Diego (reż. Asif Kapadia, 2019)
#1


Zakładam temat o filmie "Diego". Samego filmu jeszcze nie widziałem, ale zamierzam nadrobić w dniu dzisiejszym.

I tutaj ogłoszenia duszpasterskie:

DIEGO DZISIAJ O 21.00 NA TVP 1 :)

Dodatkowo dostępny na HBO GO :)

Odpowiedz
#2
No to pozwolę sobie skopiować moją dosyć krytyczną i pewnie odosobnioną opinię z krótkiej piłki napisaną po wizycie w kinie. Nie będę edytował (chociaż jak teraz czytam to sam czuję lekki zgrzyt przy sugestii, że Diego nie jest tak ciekawą postacią jak Winehouse), ale spróbuję w weekend powtórzyć też z ciekawości czy podtrzymam taką ocenę. Tak, czy inaczej podtrzymuje zdanie o tym, że pozaboiskowego Diego nie potrafię lubić.

Diego - moje obawy, że nie będzie to tak dobry film jak Senna i Amy niestety okazały się uzasadnione. Dwa poprzednie filmy Kapadii uwielbiam. Ten najnowszy jest dużo gorszy. Może wynika to z tego, że Maradona jest po prostu mniej ciekawą postacią a na pewno trudniej z nim sympatyzować. Może mocy tamtym historiom dodawał tragiczny koniec. Tam nie były to może jakieś mega oryginalne historie. Szczególnie w przypadku Winehouse. Utalentowana, prosta dziewczyna, która nie poradziła sobie z nałogami, sławą i życiowymi wyborami. Niby nic odkrywczego a jednak wyciągnął z tego Kapadia ile się dało a może i więcej. Historia Senny wydaje się być sama w sobie bardziej filmowa a postać chyba bardziej nieoczywista. I też miałem poczucie, że udało się opowiedzieć coś ciekawego i o bohaterze i o życiu;). W obu przypadkach Kapadia potrafił zgłębić się w te osobowości a przynajmniej w sposób ciekawy spekulować na ich temat.

Tymczasem w Diego trochę nie wiadomo o co chodzi. Nie wymagam od takiego dokumentu, żeby dawał gotowe odpowiedzi. Ale oczekuję podpowiedzi a przynajmniej kilku opcji, za którymi opowiada się autor. Tam to było. Tutaj moim zdaniem nie ma. Gdzieś tam na początku a następnie na samym końcu wprost wypowiedziana jest teza, że był Diego - prosty, kochający piłkę chłopak i Maradona - antypatyczny uzależniony oszust. Idealnym tego symbole miał być mecz z Anglikami. Niewiele jednak widzimy i słyszmy na poparcie tej tezy. Przewijają się różne wątki - pochodzenie, wyniesienie Napoli na szczyty i osiągnięty dzięki temu status boga (plus mechanizm relacji idol-fani), znaczenie tych sukcesów dla miasta, kontakty z mafią, uzależnienie, nieuznany syn, no i oczywiście nieprzeciętny talent i ambicja. Ale właśnie nie jest Maradona w tym filmie ani jakoś wyjątkowo ambitny, ani jakoś szczególnie nie imprezuje z bossami mafii, ani specjalnie nie odbija się na jego osobowości i działaniach pochodzenie. Najwięcej jest tu o boskim statusie i z czasem nieznośnym uwielbieniu fanów. Chociaż te motywy też nie są zgłębione tak, jak bym oczekiwał. (Podobny motyw osaczenia przez paparazzi w Amy był dużo mocniejszy, dużo lepiej osadzony w całej historii.) Całość po prostu tworzy dosyć mdły miks - ani to spójna całość, ani rozrzucone tropy, po prostu odhaczanie kolejnych pozycji na liście. Trudno poznać samego Diego lepiej, ale też choćby lepiej zrozumieć całą społeczną otoczkę. Jak pod koniec pada stwierdzenie, że w końcu władze i opinia publiczna mogli się za niego zabrać, bo po wpadkach z narkotykami i mafią nie był już chroniony to może nie jest to jakieś mega szokujące jeśli ma się minimalną wiedzę na ten temat, ale wydaje się to niemal kompletnie nieuzasadnione wcześniejszą narracją. Owszem, wiemy już, że klub i miasto były biednym śmierdzącym znienawidzonym kuzynem na włoskich salonach, ale komuś kto w ogóle nie zna biografii Diego i kontekstu, film niedostatecznie tłumaczy o co chodzi. Maradona był znienawidzony poza Neapolem, bo dał biedakom tytuły? Jaką rolę odegrały wewnętrzne włoskie konflikty a jaką osobowość Diego? Nie został do tego momentu pokazany jako postań wyjątkowo antypatyczna. Nie pokazano jego ekscesów i zdania opinii publicznej na ich temat. Jedyny naprawdę ciekawy motyw to mecz z Włochami na MŚ. Poza tym, boiskowe nagrania fajnie się ogląda, ale w takiej ilości niewiele wnoszą poza pokazaniem jak wyjątkowym piłkarzem był Maradona.

Całość jest oczywiście sprawnie zrobiona. Na pewno Kapadia wykonał świetną robotę wykopując długie godziny materiałów archiwalnych i montując je w całość, która może nie nudzi, ale na pewno nie przyspiesza bicia serca, nie imponuje też jakoś specjalnie filmowym rzemiosłem. Bardzo duże rozczarowanie. Film na pewno nie słaby, ale też nie wybitny. Spróbuję powtórzyć na spokojnie w domu i może zweryfikuje ocenę, ale na razie maks 7/10.

Odpowiedz
#3
Dla mnie to jednak niesamowite ile materiałów udało się zdobyć na potrzeby tego filmu. Człowiek sobie myśli, że to inna epoka była, ale po seansie uzmysławia sobie, że jednak już wtedy kamery były zawsze i wszędzie tam, gdzie działo się coś ciekawego. Nawet niektóre jego rozmowy telefoniczne udało się pozyskać:) To chyba największe zaskoczenie dla mnie w tym filmie. Sądziłem, że będzie to standardowy dokument z urywkami z jego kariery, życia prywatnego + gadające głowy. Nie spodziewałem się całego filmu złożonego z nagrań archiwalnych. Jak dla mnie duży plus.

Spędziłem kilka tygodni w Neapolu, do dziś jest to moje ulubione włoskie miasto. Rozmawiałem z Włochami, dowiadując się z pierwszej ręki o konflikcie między "bogatą północą", a "biedakami z południa", dlatego wątek jego gry dla klubu z tego miasta był dla mnie najbardziej interesujący. Pierwszy gol przeciwko Juventusowi to jakaś magia. Wspaniały piłkarz. Absolutnie nie dziwię się mieszkańcom Neapolu, że wynieśli go na piedestał, ustawili na równi z bogiem. Zdobycie dzięki niemu pierwszego tytułu mistrza Włoch to tak, jakby każdy mieszkaniec wygrał miliony lirów w totka.

Człowiek dziwił się, dlaczego kolejne pokolenia Argentyńczyków uważają Diego za swojego najlepszego piłkarza, mając przecież Messiego. Ale dokument pozwolił mi to nieco bardziej zrozumieć. W ogóle porównanie piłkarzy grających w innych epokach trochę mija się z celem. To był inny sport. Z jednej strony tempo gry było mniejsze, taktyka nie miała takiego wpływu jak dziś, ale z drugiej poziom brutalności nieporównywalnie większy. Diego był kopany przez wszystkich przeciwników. Dziś trafiłem na zbitkę ataków na niego ze słynnego meczu z Anglią. Nieprawdopodobne. I dziś nie do pomyślenia.

No i Maradona w stosunku do Messiego miał o tyle pecha, że w młodym wieku (23 lata) jeden z rzeźników złamał mu nogę na boisku. Ile on nie grał potem? Rok? To naprawdę długi czas i chwała mu za to, że przy medycynie nie tak zaawansowanej jak dziś, potrafił wrócić na boisko i po prostu wyprzedzić swoją epokę. Być może tu leży clou jego fenomenu. Pokazał, że futbol jako dyscyplina sportowa ma jeszcze pewne rezerwy. Tajemnice, które tylko piłkarz taki jak Diego, rodzący się raz na 50 lat, jest w stanie nam je zdradzić. Powiedzieć swoją grą: "patrzcie, pokaże wam coś, czego jeszcze nie widzieliście". Natomiast dziś ciężko sobie wyobrazić, że można w niej jeszcze odkryć coś nowego. Że może pojawić się piłkarz, który poza kapitalnymi liczbami, naturalnym talentem, pomoże nam odkrywać lub przedefiniować futbol na nowo.

Podzielam opinię tych, którzy mówią, że pozaboiskowy Diego nie był jakąś mega interesującą osobą. Ot gość, który lubił dobrą zabawę, a potężna presja, z jaką zmagał się we Włoszech, zaprowadziła go do używek i już nigdy się od nich nie uwolnił. Mam wrażenie, że cały jego autorytet u środowiska piłkarskiego został zbudowany jedynie na jego piłkarskim talencie. Nie pokazano nam jego rzekomo silnego charakteru, ognistych przemów w szatni itd. Prowadził styl życia, który dziś nie byłby jakimś wielkim skandalem/zaskoczeniem. Piłkarz-celebryta uzależniony od używek. Wielkie mi co. Dziś to norma. Nawet w Polsce mieliśmy całe pokolenie piłkarzy grających w latach 90. i wczesnych 00. którzy wybrali wódę i imprezy, zaniedbując rozwój piłkarski. Taki Kosowski spokojnie mógłby grać na lewym skrzydle Realu Madryt, gdyby nie alko. Podobnie jak Łukasz Madej. Obaj sami przyznali, że talentu wystarczało na szczyty, zabrakło pracy i "głowy". 

Ale mimo uzmysłowienia sobie, że Diego poza boiskiem nie był tak interesującą postacią jak myślałem, to bawiłem się świetnie, historia wciągnęła mnie na całego, dlatego dam z czystym sumieniem 8+/10. Przyszłe pokolenia będą nam zazdrościć, że żyliśmy w erze Messiego i Ronaldo, a ja trochę zazdroszczę ludziom, którzy żyli w erze Maradony. Niech spoczywa w spokoju.

Odpowiedz
#4
Dużo jednak rzeczy o Diego nie wiedziałem. Np tego że pierwsze pytanie na konferencji prasowej po przyjeździe do Neapolu było o Camorrę.

Świetny klimat ma ten dokument - lata 80 w Italii oddane bardzo fajnie. Te fryzury, ten klimat, tamte mecze...

Dużo ciekawostek, dużo zdjęć zza kulis, wywiadów których nie mogłem wtedy zobaczyć/usłyszeć...

Historia gościa który nie dał rady ze sławą i nałogiem, który został znienawidzony i zniszczony we Włoszech (nie w Neapolu) po tym jak wykopał Makaronów z ich własnego Mundialu... Od boga do zera.

Świetna sprawa. Ale Senna lepszy.

8/10

Odpowiedz
#5
(29-11-2020, 02:42)Doppelganger napisał(a): Dużo jednak rzeczy o Diego nie wiedziałem. Np tego że pierwsze putanie na konferencji prasowej po przyjeździe do Neapolu było o Camorrę.

Ta scena to jest kosmos. Maradona chyba nie wie, co się dzieje, prezes Napoli doskonale wie, co się dzieje, ale oczywiście musi ściemniać. To w zasadzie ustawiło film, w pewnym sensie. Maradona ogólnie sprawiał wrażenie gościa, który niby uczestniczył w wydarzeniach, ale sam ich chyba nie rozumiał. To dotyczy zarówno sportu, jak i wydarzeń w jego życiu prywatnym. Paradoksalnie odbieram go, jako człowieka bardzo niepewnego siebie. Albo inaczej - człowieka nieświadomie pewnego siebie.
.

Odpowiedz
#6
Nie zgodzę się co do sportu, zgodzę się co do życia.
To był prostolinijny gość, ze slumsów, o złotych sercu, Taki pierwotny Ronaldinho (może on też skończy podobnie, na razie jest bankrutem). Facet o złotym sercu który rozdaje Rolexy bo komuś się spodobały. Pod koniec życia ograbiony przez naciągaczy i tzw. "przyjaciół".

Ale na boisku to on na pewno wiedział o co chodzi - charyzmę miał taką że jakby Messi ją miał to już ma i Copa America i Mundal na koncie.

No chyba że pisałeś o układach w sporcie, wpływie maffi itp. To wtedy rzeczywiście.

Jak oglądałem ten dokument to mi się przypomniał film "Nieśmiertelny" o Ciro diMarcio z Gomorry. Klimat ten sam.

Odpowiedz
#7
Mnie chodzi o to, że on sprawiał wrażenie mało świadomego sytuacji. Liczyło się dla niego tylko to, żeby padł gol. Taktyka, gra pod rywala? Nie ma opcji. Maradona brał piłkę i robił, to co czuł. I tu faktycznie charyzmą nakrywa Messiego, a w sumie to wszystkich. Jemu chodziło wyłącznie o wygraną.

Po drugim golu z Anglią na mundialu '86 powiedział, że mu trochę głupio, bo szukał podania, ale jednak olał czysto ustawionego Valdano. Poniosła go pasja. Całościowo to był jednak bardzo zespołowy zawodnik. To, jakie on patelnie wystawiał kolegom, to jest kosmos.
.

Odpowiedz
#8
(29-11-2020, 03:39)srebrnik napisał(a): Mnie chodzi o to, że on sprawiał wrażenie mało świadomego sytuacji. Liczyło się dla niego tylko to, żeby padł gol. Taktyka, gra pod rywala? Nie ma opcji. Maradona brał piłkę i robił, to co czuł. I tu faktycznie charyzmą nakrywa Messiego, a w sumie to wszystkich. Jemu chodziło wyłącznie o wygraną.

Serie A w tamtym czasie wyrosła na zdecydowanie najlepszą na świecie bo banie Anglików na europejskie pucharu po tragedii na Heysel.
Włosi charakteryzowali się mega dyscypliną taktyczną oraz wręcz doskonałą grą obronna. Dodatkowo grali siłowo, czasem wręcz brutalnie.
Jak w meczu było 1-1 to oznacza że była kanonada.

Więc jeśli Napoli zrobiło dwa "scudetto" + puchar UEFA, to Maradona musiał ogarniać taktykę. A jesli nie, to oznacza że był zdecydowanie najlepszych graczem w historii skoro zrobił to co zrobił bez taktyki.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Apollo 11 (2019) Kryst_007 4 1,283 26-07-2019, 22:53
Ostatni post: simek



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości