[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Fb3_AyOplQw&feature=related[/youtube]
Produkcja stacji Starz, która chyba ma być odpowiedzią na HBOwską Grę o tron. O czym to jest, domyślić się łatwo - znowu legendy arturiańskie, tym razem w wersji "na dorosło i realistycznie" (czyt. praktycznie nie ma magii, za to są krew, fucki i cycki, niestety tych trzech elementów również mało). Jak wypada pierwszy odcinek? Średnio, aczkolwiek serialu nie skreślam, bo jest o wiele lepiej niż w przypadku poprzednich znanych mi produkcji Starz, czyli The Pillars of The Earth i Spartacusa. Realizacyjnie przeciętnie, fabularnie również ("pójdź ze mną, ja cię królem uczynię") plus mocno durny zbieg okoliczności będący zaczątkiem przyszłego konfliktu między Arturem a Tym Złym Królem.
Osobny akapit należy się obsadzie, bo tutaj jest, powiedziałbym, mocno nierówno. Artura gra jakiś gówniarz ze Zmierzchów, Merlina Joseph Fiennes (sic!) - obaj wypadają nieprzekonująco. Jest jeszcze Forlani jako prawdziwa matka Artura, ona również niczym specjalnym się jak dotąd nie wykazała. Za to po stronie złych jest lepiej, o wiele lepiej. Mamy więc Evę Green jako Morganę oraz, uwaga, Jamesa Purefoya jako Tego Złego Króla - dobrana z nich parka i grają nieźle, chociaż też mocno stereotypowo. Ale na szalejącego Purefoya zawsze fajnie się patrzy, więc uznaję ich obecność in plus, zwłaszcza w porównaniu z pozbawionymi charyzmy nudziarzami z drugiej strony barykady.
Serial na razie jakiegoś specjalnego powera nie ma, widać również na pierwszy rzut oka, że jest to poziom wyrobniczy i raczej wątpię by przemieniło się toto w coś przeznaczonego dla nieco bardziej wymagającej widowni. Ale jako rozrywkowy serialik moim zdaniem wygląda Camelot ok - bez jakieś wielkiej żenady, z dobrą obsadą i tematyką, z której można coś tam fabularnie wyciągnąć. Poczekamy, zobaczymy - pilot ma u mnie 6/10.
PS. Green się nie rozbiera, chociaż w akcji z Purefoyem ją widzimy.
Produkcja stacji Starz, która chyba ma być odpowiedzią na HBOwską Grę o tron. O czym to jest, domyślić się łatwo - znowu legendy arturiańskie, tym razem w wersji "na dorosło i realistycznie" (czyt. praktycznie nie ma magii, za to są krew, fucki i cycki, niestety tych trzech elementów również mało). Jak wypada pierwszy odcinek? Średnio, aczkolwiek serialu nie skreślam, bo jest o wiele lepiej niż w przypadku poprzednich znanych mi produkcji Starz, czyli The Pillars of The Earth i Spartacusa. Realizacyjnie przeciętnie, fabularnie również ("pójdź ze mną, ja cię królem uczynię") plus mocno durny zbieg okoliczności będący zaczątkiem przyszłego konfliktu między Arturem a Tym Złym Królem.
Osobny akapit należy się obsadzie, bo tutaj jest, powiedziałbym, mocno nierówno. Artura gra jakiś gówniarz ze Zmierzchów, Merlina Joseph Fiennes (sic!) - obaj wypadają nieprzekonująco. Jest jeszcze Forlani jako prawdziwa matka Artura, ona również niczym specjalnym się jak dotąd nie wykazała. Za to po stronie złych jest lepiej, o wiele lepiej. Mamy więc Evę Green jako Morganę oraz, uwaga, Jamesa Purefoya jako Tego Złego Króla - dobrana z nich parka i grają nieźle, chociaż też mocno stereotypowo. Ale na szalejącego Purefoya zawsze fajnie się patrzy, więc uznaję ich obecność in plus, zwłaszcza w porównaniu z pozbawionymi charyzmy nudziarzami z drugiej strony barykady.
Serial na razie jakiegoś specjalnego powera nie ma, widać również na pierwszy rzut oka, że jest to poziom wyrobniczy i raczej wątpię by przemieniło się toto w coś przeznaczonego dla nieco bardziej wymagającej widowni. Ale jako rozrywkowy serialik moim zdaniem wygląda Camelot ok - bez jakieś wielkiej żenady, z dobrą obsadą i tematyką, z której można coś tam fabularnie wyciągnąć. Poczekamy, zobaczymy - pilot ma u mnie 6/10.
PS. Green się nie rozbiera, chociaż w akcji z Purefoyem ją widzimy.
Why are you firing wallnuts at me?
27-02-2011, 14:32






