Bliskie spotkania trzeciego stopnia (1977)
#1
"Bliskie spotkania trzeciego stopnia" klasyk Stevena Spielberga z  roku 1977, a przy okazji jeden z moich ulubionych filmów, od kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy 15 sierpnia 1999. 

[Obrazek: lg-close-encounters-40th.jpg]

Fabuła w skrócie:


Grupa ludzi, których zdawałoby się nic nie łączy, nieoczekiwanie porzuca wszystko i wyrusza na spotkanie nieznanego. Wszyscy odebrali tajemniczy sygnał, który kieruje ich ku niesamowitej górze w stanie Wyoming zwanej Diabelską Wieżą. Okazuje się, że miejsce to wybrali przybysze z kosmosu, którzy lądują na naszej planecie z niezwykłą misją. Sekretu strzeże międzynarodowa ekipa naukowców i wojskowych, którzy oczekują pierwszego w dziejach ludzkości "bliskiego spotkania trzeciego stopnia", czyli bezpośredniego kontaktu z przedstawicielami obcej cywilizacji. 

Jeden z fundamentalnych filmów dla Kina Nowej Przygody i zasadniczy prekursor współczesnego kina ufologicznego. 

Powtórny seans jak zwykle mnie nie zawiódł, chociaż z wiekiem w trakcie oglądania zacząłem zwracać większą uwagę, na na nazwijmy to aspekty pozaufologiczne. Koronnym przykładem jest tutaj wątek Roy`a Neary`ego (Richard Dreyfuss) - od pierwszej sceny widać, że coś nie gra w jego życiu rodzinnym. Nie potrafi porozumieć się z żoną i dziećmi i mimo, że jest to ukazane w komediowy sposób, trudno nie zauważyć napięcia i zmęczenia małżonków. Co więcej im dalej w las, tym bardziej rodzina traci dla Neary`ego na znaczeniu, czego doświadczeń następuje gdy dołącza on do ekipy "kosmicznych podróżników" pod koniec filmu. Ciekawe, na ile wypływa to z wcześniejszych wersji scenariusza autorstwa Paula Schradera i Johna Hilla, a na ile z osobistych doświadczeń reżysera związanych z rozpadem małżeństwa jego rodziców. 
Niemniej pomimo zarysowania tego ciężkiego tematu w tle, film nadal pozostaje pozytywną opowieścią o pierwszym kontakcie w takim ciepłym, spielbergowskim stylu. Podkreślić jednak należy fakt (o ile dobrze pamiętam, z biografii Spielberga Johna Baxtera), że sam reżyser zadeklarował, że to film Ray`a Bradubry`ego jeśli chodzi o ten specyficznie pełen nadziei i nostalgii klimat.
Kawał dobrego kina, ze świetną muzyką Johna Williamsa 


Film ten to również początek długoletniej współpracy Spielberga z operatorem Douglasem Slocombem, który był operatorem w sekwencje kręconej w Indiach. Doświadczenie to zaowocowało później w serii o Indianie Jonesie, gdzie Slocombe był odpowiedzialny za zdjęcia w pierwszych trzech częściach. 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości