Exodus: Gods and Kings (2014)
#81
Biorąc pod uwagę przychodzi na rynku dvd / vod, to praktycznie pewne, że filmy Scotta na siebie zarabiają.

Odpowiedz
#82
(15-12-2014, 14:29)military napisał(a): Biorąc pod uwagę przychodzi na rynku dvd / vod, to praktycznie pewne, że filmy Scotta na siebie zarabiają.

Ano zarabiają. Do tego trzeba doliczyć jeszcze stacje telewizyjne. Anyway, Scott nie ma na swoim koncie filmu, który zarobiłby więcej niż 500 mln dolarów. Gladiator kosztował 100 mln, a zarobił w kinach 457 na całym świecie.

I rzeczywiście Robin Hood wyglądał biednie. Zdecydowanie nie jak film za 200 mln dolarów...

Odpowiedz
#83
Cytat:Co więcej, Scott nigdy nie zarabia na filmach w USA (domestic market), zyskuje w overseas
Dla producentów wciąż najbardziej liczy się rynek domowy, gdyż wpływy z kas biletowych w Stanach trafiają w 50% do kieszeni producentów, z resztą świata już tak kolorowo nie jest.

Poza tym, nie wystarczy, jeśli film pomnoży budżet, bo wlicza się tutaj także promocję. Więc takie "Robin Hood", "Body of Lies" to były wtopy finansowe, a "American Gangster" i "Counselor" ledwo zarobiły na siebie, możliwe że z delikatną stratą.

Odpowiedz
#84
(15-12-2014, 14:25)Mefisto napisał(a): O_O

To gówno wyglądające, jakby nakręcili je Rumunii za pół dniówki miało taki budżet? Da fak Holly?

Kocham to forum. Tak, Robin Hood był do dupy. Tak, nie wyglądał na 200mln (zresztą niektóre źródła podają bardziej 150 milionów), ale nie - ten film nie wyglądał do dupy. Jak zwykle u Scotta były imponujące zdjęcia i scenografie, więc skończ waść pierdolić.


Odpowiedz
#85
(15-12-2014, 19:50)Albertino napisał(a): Jak zwykle u Scotta były imponujące zdjęcia i scenografie, więc skończ waść pierdolić.

Aha, czyli zdjęcia za 100 baniek, a scenografia drugie tyle - seems legit Uśmiech
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#86
Cytat:Jak zwykle u Scotta były imponujące zdjęcia i scenografie, więc skończ waść pierdolić.

Każda scenografia/zdjęcia są zajebiste wedle dostatecznie niskich standardów, a chujowe wedle standardów odpowiednio wysokich. Dla mnie RH to krok wstecz dla Scotta, który nakręcił kilka epickich widowisk w swoim życiu i każde było lepsze.

Odpowiedz
#87
(15-12-2014, 19:50)Albertino napisał(a):
(15-12-2014, 14:25)Mefisto napisał(a): O_O

To gówno wyglądające, jakby nakręcili je Rumunii za pół dniówki miało taki budżet? Da fak Holly?

Kocham to forum. Tak, Robin Hood był do dupy. Tak, nie wyglądał na 200mln (zresztą niektóre źródła podają bardziej 150 milionów), ale nie - ten film nie wyglądał do dupy. Jak zwykle u Scotta były imponujące zdjęcia i scenografie, więc skończ waść pierdolić.

tak na szybko z pamięci, to RH Scotta wyglądał jak przeciętny film na DVD, a zwłaszcza końcowa inwazja, w sile 300 osób...

loading podpis...

Odpowiedz
#88
Się wtrącę i powiem, że RH Scotta wyglądał bardzo ładnie, zwłaszcza szturm na zamek, ALE końcowa inwazja mikroskopijną armijką to najgorszy fragment filmu - tak fabularnie, jak wizualnie.

Odpowiedz
#89
(18-12-2014, 10:41)military napisał(a): zwłaszcza szturm na zamek,

Masz na myśli tą 5 minutową popierdółkę na samym początku, która dosłownie wygląda jak kręcona w lesie? Faktycznie.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#90
Średniawe recenzje zza oceanu nie kłamały, ten film jest przeciętny (chociaż i tak lepszy od Noego). I to czego obawiałem się najbardziej, czyli aktorstwa tak naprawdę przeszkadzało mi najmniej (Sigourney Weaver to może ze trzy razy się pojawiła na ekranie i wypowiedziała ze dwie kwestie, Aarona Paula to nawet mogłoby nie być). Na szczęście Edgerton i Bale dają radę.

Cały świat wykreowany przez Scotta też jest ładny - ładne są widoczki, kostiumy i ogólnie wizualnie prezentuje się jak typowy, współczesny blockbuster, ale... nie jest tak epicki jak się spodziewałem. Myślałem, że Scott zrobi film z dużo większym rozmachem, zamiast jakoś fajnie przedstawić plagi egipskie to on wolał zamiast tego nudzić i smęcić przez pierwsze półtorej godziny (chociaż początek jest obiecujący, trochę jak z Gladiatora, jest fajna bitwa itd., ale później to już tylko gadają, chodzą, chodzą, gadają, Mojżesz się wspina, coś tak gada i znowu się wspina). Rozstąpienia morza też mnie rozczarowało z lekka.

Do tego ten film jest całkowicie wyzbyty z emocji, jest za długi. Zazwyczaj jestem podatny na filmowy szantaż emocjonalny i wystarczy do tego trochę patosu, podniosłej muzyki i tyle. A tutaj nawet tego zabrakło. Wszystko jest jakieś takie surowe.

Ode mnie 5/10.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#91
Cytat:Sigourney Weaver to może ze trzy razy się pojawiła na ekranie i wypowiedziała ze dwie kwestie
W ostatnich latach można tak opisać każdy jej występ w jakimkolwiek filmie.

Odpowiedz
#92
Z grubsza podpisuję się pod postem Pelivarona, z zaznaczeniem, że do ogólnego rozmachu i ukazania plag zastrzeżeń nie mam; nieźle wykorzystane 140 baniek, które stawia budżet "Robin Hooda" pod jeszcze większym znakiem zapytania: czyżby na potrzeby produkcji zasiano kilka lasów?

Porównania do "Noego", jeśli chodzi o powielanie pewnych przywar, są jak najbardziej na miejscu, co związane jest przede wszystkim z nieudolną próbą zbudowania na biblijnej kanwie swojej autorskiej wizji. A szkoda, bo jeśli zabrać się za tematykę umiejętnie, to można zbudować wiele fascynujących i naszpikowanych emocjami opowieści. Niestety, główną bolączką filmu Scotta jest chroniczny brak tego drugiego, a przez czas trwania jeszcze dłuższy niż film Aronofsky'ego ma okazję do pogłębienia tego, co nie powiodło się poprzednikowi.

Akt pierwszy jest w zasadzie dość solidny i wzbudza pozytywne konotacje z dotychczasowymi epopejami Ridleya (czułem w tym choćby "Gladiatora"), dając nadzieję na przyzwoite widowisko, ale niestety wraz z tranzycją do aktu drugiego
zaczyna się koszmarnie wyprany z emocji spektakl o kulejącej narracji, co tylko potęgują srogie cięcia montażowe i zmarnowana obsada. "Robin Hood" czy "Prometeusz", mimo garści wad i zmarnowanych szans mimo wszystko podobały mi się, ale "Exodus" nie jest materiałem nawet na guilty pleasure.

Trudno mi zgadywać, co konkretnie ubyło wraz z 90 minutami wyciętego materiału, ale mam nadzieję, że jest tam choćby rozbudowana postać Aarona (nie mam na myśli Aarona Paula grającego Jozue), który owszem, pojawia się tutaj i daje cień nadziei, że może Scott postawi na nakreślenie ciekawej relacji między nim i Mojżeszem, ale cóż, marzenia ściętej głowy: zostaje on odsunięty w tło i robi za statystę z paroma kwestiami. Tak chciałem zobrazować sedno problemów filmu Scotta, więcej sensownych interakcji między postaciami mogłoby zmienić wiele w moich odczuciach, a zawodzi nawet konflikt na linii Mojżesz-Ramzes, który miał być osią filmu.

Warstwa wizualna oczywiście cudowna, za scenografię należy się Oskar, zdjęcia Wolskiego są znowu bardzo dobre, a CGI daje radę. Ale w sumie, cóż z tego?

5/10

PS. Moje rozumowanie w stosunku do Scotta rozbija się od kilku lat o scenariusz.
Och, "Prometeusza" nie da się skopać? Och, jednak rozczarowanie przez "geniusz" Lindelofa? Nic to jednak, na horyzoncie "Adwokat" pisany przez McCarthy'ego, Scott to sobie odbije! Er, um, nierówność i brak wyczucia, na szczęście zbliża się kolejna epopeja, tym razem pisana przez Zailiana, to nie może się nie udać! Cóż, teraz przekonuje siebie tym, że "The Martian" ma być wierny uznanej książce, ale jak dla mnie to już ostatnia szansa Ridleya. Facet naprawdę musi nauczyć się kondensować scenariusz, a nie kręcić 4-godzinny materiał, z którego wycina ok 40% i do kin wrzuca coś takiego. A naprawdę jestem cierpliwy i mam słabość do jego kreacji.

Odpowiedz
#93
Cytat:Sigourney Weaver to może ze trzy razy się pojawiła na ekranie i wypowiedziała ze dwie kwestie

To i tak więcej niż Linda Hamilton.

Odpowiedz
#94
Film nie jest ani dobry, ani zły. Jest idealnie wręcz nijaki, napisany i nakręcony od linijki (to chyba najsłabszy wizualnie film Wolskiego jaki widziałem, choć jeast tu kilka ładnych kadrów i ujęć, ale to za mało, poza tym color timing jest, nie wiem, dziwny), z wypranym z emocji i dramaturgii konfliktem istniejącym tylko dlatego, że być musi, ale czy musi coś z niego wynikać? Czy należy się w niego zagłębić? Według Scotta najwyraźniej nie.

Jeśli coś należałoby tu pochwalić, to Bale'a i Edgertona, ale to takie chwalenie tak naprawdę za nic, bo złych ról bym się po nich nie spodziewał, a te tutaj nie wynikają ze scenariusza, ale z tego że obaj prezentują określony poziom.

Wahającym się czy iść do kina odradzam i polecam poczekać na wersję rozszerzoną / reżyserską, bo widać, że sporo materiału wyleciało. Sam z ciekawości to obejrzę, ale wersji kinowej nie ma po co tykać.

Bezpieczne i nijakie 5/10.

Odpowiedz
#95
Czy ja dobrze ogarnąłem ten film? Czy Mojżesz-ateista poprzez uderzenie się w głowę został tutaj fanatykiem religijnym, Bóg był tylko wytworem jego wyobraźni, a plagi egipskie to zbiór bardzo naciąganych zbiegów okoliczności? Jeżeli tak, to LOL, to jest jeszcze durniejsze niż "Prometeusz" Język

Odpowiedz
#97
Po obejrzeniu filmu Uśmiech

Serio, chyba poza śmiercią pierworodnych Egipcjan, Scott się tutaj silił na jakieś racjonalne tłumaczenie tej historii.

Odpowiedz
#98
No nie wiem, personifikacja Boga i rozstąpienie się morza też było racjonalne? Ja tam nie miałem takiego odczucia, że Scott chciał jakoś urealnić tą historię.

Odpowiedz
#99
Mojżesz widział Boga jako dzieciaka po tym jak przypieprzył się w łeb i sprawia wrażenie szaleńca. W przypadku rozstąpienia mieliśmy do czynienia z bardzo naciąganą wersją tsunami, prawdopodobnie spowodowaną uderzeniem asteroidy Uśmiech

Ja nie mówię że to było racjonalne, tylko że Scott chciał to racjonalizować, tyle że wyszło nieco głupkowato.

Odpowiedz
Po prostu nie poszedł bardziej w stronę fantasy, tak jak np. Aronofsky w "Noah" i tyle, nie uznałbym tego za wadę.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości