810)
Jezus ma tu większą rolę, ale o ile w wersji 1959 i miniserialu była robiona to podbudowa, napięcie i momenty były pełne mocy... to tu Dżizus zjawia się, mówi swe kazania i koniec. I tak za każdym razem.
Podobnie z innymi momentami. W 1959 roku gdy widz z bohaterami odkrywa postępujący trąd u matki i siostry Ben-Hura. Jest przerażony, czeka na ruchy i interakcje z inny postaciami. I takie samo jest . Tutaj szast, prask, szybko, szybko. Nie pomagają także antypatyczne postaci kobiet.
Sporo pozmieniali, np. wycięli motyw z Kwintusem Arriusem na rzecz Morgana Freemana z dredami, albo zabili na początku . Chyba tylko, by skrócić czas trwania i przerobić to na blockbusterowy akcyjniak z brodatymi przystojniakami (chociaż nie, Messala wygląda jak szkolna ofiara)
Na plus ładne lokacje i sekwencja wyścigu (w każdej adaptacji to chyba najlepsza część).
Reasumując - średni film... Lepiej zarzucić miniserial z 2010 r., jeśli chce ktoś obczaić nowe spojrzenie na Ben-Hura.
18-09-2016, 12:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-09-2016, 15:11 przez Phil.)
Spoiler






