Ankieta: Jak oceniasz film?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Fight Club (1999)
Lepiej się już przyznajcie, że jesteście dwiema laskami podszywającymi się pod facetów.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
Tyler to wyobrażenie, Marla to wyobrażenie, Bob to wyobrażenie, wszystko jest wyobrażeniem(?).


Ciekawa teoria, ale wtedy "Fight Club" jest filmem o masturbującym się gościu, wyobrażającym sobie podziemne bijatyki i rewolucje, leżąc sobie w hotelu. Chyba sam Fincher dopiero dowiedziałby się o sensie swojego filmu z tej strony.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
Powrót do filmu po 15 latach od jedynego seansu. Pierwszy raz obejrzałem mając lat ~18 i już wtedy byłem za stary i zbyt zgorzkniały, żeby na serio się Fight Clubem jarać Język więc ten punkt mam już odhaczony, mogłem obejrzeć z otwartą głową. Najbardziej lubię w "starych" filmach to, jak fajnie odzwierciedlają czasy w których powstały, nastroje które wtedy panowały. Koniec XX wieku to szczyt konsumpcjonizmu i zadowolenia Anglosasów z samych siebie, więc właśnie wtedy powstają filmy kontestujące taki stan rzeczy: Fight Club, American Beauty, American Psycho, Matrix odgrywały mniej więcej tą samą rolę co Absolwent dla pokolenia baby boomers trzy dekady wcześniej, stawiały pytanie czy w życiu jest coś ważniejszego, innego, bardziej emocjonującego niż stabilna praca, rodzina i ładne przedmioty. Niby temat stary jak świat, a każde pokolenie chce to ugryźć w jakiś nowy sposób.
Z perspektywy 2022 ten cały bunt antysystemowy wydaje się oczywiście naiwny (zresztą dla wielu pewnie był taki już w momencie premiery), ale czy teraz niektórzy nie podejmują takich samych, równie sprzecznych wewnętrznie prób?
W każdym razie, fabularnie nie ma tutaj nic odkrywczego: próba oddania dychotomii natury ludzkiej przez tak banalny zabieg jak dwie postaci będące naprawdę jedną jest, no cóż, banalny właśnie Uśmiech Jednak muszę przyznać, że znając prawdziwą naturę Tylera bardzo przyjemnie śledzi się rozwój akcji próbując wychwycić, czy gdziekolwiek zachodzi interakcja Tylera, narratora i kogoś jeszcze. Ogólnie bardzo dobry film, ale nigdy nie był nawet w szerokim gronie moich ulubionych, w 2008 dałem 8/10 i pozostaję przy takiej ocenie.

Odpowiedz
(09-08-2022, 10:58)simek napisał(a): Z perspektywy 2022 ten cały bunt antysystemowy wydaje się oczywiście naiwny (zresztą dla wielu pewnie był taki już w momencie premiery), ale czy teraz niektórzy nie podejmują takich samych, równie sprzecznych wewnętrznie prób?
No bo on ewidentnie taki ma być. Przecież Fight Club to satyra - beka z bieda-rewolucjonistów (a może nie tylko z "bieda"?), którzy nie tylko sami stają się potworem, ale przede wszystkim są tylko posłusznymi pszczółkami i z jednej gęby przyjmują drugą im narzuconą. W sumie w 2022 można brać to za opowieść o "postmodernistach" - rewolucjonistach, którzy chcą niszczyć to co jest, ale nie oferując nic w zamian, żadnej mądrej drogi, żadnego mądrego spojrzenia i jednocześnie ślepo powtarzaja hasełka.

Fight Club to IMO mądry, uniwersalny i ponadczasowy film. Wystarczy spojrzeć na wspołczesnych buntowników, żeby zobaczyć jak dobrze ten film wciąż działa. Antifa anyone? Jestem pewien, że wielu członków Antify ogląda Fight Club z przyjemnością - bez świadomości o czym jest i zauważenia humoru w tym filmie.

Odpowiedz
Tak, czytałem przed chwilą twoje posty sprzed dekady i zgadzam się Uśmiech Zresztą to samo napisałem: każde pokolenie ma swoje bunty, więc tak, Fight Club jest uniwersalny i ponadczasowy.
Co do buntu przedstawionego u Finchera: ja nie czepiałbym się, tak jak niektórzy (głównie military na pierwszych stronach tematu), że on nie ma sensu, bo nie chodzi w gruncie rzeczy o ten konkretny bunt, tylko o pokazanie, że w każdym z nas siedzi chęć, potrzeba jakiegokolwiek buntu, sensownego, czy nie to nie ma większego znaczenia.

Odpowiedz
Kiedyś o tym filmie chodziła jakaś historyjka, w której córka Finchera miała kolegę i on uznawał Fight Club za swój ulubiony film. Kiedy dowiedział się o tym Fincher, to zasugerował córce, żeby więcej z kolegą nie rozmawiała.
Najpewniej jest to zmyślone, ale w prosty sposób oddaje zjawisko kompletnego rozminięcia się fanów filmu z jego faktycznym założeniem

--e
O, jednak nie jest to zmyślone. Fincher faktycznie tak gadał na Comic Conie w 2014
.

Odpowiedz
Była o tej wypowiedzi Finchera dyskusja kilka stron wcześniej.

Odpowiedz
Nie rozumiem, Fischer bredzi. Film ma prawo być ulubionym dla kogoś z problemami, kto przechodzi swoją drogę, ale niekoniecznie musi dojść w kierunku autodestrukcji, może w lepszym. Rysownik komiksu Watchmen mówił, że boi się ludzi których ulubionym bohaterem był Rorschach. I to zrozumiem. (Snyder go trochę wygładził w filmie i ufajnił).
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
Skoro Fincher to powiedział o FC, to ciekawe jak by skomentował fanów Obcego 3 Duży uśmiech

Odpowiedz
Jestem prawie pewny, ze Fincher tak zareagowal, bo wiekszosc ludzi bierze Fight Club na serio i dlatego uwaza go za ulubiony film. Ale sam Fincher otwarcie powiedzial, że dla niego Fight Club to komedia, co dla mnie daje jasny sygnał, że to jak ja go odczytuje to jedyny sluszny sposob, a ja jestem geniuszem. Uśmiech

Odpowiedz
To tragikomedia.
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
Oczywiście że to komedia. Wystarczy znać twórczość Palahniuka. A Fincher bardzo dobrze uchwycil ducha jego prozy.

Odpowiedz
Czy Palahniuk napisał coś jeszcze co zostało dobrze zekranizowane? Widziałem tylko "Udław się" z Samem Rockwell i byłem mocno zawiedziony. Ale to było całe lata temu.

Wysłane z mojego ANE-LX1 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Nie. Były plany ekranizacji Snuff i Rozbitka ale nie wypaliło.

Odpowiedz
(09-08-2022, 15:05)Pitero napisał(a): z Samem Rockwell i byłem mocno zawiedziony (...)

Jak praktycznie za każdym razem kiedy w cokolwiek zaangażowany jest Rockwell. Jakoś nie może ten gość udźwignąć filmu na swoich barkach. Postać 2-3 planowa ok, ale rola główna to prawie zawsze paździerz. 


Co do Fight Clubu, pamiętam jak pół osiedla się jarało tym filmem. Dość zabawne, z perspektywy czasu, wydaje się, że 14-15 letni chłopcy jarali się tym filmem tylko dlatego, że Pitt lał się w piwnicach i na końcu okazało się, to co się okazało Uśmiech słyszałem od kolegów nie raz, że to ich ulubiony film Uśmiech i Pulp Fiction Oczko
Captain Obvious

Odpowiedz
To zjawisko pamiętam doskonale. Fight Club i Pulp Fiction. I o ile sympatia do słynnego dzieła Tarantino była stosunkowo zwyczajna, tak zachwycanie się filmem Finchera szło w parze z potężnym snobowaniem. Co jest tym bardziej zabawne, że samemu twórcy chodziło w swojej produkcji o coś innego.

Pulp Fiction się super przyjęło, bo to lajtowy i bardzo rozrywkowy film, który okrzyknęto wielkim na salonach. Podczas podawania się za fana, można było więc mieć ciastko i zjeść ciastko.

Fight Club to inna historia. Zapisanie się do fanklubu w tym wypadku było dla ówczesnych nastolatków deklaracją prawdziwego buntownika. "Ja też mam dość tych bezwyrazowych stylizacji z Ikei" rozbrzmiewało na korytarzach wielu szkół. Jednocześnie nikomu z takich nie przychodziło do głowy, że zachwycają się komedią na swój temat.

Jest to o tyle fascynujące zjawisko, że film wyśmiewający pretensjonalne kreacje ludzi oraz bezrefleksyjnych pozerów-buntowników spowodował, że dokładnie w takie osoby obrodziło jak rzadko.
.

Odpowiedz
Wieki nie widzialem i az sobie zrobilem ochote na powtorke, zwlaszcza w kontekscie miernego The Killer:

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości