Cormac McCarthy
#21
Zgadzam się, taki Dostojewski to parada banału, życia uczy ulica!
Polski już nie ma.

Odpowiedz
#22
Czego Ciebie, jako dorosłego człowieka, nauczyła beletrystyka? Czego nie byłeś kompletnie świadomy przed przeczytaniem książki? Poza tym przypominam, że napisałem ''z reguły''.

Odpowiedz
#23
(13-11-2021, 19:26)Bartholomew napisał(a):
(13-11-2021, 18:14)Nemo napisał(a): Dziś taka refleksja ze znajomym ze starych czasów. Wyszlo mu że czytanie tych pojebanych książek typu Dostojewski, Kafka Balzac, mega ogłupia  i ludzie zajebiście po tym sa sentymentalni bezradni życiowo i błądzą.

Enviado desde mi Redmi Note 8 Pro mediante Tapatalk

ciekawa refleksja, możesz rozwinąć?

może uda mi się, przy okazji, wywołać do tablicy Kapitana Nemo :)
Youniverse

Odpowiedz
#24
Zależy co masz na myśli przez "nauczyła", nie dowiedziałem się jak kłaść płytki łazienkowe, ani nawet jak wiązać sznurówki, ale na pewno lektury rozwinęły moje horyzonty myślowe, wyobraźnię, umiejętność wychwytywania wzorców, przewidywania zachowań, znajomość ludzkiej psychiki, umiejętność patrzenia na problemy z innej perspektywy, nauczyłem się też wiele o różnych krajach, zwyczajach tam panujących, innych kulturach i można tak wymieniać bez końca.
Polski już nie ma.

Odpowiedz
#26
Super wiadomość!

Odpowiedz
#27
To samo z FB McCarthy'ego:

Cytat:This fall, Alfred A. Knopf will publish two new novels by Cormac McCarthy.  The novels, set eight years apart, tell one grand story of siblings Bobby and Alicia Western.

THE PASSENGER, the first of the two novels, will be published on October 25.  
STELLA MARIS, the second book, will be published on November 22.
A box set of both volumes will be published on December 6.

Jackets designed by Chip Kidd.

In addition to the U.S., the new books will be published in the UK (Picador), Spain (Literatura Random House), Holland (Arbeiderspers), Germany (Rowohlt), Italy (Einaudi), France (Editions de l’Olivier), Sweden (Bonniers), Norway (Gyldendal), Denmark (Gyldendal), Finland (WSOY), and Brazil (Companhia).

O książkach:
Cytat:The Passenger is the story of a salvage diver, haunted by loss, afraid of the watery deep, pursued for a conspiracy beyond his understanding, and longing for a death he cannot reconcile with God. 1980, Pass Christian, Mississippi: It is three in the morning when Bobby zips the jacket of his wetsuit and plunges from the boat deck into darkness. His divelight illuminates the sunken jet, nine bodies still buckled in their seats, hair floating, eyes devoid of speculation. Missing from the crash site are the pilot’s flightbag, the plane’s black box, and the tenth passenger. But how? A collateral witness to machinations that can only bring him harm, Western is shadowed in body and spirit—by men with badges; by the ghost of his father (one of the inventors of the bomb that melted glass and flesh in Hiroshima); and by his sister, the love and ruin of his soul. McCarthy’s latest traverses the American South, from the garrulous barrooms of New Orleans to an abandoned oil rig off the Florida coast, examining the legacy of sin and the madness that is human consciousness.

Stella Maris is an intimate portrait of grief and longing, as a young woman in a psychiatric facility seeks to understand her own existence. 1972, Black River Falls, Wisconsin: Alicia, twenty years old, with forty thousand dollars in a plastic bag, admits herself to the hospital. A doctoral candidate in mathematics at the University of Chicago, Alicia has been diagnosed with paranoid schizophrenia, and she does not want to talk about her brother Bobby. Instead, she contemplates the nature of madness, the human insistence on one common experience of the world; she recalls a childhood where, by the age of seven, her own grandmother feared for her; she surveys the intersection of physics and philosophy; and she introduces her cohorts, her chimeras, the hallucin[/font][/size][/color][/size][color=#2c2f34][size=x-large][font=-apple-system, BlinkMacSystemFont,]ations that only she can see. All the while, she grieves for Bobby, not quite dead, not quite hers. Told entirely through the transcripts of Alicia’s psychiatric sessions, the book is a searching, rigorous, intellectually challenging coda to The Passenger, a philosophical inquiry that questions our notions of God, truth, and existence.


Ciekawe, czy u nas Wyd. Literackie pociągnie temat, czy ktoś inny przechwyci. I kto będzie tłumaczył. Pierwszy przekład NCFOM to był straszny bełkot, dopiero w drugim podejściu Sudół zrobił porządek. Mam nadzieję, że to weźmie on albo Świerkocki, ew. Kłobukowski.

Odpowiedz
#28
Zobaczymy jak tam u niego z forma.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#29
No to trzeba się w końcu zabrać za Suttree zanim to wyjdzie. Bo już chyba z 5 lat leży i czeka, jak nie więcej :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#30
Mój ulubiony pisarz. Przeczytałem wszystko. Marzy mi się epicka ekranizacja "Krwawego południka", najlepiej od kogoś w rodzaju Eggersa, Hillcoata.

Odpowiedz
#31
Youniverse

Odpowiedz
#32
Kurcze, ale już dziadziuś, ale jednak to już prawie 90 na karku. Przy okazji przypominam, że jakoś ostatnio ukazała się jego dwuczęściowa powieść (o ile mi wiadomo, to jeszcze nie ma polskiego przekładu).

Odpowiedz
#33
Dziadziuś? On wygląda jak Imhotep.
Anyway, najlepszą jego powieścią jest "Dziecię boże", może dlatego że krótkie i konkretne, reszta zbyt rozlazła i pretensjonalna (nie czytałem jeszcze trylogii), "Nie jest kraj ..." dobry, ale czytałem już po obejrzeniu filmu, więc miałem skrzywioną percepcję.

Odpowiedz
#34
Te dwie powieści (to dylogia, nie dwuczęściowa powieść) szykuje na 2023 Wydawnictwo Literackie, stały polski wydawca Cormaca.

Odpowiedz
#35
Jasne, to było pewne uproszczenie po mojej stronie - fajnie, że WL coś oficjalnie ogłosiło na ten temat, choć mam jeszcze sporo innych braków w twórczości McCarthy'ego, więc nie spieszy mi się.

Odpowiedz
#36
Uściśliłem, bo różnie z tym bywa.
WL na razie napomyka w odpowiedziach do komentarzy (pytań), więc to takie niby oficjalne, ale jeszcze nie na afiszu.

Odpowiedz
#37
Cytat: Marzy mi się epicka ekranizacja "Krwawego południka", najlepiej od kogoś w rodzaju Eggersa, Hillcoata.

Co prawda już to ktoś gdzieś podlinkowywał, ale nevermind, wychodzi na to, że Twoje marzenie się spełni:

https://deadline.com/2023/04/new-regency-cormac-mccarthys-blood-meridian-john-hillcoat-1235340998/

Leciałem ostatnio z powrótka True Detective i dotarło do mnie, że istnieje tylko jeden aktor zdolny oddać na ekranie metafizyczne zło Sędziego Holdena. Jakikolwiek inny casting będzie imo nietrafiony.

[Obrazek: quotes-of-glenn-fleshler.jpg]
 
Sędzia to poniekąd postać historyczna:

Cytat:The second in command, now left in charge of the camp, was a man of gigantic size who rejoiced in the name of Holden, called “Judge” Holden of Texas. Who or what he was no one knew but a cooler blooded villain never went unhung; he stood six feet six in his moccasins, had a large fleshy frame, a dull tallow colored face destitute of hair and all expression. But when a quarrel took place and blood shed, his hog-like eyes would gleam with a sullen ferocity worthy of the countenance of a fiend. His desires was blood and women, and terrible stories were circulated in camp of horrid crimes committed by him when bearing another name, in the Cherokee nation and Texas; and before we left Fronteras a little girl of ten years was found in the chapperal, foully violated and murdered. The mark of a huge hand on her little throat pointed him out as the ravisher as no other man had such a hand, but though all suspected, no one charged him with the crime.


Holden was by far the best educated man in northern Mexico; he conversed with all in their own language, spoke in several Indian lingos, at a fandango would take the Harp or the Guitar from the hands of the musicians and charm all with his wonderful performance and out-waltz any poblana of the ball. He was “plum center” with a rifle or revolver, a daring horseman, acquainted with the nature of all the strange plants and their botanical names, great in geology and mineralogy, in short another Admirable Crichton, and with all an arrant coward.

Not but that he possessed enough courage to fight Indians and Mexicans or anyone else where he had the advantage in strength, skill, and weapons. But where the combat would be equal, he would avoid it if possible. I hated him at first sight and he knew it, yet nothing could be more gentle and kind than his deportment towards me: He would often seek conversation with me and speak of Massachusetts and to my astonishment I found he knew more about Boston than I did.
Youniverse

Odpowiedz
#38
Stella Maris odhaczona, ale trochę się pogubiłem widzę, bo ponoć to Pasażer powinien być czytany jako pierwszy. Trudno. Najwyżej przeczytam ponownie, choć wątpię, żeby to jakoś lepiej wpłynęło na lekturę.
Tak czy siak w opisie stoi, że Cormac zawsze chciał napisać książkę o kobiecie. Jakoś trudno mi jednak nie odpędzić od siebie wrażenia, że na koniec życia strzelił marketingową zagrywkę na potrzeby czasów. Feminizmu w lekturze co prawda nie uświadczymy zbytniego, ale wystarczy, że bohaterką uczynił geniuszkę absolutną, która robi co chce w sumie. Plus mamy tutaj absolutnie z dupy wątki żydowskie, więc takie trochę combo z generatora motywów - zwłaszcza, gdy zestawi się to z resztą twórczości, w której żaden z tych elementów nigdy nie miał znaczenia lub w ogóle nie był poruszany. Ale nie dlatego jest to zawód. Tradycyjnie już, jak na Cormaca przystało, całość jest napisana w taki sposób, że czyta się szybko i łatwo - zresztą jest krótka, więc praktycznie na jedno posiedzenie. A przy tym też pozbawiona takiego ciężaru emocjonalnego jak Droga czy Dziecię boże. Niemniej natłok informacji jest tu momentami przytłaczający. Nasza mała geniuszka żongluje nazwiskami, teoriami i spostrzeżeniami w taki sposób, że staje się to może nie tyle męczące, co pretensjonalne i irytujące. Szczególnie, że nie stoi za tym zbyt wiele. Ot, w pewnym momencie książka/dialog się po prostu kończy i tyle. Nie poczułem tu żadnej konkluzji, nie dostrzegłem katharsis, ani tym bardziej celu. Może taki był zamysł (szczególnie przy uwzględnieniu słów jakie padają w międzyczasie)? Gorzej, że rozpisana niby na dialog opowieść bardzo szybko zamienia się w mocno jednostronny monolog, gdyż reprezentujący niby czytelnika lekarz nie stanowi żadnego partnera do rozmowy, jego rola sprowadza się praktycznie tylko do zadawania zdawkowych pytań i ustalania tematów, od których i tak potem dość łatwo odchodzimy ku innym. Przez ponad 250 stron mamy więc długaśny i tylko miejscami fascynujący strumień świadomości, który, mam wrażenie, usiłuje złapać za ogon wszystkie możliwe sroki, a być może nawet samą istotę istnienia. Gdzieś pomiędzy to Cormac/bohaterka wkłada trochę humoru (na ogół udanego, nie powiem - kilka razy się setnie ubawiłem) oraz odniesień i cytatów kulturowych (nie popkulturowych szczęśliwie, choć bywa blisko). Jakbym siedział z notatnikiem przy boku, to wyniósłbym z tego kilka naprawdę trafnych uwag życiowych, cytatów do szpanowania w towarzystwie i nieco haseł do guglowania. Ale nie siedziałem, więc trochę po mnie spłynęło. Nie dostrzegłem w tym ani portretu "pięknego, zaburzonego umysłu", ani tym bardziej kobiety jako takiej, która finalnie kobietą wcale być nie musiała, ale jest - trochę chyba z powodów, które nadmieniłem wcześniej (na zasadzie: jeśli nie teraz, to kiedy? A że mam już rozrysowaną fabułę...). Oczywiście przy tego typu lekturze zawsze jest szansa, iż jestem za głupi, żeby to zrozumieć, ale też i wątpię, aby na sam koniec żywota Cormac osiągnął nagle jakiś nieprzenikniony absolut na miarę bohaterki, którą wykreował.

Ocena: wzruszenie ramion /10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#39
Dobra, to Pasażer też za mną (ktoś czyta w ogóle?) - i jeśli lektura coś zmienia względem powyższego, to chyba jedynie czyni kontekst trochę bardziej gorzkim oraz przybliża nam "zwichrowanie" tamtej bohaterki, ale nic ponad to. Żeby było śmieszniej, to sama w sobie książka jest jeszcze dziwniejsza w odbiorze, bo o ile Stella Maris ma swoje problemy, to przynajmniej jest równa i konsekwentna od początku do końca. A Pasażer, cóż... tutaj Cormac upchał wszystko, co się dało, robiąc sobie też takie turnee po własnej twórczości. Zaczyna się zatem jak jakiś Dirk Pitt wymieszany z dowolną powieścią szpiegowską, by następnie przejść w rejony Rączych koni, NCFOM, W ciemność czy nawet Dziecięcia Bożego - nie tyle, rzecz jasna, w kwestii fabularnej, co klimatu oraz rozpisania akcji czy zobrazowania miejsc oraz drogi jaką przebywa główny bohater. Gdzieś w międzyczasie autor znajduje czas i miejsce, żeby wetknąć całkowicie z dupy, bez kontekstu i generalnie bez wpływu na fabułę wątki np. LGBT czy JFK, które sprawiają, że ostatecznie można śmiało napisać, że ta książka jest po prostu za długa. Tak jakby Cormac chciał obskoczyć przed śmiercią wszystkie tematy, o których zapragnął się wypowiedzieć językiem zobrazowanych postaci. A te pojawiają się i znikają, zatem trochę to spływa po człowieku. Żeby nie było - ani wywody godne Stone'a, ani coming outy nie kłócą się ze stylem autora. Ale po co w ogóle się tam znalazły? Wie to już tylko autor, który nie zdoła już odpowiedzieć. Niejako tradycyjnie (?) brakuje też tej historyjce konkretnej konkluzji i/lub domknięcia - co w związku z powyższym boli chyba bardziej niż zwykle, bo fabularnie wychodzimy tu jednak trochę poza pewną brutalną poetykę miejsca i czasu. Co prawda uważam, iż powiązanie ze Stella Maris oraz cały ten wątek rodzinnej relacji udało się domknąć po mistrzowsku (zwłaszcza, gdy przeczyta się oba zakończenia jedno po drugim), ale cała reszta leci sobie tak jakby innym torem, nadaje na innych falach i ostatecznie do niczego konkretnego nie prowadzi. Nawiązując do poprzedniego wpisu, mógłbym stwierdzić, że tutaj też bohater wcale nie musiał być taki a nie inny (inna sprawa, że pod względem osobowości jest on dość nijaki i bierny w porównaniu ze Stellą), a jego przygody oraz podróż dałoby się pewnie rozpisać na 150 innych sposobów, które też by się lepiły. Szczególnie, że akcji jako takiej - jak przystało na Cormaca - tutaj praktycznie nie ma, więc chyba wolałbym bardziej klasycznego, mniej filozofującego McCarthy'ego. Inna sprawa, że czyta się to na tyle dobrze, iż łatwo machnąć ręką na te mankamenty. Obie książki są też z pewnością ciekawe i sporo w nich jak zawsze celnych spostrzeżeń i przemyśleń. Całościowo jednak chyba można pisać o pewnym zawodzie. "Stare" Cormaci zdecydowanie wygrywają, bo nie tylko przenoszą nas do miejsc będących mieszanką przyziemnej bezdradności ze snami snującymi się po świecie, który przeminął, ale też są o czymś konkretnym. Tutaj zabrakło mi tej kropki nad i, bo oba tytuły są pełne treści, ale trochę jakby puste w środku. A przynajmniej ja tutaj nie widzę nic więcej.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#40
(07-08-2024, 03:50)Mefisto napisał(a): (ktoś czyta w ogóle?)

Ja czytam od nowa całego Cormaca, zacząłem rok temu, jestem przed "Południkiem", więc zanim dojdę do końcowego dyptyku to pewnie będzie 2026 rok. 

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości