There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Firefly
Firefly jest, ujmując to w skrócie, westernem s-f Jossa Whedona. Opowiada o grupce szmuglerów, najemników, przestępców i tym podobnych osobników, do który dołącza arystokrata (lekarz z zawodu) wraz ze swoją siostrą ściganą przez rząd.
Pomyśleć można - 'pachnie flanelą, a główny bohater to Han Solo dla średnio zamożnych ludzi'. No i tutaj się można pomylić :P.
Whedon stworzył może nie jedno z najlepszych, ale na pewno jedno z najbardziej oryginalnych i wiarygodnych sci-fi w historii. Tu nie ma laserów, kosmitów...ba! Nie ma nawet dźwięku w próżni. Tutaj ludzie walczą o życie po jednym strzale z pistoletu, życie jest trudne i nic nigdy nie idzie gładko jak w telenoweli.
Historia tego serialu jest dość skomplikowana. Mianowicie Joss Whedon nakręciwszy pilot przedstawił go szychom z FOXa. Ci jednak stwierdzili, że główny bohater jest zbyt chamski, zbyt brutalny i że oni wolą kogoś pokroju Hana Solo. Whedon wraz z producentem usiedli jeszcze raz i napisali drugi odcinek, w którym główny bohater został znacznie "ułagodzony".
FOX jednak ku zdziwieniu twórców stwierdził, że pilot jest niepotrzebny i można rozpocząć nadawanie serialu od drugiego odcinka. Zaczęło się źle...dalej było jeszcze gorzej. Brak jakiejkolwiek reklamy, brak czegoś co się nazywa 'reklamą' bądź 'zwiastunem' sprawił, że pierwszy...a w zasadzie drugi odcinek miał tragiczną oglądalność. Telewizja kompletnie się serialem nie przejmowała i nadawała odcinki jak jej się podobało kompletnie nie zważając uwagi na fabułę czy godziny nadawania co poskutkowało zdjęciem serialu z anteny po 11 odcinkach (14 nakręconych).
Pomimo niskiej oglądalności telewizja zdecydowała się jednak wydać serial na DVD i szok! Padł rekord sprzedaży, który przez dość długi czas nie został pobity (bodaj LOST lub Prison Break przebił, ale nie ma się czemu dziwić :]).
To odsłoniło drzwi do wznowienia produkcji serialu...serialu który nigdy nie powstał, gdyż FOX stwierdził, że nie mają ochoty do tego wracać. Whedon zabrał swoją część, wyniósł sie z FOXa i zaczął szukać producentów, aż trafił do Universalu, a Ci zgodzili się...na film
Serenity
I tak powstał film Serenity, stanowiący kinowy epilog dla serialu. Widać było wyraźne odejście od westernu i pójście w s-f. Popsuło to trochę klimat, ale i tak spójność została w miarę zachowana dzięki staraniom reżysera i obsady. Scenariusz to prawdziwy majstersztyk, nie przez wzgląd na fabułę, ale na to jak trudno było go napisać i jak spójnie wyszło to Whedonowi.
Film pomimo sporej reklamy zarobił tyle ile kosztował. Zyski przyniosła dopiero sprzedaż DVD, więc jest to prawdopodobnie ostatnia filmowa przygoda z załogą statku 'Serenity' :).
(Choć ostatnio chodzą plotki jakoby Universal miał zrobić sequel direct-to-video).
A żeby ugruntować swoją pozycję fana numer jeden w tym kraju wrzucę na koniec fotę mojej półeczki z gadżetami :]
http://img390.imageshack.us/img390/3892/dsc00430pi9.jpg
http://img440.imageshack.us/img440/8417/dsc00436xi7.jpg
13-04-2008, 15:55
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Widziałem najpierw "Serenity" (nie wiedziałem wówczas, że to epilog serialu) i zabrałem się nawet do oglądania "Firefly", ale jakoś nie zdarzyło mi się dokończyć serii. Tak czy siak mile wspominam film - fajna fabułka, przyzwoite efekty specjalne, lubiany przeze mnie Nathan Fillion. Pamiętam, że podobał mi się bardziej niż "Zemsta Sithów", które też jakoś tak się w tamtym czasie pojawiło.
A'propos, zacząłem oglądać serial i wychodzi mi na to, że "Serenity" to nie tylko epilog do "Firefly", ale cała historia z serialu w pigułce.
17-04-2008, 23:37
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
BezcelowyAlbatros napisał(a):A'propos, zacząłem oglądać serial i wychodzi mi na to, że "Serenity" to nie tylko epilog do "Firefly", ale cała historia z serialu w pigułce.
To raczej normalne w przypadku, gdy mało znany serial idzie na duży ekran. Wiadomo, że aby zarobić wystarczająco duzo pieniedzy musi być równie atrakcyjny dla fanów jak i osób, które nie maja o serialu pojęcia.
18-04-2008, 10:44
Stan Marsh
Liczba postów: 2,163
Liczba wątków: 11
O, nareszcie ktoś napisał o Firefly :)*. Rewelacyjna seria, świetne postaci, bardzo rozbudowany świat, no i przede wszystkim klimat. To, że został zdjęty po 14 odcinkach to jakaś kpina! Co prawda film stara się spiąć historię w całość, ale brakowało mi trochę lekkości serialu - mimo to uważam, że pełny metraż jest fantastyczny. Szkoda tylko SPOILER że prawie pod sam koniec ginie jedna z moich ulubionych postaci. Aż film musiałem na chwilę spauzować, w szoku byłem :(
Całość - film i serial - to prawdziwy powiew świeżości w sci-fi. Polecam najserdeczniej jak mogę, jeden z najlepszych seriali ever made.
*na ostatnim quizie muzycznym (zjazdowym) przy otwierającej piosence wyskoczyłem, że to "Serenity" - damn it! ;(
18-04-2008, 12:27
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Heh...ja też nie mogłem do końca uwierzyć, że ON zginął...kurcze, taka czołowa postać, chyba najlepiej napisana ze wszystkich...ech...aż do napisów końcowych myślałem, że go odratują medycy Sojuszu czy czegoś :P
A film niestety stracił na westernowatości, a szkoda, bo przestał się w ten sposób wyróżniać. No i ucierpiał na muzyce. W serialu była rewelacyjna, a w filmie mierna...
Cytat:O, nareszcie ktoś napisał o Firefly
No ja się dziwię, czemu do tej pory nikt nie napisał :P. No ale jako fanboy/nerd/przedstawiciel najmniejszego fandomu w Polsce* musiałem to zrobić
*niepotrzebne skreślić :)
18-04-2008, 20:20
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,347
Liczba wątków: 67
Wuo duh Tian Ah! Firefly = I'm in love :D
Wcześniej znałem jedynie Serenity, które nawet polubiłem (i które niedługo sobie odświeżę, więc będzie dodatkowy wpis ;) ), ale serial to istne cudo! Wielka, wielka, wielka szkoda, że skończył tak, jak skończył i trochę dziwi mnie wciąż to, że nikt nie odwazył się tego kontynuować - może jeszcze taki dzień nadejdzie :)
Co do serialu: kapitalny klimat, wspaniała westernowa otoczka i fakt, że choć wszystko dzieje się w kosmosie, to właściwie ni chuja nie czuć tego, ze to sf. Ogromne brawa za wszelkie aspekty techniczne, które jak na produkcję telewizyjną są kapitalne. No i oczywiście postaci/aktorzy - od czasów BoB nie czułem takiego przywiązania do głównych bohaterów, którzy są po prostu wspaniali. W następnym życiu chcę być Reynoldsem albo Inarą ;)
Dodać do tego jeszcze świetną akcję z mnóstwem interesujących, świetnie poprowadzonych wydarzeń oraz cudowny humor i tyle one-linerów w jednym odcinku, że się spamiętać nie da i mamy serial idealny.
Jedyne minusy to:
- chińskie wstawki - o ile powiedzonka spełniają swoją rolę, a tyle czasem twórcy przesadzają, gdy bohaterowie zaczynają wymieniać między sobą niezrozumiałe zdania, które na dobrą sprawę niewiele wnoszą. Na szczęście takich sytuacji było niewiele.
- fakt, że bohaterowie zawsze wychodzą bez szwanku - i nie mówię tu o sytuacjach, lecz o zdrowiu/życiu/śmierci. Ponieważ każdy w pewnym momencie zostaje poważnie ranny, a w chwilę potem i tak mu nic nie jest, wprowadza pewną irytację. Pod tym względem drażni niesamowicie odcinek War Stories.
Poza tym jest naprawdę gites - w pytkę / w pytkę i to do kwadratu, że tak powiem.
Najlepszy odcinek: fabularnie i dramatycznie - Out of Gas, humorystycznie - Our Mrs. Reynolds i Jaynestown
Najgorszy: bez wątpienia Heart of Gold, który choć najbardziej przyziemny i westernowy, to chyba właśnie to go gubi, poza tym w Objects in Space troszkę przesadzono fabularnie, co też go stawia w pewnej niewielkiej niszy (bo i tak cały serial jest cool, super i w ogóle i jest za krótki, żeby mieć naprawdę złe momenty). Tyle.
PS. Kaylee jest cudna :D
i w sumie Saffron też niczego sobie ;)
30-10-2008, 01:31
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Mefisto napisał(a):może jeszcze taki dzień nadejdzie :)
Joss niestety powiedział, że jak do 2010 roku Universal nie zgodzi się na sequel to już nigdy nie ujrzymy załogi w wersji Live Action. Ale, ale...już w grudniu pojawi się 1 numer komiksu ujawniającego przeszłość Pastora! dosłownie: Shiny! :]
Cytat:Jedyne minusy to:
- chińskie wstawki - o ile powiedzonka spełniają swoją rolę, a tyle czasem twórcy przesadzają, gdy bohaterowie zaczynają wymieniać między sobą niezrozumiałe zdania, które na dobrą sprawę niewiele wnoszą. Na szczęście takich sytuacji było niewiele.
W tych wstawkach poukrywane są przekleństwa. Moje ulubione (znane na pamięć :P)
Ching wah tsao duh lion mahjang - Jebiący żaby sukinsynie :]
Poza tym miałem to szczęście, że serial oglądałem po raz pierwszy na divixie, do którego napisy zrobił jakiś fan serialu bo wszystkie chińszczyzny miałem dokładnie przetłumaczone.
Cytat:- fakt, że bohaterowie zawsze wychodzą bez szwanku - i nie mówię tu o sytuacjach, lecz o zdrowiu/życiu/śmierci. Ponieważ każdy w pewnym momencie zostaje poważnie ranny, a w chwilę potem i tak mu nic nie jest, wprowadza pewną irytację. Pod tym względem drażni niesamowicie odcinek War Stories.
Też mnie to wkurza, podobnie jak fakt, że choć przez cały serial przewija się tyle postaci drugoplanowych nikt nie ma wpływu na relacje między załogą. Jak była ta panienka w Heart of Gold, która miała powiedzieć Malcolmowi, że Inara go kocha to padła trupem. Jak się pojawił ten żołnierz, który podrywał Kaylee też padł trupem itd. Ale to jedyne co mnie irytuje w całym serialu.
Cytat:Poza tym jest naprawdę gites - w pytkę / w pytkę i to do kwadratu, że tak powiem.
True, dude, true.
Cytat:Najlepszy odcinek: fabularnie i dramatycznie - Out of Gas, humorystycznie - Our Mrs. Reynolds i Jaynestown
So true...so true.
Cytat:Najgorszy: bez wątpienia Heart of Gold, który choć najbardziej przyziemny i westernowy, to chyba właśnie to go gubi, poza tym w Objects in Space troszkę przesadzono fabularnie, co też go stawia w pewnej niewielkiej niszy (bo i tak cały serial jest cool, super i w ogóle i jest za krótki, żeby mieć naprawdę złe momenty). Tyle.
O ile Heart of Gold mi się średnio podoba, o tyle uwielbiam Obejcts in Space. Głównie za postać Jubala, który zjada Boba Fetta na śniadanie i jest najlepszym łowcą nagród w historii telewizji! o!
Cytat:PS. Kaylee jest cudna :D
Tam Kaylee...Saffron powala :), a Inara ma piękne ciało jak cholera!
30-10-2008, 23:30
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
Corn napisał(a):Cytat:- fakt, że bohaterowie zawsze wychodzą bez szwanku - i nie mówię tu o sytuacjach, lecz o zdrowiu/życiu/śmierci.
Też mnie to wkurza, podobnie jak fakt, że choć przez cały serial przewija się tyle postaci drugoplanowych nikt nie ma wpływu na relacje między załogą.
Bo też od samego początku widać (choć nie wiem, co na ten temat mówi Whedon, nie obiło mi się), że to był serial zakrojony na bardzo długo. Model "Drużyny A". Mnie powyższe nie irytowały z tej prostej przyczyny, że zdałem sobie z tego sprawę na samym początku :)
Corn napisał(a):Cytat:PS. Kaylee jest cudna :D
Tam Kaylee...Saffron powala :), a Inara ma piękne ciało jak cholera!
Co Ty tam wiesz. Kaylee had me at "ever sail in a Firefly" ;)
31-10-2008, 00:22
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Cytat:(choć nie wiem, co na ten temat mówi Whedon, nie obiło mi się)
Joss planował w główce 5 sezonów, a później trylogię filmową. Ani jedno ani drugie nie wyszło... .
Cytat:Co Ty tam wiesz. Kaylee had me at "ever sail in a Firefly" ;)
A Inara ma przecudowną scenę mycia w pierwszym odcinku :]. A Saffron...Saff jest tak diabelsko uwodzicielska, że nawet taki cold heart guy jak ja się złamał :P
31-10-2008, 00:30
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
Nawet Inara się złamała ;-)
W sumie fajnie dobrane postaci żeńskie, tzn nie rywalizujące - Kaylee (urocza), Inara (piękna), Saffron (uwodzicielska).
Ulubiony odcinek - na pewno "Our mrs. Reynolds".
Natomiast pogubiłem się chyba, bo jestem przekonany, że w świetnym Out of Gas nie było Jubala, tylko był w w wyśmienitym Objects in Spece. I owszem - jest debeściak.
31-10-2008, 02:16
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,347
Liczba wątków: 67
Corn napisał(a):Joss niestety powiedział, że jak do 2010 roku Universal nie zgodzi się na sequel to już nigdy nie ujrzymy załogi w wersji Live Action. Ale, ale...już w grudniu pojawi się 1 numer komiksu ujawniającego przeszłość Pastora! dosłownie: Shiny! :]
damn, no to niech się Universal spręża lepiej ;)
co do komiksu - nie jestem przekonany. Tajemniczość Pastora jest jego ogromną zaletą i o ile coś nie wyjdzie z jego ust, to wolę o tym nie wiedzieć :)
Cytat:W tych wstawkach poukrywane są przekleństwa. Moje ulubione (znane na pamięć :P)
Ching wah tsao duh lion mahjang - Jebiący żaby sukinsynie :]
wiem, same wstawki mi nie przeszkadzają, ale jest parę scen, gdzie bohaterowie wymieniają pomiędzy sobą całe zdania i na pewno nie jest to tylko ubliżanie sobie. I to już trochę irytuje.
Cytat:Też mnie to wkurza, podobnie jak fakt, że choć przez cały serial przewija się tyle postaci drugoplanowych nikt nie ma wpływu na relacje między załogą.
tu się nie zgodzę - dzięki niektórym postaciom zachodzą między załogą różne relacje i spięcia, a że na końcu wciąż stoją za sobą murem oznacza tylko, że są jednak dla siebie stworzeni i tyle :)
Cytat:Głównie za postać Jubala, który zjada Boba Fetta na śniadanie i jest najlepszym łowcą nagród w historii telewizji! o!
fakt, jest świetny, ale jak na łowcę za dużo trajkocze i myśli
Cytat:Tam Kaylee...Saffron powala :), a Inara ma piękne ciało jak cholera!
urodą może i owszem, ale Kaylee jest cholernie "ciepła" i to mi się podoba :)
Negrin napisał(a):Bo też od samego początku widać (choć nie wiem, co na ten temat mówi Whedon, nie obiło mi się), że to był serial zakrojony na bardzo długo. Model "Drużyny A". Mnie powyższe nie irytowały z tej prostej przyczyny, że zdałem sobie z tego sprawę na samym początku :)
to inna sprawa - chodzi raczej o to, że w jednej scenie bohater ledwo żyje, a w następnej już śmiga, strzela i w ogóle (i pod tym względem War Stories to baja nie z tej Ziemii-co-była). Bo, to że przetrwać, przetrwają to wiadomo :)
Cytat:Co Ty tam wiesz. Kaylee had me at "ever sail in a Firefly" ;)
ano właśnie 8)
teraz co do Serenity - bardzo dobry film, pod względem spójności z serialem zrobiony bezbłędnie, ale jest jednak gorszy od niego. Po pierwsze brak westernowej otoczki na rzecz typowego s-f (pojawia się niestety dźwięk w kosmosie, a końcówa bitwa, choć powala to niemal nowy epizod Star Wars) i jakichś samurajskich kodeksów. Trochę nie podoba mi się też odejście od tego lekkiego klimatu - znaczy nadal jest lajcik, ale robi się też zbyt patetycznie, szczególnie pod koniec (przemowa Mala). Główny problem i powiązanie go z River też pozostawia wiele do życzenia. Także akcje River są odrobinkę przegięte. O tych paru zgonach nie wspomnę - żal i tyle, ale widać tak musiało (?) być. Ale i tak dobry film.
31-10-2008, 03:09
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Cytat:pojawia się niestety dźwięk w kosmosie, a końcówa bitwa, choć powala to niemal nowy epizod Star Wars)
Niby gdzie?
Edit: Odnośnie Serenity to pomimo utraty westernowatości, zmiany kostiumów, fryzur i takie tam jestem pod cholernym wrażeniem skryptu, bo jak się go przeanalizuje to okazuje się, że żadna scena nie jest tam zbędna i wszystko pociąga fabułę. Geniusz!
Inna sprawa, że znowu pojawia się Bad Ass, który kopie znaczną część czarnych charakterów czyli przerażająco skuteczny Operative bezbłędnie zagrany przez tego Brytyjczyka z Ludzkich Dzieci o trudnym imieniu ;)
31-10-2008, 08:31
Nowy
Liczba postów: 3,416
Liczba wątków: 8
Mefisto napisał(a):co do komiksu - nie jestem przekonany. Tajemniczość Pastora jest jego ogromną zaletą i o ile coś nie wyjdzie z jego ust, to wolę o tym nie wiedzieć :)
Ja jednak jestem ciekaw. Jego tajemniczość od początku była wyraźnie konstuowana w ten spsób, że "kiedyś wszystko wyjdzie na jaw". Szczerze mówiąc byłem bardzo zdziwiony, że nie wyszło w "Serenity". W związku z tym COŚ z tym trzeba zrobić :) Choć również bym wolał, żeby ten komiks, to nie był ot, taki prequel bez związku z "teraźniejszościią" Serenity.
Mefisto napisał(a):to inna sprawa - chodzi raczej o to, że w jednej scenie bohater ledwo żyje, a w następnej już śmiga, strzela i w ogóle
Aha. No to jeśli o mnie chodzi, to mnie zgrzytała najbardziej inna niekonsekwencja, również poniekąd wynikająca z tasiemcowego charakteru. Mianowicie Jayne, który w zależności od potrzeb był albo naprawdę groźnym, podstępnym, zdeterminowanym i nielojalnym kolesiem, albo statkowym głupkiem i głównym źródłem comic relief. [/quote]
31-10-2008, 11:20
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Cytat:Choć również bym wolał, żeby ten komiks, to nie był ot, taki prequel bez związku z "teraźniejszościią" Serenity.
Zarówno ten komiks jak i trzy poprzednie powstaje pod czujnym okiem Jossa Whedona. Między innymi dlatego nie ma i nie będzie on-goingu, ponieważ Whedon stwierdził, że nie miał by czasu nadzorować prac nad każdym odcinkiem.
A nie ujawnili przeszłości pastora Booka w filmie bo było by to w dupę ni w oko, że tak to ujmę. Dla ludzi zaznajomionych z serialem byłoby to w porządku, ale dla nowych widzów byłoby to jedno wielkie What The Fuck?!. I na tym też polega geniusz skryptu ***. Jest tak przemyślany, że żaden z wątków nie jest od czapy. Dlatego też Mal i Inara się nie schodzą, albo Reaversi są pokazani już przy pierwszej akcji. Wszystko po to, by było wiadomo o co biega ;).
31-10-2008, 13:51
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,347
Liczba wątków: 67
Corn napisał(a):Niby gdzie?
no sorry, flota Alliance versus nieoczekiwani Reaversi jest cholernie kolorową i wielką bitwą, a dźwięki w przestrzeni słychać już jakoś na początku filmu - NT wypisz, wymaluj, choć podobało mi się
Negrin napisał(a):Ja jednak jestem ciekaw. Jego tajemniczość od początku była wyraźnie konstuowana w ten spsób, że "kiedyś wszystko wyjdzie na jaw". Szczerze mówiąc byłem bardzo zdziwiony, że nie wyszło w "Serenity". W związku z tym COŚ z tym trzeba zrobić :) Choć również bym wolał, żeby ten komiks, to nie był ot, taki prequel bez związku z "teraźniejszościią" Serenity.
no cóż, jeśli komiks będzie ściśle nadzorowany przez Jossa i będzie napisany z głową, oraz z poszanowaniem tego, co powstało, to w sumie może i masz rację. Tak czy siak wolałbym to usłyszeć w filmie/serialu (marzenie ściętej głowy) :)
Mefisto napisał(a):Mianowicie Jayne, który w zależności od potrzeb był albo naprawdę groźnym, podstępnym, zdeterminowanym i nielojalnym kolesiem, albo statkowym głupkiem i głównym źródłem comic relief.
czy ja wiem - Jayne jest nielojalny mniej więcej do połowy serii, potem dostaje nauczkę, więc już potrafi stanąć za swoimi, choć - co pokazuje choćby film - nadal często myśli tylko o sobie. A głupawy (lub też raczej prymitywny) to on był trochę od początku
Cytat:- Don't know these folks, don't much care to.
- They're whores.
- I'm in.
:D
31-10-2008, 20:30
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Cytat:no sorry, flota Allience versus nieoczekiwani Reaversi jest cholernie kolorową i wielką bitwą, a dźwięki w przestrzeni słychać już jakoś na początku filmu - NT wypisz, wymaluj, choć podobało mi się
Ech, i tu siĘ objawia geniusz Whedona i wprowadzenie postaci Mr. Universe.
Dlaczego? Dlatego, ze bitwa nie toczyła się w przestrzeni kosmicznej tylko na orbicie planety. Stąd te dźwięki. Dźwięków w filmie nie ma. Wystarczy, że zwrócisz uwagę na scenę ucieczki z Inarą i moment wystrzelenia Cry Baby, albo lot na Mirandę. No sounds :P. Podobnie na początku filmu. Dźwięk pojawia się dopiero wtedy gdy statek uderza o atmosferę planety.
Peace!
31-10-2008, 23:15
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,347
Liczba wątków: 67
hmmm...no dobra, na orbicie, niemniej to już kosmos był - a poza tym, co ma do tego Mr Universe?
31-10-2008, 23:29
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Mr. Universe ma to do tego, że logicznie połączył wątki prowadzące do bitwy, przy okazji dając miejsce na jej efektowne pokazanie. Ta jonowa chmura znajdująca się na granicy atmosfery pozwoliła załodze zaatakować z zaskoczenia no i przy okazji reżyser zadowolił widzów/producentów pokazując walkę z pełnym udźwiękowieniem ;)
31-10-2008, 23:39
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,347
Liczba wątków: 67
nie no, zgadzam się - co nie zmienia faktu, że jest ona szalenie widowiskowa, a przez to tak bardzo inna od reszty serialu/filmu
01-11-2008, 00:26
There Can Be Only One!
Liczba postów: 10,935
Liczba wątków: 15
Czy ja wiem czy taka inna. Ostatecznie nie widać całej bitwy a jedynie to co widzi załoga (też fajnie pomyślane), plus kilka 'kameralnych' ujęć z kokpitu i fajna scena 'lądowania'
01-11-2008, 01:00
|