DCU: Animowane adaptacje komiksów Franka Millera o Batmanie
#41
Juby, jak zwykle to z Tobą bywa, Ty wiesz najlepiej które filmy są sequelami których, które trylogie są trylogiami a które są 3-filmowymi seriami nie będącymi trylogiami. I oczywiście nikt poza Tb nie ma racji. Ty wiesz lepiej niż twórcy tego filmu :D Pewnie nawet gdyby sami twórcy filmu Ci powiedzieli "dude, ten film jest sequelem tego filmu" to byś powiedział ze nie mają racji, bo Ty wiesz lepiej.
Cytat:ani BF sequelem BR.
A "Alien 3" nie jest sequelem "Aliens". Ogarnij sie człowieku. Oczywiście, że BF jest (slabym bo słabym ale) sequelem BR. Czego się jeszcze dowiem w rozmowie z Tobą? Że TDK nie jest sequelem BB ? :o
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#42
Zmieniono Gotham? bo jak dla mnie to starano się zachować styl który wprowadził Burton, ale tak by trochę to scukierkować.

Odpowiedz
#43
Z tym się akurat nigdy nie zgodzę
[Obrazek: batman1.jpg]

[Obrazek: joel-schumacher-batman-forever-gotham-ci...k=MxvuQ0BA]

Po prostu w obu przypadkach masz odrealnione, gotyckie miasto.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#44
Phil,
Wszystko fajnie, ale BF jest oficjalnie 3 cz., 4-częściowej filmowej serii w skład w której wchodzą także Batmany z Keatonem. Dodam tylko, że w BF i BR powracają niektórzy aktorzy w rolach tych samych postaci (bodajże Alfred i Gordon) z filmów Burtona. Wgl to czy Burton nie był producentem BF albo coś?
Nie lubie tych filmów (Schumachera) i nigdy ich nie oglądam podczas seansów Batmanów, jednakże w przeciwieństwie do Jubego (i Phila?) ja nie myśle na zasadzie: "nie uznaje tego filmu, wiec to nie jest kontynuacja filmu X", tylko ja bazuje na suchych faktach: coś jest crapem, nie uznaje tego, nie oglądam tego ale zdaje sobię sprawe, że nalezy do oficjalnej serii. TG nie zamierzam oglądać nigdy więcej, ale zdaje sb sprawę, że filmowa seria o rodzinie Connorów liczy 5 filmów kinowych ;)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#45
Zrozumiałem za pierwszym razem.
A DLA MNIE BATMAN FOREVER TO NAWET NIE JEST CZ. CYKLU ;)
Ale tak naprawde wiesz co ? :) To nadal sequel BR ;< .

A tak wgl, Phil, czy nadal posiadasz te swoje magiczne moderatorskie uprawnienia ? :) Bo można by było przenieść wątek do tematu o animacjach DC ;)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#46
(15-03-2016, 14:22)szopman napisał(a): Juby, jak zwykle to z Tobą bywa, Ty wiesz najlepiej które filmy są sequelami których, które trylogie są trylogiami a które są 3-filmowymi seriami nie będącymi trylogiami. I oczywiście nikt poza Tb nie ma racji. Ty wiesz lepiej niż twórcy tego filmu :D Pewnie nawet gdyby sami twórcy filmu Ci powiedzieli "dude, ten film jest sequelem tego filmu" to byś powiedział ze nie mają racji, bo Ty wiesz lepiej.

Burton powiedział, że Batman Returns "to NIE JEST SEQUEL" Batmana z 1989 roku [to jest cytat reżysera filmu, polecam dodatki do wydania 2DVD z antologii lub blu-ray, w których to mówi]. Stwierdził, że to kolejny film z Batmanem, ale to nie jest kontynuacja, tylko oddzielna historia.

Tak samo stwierdził Spielberg w dodatkach do The Lost World - to jest pierwszy sequel jaki nakręcił w swoim życiu, Indiana Jonesy 2 i 3 to po prostu kolejne historie o dr. Jonesie, ale nie są sequelami poprzednich filmów serii.

Z nazwaniem Forevera rebootem bym nie przesadzał, po prostu zmienił się reżyser i cześć ekipy, a z nimi trochę koncepcja przedstawiania Batmana. Producentem filmu był Burton, wróciła część obsady poprzednich filmów, jest kilka nawiązań, dlatego to nie reboot. Ale sequelem Returns też nie, to po prostu trzeci film z Batmanem.

Powtórzę, to nie była trylogia, bo nie miała żadnej ciągłości fabularnej. To seria filmowa o Batmanie 1989-1997, ale pierwszym "sequelem" w niej był B&R, który kontynuował BF (wątek Robina chociażby, konsekwencja rozwalenia BatCave, Arkham). Jeśli obejrzę B89, a potem BF (omijając BR) to i tak wszystko zrozumiem, o ile zaakceptuję zmianę aktora grającego Denta na białego.

(15-03-2016, 14:22)szopman napisał(a): A "Alien 3" nie jest sequelem "Aliens". Ogarnij sie człowieku. Oczywiście, że BF jest (slabym bo słabym ale) sequelem BR. Czego się jeszcze dowiem w rozmowie z Tobą? Że TDK nie jest sequelem BB ? :o

Alien3 jest bezpośrednią kontynuacją Aliens, zaczynającą się dokładnie po zakończeniu filmu Camerona, pokazującą dalsze losy tych samych postaci i kontynuująca większość jego wątków.

TDK jest bezpośrednią kontynuacją BB zaczynającą się 10 miesięcy po BB, pokazującą dalsze losy postaci z BB i kontynuującą większość wątków z poprzedniego filmu, a także jego zakończenie.

BR ma Batmana, Gordona i Alfreda, których grają ci sami aktorzy, oraz dwie wzmianki o Vicky Vale. Koniec. Gdyby Burton nakręcił w 1995 trzeciego Batmana z Keatonem, Goughem i Hinglem, i obejrzałbym go między B89 a BR, nic by to nie zmieniło. Zrozumiałbym trzeci film bez drugiego, Wayne spokojnie mógłby wspominać Vicky jeszcze 3 filmy po B89, a historie i tak nie mają ze sobą nic wspólnego.

Nie rozumiesz, że kolejny film serii to nie zawsze sequel (kontynuacja). Kolejny przykład - Tokio Drift to nie sequel 2F2F.


A wracając do meritum - YO i TDKR nie są trylogią. Mogłyby nią tworzyć, gdyby Warner zrobiłby adaptacje tych dwóch komiksów jako trylogię... Ale nie zrobił. Inni twórcy. Inni voice-aktorzy. Inna kreska. Inny styl. A między nimi Warner wydał jeszcze jedną animację - Justice League: Doom. YO łączy z TDKR tyle samo co z innymi 15 animowanymi filmami Batmana (są w nim Batman i Gordon). Year One to jeden film. TDKR to dwie części. Proste.


EDIT: Już napisałem do Mierzwiaka żeby coś zainterweniował.

Odpowiedz
#47
"Stand alone sequel" to pojęcie, którego wam trzeba.

Batmany 1989-1997 są trochę na zasadzie Bondów, jak dla mnie żadnych rebootów tam nie było - dopiero Begins i Casino Royale nimi są.

Odpowiedz
#48
Wczorajsza dyskusja nakręciła mnie na powtórkę.

[Obrazek: 01.jpg]

Piszę pracę licencjacką na temat Powrotu Mrocznego Rycerza, dlatego w ubiegłym roku, w końcu, przeczytałem w całości powieść graficzną Franka Milera, którą przez lata nazywałem najbardziej przecenianym komiksem z Batmanem jaki powstał. Doceniłem ją, nawet polubiłem, oraz przede wszystkim zrozumiałem jaką rewolucją w świecie komiksu była i co stoi za jej kultem.

Dzieło Millera było czymś przełomowym w latach 80-tych. Po latach kolorowych komiksów, w których superbohaterowie walczyli z przerysowanymi czarnymi charakterami, stworzył rozbudowaną, poważną, mroczną, pod pewnymi względami przerażającą historię o Batmanie, którego rozumiał jak mało który twórca przed nim. TDKR pokazywało Gotham, które było dystopijną wizją przyszłości Nowego Yorku tamtych lat, a także zagrożenie dogorywającej Zimnej wojny i ataku nuklearnego ze strony ZSRR. Frank wprowadził również niespotykany wcześniej sposób narracji poprzez Gotham News, które codziennie nadzorowały wydarzenia, pokazywały co o nich myślą mieszkańcy i dodawały komiksowi trochę humoru.

Animowana adaptacja The Dark Knight Returns jest bardzo wierna, więc zawiera to wszystko. Tylko co z tego? Powstała ponad dwie dekady po powieści graficznej, przez co obecne w niej elementy nie są ani rewolucyjne, ani odkrywcze. Nie są nawet fajne, a ze wstawkami wiadomości o wiele lepiej poradził sobie Burtona w pierwszym Batmanie, czy nawet wcześniej Paul Verhoeven w RoboCopie. Przez to dwuczęściowa animacja może bronić się tylko stroną audiowizualną, historią i akcją. Czy się broni? Z tym jest różnie.

Na pewno dużym jej plusem jest to, że jest bardzo wierną adaptacją, bo w 90% to kartka w kartkę powieść graficzna Millera. Oczywiście, można dostrzec w niej trochę pominięć, przesunięć (ze względu na podział na dwie części), nie ma kilku "myśli" postaci, lub zamieniono je w dialogi służące wyłącznie za ekspozycję, a sceny akcji zostały odrobinę rozbudowane. Jednak to nierażące zabiegi, które były nieuniknione. Niestety, konsekwencją wierności z oryginałem jest powtarzanie jej najgorszych błędów. TDKR ma sporo głupich, a nawet śmiesznych pomysłów, które na małym ekranie wypadają... jeszcze gorzej. Najlepsze przykłady:
- Koleś rozmawia na temat zwolnienia swoje klienta (podejrzanego o napad) z Gordonem - komisarzem policji wielomilionowego miasta, który na pewno jest odpowiednią do tego osobą i nie ma lepszych rzeczy do roboty na miesiąc przed przejściem na emeryturę.
- Samozwańczy Robin nastolatka.
- Burmistrz miasta idzie do ciemnego, niepilnowanego, niemonitorowanego pokoju, na rozmowę z dowódcą mutantów, który nie jest przypięty każdą kończyną łańcuchami i nie ma kagańca niczym Hannibal Lecter, choć wygląda tak:
- Wpuszczenie Jokera do programu telewizyjnego, bo udał poprawę w zakładzie psychiatrycznym.
- Batman Hunt, czyli przebieranki, w tym najdziwniejsza, bo w starą babcię pijaczkę. Tak! Jest taka akcja z Batmanem w filmie (idiotyczna).
- Batman na koniu (wygląda dziwacznie)

[Obrazek: Batman-v-Superman-trailer_comictdk.jpg]

Coś by się jeszcze znalazło, ale to te najbardziej rażące, które zapamiętałem. Wizualnie animacja też nie do końca się broni. Widać, że $3,5 mln budżetu (x2), które wykłada Warner to za mało, bo komputerowe wstawki odstają od reszty, a sama kreska nie jest najładniejsza (choć to akurat pasuje do odpychającej kreski z powieści graficznej) i animacja w ruchu wygląda miejscami bardzo sztywno. Efekt końcowy jest przeciętny.

Przy scenach akcji jestem na tak i na nie. Jest kilka bardzo dobrych, jak montaż z pierwszym pojawieniem się Batmana (rewelacja!), jego próba powstrzymania Two-Face'a, no i oczywiście finałowa walka z Supermanem, ale są też słabsze, nużące i irytujące nieśmiertelnością postaci, ich ślepotą (nikt nie może trafić Batmana) i niekończącą się amunicją w broni palnej.

Poza wiernością z oryginałem, kilkoma dobrymi akcjami i przyzwoitym klimatem, na plus animacji na pewno zaliczyłbym też voice-aktorów - Peter Weller jako Batman wypadł całkiem dobrze, jedynie Joker był dla mnie nijaki - miły dla ucha soundtrack, oraz sporo fajnych smaczków, tj. Batmobile z filmów Burtona, czy plakat z Supermanem-Christopherem Reevem. Całość się nie dłuży i ogląda się momentami bardzo przyjemnie.

Kiedy obejrzałem obie części ponad 3 lata temu uważałem, że pierwsza jest dużo lepsza. Jednak po wczorajszej powtórce stwierdzam, że różnica między nimi jest minimalna. Pierwsza robi trochę większe wrażenie, bo to w niej wszystko się zaczyna, ma lepsze sceny akcji i zakończenie. Jednak różnica jest minimalna, bo koniec końców oba party są niespecjalnymi animacjami, służącymi bardziej jako ciekawostka dla fanów postaci i dzieła Millera, aniżeli jako dobry film, który w dodatku ma niespecjalny replay value. Nie sądzę abym kiedyś miał do nich jeszcze wrócić.

Odpowiedz
#49
Juby, a z ciekawości: o czym dokładnie piszesz prace ? :)

Co do TDKR, dla mnie cz. 1 duuużo lepsza niż druga, chociaż w drugiej jest ten epicki pojedynek Batmana i eSa ;) Ech, co ja bym dał żeby tak wyglądało ich starcie w nadchodzącym BvS....
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#50
(16-03-2016, 10:35)Phil napisał(a): Po trzecie - sam jesteś oddychający, na pewno nie kreska oryginału ;). Po czwarte - jaki temat licka?

Ano jestem oddychający, owszem, staram się oddychać codziennie, w 24 seriach (każda trwa godzinę), sporo powtórzeń. ;)

Kreska komiksu mi się nigdy nie podobała. Napaćkane mnóstwo okienek na stronie, straszne przerysowanie postaci (Batman wygląda jakby ważył 150 kg i potrafił wypchnąć 300 kg na klatę, niektóre postacie przy innych wyglądają na 3 metry wzrostu), no i wiele stron jest strasznie nieczytelnych, a część okienek to po prostu ściana i tekst, bo ktoś coś gada za drzwiami/obok. Nie powiem, klika obrazków jest dobrych, całość ma pewien urok i jest klimatyczna, ale ogólne wrażenie pozostawia u mnie jedno - komiks jest brzydki. Za to The Killing Joke <3


Jestem na tłumaczeniówce, piszę analizę porównawczą polskich tłumaczeń powieści graficznej Millera (Kreczmar vs. Sidorkiewicz), więc komiks przeczytałem trzy razy (oryginał i 2x polską wersję, nowszą nawet dostałem od matki na mikołajki, więc mam fizycznie w kolekcji). :)


PS: Phil dowalił taką nazwę tematu, że nie mogę wysłać odpowiedzi, bo ma ponad 85 znaków. :(
Nie może być po prostu The Dark Knight Returns, Part 1 & 2, a recenzje OGPUEEgo o Year One przenieść do tematu o DCUOAM?

Odpowiedz
#51
To obrałeś bardzo podobną dziedzinę/tematykę pracy co ja :)

To pewnie Belczyk i Tomaszkiewicz znaleźli się w bibliografii ? :D
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#52
Skrócona nazwa tematu jest okej, ale z drugiej strony - wiele osób może nie znaleźć tematu o Year One i TDKR wpisując ich tytuły, i może zrobić się burdel jak ktoś założy nowy wątek, lub będzie o nich pisać w temacie o DCUAOM.

Ale niech będzie, niech zostanie.

Odpowiedz
#53
Ostateczna propozycja: Batman Year One oraz The Dark Knight Returns.
Pasi?
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#54
Już obecny lepszy. :P Po co ten Year One, skoro nie ma związku z TDKR i napisała tu jego recenzję tylko jedna osoba? :P

Odpowiedz
#55
(16-03-2016, 13:08)Juby napisał(a): Jestem na tłumaczeniówce, piszę analizę porównawczą polskich tłumaczeń powieści graficznej Millera (Kreczmar vs. Sidorkiewicz), więc komiks przeczytałem trzy razy (oryginał i 2x polską wersję, nowszą nawet dostałem od matki na mikołajki, więc mam fizycznie w kolekcji). :)

No proszę, akurat robię pisemny licencjat z tematyki społecznej w komiksie mainstreamowym, gdzie także dotykam m.in. TDKR i Watchmen ;).

PS. 1 Kreska Millera staje się naprawdę odpychająca dopiero przy końcówce lat 90. Tutaj jeszcze nie ma tragedii i pasuje do opowieści.

PS. 2 Planujesz obejrzeć "Year One"? 

Odpowiedz
#56
Widziałem go dwa razy, ale w sumie mam nagranego gdzieś na płytce, więc nie wykluczam zrobić w najbliższym czasie powtórki. Wspominam lepiej od TDKR, bo 1) krótszy, 2) lepszy materiał źródłowy, 3) lepsza obsada, 4) mniej silly ideas.

Odpowiedz
#57
Z obsadą się zgodzę :D Wgl tylko mi się wydaje, że Gordon w YO nie tylko brzmi jak Cranston (który podkłada głos) ale też wygląda jak Cranston ? :D
Jeśli chodzi o design Batmana to duużo lepiej podoba mi się ten z TDKR ;) Kurde, chyba prędzej odświeżę sb Batmany Millera niż aktorskie ;)
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz
#58
1) Doszliśmy do porozumienia w sprawie nazwy tematu. Teraz jest git. ;)
2) No i jednak powtórzyłem Year One.

[Obrazek: gordon-bat-and-gun.jpg]

W przeciwieństwie do The Dark Knight Returns, tę powieść graficzną Franka Millera uwielbiam od pierwszego wejrzenia. Jest realistyczna i bardzo komiksowa zarazem. Pomysł na przedstawienie wydarzeń zgodnie z kartkami kalendarza się sprawdził. Całość nie skupia się wyłącznie na Batmanie, jej głównym bohaterem jest również Gordon, godnie pokazano też origin kilku innych postaci. Niestety, jej animowana adaptacja dobitnie potwierdza, że nawet najlepszy komiks nie musi być dobrym materiałem na świetny film. Ten jest tylko niezły.

Podoba mi się, że jest to bardzo wierna adaptacja (minimalne zmiany), podoba mi się niemal żywcem wyjmowanie niektórych kadrów z komiksu, podoba mi się większość obsady (Cranston jako Gordon), podoba mi się historia (wiadomo) i... to w zasadzie tyle. McKenzie jako Batman wypadł słabo, muzyka była totalnie nijaka, animacja uwypukla coś co w powieści graficznej niekoniecznie było wadą - brak finałowej akcji z udziałem Batmana, na rzecz skromnego pościgu z udziałem Bruce'a Wayne'a - no i wiele dziwnie penetrujących się scen, zwłaszcza akcji, pod względem animacji. Nie będę się czepiał żywcem wyjętych z komiksu łamań drzew i cegieł, mogę pochwalić to, że postacie walczą prawdziwymi sztukami walki (to widać), ale w ruchu coś jest nie tak. Postacie skaczą, wręcz latają niczym bohaterowie anime. Animacja wypada też słabo w takcie pościgów (puste miasto) i przy dodatkach komputerowych (samolot, nietoperze).

Największą wadą animowanego Batman: Year One jest to, że film powstał za późno! To brudna historia o początkach działalności Batmana i Gordona, która o wiele lepiej wyglądałaby jako animacja rysowana tuszem, nie na komputerze przez którego traci mnóstwo klimatu, a także robiłaby o wiele większe wrażenie gdyby powstała przed Batman Begins Nolana, który wziął to co najlepsze z komiksu i zrobił to o wiele lepiej.

Odpowiedz
#59
Połączyłem ten temat ze starszym tematem o animacji Year One który kiedyś założyłem.

Odpowiedz
#60
Juby, ja np nie czytalem komiksu, widzialem jedynie film i jak dla mnie: Year One > Batman Begins Nolana ;) Jedyny chyba mankament YO jaki mi zapadł w pamięć to ta durna scena jak Bruce kopnięciem drzewo łamał :D
Tak to zazwyczaj jest, że adaptacja, jak dobra by nie była, to jest gorsza od oryginału. Jako, że ja się z oryginałem nie zaznajamiałem, to dla mnie ten film jest naprawde rewelacyjny. Jedyna produkcja filmowa jaka podobami się bardziej niż YO to TDKR, Part I.
"Y es que eso es y, creo, será siempre el cine: una manera maravillosa de soñar" J. Potau

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości