Furman Śmierci
#1
Był taki czas w historii kina w którym dla przeciętnego widza słowo "film" nie był synonimem terminu "film amerykański". Były to czasy, w których na równi z amerykańskimi produkcjami na świecie karierę robiło kino niemieckie(na początku lat 20. wręcz rządziło światowym rynkiem), francuskie, radzieckie oraz Szwedzkie. Film o którym piszę wywodzi się właśnie ze złotego okresu kina tego ostatniego kraju. A czas, który niestety tylko "był" i już raczej nigdy nie wróci, to czasy kina niemego.

"Furman Śmierci"(1920) Victora Sjojstroma to film który jest dla historyków kina bezspornym arcydziełem. A takich produkcji jest niewiele("Gorączka złota", "Pancernik Potiomkin". Zwróćcie uwagę, że większość takich filmów, to czasy kina niemego. Nawet o dziełach Bergmana wypowiadają się krytycy negatywnie, o "Pancerniku.." nigdy).
Dla mnie jest to najciekawsza wizja wykorzystująca motyw znany z "Opowieści wigilijnej". Najciekawsza, bo najprawdziwsza, najmroczniejsza. Główny bohater, David Holm, grany przez samego reżysera, jest zapijaczoną kanalią, która potrafi tylko krzywdzić innych. W noc sylwestrową, zamiast być ze swoją żoną i dziećmi, pije na pobliskim cmentarzu. Tam opowiada historie o tytułowym furmanie śmierci. Jest to upiorny wóz, którego woźnica służy silnemu panu- właśnie Śmierci. Zajmuje się zbieraniem z ziemskiego więzienia ludzkich dusz, zaraz po śmierci. A samym woźnicą zostaje ten, kto wydaje ostatnie tchnienie o północy w wigilie nowego roku. Pech(a może raczej przeznaczenie?) chce, by właśnie o tej porze umarł główny bohater. Wtedy, przyjeżdża po niego furman i oznajmia, że David musi go powozić przez najbliższy rok. Ale zanim to nastąpi, zabiera go w podróż przez całe życie Davida...
Tyle na temat fabuły. Wydaje się banalna i kiczowata, jednak sposób w jaki nakręcono film sprawił, że historia nawrócenia Davida Holma nie wydaje się sztucznie moralizatorska. A wszystko za sprawą gry głównych bohaterów. Rok 1920 to jeszcze czasy, gdy film był kręcony jak akademicki teatr. A więc gra aktorska była iście teatralna. Do filmu kompletnie się nie nadawała. Bohaterowie filmu Sjojstroma nie grają patetycznie, a naturalnie. Filmowe dramaty, świństwa jakich dopuszcza się David, są proste, nie na siłę dramatyzowane. Nawet postać kobiety, która za wszelką cenę stara się pomóc Davidowi, bezinteresownie, może liczyć tylko na śmiech w twarz z jego strony, jest w swej anielskości szczera.
To arcydzieło kina, jest także wielkie pod względem technicznym. Występuje tu szereg efektów specjalnych (duch woźnicy i powozu, powóz jeżdżący po oceanie, przechodzące przez ściany postacie) które wcześniej służyły by zaskoczyć widza ich zastosowaniem. Tutaj są pełnoprawnym i umotywowanym środkiem artystycznym, a nie cyrkową sztuczką. Sam montaż, chociaż nie dorównuje filmom Eisensteina, niewiarygodnie umiejętnie operuje planem ogólnym, bliskim, oraz zbliżeniami. Wcześniej zbliżenia były najczęściej psute, gdyż wymagały bardzo dobrej i naturalnej gry aktorskiej.
Szwedzkie kino cechowało się naturalnością plenerów- skandynawscy reżyserzy uważali, że sztuczne plany to jeden z największych grzechów kina. I w tym filmie to widać- grozę budzą nie sztuczne ściany, karykaturalne krzewy i drzewa, lecz to, że tytułowy furman pojawia się w całkiem naturalnej okolicy, w przeciętnej ulicy, w przeciętnym domu, w przeciętnej mieścinie...
Wiem, że nie wywołam tym wpisem dyskusji gdyż jestem świadom, że ten film widział mało kto, lecz gorąco zachęcam do obejrzenia tego dzieła. Do dzisiaj wywołuje wielkie emocje. Victor Sjojstrom wielkim reżyserem jest, co zaznaczył nawet sam Bergman, dając mu na starość główną rolę w "Tam, gdzie rosną poziomki". Jego filmy oraz całe kino szwedzkie miało ogromny wpływ na kinematografię światową, więc nie zapominajmy o niej.

Odpowiedz
#2
Uśmiech 
Z Sjojstroma obejrzałem jeden tytuł - "Wicher" ( 1928 ) - dobry film niemy z sugestywnym zastosowaniem tytułowego wichru. Tworzy gęstą atmosferę osaczenia i rola odciętej od świata Lilian Gish z obłędem w oczach. O "Furmanie śmierci" to wiem tyle, że miał wpływ na "Siódmą pieczęć".

(25-05-2011, 07:35)Hildek napisał(a): "Furman Śmierci"(1920) Victora Sjojstroma to film który jest dla historyków kina bezspornym arcydziełem. A takich produkcji jest niewiele("Gorączka złota", "Pancernik Potiomkin".

Eee tam. Tych tak cenionych to jest wcale niemało. ;)
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#3
Filmy Sjostroma generalnie miały spory wpływ na Bergmana - w "Tam, gdzie rosną poziomki" jest ładny cytat z "Furmana śmierci" (scena snu).

Odpowiedz
#4
Swoją drogą, ktoś na filmwebie zauważył, że scena gdy pijany David rozwala siekierą drzwi, mocno przypomina podobny motyw w "Lśnieniu". Ciekawe spostrzeżenie.

Odpowiedz
#5
Wózek śmierci to jeden z tych filmów niemych, który w ogóle się nie zestarzał i do tej pory może powalać widza. O ile tylko widz ten nie jest "rozpuszczony" efekciarstwem bieżących pseudo-filmów, wtedy film po prostu musi go porwać. Mroczny i przytłaczający. Moralizuje, ale bez pretensjonalności i ma niepowtarzalny klimat. Jeden z moich ulubionych filmów.

Dobra rzecz by zacząć swoją przygodę z niemym kinem - wiele osób zaczyna od jakichś przestarzałych ówczesnych hitów i śmieje się z tego okresu w kinie, ale to już ich sprawa. Warty zgłębiania "temat", może dać więcej niż wszystko z dźwiękiem.

Odpowiedz
#6
No, fajne stare kino. Inspiracja na Poziomki czy na Lśnienie wydaje się oczywista. Może i na Caprę? Idealne wymieszanie realizmu i fantastyki. Można się poczuć jak podczas czytania "Dziadów". Znaczy bardzo dobry.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz
#7
Z halloweenowym maratonem opuszczam na moment krótką piłkę i szóstym tytułem został Furman śmierci. To chyba jedyny znaczący niemy horror, którego do tej pory jeszcze nie nadrobiłem. A przy okazji kolejny szwedzki film grozy, który bardziej jest dramatem niż straszakiem. Mimo wiekowości (kurde, ten uczuć gdy większość niemych klasyków ma już ponad 100 lat) jest dosyć aktualny z problemem alkoholowym. David to niezła szuja, jednak wierzy się w jego narastające poczucie winy i chęć poprawy. Można nawet zakładać, że cała przygoda z kostuchą 
 Efekty przezroczystości duchów raczej nie zrobią dziś wrażenia, bo teraz to łatwo zrobić, lecz jak czytałem był to jeden z pierwszych filmów używający nakładane zdjęcia, więc mogę domyślać się oszołomienia widowni. Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało, że Kubrick czerpał scenę rozwalania drzwi siekierą z Furmana śmierci, bo podobne ustawienie. Nawet w duchu mówiłem "Here's Johnny!".


9/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości