Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,608
Liczba wątków: 67
The Sound of Music - zacznijmy od tego, że film na niebieskim krążku wygląda obłędnie. To sprawia, że automatycznie podnoszę ocenę o oczko wyżej, gdyż pod względem technicznym nie ma się do czego przyczepić, a całość to prawdziwa uczta dla oka (zdjęcia są FENOMENALNE!). Poza tym film ma fajny klimacik (który niestety w pewnym momencie robi się zbyt cukierkowaty, ale mniejsza) i mocną chemię między postaciami. Andrews jest fajna, Plummer z początku kapitalny, potem trochę obniża loty, ale dalej jest niezły. No i dzieci są spoko, choć mało rozwinięte, ale to już nie wina aktorów. I to tyle na plus.
Co na minus? Niestety film się miejscami postarzał - nie tyle pod względem fabuły, co jej prezentacji. Całość jest za długa i posiada sporo dziwnych, nic poza muzyką nie wnoszących scen, które spokojnie można by było wywalić. Cierpią natomiast postaci - jak wspomniane dzieci, u których nie ma najmniejszego konfliktu, choć pierwsze ich spotkanie zwiastuje co innego. Mniej więcej od połowy filmu następuje dziwna, kompletna przemiana jednej z postaci, która jednak zupełnie nie wpływa na fabułę. Podobnież nie wykorzystano zupełnie wojennej zawieruchy w tle - ot, oto przychodzą Naziści i tyle, etc. Takich kwiatków jest więcej. No i piosenki - niektóre są tak głupawe, że aż zęby bolą, ale na szczęście ich wykonanie i melodyka nieco zabijają złe wrażenie.
Reasumując - warto wciąż się za to zabrać, choć trzeba przygotować sporo dobrej woli. Mimo wszystko jest w nim trochę magii.
Ostatecznie trochę naciągane (ale ze względu na aspekty techniczne usprawiedliwione)
8 / 10
Nie rozumiem, dlaczego taka opinia, przecież żadna krótka piłka, nie znalazła swojego tematu.
14-04-2011, 14:10
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Mefisto napisał(a):Reasumując - warto wciąż się za to zabrać, choć trzeba przygotować sporo dobrej woli. Mimo wszystko jest w nim trochę magii.
Trochę magii? Ten film to czysta definicja magii kina :)
Cytat: Całość jest za długa i posiada sporo dziwnych, nic poza muzyką nie wnoszących scen, które spokojnie można by było wywalić.
Widziałem film trzy razy i nie zauważyłem żadnej niepotrzebnej sceny. Za każdym razem szybko mi schodzą te 3 godziny.
Mefisto napisał(a):u których nie ma najmniejszego konfliktu, choć pierwsze ich spotkanie zwiastuje co innego.
Według mnie dobrze zrobiono, że zrezygnowano z wewnętrznych konfliktów, a skupiono się na pokazaniu niezwykle ciepłej historii.
Mefisto napisał(a):No i piosenki - niektóre są tak głupawe, że aż zęby bolą
Przesada :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
14-04-2011, 14:45
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,608
Liczba wątków: 67
Azgaroth napisał(a):Trochę magii? Ten film to czysta definicja magii kina :)
Bez przesady.
Cytat:Widziałem film trzy razy i nie zauważyłem żadnej niepotrzebnej sceny.
Choćby ta z teatrzykiem.
Cytat:Według mnie dobrze zrobiono, że zrezygnowano z wewnętrznych konfliktów, a skupiono się na pokazaniu niezwykle ciepłej historii.
To fajnie, tylko że to odbija się na seansie, gdyż sprawia, że film staje nieco głupawy i niekonsekwentny. Przykład - dzieci doprowadziły do wywalenia/odejścia 12 swych opiekunek, a i Andrews z początku nie traktują jakoś super. Potem ciach - jedna piosenka i już są w niej zakochane do śmierci. Bezsens. To samo z kapitanem - ta jego trauma coś za szybko mija. Film trwa 3 godziny prawie, to zamiast się bardziej skupić na postaciach ci wrzucają jakieś pioseneczki - bo tak.
Cytat:Przesada :)
No sorry, ale takie Do-Re-Mi to sztampa jakich mało. :P
14-04-2011, 19:00
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Cytat:Choćby ta z teatrzykiem.
Ok, ta scena jest niepotrzebna.
Mefisto napisał(a):To fajnie, tylko że to odbija się na seansie, gdyż sprawia, że film staje nieco głupawy i niekonsekwentny.
W sumie masz rację, ale to absolutnie nie przeszkodziło mi w pozytywny odebraniu tego filmu. Poza tym na początku widać jak dzieci robią sobie z nowej niani żarty, ale ta szybko zaskarbia sobie ich przyjaźń.
Cytat:No sorry, ale takie Do-Re-Mi to sztampa jakich mało
Mi się podobała. Poza tym wykonanie Kapitana w czasie festiwalu Edelweiss to moc.
Mefisto napisał(a):zamiast się bardziej skupić na postaciach ci wrzucają jakieś pioseneczki - bo tak.
No sorry, ale to musical pioseneczki muszą być :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
14-04-2011, 19:45
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,608
Liczba wątków: 67
Wiem, ale powinny być uzasadnione czymś lub z reguły coś wnosić. W SOM jest z tym problem.
14-04-2011, 19:59
Nowy
Liczba postów: 669
Liczba wątków: 0
Przecież w większości musicali fabuła jest pretekstowa. Najważniejsze są piosenki przecież. A tutaj są bardzo ładne i tylko to jest ważne.
14-04-2011, 21:46
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Nie tylko to. Jasne, że Dźwięki Muzyki mają raczej prostą historię i mało realistyczne relacje, ale właśnie dzięki temu, że jest to taka bajka ten film mi się tak podoba. Fabuła jest niezwykle ciepła i ujmująca. Rodzina nawet w obliczu śmiertelnego zagrożenia pozostaje optymistyczna i kochająca się. Naprawdę wzruszająca historia, której dopełnieniem są może proste, ale posiadające magie piosenki. I właśnie dlatego jeżeli miałbym wyróżniać filmy ze względu ma "magię kina" to ten film znalazł by się w czołówce.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
15-04-2011, 00:31
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,608
Liczba wątków: 67
paj napisał(a):Przecież w większości musicali fabuła jest pretekstowa.
To mało ich widziałeś w takim razie. Zresztą tu fabuła nie jest pretekstowa (jest przecież na faktach) - ona się nagle taka robi, a to różnica.
15-04-2011, 05:06
Nowy
Liczba postów: 669
Liczba wątków: 0
Mefisto napisał(a):paj napisał(a):Przecież w większości musicali fabuła jest pretekstowa.
To mało ich widziałeś w takim razie. Zresztą tu fabuła nie jest pretekstowa (jest przecież na faktach) - ona się nagle taka robi, a to różnica.
Nie, jeżeli ciebie w musicalu najbardziej obchodzi fabuła i dobrze zbudowana charakterystyka postaci, to bładzisz. Dla mnie w filmach typu Chicago, Amerykanin w Paryżu, Hello Dolly, Porgy And Bess, Statek komediantów i wielu innych dominantą jest ścieżka dźwiękowa. Fabuła jest na dalszym planie. Chiałbym również zauważyć, że nawet fabuła oparta na autentycznych wydarzeniach może być pretekstowa
i nieciekawa. To, że coś się wydarzyło naprawdę, niekoniecznie musi być cnotą.
Przypominam, że jest różnica między musicalem, a filmem muzycznym. Do tego drugiego zaliczyć można np. Cały ten zgiełk i Kabaret, To tylko pierwsze z brzegu przykłady. Deszczowa piosenka również nie jest typowym musicalem.
15-04-2011, 12:53
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
paj napisał(a):Nie, jeżeli ciebie w musicalu najbardziej obchodzi fabuła i dobrze zbudowana charakterystyka postaci, to bładzisz.
To ty błądzisz, ale widocznie mało widziałeś musicali. Musicale mogą być tak samo ambitne jak dramaty i nie ma sprzeczności między dobrą ścieżką dźwiękową oraz rozbudowaną fabułą oraz postaciami. Takie filmy jak Skrzypek na dachu, Tańcząc w ciemnościach czy Hair przeczą temu co napisałeś.
paj napisał(a):Do tego drugiego zaliczyć można np. Cały ten zgiełk i Kabaret, T
Ja nie widzę problemu w zaliczeniu tych filmów do musicali.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
15-04-2011, 13:00
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,608
Liczba wątków: 67
paj napisał(a):Nie, jeżeli ciebie w musicalu najbardziej obchodzi fabuła i dobrze zbudowana charakterystyka postaci, to bładzisz.
Ale to ja mam rację nie Ty.
Musical to też film - i jeśli w tym filmie historia lub postaci są absolutnie nieabsorbujące lub nieciekawe, to mogą sobie wyśpiewywać nie wiem jakie arie i nie wiem jak zajebiście kręcić dupą, a po mnie i tak to spłynie. Ciekawym jest przy tym, że przywołane przez Ciebie tytuły, to akurat przykłady interesujących historii/bohaterów.
15-04-2011, 13:43
Nowy
Liczba postów: 669
Liczba wątków: 0
Mefisto napisał(a):Ale to ja mam rację nie Ty.
Musical to też film - i jeśli w tym filmie historia lub postaci są absolutnie nieabsorbujące lub nieciekawe, to mogą sobie wyśpiewywać nie wiem jakie arie i nie wiem jak zajebiście kręcić dupą, a po mnie i tak to spłynie. Ciekawym jest przy tym, że przywołane przez Ciebie tytuły, to akurat przykłady interesujących historii/bohaterów.
Niekoniecznie, może ci się tak tylko wydawać. Błądzisz, bo czym innym jest osobisty odbiór danego musicalu, a czym innym ocena fabuły pod wzgłedem skomplikowania. Większość musicali stawia głównie na doskonałą ścieżkę dźwiękową, ładnie opracowane numery taneczne i odrobinę humoru sytuacyjnego bądź słownego. Cała rzesza filmów oparta jest na prostych schematach fabularnych, które są właściwie przerywnikami między sednem, czyli piosenkami.
Nie rozumiem jak można nie widzieć różnicy między dwoma gatunkami, jeżeli nie robilibyśmy rozróżnienia, to filmy takie jak Ray albo ten o Edith Piaf, którego tytułu nie chce mi się szukać, musielibyśmy również nazwać musicalami. A to byłaby bzdura. Nie każdy film, w którym śpiewają to musical.
Być może nieporozumienie wynika z tego, co postrzegamy jako fabularnie ambitne dzieła Ja bym raczej nie zaliczył do tego zbioru Hair i Skrzypek na dachu. Z tego też wynika moje zdziwienie, że ktoś się zżyma na cienką fabułę w musicalu, gdzie historyjka jest akurat najmniej ważna.
15-04-2011, 21:07
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,608
Liczba wątków: 67
paj napisał(a):Większość musicali stawia głównie na doskonałą ścieżkę dźwiękową, ładnie opracowane numery taneczne i odrobinę humoru sytuacyjnego bądź słownego.
De facto jest to ich clu, ale... patrzy wyżej i niżej. Jaśniej się nie da.
Cytat:Z tego też wynika moje zdziwienie, że ktoś się zżyma na cienką fabułę w musicalu, gdzie historyjka jest akurat najmniej ważna.
Historia w musicalach jest tak samo ważna jak w innych filmach - w przeciwnym razie odsyłam do teledysków.
15-04-2011, 21:18
Nowy
Liczba postów: 669
Liczba wątków: 0
Naprawdę mnie rozczarowałeś. Nie widzisz różnicy między poszczególnymi gatunkami?
Musical i film muzyczny to dwa różne gatunki filmowe. Nie można stosować tych określeń zamiennie. Przecież to oczywiste. Kabaret nie jest musicalem, a Dźwięki muzyki są. Wynika to z odmiennej konstrukcji tych filmów. W Kabarecie historia jest bardzo ważna - Niemcy zmieniają się na oczach bohaterów w naizstowskie państwo. Jest to ilustrowane poszczególnymi numerami, występami estradowymi. W Dźwiękach muzyki fabuła jest na dalszym planie, podprowadza nas tylko do kolejnych piosenek w świetnych wykonaniach.
Akurat przykład z teledyskami jest chybiony, bo istnieją takie, które opowiadają spójną historię, czyli mają jakąś dodatkową funkcję poza zainteresowaniem gałek ocznych luźnymi obrazkami w trakcie słuchania utowru muzycznego.
Starałem się prosto wytłumaczyć, ale to pewnie bezcelowe gadanie do obrazu, bo i tak obowiązuje zasada: moja racja jest najmojsza.
16-04-2011, 12:30
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,608
Liczba wątków: 67
paj napisał(a):Naprawdę mnie rozczarowałeś. Nie widzisz różnicy między poszczególnymi gatunkami?
Musical i film muzyczny to dwa różne gatunki filmowe. Nie można stosować tych określeń zamiennie. Przecież to oczywiste. Kabaret nie jest musicalem, a Dźwięki muzyki są. Wynika to z odmiennej konstrukcji tych filmów. W Kabarecie historia jest bardzo ważna - Niemcy zmieniają się na oczach bohaterów w naizstowskie państwo. Jest to ilustrowane poszczególnymi numerami, występami estradowymi. W Dźwiękach muzyki fabuła jest na dalszym planie, podprowadza nas tylko do kolejnych piosenek w świetnych wykonaniach.
Nie bardzo wiem co pieprzysz, ale robisz to trzy po trzy. Po pierwsze nie mylę gatunków, za to Ty mylisz mnie z Azgarothem, który powołał się na Kabaret i Hair - ja z tym nic wspólnego nie miałem. Po drugie - film muzyczny to raczej taki jak ten o Rolling Stones, względnie Almost Famous mógłbym też zakwalifikować. Ale gdy w filmie śpiewają piosenki będące częścią fabuły, to jest to musical, nieważne jak ambitny sam tytuł by nie był. I, napiszę to raz jeszcze, nawet w musicalu fabuła musi mieć pewną rację bytu, a nie stanowić wypełniacz między piosenkami. Oczywiście istnieją wyjątki od reguły, jak większość filmografii Freda Astaira (choć i u niego fabuła była z reguły dopracowana).
Cytat:Akurat przykład z teledyskami jest chybiony, bo istnieją takie, które opowiadają spójną historię, czyli mają jakąś dodatkową funkcję poza zainteresowaniem gałek ocznych luźnymi obrazkami w trakcie słuchania utowru muzycznego.
A więc i musical powinien być ambitniejszy, niż sam twierdzisz. Nie sądzisz?
Cytat:Starałem się prosto wytłumaczyć
Na razie to ja tu Tobie tłumaczę, bo chyba nie chwytasz, że film to film i fabułę mieć musi - a im bardziej wciągająca i lepiej nakreślona tym lepiej. Gatunkowość jest rzeczą drugoplanową.
16-04-2011, 13:49
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Nie rozumiem w ogóle co to za podejście, oglądam musical to mam w dupie fabułę? W każdym gatunku jest to podstawa. Piosenki są równie ważne, ale nie najważniejsze. Gdyby tak było uznałbym Mamma Mia za dobry film, bo piosenki są fajne. Szkoda tylko, że reszta była do dupy.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
16-04-2011, 15:08
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Film przetrwał próbę czasu lepiej niż się spodziewałem, jednak 165 min to przegięcie. Współczesnym dzieciakom film by się spodziewał, ale na pewno nie wytrzymałby całości. W dodatku wątek nazistowski pasuje do familijnej reszty jak pieść do nosa (zapewne 50 lat temu dzieci miały inną świadomość, nie tak zresztą odległych wydarzeń). Przyjemne piosenki, niezłe aktorstwo, ładne widoki - ale jak wspominał Mefi, fabułę można było bardziej rozbudować.
Również 8/10.
01-09-2011, 01:06
Nowy
Liczba postów: 669
Liczba wątków: 0
Znowu to pitolenie o fabule. Niby po co rozbudowywać fabułę w Dźwiękach muzyki? Nie widzę takiej potrzeby.
To jakby czepiać się filmów porno, że mają słabe dialogi. Bez sensu.
03-09-2011, 09:48
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Można, nie trzeba. I po to, żeby film w pewnym momencie nie stawał się transmisją koncertu. Wiem że to musical, i też nie żądam rozbudowania psychiki jak w Angels in America, po prostu mamy 6 dzieciaków o których nic nie wiadomo, i czy byłoby ich 3 czy 13 nie ma różnicy.
03-09-2011, 12:45
Agent Mossadu
Liczba postów: 32,554
Liczba wątków: 4
(14-04-2011, 14:10)Mefisto napisał(a): The Sound of Music - zacznijmy od tego, że film na niebieskim krążku wygląda obłędnie. To sprawia, że automatycznie podnoszę ocenę o oczko wyżej, gdyż pod względem technicznym nie ma się do czego przyczepić, a całość to prawdziwa uczta dla oka (zdjęcia są FENOMENALNE!).
<3
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
01-12-2024, 02:23
|