Panie i Panowie. Oto przykład jak można sobie spieprzyć karierę będąc praktycznie przed szczytem szczytów. Oto.... C. Thomas Howell!
Początek kariery miał całkiem obiecujący, gdyż oprócz jakiegoś mało znanego filmu na "wideło" wystąpił w E.T. Spielberga. A ten kto występuje jako dzieciak u Spielberga może liczyć na uznanie później (Bale, Barrymore, Fanning) kiedy kroczy już w Hollywood jako pełnoletni obywatel. Pan Howell zaprezentował się w E.T. naprawdę super choć nie miał pierwszoplanowej roli. Jedziemy dalej... Rola w The Hitcher była najlepsza jaką mógł dostać. Zanim ją otrzymał spokojnie budował swój wizerunek cudownego dziecka. The Outsiders (obsada to kult nad kulty), Red Dawn Johna Miliusa, w końcu sympatyczna komedyjka Secret Admirer. I w końcu dostał to na co czekał - jako młody i narwany Jim Halsey stanowił ciekawe odbicie psychopatycznego Rydera. Co tu pisać, przy Hauerze każdy inny by wysiadł. Howell perfekcyjnie odegrał swoją partię, a jego "puszczenie dymka" w ostatnim ujęciu zapamiętam do końca życia.
Co się stało potem? To już nadaje się na film dokumentalny na Discovery. Po takim sukcesie role powinny się sypać jak ziarno z wora po żniwach. Dupa tam :P Howell wybierał filmy:
a) słabe
b) direct to video
c) solidne produkcje w których robił za scenografię dla głównych aktorów
Co ciekawe, facet trzepie 10 filmów rocznie i jedzie wciąż na sukcesie z lat 80. W końcu wylądował w studiu Asylum, dla którego nakręcił dwa "debeściackie inaczej" obrazy (i sam w nich wystąpił). No i po jego historii na IMDB nie widać, aby spoczął na laurach...
Do czego zmierzam?
Gdybym się nazywał Quentin Tarantino i opijał sukces Basterdsów do następnego filmu zaangażowałbym C. Thomasa Howella do roli zgorzkniałego barmana, który rzucałby kur*ami na lewo i na prawo, pluł do szklanek i je wycierał, po pracy strzelał do ludzi w ramach hobby, a w domu pukał dziwki :)
Młodzi adepci sztuki aktorskiej - strzeżcie się. Historia C. Thomasa Howella jest wciąż przerażająca.
Początek kariery miał całkiem obiecujący, gdyż oprócz jakiegoś mało znanego filmu na "wideło" wystąpił w E.T. Spielberga. A ten kto występuje jako dzieciak u Spielberga może liczyć na uznanie później (Bale, Barrymore, Fanning) kiedy kroczy już w Hollywood jako pełnoletni obywatel. Pan Howell zaprezentował się w E.T. naprawdę super choć nie miał pierwszoplanowej roli. Jedziemy dalej... Rola w The Hitcher była najlepsza jaką mógł dostać. Zanim ją otrzymał spokojnie budował swój wizerunek cudownego dziecka. The Outsiders (obsada to kult nad kulty), Red Dawn Johna Miliusa, w końcu sympatyczna komedyjka Secret Admirer. I w końcu dostał to na co czekał - jako młody i narwany Jim Halsey stanowił ciekawe odbicie psychopatycznego Rydera. Co tu pisać, przy Hauerze każdy inny by wysiadł. Howell perfekcyjnie odegrał swoją partię, a jego "puszczenie dymka" w ostatnim ujęciu zapamiętam do końca życia.
Co się stało potem? To już nadaje się na film dokumentalny na Discovery. Po takim sukcesie role powinny się sypać jak ziarno z wora po żniwach. Dupa tam :P Howell wybierał filmy:
a) słabe
b) direct to video
c) solidne produkcje w których robił za scenografię dla głównych aktorów
Co ciekawe, facet trzepie 10 filmów rocznie i jedzie wciąż na sukcesie z lat 80. W końcu wylądował w studiu Asylum, dla którego nakręcił dwa "debeściackie inaczej" obrazy (i sam w nich wystąpił). No i po jego historii na IMDB nie widać, aby spoczął na laurach...
Do czego zmierzam?
Gdybym się nazywał Quentin Tarantino i opijał sukces Basterdsów do następnego filmu zaangażowałbym C. Thomasa Howella do roli zgorzkniałego barmana, który rzucałby kur*ami na lewo i na prawo, pluł do szklanek i je wycierał, po pracy strzelał do ludzi w ramach hobby, a w domu pukał dziwki :)
Młodzi adepci sztuki aktorskiej - strzeżcie się. Historia C. Thomasa Howella jest wciąż przerażająca.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
14-11-2009, 17:47





