Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
death proof składa się z dwóch rozwleczonych sekwencji paplanych o dupie Maryni i jednej sekwencji jazdy samochodami. trudno, żeby zamotać w tym chronologie:)
17-09-2009, 01:13
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
Ja to widzę tak:
DP
Quentin wymyśla sobie, że zrobi film grindhouse'owy. Potem dopiero zastanawia się nad przebiegiem akcji.
IB
Quentin wymyśla sobie, że nakręci film o zemście młodej Żydówki na III Rzeszy. Potem dopiero zastanawia się nad konwencją.
David Bowie doprowadzał mnie dzisiaj przez cały dzień do ekstazy, podobnie Ennio (Revolver).
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
17-09-2009, 02:33
soldamn napisał(a):gdzie tam był 1946??
Może się pomyliłem, ale... pierwszy rozdział zaczyna się w 1942 roku, wtedy też ucieka Soshanah.
Poznajemy ją potem w kinie, gdy dorosła, a napis na początku tego rozdziału mówi: 4 lata później. Jak zrozumiałem, to było 4 lata poźniej, czyli po jej ucieczce z domku farmera.
17-09-2009, 08:19
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
Mi się wydaje, że jest 1941 rok w rozdziale pierwszym i 1944 w pozostałych
Jestem przekonana, że wyskakuje napis informujący o roku - "x lat później" pojawia się przy Shosannie, kiedy ta zwiesza litery z szyldu kina.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
17-09-2009, 09:42
Artemis napisał(a):Jestem przekonana, że wyskakuje napis informujący o roku - "x lat później" pojawia się przy Shosannie, kiedy ta zwiesza litery z szyldu kina.
Nie, wtedy było tylko "4 lata później", o ile dobrze pamiętam.
17-09-2009, 09:56
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
Mi wydaje się, że widziałam "1944" - więc musiało być i "3 lata później" ("4 lata później" raczej nie, bo rozdziały 2, 3 i 4 raczej nie dzieją się jesienią). Dwa razy byłam na filmie, ale głowy uciąć sobie za to nie dam.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
17-09-2009, 10:03
Oksytocyna
Liczba postów: 2,199
Liczba wątków: 1
Mnie również się wydaje, że było 4 lata później. Dzisiaj idę na drugi seans, więc się upewnię.
22.04.2011
17-09-2009, 10:07
O - to zeryfikuje w którym roku zaczyna się pierwszy rozdział (bo nie jestem pewien czy 1941 czy 1942) i ten drugi.
Bo jeśli nawet 1941+4, to wychodzi na to, że Niemcy w spokoju bawili się w Paryżu w 1945 roku.
17-09-2009, 10:13
Stały bywalec
Liczba postów: 794
Liczba wątków: 8
1 napewno sie zaczyna w 41
17-09-2009, 17:58
Jeśli nawet, to mielibyśmy finał filmu rozgrywany w 1945 roku. Przynajmniej rok śmierci Hitlera by się zgadzał.
17-09-2009, 20:28
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
To chyba poniekąd spoiler. : )
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
17-09-2009, 20:39
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
daty to: 1941, 1944.
co do filmu: ciągle tkwi mi pod czaszką. ostatni rozdział, dziejący się w kinie, stanowi popis Quentina. mógł facet spokojnie przeszarżować, ale nie zrobił tego - do końca utrzymał narzuconą sobie dyscyplinę z prologu. idealnie wymieszał brutalność, surrealizm i żywioł komediowy. naprawdę wielkie brawa dla Tarantino, bo złego słowa nie mogę powiedzieć o jego najnowszym filmie. celowo dałem sobie dwa dni na odpoczynek i przemyślenie paru kwestii, lecz kurde nie mogę się do niczego przywalić. z wielką chęcią obejrze wersje reżyserską.
a tak w ogóle to muszę powiedzieć, że mam słabość do Quentina. cokolwiek bym o nim nie mówił/pisał, to i tak zawsze będę go lubił:)
17-09-2009, 23:48
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Glut napisał(a):To chyba poniekąd spoiler. : )
Nawet nie poniekąd. To zdradzenie fajnego twista.
18-09-2009, 00:08
Oksytocyna
Liczba postów: 2,199
Liczba wątków: 1
simek napisał(a):Shosanna przed nakrywaniem wiadomości mówi do Marcela, że będzie mówić po angielsku, niestety nie wyjaśnia czemu.
A dokładnie to Marcel mówi do niej: "Pamiętaj, tylko po angielsku".
I rzeczywiście były to daty 1941 i czerwiec 1944.
22.04.2011
18-09-2009, 00:15
Nowy
Liczba postów: 309
Liczba wątków: 4
Film świetny ale moim zdaniem kultu na miarę Pulp Fiction to z tego nie będzie.
Moja subiektywna ocena dla Bękartów Tarantino: 9/10 (zdecydowanie polecam) <ok>
18-09-2009, 14:06
BM napisał(a):Moja subiektywna ocena dla Bękartów Tarantino: 9/10 (zdecydowanie polecam)
A ile by wyniosła obiektywna ocena?
18-09-2009, 14:07
Nowy
Liczba postów: 309
Liczba wątków: 4
kimber henry
Liczba postów: 6,015
Liczba wątków: 18
Mental napisał(a):daty to: 1941, 1944.
Cha!
Cytat:a tak w ogóle to muszę powiedzieć, że mam słabość do Quentina. cokolwiek bym o nim nie mówił/pisał, to i tak zawsze będę go lubił:)
Mam to samo. Reżyser, do którego nie żywisz żadnego głębszego uczucia, nigdy cię boleśnie nie rozczaruje. Najbardziej jadowite teksty, największa złość wypływają na wskutek zawiedzionych oczekiwań. Bardziej wkurzają filmy ze spieprzonym potencjałem niż filmy po prostu złe.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.
18-09-2009, 14:20
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Ok, byłem na tym już kilka dni temu i nadal nic nie napisałem, czas nadrobić zaległość.
Muszę przyznać, że jestem człowiekiem, który nigdy nie rozumiał filmów QT. O ile wściekłe pieski stanowiły dla mnie wzorowy przykład drobiazgowo przygotowanego kina gangsterskiego, bardzo miłego w oglądaniu, o tyle zarówno kultowe PF jak i DP są dla mnie o NICZYM. Kill Billa widziałem dawno, ale te filmy były przynajmniej widowiskowe, poza tym druga część zastąpiła treścią brutalną sieczkę z pierwszej.
Tym niemniej - filmy Tarantino pozostają wciąż dla mnie zagadką i nieważne ile recenzji i analiz bym o nich czytał - nadal ich nie rozumiem. Co nie oznacza, że nie potrafię czerpać z nich przyjemności - po prostu są dla mnie pustą wydmuszką, misternie skontruowanymi historiami o niczym...
Więc jakież było moje zaskoczenie, gdy obejrzałem Bękarty Wojny i uznałem je za najlepszy dotychczasowy film QT i jak na razie najlepszy obejrzany przeze mnie film tego roku  Wszystko jest tutaj na najwyższym poziomie - DIALOGI, obsada, zdjęcia, MONTAŻ, kostiumy, muzyka, podzielona struktura filmu - miodzio. Mimo, że film trwa 2 i pół godziny, nie oderwałem wzroku od ekranu nawet na chwile, a siedziałem między dwiema pięknymi kobietami  Jest tutaj ta omawiana już scena w barze, trwa chyba z 20 minut, jest jedną z najdłuższych scen dialogowych jakie w ogóle widziałem, a trzyma w napięciu jak oglądanie ulicznej strzelaniny z "Gorączki"... Jest scena początkowa stanowiąca właściwie minifilm w filmie - od razu miałem skojarzenia ze słowami Hitchcocka jak opowiadał o bombie pod stołem  No i jest Christoph Waltz będący klasą samą w sobie.
W przeciwieństwie do poprzednich filmów QT, gdzie forma górowała nad treścią - tutaj jest odwrotnie i to forma jest dostosowana do treści. Nawiązań do klasyki kina oczywiście jest bez liku, ale zupełnie one nie przeszkadzają. Jedynie czasem mamy pewne dziwactwa formalne - sceny z narratorem opowiadającym o taśmie filmowej czy narysowane w gimpie strzałki z podpisami przywódców nazistów... Ale to wszystko jedynie ubarwia i tak już barwną historię i zupełnie nie irytuje.
Cytat:Miód ten film, sam miód powiadam wam.
Jest to święta prawda  QT wreszcie zrobił film O CZYMŚ i bardzo mnie to cieszy, może wreszcie przekonam się do tego reżysera 
9/10 i jak na razie najlepszy film roku w moim rankingu. Tuż za nim "Star Trek"
18-09-2009, 15:06
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Film dobry, fajny, ale tak wysokich ocen nie rozumiem. Zalety wymieniono (nie pamiętam tylko, czy ktoś wspominał o zarąbistym soundtracku), więc oto wady:
- z dupy wzięte tarantinizmy. Przez pierwsze 20 minut mamy poważny film, potem nagle - podczas zarąbistej, swoją drogą, sceny - gościa wprowadza się za pomocą jebutnego napisu i komiksowej narracji. Te wstawki w IB są wybitnie nie na miejscu
- trzeci akt (tzn. ten, w którym do Szoszany przyjeżdżają Nimce i negocjują robienie premiery w jej kinie). Umierałem z nudów. Nie będę się wdawał w szczegóły - po prostu dłużyzna i ogólna padaka.
- chybiona kampania reklamowa i hype. Przez to całe gadanie "żydowskie komando brutalnie morduje nazioli" nastawiłem się na film, w którym żydowskie komando morduje nazioli. A tu jest wszystko, tylko nie to. Ale to już nie jest bezpośrednio związane z filmem. Wolałbym mimo wszystko wersję "więcej Pitta, mniej trucia o filmach sprzed '45".
Hmm, w sumie wad tyle. Najbardziej obawiam się, że tak jak Death Proof, film to jednostrzałowiec, tzn. za pierwszym razem wydaje się fajny, ale działa tu otoczka, klimat i fakt, że nie wiadomo, co będzie dalej. A za drugim razem jest nuda i wszystkie dłużyzny zadają wręcz fizyczny ból. Dlatego nie mam zamiaru oglądać tego po raz drugi. Nie zbyt szybko.
A tak w ogóle aktor co odtwarzał rolę Hansa Landy powinien zebrać worek oskarów.
6/10
P.S.
Nie wiem, czemu ludzie nazywają ten film komedią. Bo jest tu kilka żartów? Bo jest zabawna narracja? To zajebiście, NCFOM też jest komedią.
18-09-2009, 22:12
|