Filmowość vs. serialowość vs. teatralność vs. Predator
#1
Tak się ostatnio zastanawiałem nad, zwykle wykluczającymi się nawzajem. pojęciami "filmowe", "serialowe" i "teatralne" w kontekście jakiejś produkcji. Jej wyglądu, tego, co się czuje oglądając ją. Ostatnio usłyszałem, że "Game of Thrones" jest teatralne, o serialowym wyglądzie niektórych produkcji tez tutaj toczyły się dyskusje.

I zastanawiam się, co dla was oznacza filmowość, serialowość czy teatralność jakiegoś filmu czy serialu. Ja osobiście mam lekki problem z określeniem tego. Oczywiście chodzi głównie o sprawy inscenizacyjne i wizualne (choć nie zaliczałbym do tego VFX).

Osobiście, kiedy nazywam coś teatralnym chodzi o proste, statyczne kadry i ograniczenie lokacji głównie do pomieszczeń. To tak upraszczając, bo pewnie od przykładu do przykładu trochę by się to zmieniało.

Tak czy siak, ja ze swojej strony stanę gdzieś z boku, zamiast próbować to zdefiniować, bo ciekaw jestem jak WY definiujecie tego typu pojęcia i co to dla was oznacza. Oprócz tego ciekaw jestem, czy któreś z nich jest dla was minusem.

No a Predator to wiadomo. Zawsze spoko.

Odpowiedz
#2
Po prostu serial ma własną, hm, "fakturę" obrazu - wszystko jest ostre, czyste i mniej... No sam nie wiem jak to nazwać - mniej filmowe. Jak oglądam "Invasion" (ten serial), to choć widzę, że mieli budżet, bo scenografie są naprawdę dobre, a i poszli w plener i sporo statystów zatrudnili, to jednak widzę, że to serial. To wina charakterystycznych ujęć i ruchów kamery (np. obniżanie kramu pozwalające przejść od establishing shota do rozmowy bohaterów), i chyba też samej scenografii. Nawet jak chcą pokazać dużo, to robią to na niewielkim skrawku terenu, przez co czuć "tłok" w kadrze. Czuć też, że nie mogą odjechać kamerą trochę dalej, bo będzie widać koniec scenografii.

Odpowiedz
#3
Słowa, że coś jest serialowe nie używam, ale na moje oko oznacza to najczęściej po prostu biedną realizację i widoczny brak budżetu :)
Teatralny - to, co napisałeś, czyli skromność lokacji, ale wcale nie musi chodzić o brak plenerów, bo w takim Testosteronie są maksymalnie teatralne sceny na polu, tylko raczej o brak pomysłu w ciekawym wykorzystaniu scenerii, gdy widz ma wrażenie, że reżyser postawił kamerę i sobie poszedł. Poza tym ja używam słowa teatralny najczęściej w odniesieniu do przesadnego, sztucznego, niezbyt wysublimowanego, takiego "na pokaz" aktorstwa - zamiast zrozumienia postaci i wniknięcia w jej uczucia, próba udawania tych uczuć nauczonymi gestami, mimiką, spojrzeniami. Żeby zrozumieć o co chodzi wystarczy obejrzeć jakikolwiek film z Meryl Streep z ostatniej dekady :D
A nad tym co rozumiem przez filmowość to muszę się zastanowić.

Odpowiedz
#4
ja bym powiedział, że:

serialowość - ogólna "bieda" bijąca z kadrów, mała wystawność produkcji, brak rozmachu, fantazji
teatralność - maksymalny minimalizm, tak scenograficzny, jak i np. aktorski czy lokalizacyjny, a w odniesieniu do faktury obrazu zbyt rzeczywisty, sprawiający wrażenie oglądania właśnie sztuki teatralnej na żywo, a nie filmu czy, nomen-omen, serialu
Predator - if it bleeds, we can kill it
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#5
Faktura obrazu, ziarno kliszy filmowej i korekcja barwna/filtry robią "filmowość".

Dlatego Transformers > Avengers pod tym względem, bo ten ostatni wygląda przez większość czasu jakby nakręcili i zostawili tak jak było, a to mi się kojarzy z serialami.

No i telewizyjny AR 1.78:1 jeśli nie występuje w połączeniu z konkretnie ziarnistym obrazem, który w tym wypadku będzie tworzył tę "filmowość", albo jeszcze, co gorsza, wali cyfrą, zwyczajnie mnie odrzuca.

Odpowiedz
#6
(12-06-2014, 14:55)Mefisto napisał(a): teatralność - maksymalny minimalizm (...)aktorski
Nie byłem na zbyt wielu (dobrych) przedstawieniach, ale na wszystkich jakich byłem, to aktorstwo było przesadzone, nie było żadnej subtelności w przekazywaniu uczuć postaci, tylko wszystko pokazane tak, żeby przygłuchawa babcia z ostatniego rzędu zakapowała, że teraz danej postaci jest przykro, albo, że się cieszy, więc aktor zamiast delikatnie się uśmiechnąć to banan na całą twarz i donośny śmiech, czy tam inny pomruk zadowolenia.
Wyobraża sobie ktoś rozmowę z restauracji z Heat w teatrze? Nie do wykonania, chyba, że byłby to jakiś miniteatr a widz siedziałby przy tym samym stoliku :)

Gieferg napisał(a):Faktura obrazu, ziarno kliszy filmowej i korekcja barwna/filtry robią "filmowość".
Chodzi Ci o sam wygląd danego ujęcia, a na filmowość składa się sporo innych rzeczy. Gdyby najlepszy operator filmowy miał uwiecznić przedstawienie teatralne, robił to na kliszy, zrobił wyjebaną korekcję barwną, że całość wyglądałaby jak Ojciec Chrzestny, to wcale nie możnaby tego nazwać zbyt filmowym.

Odpowiedz
#7
Dla mnie te określenia oznaczają w jakim stopniu twórca starał się ukryć nieprawdziwość oglądanych wydarzeń. To taka miara odległości widza od czwartej ściany. Coś filmowego będzie udawać kreowaną rzeczywistość w największym stopniu. Teatralność obrazu będzie się z kolei charakteryzować dużą umownością i przesadą. I przekłada się to na wszystkie aspekty filmu, bo i na grę aktorską, scenografię, montaż, pracę kamery, itd.

Odpowiedz
#8
(12-06-2014, 15:05)simek napisał(a): Nie byłem na zbyt wielu (dobrych) przedstawieniach, ale na wszystkich jakich byłem, to aktorstwo było przesadzone

Nie chodziło mi o manierę aktorów, a raczej o ich liczebność i sposób "poruszania się" w historii
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#9
(12-06-2014, 14:58)Phil napisał(a): Problem pojawia się też, kiedy pojęcia "serialowość" używa się do tego, co robi Marvel czy twórcy F&F ;). Bajka zupełnie inna, ale też może zmylić w dyskusji. Szczególnie, że np. Avengers można nazwać serialowym pod tym i pod tym względem (chociaż akurat mnie nigdy wizualna część Avengers nie przeszkadzała).
Nie, nie, mnie calkiem nie o to chodziło. Zapomniałem dodać: franczyzy i ich miliard odcinków to nie to. Chodzi mi o kwestie techniczne, uczucia, a nie marketingowe czy ciągłości historii.


(12-06-2014, 14:55)Mefisto napisał(a): serialowość - ogólna "bieda" bijąca z kadrów, mała wystawność produkcji, brak rozmachu, fantazji
Widze, ze wiekszosc podobnie określa "serialowość". Czy w takim razie, dla tych, którzy widzieli, czy na przykład "Breaking Bad" nazwalibyście wtedy "filmowym"? Ma dużo ciekawych ujęć i sekwencji.

Odpowiedz
#10
(12-06-2014, 15:05)tchopz napisał(a): Dla mnie te określenia oznaczają w jakim stopniu twórca starał się ukryć nieprawdziwość oglądanych wydarzeń. Teatralność obrazu będzie się z kolei charakteryzować dużą umownością i przesadą.
Trafiłeś w sedno - umowność i przesada.

Cytat:Swoją drogą bardzo chętnie zobaczyłbym jakąś sztukę ze Spaceyem, Langellą czy McKellenem.
No, to byłoby rzeczywiście ciekawe. Ja miałem okazję robić porównania tylko na polskim podwórku, problem w tym, że aktorzy, których miałem okazję zobaczyć na żywo to zbyt wielu godnych zapamiętania kreacji w kinie nie stworzyli, więc normalka, że na scenie wypadali lepiej niż w telenowelach.

Odpowiedz
#11
Cytat:Chodzi Ci o sam wygląd danego ujęcia, a na filmowość składa się sporo innych rzeczy. Gdyby najlepszy operator filmowy miał uwiecznić przedstawienie teatralne, robił to na kliszy, zrobił wyjebaną korekcję barwną, że całość wyglądałaby jak Ojciec Chrzestny, to wcale nie możnaby tego nazwać zbyt filmowym.

Toć przecie dałem przykład (Transformers Vs Avengers) więc chyba jasne, że nie mówię o przedstawieniach teatralnych, tylko o tym jak można sprawić, żeby blockbuster wyglądał dobrze (filmowo), albo ciulowo (serialowo).

Odpowiedz
#12
Cytat:Czy w takim razie, dla tych, którzy widzieli, czy na przykład "Breaking Bad" nazwalibyście wtedy "filmowym"? Ma dużo ciekawych ujęć i sekwencji.
Jak najbardziej wykonanie BB określam jako filmowe, podobnie True Detective, Boardwalk, Luck, miniserie od HBO to wiadomo, ale już na przykład taki Mad Men, który jest, jakby nie patrzeć, pięknie nakręcony to jednak czuć w nim serialowość.

Odpowiedz
#13
Chciałem zabrać głos, ale... heh. Nie mogę. To zbyt skomplikowana kwestia, zbyt subiektywna, a przy tym - moim zdaniem - niedająca się tak łatwo zdefiniować.

Jakość obrazu? Też jest czynnikiem, ale dlaczego - mające skądinąd bardzo dobre zdjęcia - Real Steel, nakręcone cyfrą, diablo czyste i ostre wygląda filmowo właśnie, ale już inny, cyfrowy film o tej samej/jeszcze lepszej jakości już nie? To nie jest takie proste.

Odpowiedz
#14
(12-06-2014, 15:12)Crov napisał(a): Widze, ze wiekszosc podobnie określa "serialowość".

No tak, przy czym trzeba się chyba zgodzić, że to pojęcie wzięło się ze starego postrzegania seriali. Dzisiaj przecież większości dużych telewizyjnych tytułów (poza tymi z Polski rzecz jasna) trudno określić takim mianem.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#15
Cytat:Jak najbardziej wykonanie BB określam jako filmowe, podobnie True Detective, Boardwalk,
Serio? Mi tam od tytułowego molo wali taniochą i dekoracją. Po prostu wiem, że to zostało zbudowane na potrzeby filmu. Nie czuję że aktorzy są w prawdziwej lokacji tylko na scenografii. I chyba tak to dzielę. Jeśli wierzę, że postaci znajdują się na miejscu wydarzeń to wtedy jest to dla mnie filmowe. Im bardziej od tego odchodzą tym bardziej zmierzamy do teatralności. Serial jest w połowie drogi. Dekoracje są, ale czasem twórcy nie starają się ukryć że to studio (sit-comy), a czasem nie są w stanie (biuro z Mad Men, studio w 30 Rock) bo i tak odczuwa się, ze to pomieszczenie nie ma jednej ściany bo tam stoi ekipa.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#16
filmowe - jak puszczają w kinie
teatralne - jak trzeba iść do teatru
serialowe - jak leci w tv

ZAORANE!

:)

Odpowiedz
#17
Nie róbcie syfu w temacie :)

Odpowiedz
#18
(12-06-2014, 19:48)Corn napisał(a): Serio?
Wahałem się, czy pisać o tym Boardwalku, zapamiętałem go jako elegancko wyglądającego, chociaż pewnie masz rację, ostatni odcinek obejrzałem chyba z dwa lata temu.


Odpowiedz
#19
Simek, dobrze rozumiem że nie widziałeś 4 sezonu?
Molo może i wyglądało sztucznie w pierwszym sezonie, za to już w 3 i 4 nie można tak powiedzieć. Wiadoma scena z Billie na molo z 3 sezonego - bardzo filmowo to wygląda!

Odpowiedz
#20
Cytat:Jak najbardziej wykonanie BB określam jako filmowe, podobnie True Detective, Boardwalk,

Ja BB nie umiem nazwać filmowym, mimo że wizualnie wybija się na tle seriali. Mogę tak powiedzieć jedynie o House of Cards, ewentualnie o TD. BB ma fajne myki i ujęcia, ale jednak dalej mam wrażenie, że to telewizja, bo to nie tyle chodzi o samą biedę, co... No właśnie, nie umiem tego sprecyzować:D Jest coś takiego w jakości obrazu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości