![[Obrazek: danposter1-small.jpg]](http://www.canmag.com/images/front/movies20074/danposter1-small.jpg)
Wśród deszczu marnych komromów amerykańskich, "Dan in Real Life" (pod morderczym polskim tytułem "Ja Cię kocham a Ty z nim") jawi się jako bardzo świeży, orzeźwiający i słodki kawałek kina o miłości. W dodatku kawałek niegłupiego kina, choć nie wolnego od schematu.
Jest to historia pewnego wdowca z trzema młodymi córkami, zakochującego się podczas rodzinnego spotkania w dziewczynie swojego brata. Historia jak historia, może zdarzyć się każdemu i nie ma na taką okazję dobrego rozwiązania. Steve Carell pokazuje to aż nadto dobrze, bo jego bohater z jego uporządkowanym i poukłądanym po śmierci zony życiem, nagle trafia w sam środek sytuacji, z którą kompletnie nie potrafi sobie poradzić. I co robi? To co robiłby każdy - z jednej strony stara się zbliżyć do obiektu swojej afekcji (bardzo słodka Juliette Binoche), z drugiej stara się robić co tylko w jego mocy, żeby nie pokazać rodzinie co czuje. Druga strony robi to samo i jest fajnie, choć nie komediowo, bardziej nalezy ten film traktowac jako lekki melodramat, bo i smiechu mało i bohaterowie dojrzali i po przejściach.
To co najlepsze tutaj, to wielkie pokłady miodności - ogląda się to po prostu znakomicie, bo bohaterowie sympatycznie ale nie przesłodzeni, problemy życiowe a nie wydumane, a do tego sam pomysł na fabułę intrygujący.
Można tylko żałować finałowego happy endu, bo jest to zakończenie zbytnio hollywoodzkie, zbyt wyczekiwane i przewidywalne, na które ten dobry film nie zasługuje. Jest to po prostu zbyt bajkowe, choć na szczęście reżyser nie przesadził i da się to przełknąć.
Całość filmu okraszono kiloma naprawdę znakomitymi i śmiesznymi scenami, jak np, ta ze smażeniem naleśników, czy prysznic Marie.
Mała rzecz, a taka ładna.
7/10
07-06-2009, 19:59





