Duplicity
#1
[Obrazek: duplicity-poster.jpg]

Oczekiwania co do filmu nie mogły być małe, bo autorem jest Tony Gilroy, czyli człowiek od wiecznie mnie fascynującego "Michaela Claytona". Tym razem miała być komedia o parze cwaniaczków usiłujących wywkiwać wielkie korporacje kosmetyczne. Czyli winno to być coś w stylu "The Sting". I niestety nie jest.
Pomysł - świetny. Reżyser i aktorzy - lepszych sobie nie można wymarzyć. Realizacja: sam nie wiem co nie wyszło.
Film przez większą cześć jest po prostu nudnawy. Nie nudny, a właśnie nudnawy. Niby wiele się dzieje, ale to wszystko jest jakieś takie wyprane z humoru, między bohaterami nie iskrzy (chyba że wierzyć ich gadaninie), a fabuła jest zawikłana ciągłymi retrospekcjami, za to ważnymi. I tak to sobie płynie i płynie do finału, gdzie widz nieco już uśpiony leniwą akcją daje się wyprowadzić w pole jak dziecko. Ok, ja się dałem podprowadzić scenarzyście jak dziecko, bo po raz pierwszy w kinie tego rodzaju, gdzie na finałowy twist po prostu czeka się, wiedząc że on musi być, zakpiono sobie nie tylko z widza, ale też jego przyzwyczajeń fabularnych. Akcja w finale skręca po prostu tak fajnie, zmyślnie i nieoczekiwanie, że widz zostaje z otwartymi ustami, bo czegoś tak fajnego, napisanemu wbrew zwyczajom w kinie nie widziałem. Ok, nie jest to twist na miarę "The Sixth Sense", czy "The Others", to nie ta kategoria wagowa, ale jest to twist realistyczny, naprawdę pomysłowy i dający w efekcie finał, jakiego w tego rodzaju kinie być w zasadzie nie powinno.
I to wszystko w kupie powoduje, że ten ewidentny średniak wyskakuje ponad przeciętność, co niniejszym uwieczniam moją poniższą oceną. Dla samego finału warto toto obejrzeć.

6/10

Odpowiedz
#2
To ja może przekleję treść z polecanki u siebie, gdyż wrażenia rzekłabym odmienne:

Dwoje agentów pracujących w konkurujących ze sobą firmach. Miłość - wbrew logice, pełna nieporozumień i braku zaufania. Wielki plan – jak wyrolować wszystkich i zdobyć dużą kasę? I tyle właściwie rzec by wypadało o fabule. Poczułam się rozczarowana, gdyż liczyłam na swoiste połączenie Pana i pani Smith z Ocean’s Eleven…

Film rozkręca się niezwykle powoli, a potem ani na moment nie przyspiesza, tocząc się wyrobionymi koleinami. Kilka twistów, które jednak chyba nikogo nie zaskoczą. Generalnie Gra dla dwojga to film do bólu przewidywalny, by nie rzec, że momentami wręcz kosmicznie nudny.

Duet Roberts – Owen nie przekonał mnie w żaden sposób – wielka miłość? jaka miłość? Między postaciami nie widać ani chemii, ani gorących uczuć. Roberts gra jak zwykle – tyle, że tym razem nie w roli epizodycznej, a pierwszoplanowej. Owen, jak zawsze, rewelacyjny… Momentami niezwykle uroczy, a momentami wrednie chamski.. I jak go nie kochać? Jeśli miałabym polecić, to tylko dla niego!
[Obrazek: http://www.sloganizer.net/en/image,Eorath,blue,white.png]
From ghoulies and ghosties
And long-leggedy beasties
And things that go bump in the night,
Good Lord, deliver us!

Odpowiedz
#3
Takie to miałkie trochę. Aktorsko poziom bardzo ok, technicznie też bez zarzutu, ale film stara się co chwila zaskakiwać, co chwila wymusza niby śmieszne, niby niesamowite sytuacje - sęk w tym, że to wszystko bez większego zaangażowania czy emocji się ogląda. Finał rzeczywiście jest bardzo fajny, ale żeby do niego dotrwać trzeba trochę poziewać i popatrzeć na zegarek w międzyczasie. 6/10 to chyba idealna ocena.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#4
Ogląda się to bez emocji, bo najsłabszą stroną filmu są aktorzy obsadzeni w głównych rolach. Nie dlatego, że źle dobrani, ale z powodu ich gry "przez szybę". Odnoszę wrażenie, że ta dwójka wpadała na plan pomiędzy innymi obowiązkami. Szkoda, bo film jest całkiem dobry, a powolna narracja jest raczej atutem niż wadą. Niestety brak chemii pomiędzy dwójką bohaterów bije po gałach i nie pozwala na osiągnięcie pełni satysfakcji.
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott

Odpowiedz
#5
Oglądałem już jakiś czas temu, ale nie podobał mi się ten film. Wynudził mnie, historia była naciągana i przekombinowana, główni bohaterowie jacyś bez życia i nawet nie był śmieszny. Natomiast fabuła była całkiem spoko, zwłaszcza końcowa puenta mi się podobała - no ale sposób jej pokazania już kulał :)
5/10

Odpowiedz
#6
W tym filmie jest tyle zwrotów akcji, wymuszonych zaskoczeń i zwrotów akcji, że naprawdę łatwo się pogubić. Ktoś chciał stworzyć coś fajnego ale do końca chyba nie miał pomysłu na film. Szkoda, mogło być znacznie lepiej...

Odpowiedz
#7
"zwrotów akcji" x2 :P

Odpowiedz
#8
racja, może użyłem za mocnych słów :)

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości