Powtórzyłem Crysis i Warhead, wreszcie w odpowiednich detalach. Grafika to dalej ścisła czołówka, ale ustępuje np. takiemu Far Cry'owi 3 lub BF3 ilością detali i szczegółów, a tekstury miejscami są rodem z... no cóż, 2007 roku. Optymalizacja dalej jest beznadziejna, dowolna nowa gra działa płynniej.
Ale pomijając wygląd jest to świetna, wciągająca gra oferująca to, co lubię najbardziej, czyli swobodę. Jasne, misje są liniowe, ale ogromne mapy i duże możliwości skafandra pozwalają na pokonywanie kolejnych celów wedle uznania, czyli po cichu, hit and run, albo rozpieprzając wszystko dookoła jednocześnie bawiąc się w Predatora. Minusy - kończy się właściwie dopiero wtedy, kiedy na dobre się rozpoczyna, ale z drugiej strony strzelanie do obcych jest po prostu monotonne, a czasem wręcz irytujące, więc może to i lepiej?
Dużo lepiej wypada naparzanie się z koreańskim wojskiem, czego w Warheadzie jest pod dostatkiem. W podstawce już śmigłowiec i czołg naraz stanowiły pewne wyzwanie, w dodatku zaś do tego wszystkiego dochodzą jeszcze transportery opancerzone i istna armia piechoty. I właśnie w kwestii walki Warhead wypada dużo lepiej, słabuje natomiast cut-scenkami, poziom gier z 2002 roku.
Jestem ciekaw jak wypadają sequele, ale to w swoim czasie.
Jestem w trakcie przechodzenia nowego Bioshocka, za mną już jakieś 10-12h opowieści. I cóż, wszyscy tak zachwalają, a mi się to średnio podoba. Przede wszystkim wkurwia mnie ta cukierkowatość tego świata, pod wodą było jednak o wiele mroczniej. Tak chwalona Elizabeth zaczyna mnie już denerwować chęcią ciągłego dorzucania ammo/soli/monet itd. Po prostu schowaj dupsko za kolumną i obserwuj mistrza w akcji dziecko, jednocześnie przy tym milcząc - tak by było lepiej. W ogóle wygląda jak jakiś śmieszny karzeł, dla mnie wygląd jest mało trafiony, a tak chwalona inteligencja nie robi wielkiego wrażenia. Raczej nowinka niż nowość. Przeciwnicy zawsze w Bioshocku byli przerysowani i karykaturalni, ale tu już nieraz przesadzili, zwłaszcza ten patriota ze skrzydłami stanowi niezłą polewkę. Tutaj patriota i nasza towarzyszka:
Owszem, grę skończę, to wciąż solidne story, ale nie ma takiego powiewu świeżości jak się spodziewałem, a podniebny świat nie ma dla mnie klimatu i jego problemy są jednak zbyt płaskie. Wróć pod wodę Bioshocku 4, tam twoje miejsce.
Listen to them. Children of the night. What music they make.
15-04-2013, 17:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-04-2013, 17:29 przez Fanatik.)
InFamous, Crysis, God of War... PICZKI! To jest gra:
Soviet Strike - zaskakująco dobrze postarzała się ta antyczna gierka. Wygląda naprawdę fajnie i... realistycznie. Latamy helikopterkiem po mapie i wykonujemy zadania w takiej kolejności, jaka nam odpowiada. Misje zmieniają się dynamicznie, coś nowego pojawia się po zrobieniu czegoś innego, jest fun i nad wyraz uprzejme sterowanie, a do tego jest klimat politycznych thrillerów rodem z lat 90. (+ sporo humoru). BTW: filmiki są naprawdę fajne, chyba więcej kasy w nie władowali niż w grę.:) Jedyna wada: kończące się paliwo zmuszające do pośpiechu i szukania zbiorników z wysokooktanową.
(15-04-2013, 17:29)Fanatik napisał(a): Jestem w trakcie przechodzenia nowego Bioshocka, za mną już jakieś 10-12h opowieści. I cóż, wszyscy tak zachwalają, a mi się to średnio podoba. Przede wszystkim wkurwia mnie ta cukierkowatość tego świata, pod wodą było jednak o wiele mroczniej. Tak chwalona Elizabeth zaczyna mnie już denerwować chęcią ciągłego dorzucania ammo/soli/monet itd. Po prostu schowaj dupsko za kolumną i obserwuj mistrza w akcji dziecko, jednocześnie przy tym milcząc - tak by było lepiej. W ogóle wygląda jak jakiś śmieszny karzeł, dla mnie wygląd jest mało trafiony, a tak chwalona inteligencja nie robi wielkiego wrażenia. Raczej nowinka niż nowość. Przeciwnicy zawsze w Bioshocku byli przerysowani i karykaturalni, ale tu już nieraz przesadzili, zwłaszcza ten patriota ze skrzydłami stanowi niezłą polewkę. Tutaj patriota i nasza towarzyszka:
Owszem, grę skończę, to wciąż solidne story, ale nie ma takiego powiewu świeżości jak się spodziewałem, a podniebny świat nie ma dla mnie klimatu i jego problemy są jednak zbyt płaskie. Wróć pod wodę Bioshocku 4, tam twoje miejsce.
(15-04-2013, 17:32)military napisał(a): InFamous, Crysis, God of War... PICZKI! To jest gra:
Soviet Strike (...)
8/10
Na Amigę 500 był wcześniej Desert Strike i Jungle Strike. Były lekko upierdliwe, bo większość gejmpleja polegała na wynalezieniu kilku pikseli, na które trzeba było wlecieć by jakaś armatka nie widziała Ciebie, a Ty mogłeś ją potraktować pociskiem. System "na żywioł" kompletnie się nie sprawdzał, bo sterowanie było toporne. Później było lepiej, ale grałem z radochą w każdą część łącznie z ostatnim Nuclearem :)
Tu była lepsza bania:
Cały cyrk polegał na obracaniu widoku, a nie pojazdu którym kierujemy :)
I was always criticized for style and content, but I enjoy trying to tell stories a different way - Tony Scott
(15-04-2013, 14:08)Arahan napisał(a): zagadki logiczne potrafią wbić ćwieka na kilka godzin (!), serio! o jest
Bo cienias jesteś, zagadki w god of war'ach są banalne. Może we Wstąpieniu są ze dwie wymagające.
(15-04-2013, 15:06)Indroman napisał(a): A zanim zwiesi Ci się na dobre (czego nie życzę) namawiam na szarpnięcie się z tymi trzema dychami na Podróż. To były najpiękniejsze chwile jakie odbyłem przy swoim PS3, a takiego relaksu i duchowego oczyszczenia nie dały mi żadne wakacje.
Jakiś czas temu patrzyłem i cena jaka u mnie widniała to 50 zl :/
Może w 3 są banale, w sumie w trójce to ich wcale nie ma, ale w jedynce i dwójce jak na slashera są wymagające. Nie raz, nie dwa błądziłem i szukałem dźwigni, itp. Nie są jakoś super wymagające pod względem logicznym, ale momentami można się zgubić, albo na ślepo szukać.
A cieniasa nie będę komentował ;) zbyt dobry humor mam żeby kur** sypać.
Dwie gry w które namiętnie grałam i przeszłam niezliczoną ilość razy:
Fallout 2: Pochłonęła mnie klimatem całkowicie. Przeszłam ją niezliczoną ilość razy. Baldur's gate: Kolejny fantastyczny rpg z przeogromnym światem, którego odkrywanie przynosiło mi wiele satysfakcji. Mam ją do tej pory na półce z możliwymi wszystkim rozszerzeniami świata. Zawsze kiedy przychodzi jesień lub zima mam ochotę powrócić do tego świata i przeżyć te wszystkie przygody jeszcze raz ale... chyba już jestem za stara na takie rzeczy i z tego wyrosłam. ;)
Cytat:Fallout 2: Pochłonęła mnie klimatem całkowicie. Przeszłam ją niezliczoną ilość razy.
Chodź, ugotuję Ci coś i kupię jakąś bluzkę i bilet na koncert ulubionego zespołu!
Ja nie gram. Nie mam czasu. Nie potrafię się skupić na żadnej grze. Ale ostatnio przeszedłem jedną: The Walking Dead (wciągnęło i spokojnie 8/10). Klimat, akcja, suspens. Kocham gry tego studia, bo Back to The Future też robi mi dobrze. I chyba tak pozostanie, choć kusi mnie Bioshock nowy, ale najprawdopodobniej zagram w grę, jak pojawi się kolejny Fallout, ewentualnie Wasteland.
Dyskretny urok burżuazji, Ran, Terminator 2, Big Lebowski, Fanatyk, Cries and whispers, Annie Hall, Eraserhead, Mroczny przedmiot pożądania, Noc na Ziemi, Lot nad kukułczym gniazdem, Capote, Boogie Nights, Zed i dwa zera, Żywot Briana.
17-04-2013, 19:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-04-2013, 19:52 przez EL-Kal.)
Pooglądałem gameplaye z Far Cry Blood Dragon i mam wrażenie, że twórcy nie mieli większego pojęcia, co robią. Niby to ma być hołd dla filmów akcji z lat 80., ale nawiązania są wrzucane bezsensownie i niespójnie. Niby loading screen to ekran dostrajania taśmy VHS, ale już filmiki to animacje rodem z NES-a - wtf? Do tego Long Tall Sally w sekwencji ostrzału z futurystycznego helikoptera - to nie pasuje i tyle, nie ten klimat. Bezsensowny miks nawiązań. No i gra jest ironiczna do posrania, kiedy cały urok filmów z lat 80. polegał na tym, że były szczerze. Mam wrażenie, że autorzy słyszeli o tamtej epoce, nawet widzieli parę filmów, ale tworzyli FCBD w taki sposób:
No ale tylko oglądałem gejmpleje, a nie grałem, więc może się mylę.
A mnie jakoś tak, trochę przypadkiem, wessało w karcianki. Mam zamiar zaopatrzyć się w komputerową wersję Magic: The Gathering - Duels of the Planeswalkers, ale ciągle zastanawiam się, czy nie poczekać na edycję 2014. Tymczasem jednak zagrywam się w darmową i na dodatek przeglądarkową Shadow Era i jest super. Wcześniej nie miałem żadnego doświadczenia z tego typu grami, ani w wersji fizycznej ani cyfrowej, dlatego tak zaskoczyło mnie, że tak szybko złapałem bakcyla.
Wciąga, jak diabli. Myślę, że jeśli ktoś, tak jak ja, nie grał wcześniej w żadne karcianki, ale lubi, na przykład serię Heroes of Might & Magic, to może poczuć się tu jak w domu. Do rzeczy jednak: na start dostajemy jednego darmowy zestaw (deck), a więc kartę herosa plus dodatkowo kilkadziesiąt kart wszelkiego rodzaju, tak zwanych, sojuszników (pierwsza linia ataku / obrony), kart wsparcia (wszelkiego rodzaju bronie, dodatkowe umiejętności, itd.), oraz czarów. Zestaw jest dość zróżnicowany, więc na ogarnięcie talii trzeba poświęcić trochę czasu - dopiero po pewnym okresie grania jest się w stanie opracować najlepsze strategie. Na wstępie możemy potykać się z komputerowymi przeciwnikami, którzy na pierwszych poziomach nie grzeszą inteligencją (akcje typu: atak na bohatera za wszelką cenę, to ich jedyna strategia). Z czasem wrogowie jednak zyskują na rozumie, więc robi się nieco trudniej.
Kwintesencją jednak są potyczki z żywymi przeciwnikami. Walczyć z innymi graczami możemy zacząć, kiedy uzbieramy 40 kart w talii (minimum 39 + 1 bohater). Pojedyncze karty kupujemy za złoto zdobywane na pokonanych przeciwnikach, dodatkowo na każdy poziom otrzymujemy 25 "mrocznych kryształów", za 100 takich kryształów możemy kupić zestaw kart (booster) zawierający dodatkowe, losowe karty - jest w nim 1 karta herosa (na której możemy budować drugiego decka, 10 kart pospolitych, 3 wyjątkowe plus jedna rzadka, tudzież "epicka". Myk w tym, że w takim boosterze tylko część kart może nam przypasić (do aktualnego decka), ponieważ niektóre z kart przypisane są do konkretnego bohatera, lub strony konfliktu (ach, zapomniałem dodać - są dwie strony, ekhm, jasna i ciemna ;-). Można owe "mroczne kryształy" spienieżyć również celem zakupu innej pełnej, zbalansowanej talii. Karty można również sprzedawać (oczywiście, po niższych od "rynkowej" cenach) i wymieniać się nimi z innymi graczami. Czyli, jakaś namiastka fizycznej gry karcianej jest.
Zasady rozgrywki są proste. W swojej turze mamy do dyspozycji 2 - 3 czynności. Pierwsza, poświęcenie jednej z sześciu trzymanych w pierwszym rozdaniu kart celem uzyskania jednego punktu zasobu. Każda karta, jakiej będziemy używać w grze ma określoną liczbę zasobów, jakie potrzebuje, by mogła zostać wykorzystana. Więc w początkowych turach (o ile nie dysponujemy słabszymi kartami w pierwszym rozdaniu) zbieramy owe punkty. Druga czynność, to wykładanie kart na stół. Karta wyłożona w danej turze, może podejmować ruch (atak / czar) dopiero w turze następnej. Trzecia czynność to, oczywiście atak / obrona dostępnymi środkami. I to w sumie wszystko. Więcej wyjaśniać nie będę, bo gdybym chciał, to pewnie, znając mnie, zagmatwałbym te nieskomplikowane zasady. :) Kombinacji jest sporo, duży element losowy, oczywiście, ale przemyślana strategia i odpowiedni dobór kart do decka nie jest bez znaczenia.
Fani karcianek pewnie parskną śmiechem na powyższy wywód, ale powiem, że mnie, laika, wciągnęło to jak diabli. Mechanika gry jest cholernie prosta, ale daje sporo możliwości kombinacji. Jeśli chodzi o tryb gry z żywymi przeciwnikami - sam miód. Zdarzają się goście, do których normalnie szacun - potrafią przy kilkudziesięciu punktach różnicy zrównać naszą talię z poziomem. Oczywiście, przyjemnie się wygrywa, ale przyznać trzeba, że talie podstawowe są nieźle zbalansowane, więc nie ma tak, że ktoś przypierdzieli samymi mocarzami. Nie ma też problemu ze znalezieniem graczy - gra bardzo fajnie kojarzy pojedynki na bazie rang.
Polecam i zapraszam do gry (jeśli ktoś zdecyduje się na partyjkę, PM, koledzy i koleżanki). A, byłbym zapomniał, grać można też na urządzeniach za Androidem i iPhonach. Mamy jedno konto, niezależnie od tego, na czym gramy, nasza "postać" i postęp zostają zapamiętane.
Fajnie to brzmi. Kiedyś miałem ochotę na coś podobnego, ale nie miałem ochoty bulić za Magica (który za rok byłby nieaktualny) a to postaram sie obadać.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.
Da się grać w Magica za pomocą programu OCTGN. Można też za 10$ wykupić konto do Magic the Gathering Online, gdzie na wstępnie dostaniemy paręset kart i możliwość dokupienia kolejnych (ceny odrobinę niższe niż w przypadku wersji fizycznych). Druga opcja kosztuje fortunę, więc nie sprawdzałem, ale może kiedyś ;)
Natomiast Duels of the Planeswalkers nie polecam, bo Wizards of the Coast czerpią kasiorę z wersji Online, a co roku wydają jakieś upośledzone półprodukty, w których jest parę decków do wyboru i na dodatek nie da się z nimi zbyt wiele robić. Fajne może dla początkujących, ale jak się gra trochę w Magica, to tak raczej na dwa dni.
19-04-2013, 19:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-04-2013, 19:38 przez Albertino.)
Granie w AC:B przypominało oglądanie filmu od połowy, więc zdobyłem Assassin's Creed II i gram jak należy.
Krótko: jest znakomicie. Świetny, umotywowany główny bohater, fajne postaci drugoplanowe, mega-klimatyczne miasta, emocjonująca historia, nawet Desmond i jego ekipa nabrali trochę osobowości. Gra z rodzaju tych, co włącza się na pół godziny a wyłącza po pięciu, bo "jeszcze tylko jedno zadanie, jeszcze jeden punkt widokowy". No i owszem, ACII wygląda o wiele lepiej niż AC:B - tak pod względem liczby detali, jak i oświetlenia czy ogólnego klimatu. Choć nadal jest zauważalnie gorzej niż w pierwszym AC, ale mniejsza z tym.
Wady? Czasem zbyt dużo popierdółkowatych misji w głównym wątku. Czasem niezbyt dokładne sterowanie w trybie free-runningu. Czasem dziwnie zachowujący się przeciwnicy, ale ich wybryki są bardziej zabawne niż wkurzające.
Kiedy Eziowi powiesili rodzinę (to nie spojler, to początek gry), łącznie z małym niedorozwiniętym bratem, wiedziałem że shit just got real - trzeba było zakasać rękawy i spuścić komuś solidny...:) Kiedy pierwszą asasynację Ezio przeprowadził nie na chłodno i spokojnie, tylko napieprzając ostrzem z dziką wrogością w klatę tłustej świni, wiedziałem że ACII to jest to. Na razie bez oceny - bo jeszcze sporo przede mną.
inFAMOUS 2 - gdzieś po drodze gameplay i powtarzalność misji zaczęły mnie nieco nużyć, ale pod koniec fabuła na tyle ruszyła z kopyta, zrobiła się na tyle emocjonującą i w niewielkim, ale zawsze, stopniu zaskakująca, że gra na nowo zaskarbiła sobie moją sympatię.
+ Mikroskopijne napisy niejako zmusiły mnie do włączenia dubbingu PL, który okazał się... bardzo dobry!
+ Dobra fabuła, zahaczająca o terytorium anty-superhero.
+ Świetna grafika i rewelacyjny, zróżnicowany (!) klimat - zniszczona przez powódź część Nowego Orleanu, wróć, New Marais wnosi powiew świeżości i robi niesamowite wrażenie
+ Design potworów, postaci i świata w ogóle
+ KAPITALNE, dające mnóstwo frajdy moce głównego bohatera
- Drobne bugi i scenariuszowe kwiatki, niemające jednak specjalnego wpływu na ostateczną ocenę
Nie grałem w pierwszą część, ale twórcy zadbali o to, bym wiedział o co chodzi i nic szczególnie ważnego mi nie umknęło. Świetna, wciągająca gra.
Generalnie się zgadzam, ale uważam, że fabuła to najsłabszy element inFamousa. Na tyle, że po pierwszych dwóch godzinach miałem ochotę odpuścić sobie dalszą grę, następnego dnia jednak dałem szansę i... już nie mogłem się oderwać. Nie ze względu na scenariusz jednak (który jest ok, ale bez szału) ale na mechanikę gry. Bieganie bohaterem po mieście sprawiało mi dużo frajdy, na tyle dużo, że przy pierwszym przechodzeniu zaliczyłem wszystkie znajdźki, co zwykle olewam. A skoro już miałem w związku z tym większość gry rozpracowanej, postanowiłem w końcu przysiąść i zaliczyć w końcu pierwszą platynę na PS3. Przy drugim podejściu, już na najwyższym poziomie trudności, poszedłem droga full evil. Początkowo sprawiało pozory, że gra będzie zupełnie inna, postacie drugoplanowe inaczej na mnie reagowały, po pewnym czasie NPC na ulicach rzucali się na mnie z pięściami, ale szybko okazało się, że niewiele to zmienia w grze jako takiej. No ale zaliczyłem 100% i nie żałuję, bo i za drugim razem biegało się chłopkiem po mieście z dużą przyjemnością :)
a nikt z was nie wspomniał o naprawdę fajnej rzeczy w niesławnym, a mianowicie o dosyć dużej możliwości rozwalenia otoczenia dookoła nas. Nie jest to Battlefield czy Red Faction, ale jest naprawdę fajnie. Sypiące się balkony, murki, jakieś posągi, ogrodzenia czy wieżyczki na których stoją przeciwnicy to naprawdę fajny bajer. Mam nadzieję, że w Second Son twórcy pójdą jeszcze trochę dalej w temacie destrukcji.
A moja ocena gry to 8+/10.
20-04-2013, 13:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-04-2013, 13:04 przez Turus.)