Crime Story [NBC 1986-1988]
#1
[Obrazek: 1302.jpg]

Dla mnie jest to chyba najbardziej kultowy serial w ogóle, nawet wliczając współczesne dzieła HBO. Lata 60 w pełnym rozkwicie, Chicago i Vegas rozświetlone neonami, czarne płaszcze i kapelusze, wozy szerokie jak lotniskowce, w tle rock'n'roll i jazz, a przede wszystkim krew, pot i łzy policyjnej roboty. To swoisty rewers "Miami Vice" - w "Crime story" walka z przestępcami, a zwłaszcza z cwanym i bezlitosnym Rayem Lucą, to nie plaża. Tu policja często dostaje w d..., a triumfy stróży prawa są nieczęste i z reguły niełatwe. Trup ściele się gęsto. Giną gliniarze, bliscy przyjaciele dopuszczają się zdrady, chlebem codziennym jest poczucie bezsilności. Po prostu klimat "noir" w pełnej krasie. Ten stan ducha najpełniej oddaje zmęczona twarz najtwardszego chicagowskiego gliny Mike'a Torello - pewnie też dlatego, że grający go

DENNIS FARINA

[Obrazek: crimestorywall.jpg]

kilkanaście lat przepracował właśnie jako chicagowski policjant, zanim został konsultantem przy filmach Michaela Manna. To jego doświadczenie zawodowe jest jedną z podstaw autentyzmu roli, jak i całego serialu w ogóle. Również Chuck Adamson, scenarzysta pilotowego odcinka i autor skryptu całości serii - to były policjant.

"IF YOU PUT IT ALL TOGETHER AT THE END YOU'VE GOT ONE HELL OF A 22-HOUR MOVIE" (M. Mann)

Michael Mann, co też warto odnotować, w "Crime Story" rewolucjonizuje formułę serialu kryminalnego. To już nie jest zbiór epizodów, powiązanych co prawda bohaterami, ale w gruncie rzeczy będących zamkniętymi historiami (co odcinek to inna "sprawa"). "Crime Story to jedna, ciągła, epicka opowieść - i to jest jak na tamte czasy nowość w serialu kryminalnym. A to przecież z tej właśnie formuły korzysta obecnie HBO.

RUNAWAY

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=Is5ofSHZWTM[/youtube]

"Crime Story" zapowiada oczywiście przyszłe zainteresowania Manna, na czele z "Gorączką", gdzie podobnie symetrycznie opowiada o antagonistach - glinie i gangsterze. Tam też powtarza scenę z boskim tekstem "Możesz pieprzyć moją żonę, ale nie możesz patrzeć w mój telewizor". Poza tym cała poezja wizualna miasta, zwłaszcza nocnego, która tworzy ogrom klimatu "CS" - to przecież czysty Mann. Podobnie w operowaniu muzyką - nie chodzi tylko słynny przebój Dela Shannona, ale jest tu kapitalna kolekcja utworów takich tuzów jak Ray Charles, Dick Dale (ten od czołówki "Pulp Fiction"), duet Ellingtona z Coltrane'em, B. B. King, Stonesi, Roy Orbison, Dave Brubeck czy Nat King Cole. A na okrasę dłuuuga lista dziś znanych aktorów w epizodach (Madsen, Spacey, Slater, Rhames, Sinise, Julia Roberts) i gościnne cameo samego Milesa Davisa...

Serial miał mieć również trzecią serię, jednak stało się podobnie jak wiele lat później z "Rzymem" HBO - nadmiar kasy włożonej w produkcję (plus spadająca oglądalność) spowodowały wstrzymanie produkcji po 2. serii, przez co całość kończy się tak jak się kończy...

W każdym razie po prawie 20 latach od emisji arcydzieło Manna ukazuje się w naszym zajebistym kraju na DVD. Mam tylko nadzieję, ze drugi sezon również wyjdzie...

Trzeba znać mać! <ok>

[Obrazek: mannfarina.jpg]

(Panowie po latach)

Odpowiedz
#2
Naucz się w końcu NIE CZYTAĆ filmwebu :) Serial ma i napisy i lektora. Nie ma natomiast dodatków.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#3
Mefisto napisał(a):Nie ma natomiast dodatków.
Ano. Są cztery płyty zamiast pięciu. Bo po co komu dodatki? :???:

Odpowiedz
#4
Auć! Sezon pierwszy za mną i niestety wiele rzeczy się mocno postarzało. Abstrahując od wątków obyczajowych pokroju Klanu i wypadających zwyczajnie antycznie (szczególnie przy dzisiejszych produkcjach HBO) pewnych rozwiązań realizacyjnych (chyba najbardziej wkurzały mnie nagłe stop-klatki przy każdym ważniejszym lub średnio ważnym wydarzeniu), to jednak Mann natrzepał tu trochę baboli od których paznokcie same się obgryzają.
Do moich ulubionych należy uber-killer man, który do zlecenia zabiera się w nocy, w ciemnych okularach, stawiając na podłodze w pokoju lampkę bez klosza tak, że on sam stanowi perfekcyjny cel <ok>
Szczyt głupoty zostaje jednak osiągnięty w epizodzie (fabularnie zresztą masakrycznie zbędnym), w którym jakiś świrus porywa z ulicy pannę i bunkruje się we własnym mieszkaniu, w którym ma cały magazyn broni (!) i z którego zaczyna strzelać do glin na ulicy. Nasz super oddział oczywiście nie wkracza, bo Torello stwierdza, że to zbyt niebezpieczne (!), po czym zlewa gościa, bo jego ludzie wpadli na ciekawy trop znacznie bardziej interesującej go sprawy (głównej osi z Lucą). Co więc robi? Każe zostać reszcie swoich ludzi na miejscu i pod żadnym pozorem nie wkraczać do środka. Sam udaje się w podróż do innego miasta (co zajmuje mu cały dzień i noc - powrót pewnie tyle samo plus dzień na miejscu, więc razem plus minus 4 dni go nie ma). Gdy wraca tamci dalej skrywają się za autami na ulicy, podczas gdy świrus nieprzerwanie strzela do nich i zalewa własne mieszkanie (!). Wtedy Torello się wkurza - bierze dwóch ludzi, wkracza i w ciągu 5 minut robi to, co powinien był zrobić na początku, czyli zabija gościa. MA-SA-KRA! I takich kwiatków jest więcej.
Co jeszcze na minus to strzelaniny i akcja jako taka - nie wiem na ile oddają klimat lat 50, ale na zdrowy rozsądek wyglądają zwyczajnie głupio i naiwnie. Gdyby tak Mann nakręcił Heat jak tu, nikt by tego nie oglądał, więc dobrze, że się wyrobił. Na koniec straszą aktorzy. Co prawda główne postaci są tip-top, niemniej ten serial był prawdziwym poligonem dla przyszłych gwiazd, wobec czego co chwila z ekranu straszą drewnem takie nazwiska jak Slater, Gallo, Roberts... w czym w dodatku nie pomagają im mega czerstwe dialogi.
Last but not least humor - co prawda sam w sobie jest niezły i osobiście zaliczyłbym go na plus, gdyby nie fakt, że przez humor siada często całe napięcie, a całość przypomina częściej jakiś sitcom, niż film o walce z przestępcami.

Co na plus. Na pewno klimat lat 50 i główne kreacje - Torello, Luca, Abrams, Joey, Nate, Krychek, Holman (absolutnie fantastyczny Levine, który wg mnie kradnie każdą scenę, w której się znajduje), Manny Weisbord, Max Goldman, Phil Bartoli, Julie, Taglia, Steve Kordo i parę pomniejszych epizodów (jak Caruso w pilocie), choć też zaliczają gorsze fragmenty, to jednak generalnie to są bardzo mocne kreacje, które niosą całość na barkach. No i rzecz jasna relacje Torello-Luca - miód! Olbrzymim plusem jest także spójność tego wszystkiego - poszczególne odcinki nie robią większego wrażenia, ot serial jakich wiele. Ale gdy spojrzy się potem na całość, to jednak wszystko trzyma się kupy i - jak mówi cytat z pierwszego postu - stanowi jeden wielki film. Dzięki temu i powolnemu budowaniu napięcia finał (a właściwie przedostatni odcinek) robi piorunujące wrażenie.

I dla takich momentów warto przetrwać wszystkie słabsze. I choć osobiście jakoś nie mam większej ochoty na sezon drugi (jest ponoć znacznie słabszy, a pierwszy zakończono w tak surrealistyczny sposób, że paradoksalnie stanowi idealne zakończenie), to jednak mam nadzieję, że mimo wszystko go wydadzą. Reasumując - źle nie jest, obejrzeć można, ale z drugiej strony po latach sporo epy poszło się jebać, a całość wygląda już mocno archaicznie.

7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  American Horror Story (FX, 2011-) joozeek 338 80,551 16-10-2021, 00:26
Ostatni post: michax
  American Crime Story (FX) Pelivaron 14 2,871 19-09-2021, 00:23
Ostatni post: Kwasiboromir
  Północ - Południe / North & South (1985-1986, 1994) Gieferg 8 569 20-08-2021, 22:16
Ostatni post: Nemo
  Opowieści z Krypty (1986-1996, 2017 - ) Czarodziejka 1 2,004 22-02-2017, 14:32
Ostatni post: shamar
  [oddzielony] Opowieści z Krypty (1986-1996, 2017 - ) Arahan 0 91 17-06-2009, 11:04
Ostatni post: Arahan



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
3 gości