01-03-2012, 20:45
|
Bitwa Warszawska 1920
|
|
A i ja zassałem sobie ripa z tym syfem. Choć syf to mało powiedziane, ale tego się właśnie spodziewałem. Scenariusz, aktorstwo, wielkość łopaty, realizacja, Symbolika (przez wielkie S, bo upadające w zwolnionym tempie krzyże trudno rozgryźć :) nadają się na śmietnik. Pastwiąc się nad tym obrazem chciałbym mieć możliwość pochwalenia przynajmniej strony wizualnej, ale i ten element dopasowano poziomem do Urbańskiej i scenarzysty. Kula w łeb i do piachu ścierwo.
(01-03-2012, 20:56)Mierzwiak napisał(a): Jakiś czas temu czytałem o "doskonałych" zdjęciach Idziaka. Buhahaha. moize mieli na mysli ze sa ala "szeregowiec ryan" :P a co do urbanskiej jak ogloszono obsade mowilem ze doatala po znajomosci bo talentu zero 02-03-2012, 06:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2012, 06:30 przez jajcasz.)
film nudny. Tematyka ciekawa...mógłby byc na prawde ciekawy film... A po raz kolejny historia + kino = rozczarowanie.
04-11-2012, 23:12
Nawet chciałem pójść do kina, by się pośmiać. Ale z czasem uznałem, że obejrzę ripa lub w TV. Później była zapowiedź na HBO z tym śmiesznym kapitanem - to nie mogło być poważne, muszę zobaczyć. I...
Początek - archiwalne filmy, a jak. No dobra, było to tylko na początku. Później mamy ZŁEEEGO knującego Lenina, który w momencie wyciągniętej piąchy jest chamsko na czerwonym tle. Brakuje rogów i monokla. I nie lubimy tych złych bolszewików! Później mamy numery muzyczne Urbańskiej i tego śmiesznego kapitana, które przeaktorzenie woła na myśl Nostalgia Criticowe "I'm acting!". Wracając do piosenek - OK, Natasza ładnie śpiewa, ale... po co? Po co mamy tyle piosenek? Ten czas lepiej mogli spożytkować na jakieś fajne bitewki. Mogła zostać ta pierwsza i tamta po wieściach o Szycu. Z tą różnicą, że zamiast łzawego tonu sugerującego, że mamy płakać, lepsza byłaby taka pogodna. Natasza robi dobrą minę do złej gry. Z trudem jednak jej to idzie i w końcu wybiega wypłakać w poduszkę. Kolorystyka to ohyda! Gdyby nie to, że oglądałem na HBO w HD i na plazmie, pomyślałbym, że oglądam jakieś kinowego screenera. Brak wspólnego tonu przez cały czas. Raz mamy kolory a'la Tony Scott, potem jakąś sepię, później surowe prześwietlone kadry. Nie tylko się zmienia sie z sekwencji na sekwencję, sceny na scenę, ale nawet z ujęcia na ujęcie? Nosz kur... co to jest? Co to? I czemu w wielu scenach jest zielone światło? Wybuch jakichś promieni gamma? Montaż to też jakiś żart. Mieszanie ujęć z kamery z statycznymi, co chwila kadry z innych kątów. I po kija epileptyczna kamera w scenach batalistycznych? Ja chcę zobaczyć nawalankę, o tym rozprawia przecie film - a ledwo coś widzę! To samo w pojedynku na szable. Takie sceny powinno kręcić długimi ujęciami, a nie jakąś pieprzoną trzęsawką w kilku krótkich kadrów! Co za żałość... Scenariusz to dno. Sceny pourywane, Szyc niby powinien być głównym bohaterem, a trzy razy nie pojawia się przez dłuższy czas. Postacie pojawiają się i znikają. Śmieszny kapitan chce pomóc, choć nie za darmo. Co robi Natasza? Ano z koleżankami doprowadza go do upokorzenia - i tyle biedaka widzimy. Bykowski jest reklamowany na plakatach, a tu ginie po godzinie. I scenki to pomieszanie z poplątaniem. Przykłady? Biskup Globisz grozi paluchem, potem warszawiacy idą do broni, potem... chociaż był tam Piłsudski... już się pogubiłem. Albo ta scena. Olbrychski z doklejonym wąsem... yy... to jest Piłudski duma paląc peta po pecie, telegrafiści coś tam dłubią, Piłsudski nadal duma sącząc pety, ale przychodzi generał i mówi o odkryciu telegrafistów. A nie lepiej byłoby = telegrafiści coś tam dłubią, POTEM Piłsudski długo duma sącząc pety, aż przychodzi generał i mówi o odkryciu telegrafistów. WIELKIE SYMBOLE pojawiają ofkorz - lecący krzyż, ksiądz zagrzewający do walki idąc naprzód z wyciągniętym krzyżem (choć lepiej mógł wziąć karabin), czy też wygłaszanie Wielkich Przemów przez wszystkich. Aha, tłumaczą widzom, co oznaczają niektóre terminy... A czego uczy film o historii? - niby żyliśmy w wolnym kraju, ale coś wspomniesz o bolszewii - czapa. Nawet jak opowie się jej treści w WYRAŹNYM w głosie TONIE ŻARTOBLIWYM, zdrajca. A to czasy przed zamachem majowym; - Ci sowieccy manipulanci od fotomontażu byli naprawdę świetni! Stalin wcale nie wyglądał jak Borat; - Bolszewicy skakali jak ninja; - I jednak wyzwalali lud pracujący - Szyc idzie na śmierć, ale jego oddział przeżywa pożogę komuchów, którzy sądzą i zabijają niedobrych oficerów; - Rozdają randomowym ludziom ordery do władzy i nikogo nie zabijają; - I są również honorowi. Jak gwałcą proletariuszkę, to sprawiedliwie osądzają winnych; - Goście z czasów Potopu Szwedzkiego potrafili przenosić się w czasie; - Napisy pomagają przełamywać bariery językowe; - Aktorki z kabaretów posiadają nadnaturalne zdolności - Natasza słyszy w głowie głos Szyca i udaje się przetrzeć przez cały szpital do ukochanego; - Ten Cud nad Wisłą nie różni niczym od innych ówczesnych w Polsce bitew. No może ta z księdzem ma wspólną kolorystykę. Nie lepiej było przeznaczyć tych pieniędzy na jakieś ciekawsze projekty młodych, świeżych twórców? Albo na renowacje kilku klasyków? Widziałem gorsze i bezboleśnie dotrwałem do końca, ale i tak nie polecam... Oglądnijcie lepiej taki "1612". Może i jest głupawy, a Polacy są tymi złymi, ale ma chociaż spójną kolorystykę i dobrze zmontowane sceny akcji... 17-11-2012, 00:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-02-2013, 23:05 przez OGPUEE.)
Masakra.
Daje jedyny plus za te kilka przyzwoitych scen batalistycznych. Przyzwoitych w sensie technicznym. 2/10 (17-11-2012, 00:57)OGPUEE napisał(a): - i tyle biedaka widzimy. Nieprawda. Widzimy, że zabili go na wojnie.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 15-08-2013, 22:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-08-2013, 22:44 przez shamar.)
Kac Wawa filmów wojennych. To autentycznie ciekawy przypadek, godny analiz i osobnego rozdziału w podręcznikach. Spieprzono wszystko, co można było w filmie spieprzyć, a nawet więcej.
Fabuły nie stwierdzono, głównego bohatera nie ma, postacie są do dupy, a całość to zlepek chaotycznych, ledwo ze sobą powiązanych scenek. Ktoś miał za to spory tupet, żeby kilka totalnie randomowych, nudnych, nierozplanowanych, pozbawionych emocji klipów z konną armią nacierającą z jednej strony ekranu na drugą, kilkoma wybuchami i upadającymi na kamerę żołdakami, czy też pojawiającymi się totalnie z dupy ujęciami z jednym jedynym jeżdżącym czołgiem, nazwać BITWĄ WARSZAWSKĄ. Najlepsze jest to, że o rezultacie tej cholernej bitwy dowiadujemy się z ,,dialogu" między Stalinem a Leninem, bo z oglądania scen batalistycznych autentycznie nic nie wynika. Dodajmy do tego wszystkiego jeszcze szczyptę kiczowatej martyrologii, fatalne sceny kabaretowe i absolutnie koszmarną warstwę audiowizualną. Idziak musiał chyba wydawać polecenia przez telefon, popijając drinka na plaży w Juracie. Z litości 1/10. 15-08-2013, 23:17
Przynajmniej te kilka scen nie wyglądało jak "rekonstrukcja amatorów" i CGI nie waliło po oczach na km.
Za to plus.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 15-08-2013, 23:47
Wytrzymałem jakies pol godziny (i tak za dużo). Tylko jakies tance i spiew Urbanskiej. Jedyny naprawde jedyny plus to Jerzy Bończak, którego żal oglądać w takim gównie. 1/10
16-08-2013, 07:59
Bończak? Przecież on grał tam najbardziej denną, żenującą, przerysowaną postać.
Why are you firing wallnuts at me?
16-08-2013, 09:15
Może chodziło o Ferencego, który jako chyba jedyny nie czyta tekstów z kartki jak w szkolnym teatrzyku.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 16-08-2013, 11:40
Mi się najbardziej w tym filmie Bohun podobał. Facet był najjaśniejszym punktem OiM, tutaj też błyszczał, szkoda, że tak krótko.
Co do czytania tekstów z kartki - miałem identyczne skojarzenie przy Olbrychskim, facet grał tak jakby czytał kwestie z ekranu obok, przed każdą jego odpowiedzią w dowolnym dialogu był mniej więcej sekundowy lag.
Why are you firing wallnuts at me?
16-08-2013, 11:49 (16-08-2013, 11:49)jarod napisał(a): Mi się najbardziej w tym filmie Bohun podobał. Facet był najjaśniejszym punktem OiM, tutaj też błyszczał, szkoda, że tak krótko. To jeszcze inna kwestia. Po co napchali tam znanych twarzy jak nie było co grać? Dziędziel Marian, kuwaa, 20 sekund na ekranie. Co do Olbrychskiego. Ja tam nie widziałem w nim Piłsudskiego a właśnie Olbrychskiego z wąsami. To samo miałem z Lindą i Żebrowskim.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 16-08-2013, 12:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-08-2013, 12:37 przez shamar.) (15-08-2013, 22:41)shamar napisał(a):(17-11-2012, 00:57)OGPUEE napisał(a): - i tyle biedaka widzimy. Nie pamiętam. Może tak było. Ale sceny "batalistyczne" i narracja skutecznie sprawiły, że nie wiadomo co, gdzie, kiedy, z kim, kto, dlaczego. Plus taka ciekawostka z 1921 roku: 16-08-2013, 12:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-08-2013, 12:46 przez OGPUEE.) (16-08-2013, 09:15)jarod napisał(a): Bończak? Przecież on grał tam najbardziej denną, żenującą, przerysowaną postać. Bończak to ten co grał wuja czy kogoś tam Szyca? Jak tak, to się zgadzam. Widziałem wprawdzie tylko może pierwsze 30 minut, ale koleś odstawił taką szopkę, że jak ma jakiś dyplom ukończenia szkoły aktorskiej, to powinni mu go zabrać :). 16-08-2013, 17:19
Grał dokładnie tego śmiesznego kapitana, który leciał na Nataszę (że był spokrewniony z Szycem, nie pamiętam, z rok temu oglądałem). Jak wspominałem:
16-08-2013, 17:30 (16-08-2013, 17:19)Perfik napisał(a): Bończak to ten co grał wuja czy kogoś tam Szyca? Przynajmniej nie tylko ja "nie uważam" na filmach ;) Szyc mu coś palnął w stylu: "Wujek, odbij stąd". Ale wujkiem nie był.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 16-08-2013, 18:33
Niewiele z samego filmu pamiętam, bo widziałam go dawno temu, ale pamiętam doskonale, że nikomu z moich znajomych się nie podobał, a ja jakoś zapałałam do niego chęcią. Możliwe, że to właśnie dlatego, że nikt inny się nim tak nie podniecał, możliwe, że to dlatego, bo interesują mnie tamte wojenne klimaty, możliwe, że ostatecznie przekonała mnie scena odcinania ręki (to chyba była ręka?). Ogólnie nie przepadam za polskimi filmami, delikatnie mówiąc, a Urbańskiej mam dość od samego myślenia o niej. "Bitwa..." była nudnawa miejscami, to muszę jej przyznać, i nie mogła być wcale taka dobra, skoro niewiele momentów pamiętam, ale sprawiła, że zainteresowałam się tematem i to może dlatego mam do tego filmu raczej pozytywne nastawienie.
28-03-2015, 23:25 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |







