Gry
Stwierdzam, że blogowanie o grach jest fajniejsze i mniej wkurzające niż pisanie o nich na zlecenie.

Japończyków skłonność do przesady

Cytat:Remake Resident Evil bardzo stara się wyglądać strasznie. Jest gotycko i mrocznie jak cholera. Scenografia jest wręcz bizantyjsko rozbuchana, a ilość szczegółów zapiera dech w cycach. Można się poczuć jak na planie wysokobudżetowego horroru. Tylko że to jest wada stylu tej gry, ujawniająca japońską skłonność do niezdrowego przesadyzmu.

Oryginał jest uroczo prosty. Posiadłość wygląda w nim jak... zupełnie zwykły dom. Jest prosto, bez fajerwerków - i dlatego tak strasznie. Otoczenie jest wiarygodne i nie wymaga "zawieszenia niewiary". Shinji Mikami - reżyser gry - przyznał kiedyś, że wzorował jej wygląd na hotelu Overlook z Lśnienia. Tam też wszystko było proste i życiowe. Na czym wzorował się w remaku, tego nie wiem. Na "Nawiedzonym" Jana de Bonta?


Odpowiedz
Tak btw.
Trailer nowej gry twórców Duke'a:

Hail to the king, baby!

Odpowiedz
MoH 2010 zapuściłem, bo miałem ochotę postrzelać (kupiłem tylko dla Frontline na płycie). ALE SŁABE. Ale słabe. Szokująco wręcz. Grafika średnia, a animacja tnie; wszędzie szarość, szarość, szarość; w zasadzie nie wiadomo, jaki jest cel gry; oczywiście musisz czekać, aż ktoś ci łaskawie otworzy drzwi; wyprzedź trochę AI drużynę, to dojdziesz donikąd; momentami obraz jest tak zawalony efektami graficznymi, że nie widać, kto i skąd strzela; wrogowie są jak z papieru, a strzelanie nie przynosi ani grama frajdy.

Zalety? Wolniejsze tempo gry - w sumie ciekawa odmiana.

Tylko że MoH jest NUUUDNY, piekielnie nudny. Fabuła jest tak nijaka, że dlugo nie wiedziałem, jak się nazywa moja postać i czy inni zwracają się do niej, czy mówią między sobą.

Nie jest to totalne dno, ale jednak słabizna. Wyłączyłem po 30 minutach.

[Obrazek: 600px-Moh_2010-10-14_18-01-16-94.jpg]
Ile odcieni szarości można zmieścić na jednym obrazku?

Odpowiedz
Divinity: Original Sin

Ale wspaniała gierka. Gdyby wyszła w okolicach roku 2000, to stwierdziłbym, że takich gier już się nie robi. Najnowsze Divinity sprawiło, że znowu poczułem się jak dzieciak odkrywający swój ulubiony gatunek i totalnie wsiąkający w jego świat. Człowiek po zagraniu w taki oldschoolowy (w swojej konstrukcji) tytuł łapie się na tym, jak bardzo mu brakuje tych starych mechanik i jak bardzo Skyrimowo-Bioware'owe są teraz eRPeGi. Ostatnim rolplejem od niepamiętnych czasów, któremu udało się obudzić we mnie dziecko, było Might & Magic X.

Przede wszystkim gra jest OGROMNA. Mam na koncie prawie 20 godzin, a jeszcze zostało mi sporo dłubania w pierwszej z czterech dużych lokacji. Właśnie, eksploracja. Nie pamiętam kiedy ostatnim razem miałem tyle frajdy z chodzenia po świecie i odkrywania jego sekretów. Ostatnim razem chyba w 2002, czyli przy okazji premiery Divine Divinity. Poważnie, nudne Elder Scrollsy się chowają po całości. Tutaj jak coś odkrywam, to automatycznie jestem za to nagradzany i mogę być pewien, że jeśli nie trafię na jakiegoś ducha, który zażąda, żebym udowodnił mu jaką mam krzepę, to przynajmniej znajdę jakiś fajny skarb. A trzeba się nakombinować, żeby dojść do niektórych lokacji.

Walka to chwalebny powrót tur i punktów akcji. I piękne jest to, jak konkretnie została potraktowana. Na początku, poza tutorialem, jest jej stosunkowo mało (o ile ma się podejście odkrywcy). Ale gdy już jest, to nie ma mowy o tzw. zapychaczach. Nie ma tutaj grupek po trzech słabych przeciwników, którzy podają po 5 minutach tylko dlatego, że walka jest turowa. Jest konkretnie, taktycznie (nawet miejsce, w którym dochodzi do starcia jest przemyślane) i z pomysłem. Ta ostatnia cecha opiera się głównie na żywiołach i uzyskiwaniu przy ich pomocy różnych efektów. Wróg stoi w kałuży? Podpal, a zrani go para wodna. Zadziałaj magią lodu, a się poślizgnie. Sypnij burzą i zwiększysz szansę na ogłuszenie. A np. po podpaleniu trujących gazów dojdzie do masywnej eksplozji. A kombinacji jest więcej.

A jaki powiew świeżości poczułem, jak się okazało, że pod względem questów nie ma tutaj mowy o prowadzeniu za rączkę. Dostajesz zadanie, w dzienniku masz krótki opis i kombinuj. A zadania są bardzo fajne i nie raz zrobione z humorem. Długo nie zapomnę czterech posągów, które wkręcają odwiedzającym je ludziom, że nauczyły ich latać, albo że muszą spalić cały swój dobytek, żeby później być naprawdę bogatym. Jedna z nich, gdy poprosiłem o pokazanie mi, co mnie czeka w przyszłości, pokazała mi... napisy końcowe gry :D.

Pierdoły, które mi w tej grze przeszkadzały to takie drobnostki, że nie warto o nich wspominać (chociaż rzadka sytuacja, w której wróg zlewa się z moją postacią i muszę trafić kursorem w pojedynczy piksel oraz brak heksów podczas walki potrafią wkurwić). Mógłbym pisać o tej grze jeszcze długo, np. jaki może być z niej Buddy Movie wśród eRPeGów z racji tworzenia na początku dwóch postaci i ciągłych między nimi interakcji, ale mi się nie chce. Jak dla mnie 9+/10.

[Obrazek: Divinity.jpg]
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
Cytat:Wyłączyłem po 30 minutach.

Wiele nie straciłeś, bo podobno kampania trwa zaledwie 3-4 godziny. ;)
Hail to the king, baby!

Odpowiedz
O kurde, odszczekuję co mówiłem o MoH 2010. Początek jest bardzo słaby, ale później zauważyłem, że coraz bardziej się wciągam. Jazda ATV i sabotowanie wiosek? No fajne, fajne... Zdobywanie wzgórza pod odstrzałem? Hmmm... no niezłe, niezłe. Ucieczka przed ścigającym cię pieszo tabunem wrogów? Samotne przedzieranie się przez pełne wrogów góry tylko z pistoletem w ręku? Ej, te misje są naprawdę niezłe, emocjonujące, fajnie rozplanowane, i czasem dają sporo swobody. Nawet grafika się poprawia, a niektóre widoczki robią wrażenie.

Wady? Oprócz początku - gra ma mnie za idiotę. Wyręcza mnie np. w hamowaniu quada pod koniec części jeżdżonej - bo jeszcze zrobiłbym coś nie po myśli twórców i np. wrąbał się we własnego żołnierza. Tylko co z tego? To byłby mój błąd. To dziwne, bo np. w misjach stealth wykrycie nie oznacza końca gry - można próbować na chama. Poza tym nawet pod koniec gry tam, gdzie trzeba się przeczołgać, wyświetlało mi się "przytrzymaj kółko żeby się czołgać". No kurna, trochę wiary we mnie - już to robiłem 10 razy!

Jeszcze jedna wada - nie znam wroga; tu nie ma jakiegoś wprowadzenia bad guya. Po prostu są bezimienni przeciwnicy, o których nic nie wiem. Trochę słabo. Fabuła jest generalnie OK, ale ten brak wroga prowadzi do braku emocji, które pojawaiją się dopiero wtedy, gdy pojawia się konkretny cel misji - odbij pojmają postać, którą do tej pory grałeś. Wtedy jest naprawdę fajnie.

Fakt, gra jest krótka, ale intensywna i przyjemna, przy mądrzejszych wrogach w późniejszych etapach strzela się naprawdę fajnie. Lepsza niż CoD moim zdaniem.

7/10 ostatecznie i w sumie chcę zobaczyć sequel.

Jeszcze jedna rzecz: grając i rozwalając tabuny arabusów, czułem się jak jakaś maszyna wojny. Przewaga nad wrogiem była ogromna, więc bajki o heroizmie i poświęceniu Amerykanów mi nei sprzedali. Wręcz dziwne były łzawe sceny z padającymi żołnierzami, kiedy ci żołnierze rozwalili setkę wrogów.

Odpowiedz
Zacząłem pykać w Rage (X360). Pierwsze wrażenie - ależ to śmiga. Stałe 60 FPS przy tak ładnej grafice? To dowodzi, że ze starych konsol można wycisnąć bardzo wiele. Aż nie wyobrażam sobie, jak będą wyglądać gry na PS4 za 8 lat.

Jeśli chodzi o gameplay - jest OK, choć po twórcach Dooma i Quake'a oczekiwałbym broni z większym kopem. Wrogowie są fajni, bo robią uniki i generalnie zachowują się niestandardowo. Fabuła na razie fatalna - koszmarnie pretekstowa; to już wolałbym, żeby wcale jej nie było, jeśli ma być pisana na kolanie.

Na razie jestem zaskoczony grafiką i rozczarowany rozgrywką, no i klimat niby madmaksowy, ale jednak coś mi tu nie pasi. MoH okazał się miłą niespodzianką, więc tym razem nie będę marudził na początku gry.

[Obrazek: 360_016.bmp.jpg]

Odpowiedz
Achhh Rage. Pamiętam to rozczarowanie :) W skrócie: monotonia, kanciasta grafika i rozmyte tekstury (zwłaszcza w pomieszczeniach), tragiczny ostatni akt (pseudoreklama nowego Dooma jak nic), kiepskie walki z bossami, fatalne minigierki i ogólna nuda w jeżdżeniu z punktu A do B i potem do A, żeby udać się znowu do B i potem C. Strzela sie fajnie, ale reszta to meh.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Pograłem trochę dłużej w Rage i... ta gra jest idiotycznie skonstruowana. PO CO jest tutaj to jeżdżenie z miejsca na miejsce, skoro NIC się w jego trakcie nie dzieje? W dodatku jeździmy korytarzami, więc nie można zwiedzać czy dojechać inną drogą. Na szczęście (albo i nie) odległości są tak małe, że dojazd z jednej osady do drugiej zajmuje 20 sekund. Tylko że ta ciasnota sprawia, że świat wydaje się po prostu sztuczny. Nie ma czasu ani okazji żeby się wczuć.

Do tego jeździ się tu sporo - i głupio, bo np. jadę na jedną misję do osiedla 2, stamtąd do lokacji 3, stamtąd do osiedla 2, gdzie dostaję coś do zaniesienia w osiedlu 1. A właściwa rozgrywka to tylko lokacja 3 - reszta to zapełniacz czasu i miejsca.

No i strzelanie. Samo w sobie nawet spoko, choć różnorodność przeciwników trochę mała, no i ich samych jest mało. Ale najbardziej poronioną rzeczą jest zbieranie gratów. To nie jest RPG - tu nic nie można ulepszać we własnym zakresie, nie można rozwijać się jak się chce. Nie poluję więc na ciekawy loot - on mi służy tylko jako amunicja i apteczki / materiały do ich wykonania. Więc PO CHOLERĘ muszę przeszukiwać każde ciało i ręcznie zatwierdzać podniesienie każdego przedmiotu? To tak jakby gra mnie pytała: "czy chcesz uzupełnić amunicję?". Nie, krva, nie chcę, jestem debilem.

Skoro i tak muszę zebrać WSZYSTKO, a miejsce w ekwipunku jest nieograniczone, to czemu nie mogę tego zbierać automatycznie po podejściu do ciała/przedmiotu, tylko muszę przycelować w każdy grat i nacisnąć A? Przecież nie muszę wybierać tego, co chcę zebrać, a co zostawić; nie muszę podejmować taktycznych decyzji - łykam wszystko jak leci, a inne podejście byłoby głupotą! To przeszukiwanie zatrzymuje akcję i szybko robi się monotonne, a widać, że strzelanie w Rage jest nastawione na szybkość, dynamikę, pierdolnięcie. Te dwie rzeczy kłócą się jak diabli. Niby podobnie jest w Bioshocku, ale BS jest wolniejszy, bardziej taktyczny, kiedy Rage chce być szybki i mięsisty.

Nie widziałem takich problemów koncepcyjnych w grze od czasu Bulletstorma. Tam polegały one na tym, że zachęcano gracza do eksperymentowania z zabijaniem i czesania combosów, a jednocześnie ograniczano amunicję, rzucano trzech wrogów na krzyż na wielką arenę, a do tego dodano partnera AI który kradł fragi i przeszkadzał.

Bardzo chcę lubić Rage, bo to moje klimaty, a wizualnie jego świat jest wyjątkowo fajny - więc dam mu jeszcze trochę czasu. Oby go kurde wykorzystał.

Odpowiedz
Cytat:Mogłoby się wydawać, że cała ta przygoda stała się w pewnym momencie frustrująca, było jednak dokładnie odwrotnie: bawiłem się wyśmienicie. W Alien: Isolation panuje niesamowity nastrój. Nie ma żadnego efekciarstwa; wstawek QTE, walących się budynków, ratujących się z opresji bohaterów i całej masy innych rzeczy, do których przyzwyczaiły nas ostatnimi czasy gry AAA. Nie ma też tanich sztuczek z kiczowatych horrorów. Jest za to klimat, no i groza przez duże G, rodem z filmów z lat osiemdziesiątych. Poczucie nieustannego zagrożenia, napięcie i strach to coś, czego bardzo dawno nie doświadczyłem przed ekranem monitora. Tym razem wykiwanie jednego ksenomorfa zapewnia niesamowitą frajdę, nieporównywalnie większą, niż wcześniej dawało rozmazywanie na ścianach setek tych stworzeń. Ten obcy jest wyjątkowy. W końcu czuć, że to maszyna do zabijania, której mało co może zaszkodzić – dokładnie tak jak w filmie w reżyserii Ridleya Scotta.

cytat z Pclaba

Jeżeli ostateczna wersja gry też tak będzie wyglądać, to zdecydowanie jest na co czekać. Już przebieram nogami.

Odpowiedz
Na razie zakończyłem przygodę z Rage. Ta gra nie jest zła, ale szkoda mi na nią czasu, kiedy mam w zanadrzu lepsze, a w dodatku ciężko wygospodarować tę godzinę wieczorem na granie.

Są tu momenty naprawdę świetne, pomysł jest świetny, ale tyle rzeczy jest tu bezsensownych... Po co to ciągłe jeżdżenie w te i we wte, skoro przeciwnicy zawsze spawnują się w tych samych miejscach i są banalnie prości do pokonania? Po co w misji fabularnej niszczę jakieś miejsce, żeby zaraz tam wrócić w misji pobocznej, gdzie to samo miejsce jest nietknięte?

Głupich rozwiązań jest tu masa, misje to "przynieś, podaj, pozamiataj", a do tego tu nie ma wyzwania. Ani razu nie zająłem w wyścigach miejsca niższego niż pierwsze - a jestem wyścigowym lamerem, poza Wipeoutem nie gram w żadne takie gry. Zginąłem chyba dosłownie raz - kiedy trzej przeciwnicy zablokowali mnie w kącie. W efekcie szybko robi się nudno, zwłaszcza że nowe lokacje pojawiają się w dużych odstępach czasu. Do tego ten świat jest taki mały, a wszystko jest takie liniowe... Przejechanie na drugi koniec mapy na pełnej kurwie zajmuje może 45 sekund.

To mogła być wielka gra - wirtualny Mad Max, z jeżdżeniem samochodami po pustkowiach i walką z różnymi klanami. Widać, że w to celowali, ale id nie wie, jak robić takie gry. Oni są od korytarzowych shooterów - i takie fragmenty wypadają naprawdę świetnie. Cała reszta to zbędny zapełniacz miejsca. Żal zwłaszcza walk samochodowych, bo wozy dobrze się prowadzą, tylko że to wszystko jest takie łatwe i ma miejsce w wąskich korytarzach...

Krótko mówiąc - można pograć, ale nie jest to nic szczególnego. Chcę porządny sequel. A najlepiej dajcie już tę grę o Mad Maksie.

5/10

Odpowiedz
Far Cry: Instincts / Predator był paskudny, ale fajny - do momentu pojawienia się dinozaurów, uzyskania supermocy i takich bzdetów; nudne to się wtedy zrobiło i głupie.

Far Cry 2 miał świetny setting, klimat i grafikę, ale był porażająco nudny.

Far Cry Blood Dragon był zarąbisty maksymalnie pod każdym względem.

Zacząłem Far Cry 3 (PS3). Początek jest mocarny, emocjonujący, ŚWIETNY. Bad guy Vaas wymiata na wszystkich płaszczyznach. Później, kiedy już jest się "wolnym", gra trochę zwalnia, ale na razie mnie nie znudziła, jak to czynią sandboksy. Dużo rzeczy do zrobienia, a co ważniejsze - chcę je robić, bo wydaje się, że mają sens. Chcę więcej kieszeni na amunicję i broń itp. Oczywiście jak zawsze w sandboksach pieniądze są bez sensu (już nie mam nic do kupienia ani nie mam gdzie trzymać kasy), dlatego dobrze, że wartościowe rzeczy trzeba zrobić samemu.

Wady? Na razie jedna. Framerate w cutscenkach jest fatalny (15-20 klatek max), a i podczas gry nie jest tak płynnie, jak być powinno. Przesiadka z uberpłynnego Rage jest dość niewygodna. Dziwią te zaciachy, bo gra jest brzydsza niż Crysis 1 czy 2, a te na tej samej generacji działały doskonale (zwłaszcza jedynka).

Ogółem: koncepcyjnie jest świetnie, technicznie nie za bardzo. Odwrotnie niż w Rage.:) Wolę tak niż w ten drugi sposób. Ale chyba ostatecznie okaże się, że Blood Dragon jest najlepszą grą z serii.

Odpowiedz
No pieniądze raczej są zbędne, zwłaszcza, że się broń dostaje odkrywając wieże radiowe. Ale gra jest miodna w cholere. Obok Dishonored najbardziej grywalne połaczenie skradanki i akcji w ostatnich latach.

Odpowiedz
BTW: czy w tej grze są zmiany pogody? Bo na razie pięknie i słonecznie, a ja bym chętnie pozarzynał piratów we mgle czy w deszczu.:)

Odpowiedz
Przez 20 godzin gry deszcz spotkał mnie z 2 razy. :P A co do kasy - na PC master race jest np. Ziggy's Mod, gdzie bronie są odblokowane, ale kosztują tyle, że zbieranie kasy nabiera sensu. http://www.nexusmods.com/farcry3/mods/63/?
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
lol, takie kliszowate, że az mnie bolało ogladanie


Odpowiedz
:D


Odpowiedz
Lifeless Planet - wymieszajcie dowolnego platformera z takimi filmami jak Red Planet, Cast Away, Planet of Apes, Interstellar (naciągane, ale jednak:)) i doprawcie klimatem walki o kosmos z okresu zimnej wojny. Gra zwróciła moją uwagę już na Kickstarterze, gdzie twórca potrzebował 8 tysiaków, a zebrał ponad 17. Co rozczarowuje - trochę zbyt powolne tempo, bo to nie jest gra akcji ze strzelaniem, tylko takie science-fiction story ze skakaniem po skałach. Jestem już w drugim rozdziale i bawię się ok, aczkolwiek wydaje się, że to co do tej pory zaprezentowała mi rozgrywka to max potencjału. Nie mniej fajne to i pozytywnie "skromne".

[Obrazek: lp3.jpg]

[Obrazek: 174963bb60264b256916ed6e906db687_large.jpg?1398889043]

[Obrazek: LifelessPlanet-2014-06-19-13-03-03-34.jpg]
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
No i złożyłem pierwszego w życiu growego preordera. Alien: Isolation na PS3. Gra zapowiada się kozacko, przed premierą dali na prezentacjach do ogrania grywalne demo (nie jak w przypadku ACM, gdzie zmontowali ściemniony gameplay do oglądania), do tego w preorderze dorzucają DLC z poziomem z Nostromo z oryginalną ekipą podkładającą głosy + artbook. I darmowa dostawa kurierem. Za 150 zł. Nie mogłem nie wziąć.:)

Odpowiedz
No proszę, w Ripley Edition jest jeszcze drugie DLC. W jednym odgrywa się ucieczkę przed Obcym jako ostatnia żyjąca z załogi Nostromo Ripley, a w drugim można wcielić się w różnych członków załogi we fragmencie po śmierci Kane'a i próbie znalezienia chestburstera / Obcego.

Fap, fap, fap. Nie mogę się doczekać.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości