Inside out
#41
tak, tak, tak :) ja już pięć razy w kinie. Za każdym razem tak samo ten film przeżywam (rozstanie z Bing-Bongiem!!!!!! to jedna z najbardziej fascynujących postaci w historii Pixara). Dla mnie to zdecydowanie najlepszy film 2015 roku.
Maciek Niedźwiedzki, proud to be a member of Forum KMF Film.org.pl since Sep 2013.

Odpowiedz
#42
(08-09-2015, 13:47)Maciek Niedźwiedzki napisał(a): tak, tak, tak :) ja już pięć razy w kinie

get a girl :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#43
Serio nikomu poza mną nie przeszkadzało to ciągłe "Idziemy do bazy... BUM, rozwala się droga. To idziemy do innej ścieżki... BUM! Znowu coś nie tak, trzeba iść z Bing-Bongiem... BUM, pomyłka, znowu zmiana trasy... BUM, złapali nas... itd. itd."? Radość i Smutek napotykały tu więcej przeciwności losu niż drużyna Coba w Incepcji. :P

Odpowiedz
#44
Gratulacje, właśnie odkryłeś formułę kina przygodowego. Lepiej nie oglądaj Indianę Jonesa, Gwiezdne Wojny i ogólnie kino rozrywkowe z ostatnich 50 lat, możesz nie przeżyć tych wszystkich przeciwności losu i przeszkód stawianych na drodze bohaterów przez głupich scenarzystów.


Sent from my iPhone using Tapatalk

Odpowiedz
#45
Gratulacje. Właśnie brak pomysłu scenarzystów na rozwinięcie akcji, powodujące irytujące przeciwności losu ala Armageddon Baya, nazwałeś formułą kina przygodowego.

Odpowiedz
#46
Możesz sobie używać abstrakcyjnych filmowych porównań, ale to nie zmienia faktu, że narzekanie na piętrzące się w filmie przeciwności losu jest dziwaczne (delikatnie mówiąc). Zwłaszcza, że służy to jako powód do oprowadzenia bohaterek, a przy tym widza, po ludzkim umyśle, podzielenia się ciekawymi spostrzeżeniami na jego temat oraz zabawnymi/poruszającymi zdarzeniami.


Sent from my iPhone using Tapatalk

Odpowiedz
#47
Wiem czemu to ma służyć, ale jest to słabo napisane.

Odpowiedz
#48
(09-09-2015, 08:25)Tyler Durden napisał(a): Możesz sobie używać abstrakcyjnych filmowych porównań, ale to nie zmienia faktu, że narzekanie na piętrzące się w filmie przeciwności losu jest dziwaczne (delikatnie mówiąc).
Narzekać w filmach można na wszystko, jak wątek miłosny jest nieprzekonywująco rozpisany, to też będziesz bronił, że przecież taka jest formuła romantycznych filmów i nie ma się czego czepiać? Motyw piętrzących się przeciwności losu można rozpisać świetnie, a można średnio i według mnie to drugie mamy w Inside Out - mnie nie porywa ta podróż, nie kibicuję Radości, bo czuję, że scenarzysta odfajkowuje kolejne etapy i rzuca kłody pod nogi, żeby się film za szybko nie skończył.

Cytat:Zwłaszcza, że służy to jako powód do oprowadzenia bohaterek, a przy tym widza, po ludzkim umyśle, podzielenia się ciekawymi spostrzeżeniami na jego temat oraz zabawnymi/poruszającymi zdarzeniami.
Doskonale wiemy, po co to jest i to tylko pogarsza sprawę. Ja jestem zdania, że ogólnie w filmach spójność i atrakcyjność fabuły powinna stać na pierwszym miejscu (chyba, że porzucamy fabułę na rzecz atmosfery, czy wizualiów, ale to nie ten przepadek), a dopiero jeśli ten element jest świetny i dopięty na ostatni guzik, to można pokusić się o to, żeby historia przekazywała jakieś ogólne spostrzeżenia, była metaforą czegoś, albo opisywała jakieś mechanizmy.W tym przypadku mam nieodparte wrażenie, że twórcy jako priorytet założyli sobie opisać działanie emocji i jakoś musieli to opakować w fabułę, więc chwytają się najprostszych metod: wysyłają Radość i Smutek w podróż, definiują cel, a po drodze stawiają przeszkody, żeby był pretekst do opisania czegoś.

Odpowiedz
#49
^ simek, lajkowałbym twojego posta. ;) Sam bym tego lepiej nie ujął.

Odpowiedz
#50
WOW. Niesamowite. Pixar zrobił to znowu! To już ich czwarty film pod rząd który po mnie kompletnie spłynął...

Nie jest to w żadnej mierze film zły, bo ciężko mi wskazać coś konkretnego co mi się w nim żywnie nie podobało, ale działa to też w drugą stronę- nie ma w nim nic do czego chciałbym wrócić. Fajny pomysł, kilka nawet całkiem ładnych obrazków, parę razy się uśmiechnąłem, ale emocjonalnie to mnie nie poruszyło. Taki poziom "Brave" czy "Monsters University", wybitnie poza czołówką tego studia.

Odpowiedz
#51

Odpowiedz
#52
Dwie największe filmowe zagadki 2015 roku:

1) Sukces kasowy Jurashit World
2) Zachwyty nad Inside Out

Nie pojmuję, po prostu nie pojmuję. To ładna (ale bez przesady, nic mnie tu wizualnie nie zachwyciło w przeciwieństwie do pixarów i sprzed ponad dekady), kolorowa animacja z sympatycznie zaprojektowanymi postaciami, z dwoma czy trzema momentami na których się uśmiechnąłem i... tyle. Zero emocji, zero zaangażowania w fabułę z mojej strony, jedna wielka pustka. W dodatku całość jest nieprzyzwoicie wręcz płytka i zwyczajnie infantylna. To nie jest dawny Pixar, to czysty Disney i prościutka historyjka dla dzieci, która stoi na tej samej półce co Frozen, tylko nie jest aż tak irytująca.

Pomysł wydawał się mieć mega potencjał, ale się nie udało, bo w takiej postaci zarzyna on moim zdaniem film - o ile podróż Radości to standardowa sztampa pt. "Musimy dotrzeć do celu pokonując przeciwności", tak sceny z dziewczynką uznaję za kosmiczne nieporozumienie. Jaki, jako widz, mam mieć stosunek do cyborga, którego każdy grymas, reakcja, pomysł, decyzja są wynikiem wciśnięcia przez którąś z kolorowych postaci przycisku czy przesunięcia dźwigni? Jak pisałem - pomysł był fajny, ale wykonanie jest tak dziwne, tak bardzo dystansuje mnie do tej całej historii i samej Riley, że nie wiem nawet jak to opisać.

Mam też ogromny problem z tym, że w Inside Out nie obowiązują dokładnie żadne zasady. Wszystko dzieje się "bo tak", i - abstrahując od wydarzeń w głowie Riley, patrząc tylko na "Out" część tej historii, okazuje się że dziecko, człowiek, może być na granicy zostania emocjonalnym trupem którego wszystkie najważniejsze szczęśliwe wspomnienia i osobowość idą się walić bo... w sumie bez żadnego powodu, bo co tak naprawdę się tam działo poza tym, że meble nie przyjechały? Ano nic.

5/10 i smutek, ale prawdziwy, z powodu tego co stało się z tym studiem :(

Odpowiedz
#53
Wiedziałem, że Mierzwiak nie zawiedzie mnie swoją opinią.

Radość musi wciskać guzik w mojej głowie, bo z każdej, niesrającej z zachwytów, opinii na temat tego filmu autentycznie się cieszę. Ale widząc recenzje i box office, Oscar dla najlepszej animacji ma już zagwarantowany. :P

Odpowiedz
#54
Zgadzam się co do sztampowości, kiepskiej fabuły jako takiej, ale
Cytat:Jaki, jako widz, mam mieć stosunek do cyborga, którego każdy grymas, reakcja, pomysł, decyzja są wynikiem wciśnięcia przez którąś z kolorowych postaci przycisku czy przesunięcia dźwigni? Jak pisałem - pomysł był fajny, ale wykonanie jest tak dziwne, tak bardzo dystansuje mnie do tej całej historii i samej Riley, że nie wiem nawet jak to opisać.
To mi w ogóle nie wpadło do głowy, że można odczuć sztuczność reakcji Riley przez to, że widzimy od podszewki w jaki sposób ona podejmuje swoje decyzje. Prawda, że nie było to zbyt wyrafinowanie pokazane, ale ja nie miałem wrażenia, że obserwuję kogoś sztucznego, zresztą wszystkie trudne dla Riley sytuacje były pomyślane tak, żeby bez większego trudu można je było wytłumaczyć konfliktem kilku emocji.

Cytat:Wszystko dzieje się "bo tak", i - abstrahując od wydarzeń w głowie Riley, patrząc tylko na "Out" część tej historii, okazuje się że dziecko, człowiek, może być na granicy zostania emocjonalnym trupem którego całe wspomnienia i osobowość idą się walić bo... w sumie bez żadnego powodu, bo co tak naprawdę się tam działo poza tym, że meble nie przyjechały? Ano nic.
Nie no, piszesz, jakbyś nigdy nie był dzieckiem :) Dla mnie oczywiste, że obiektywnie błahe sytuacje potrafią się głęboko odcisnąć w psychice dziecka, wiec nie ma co pytać "cóż właściwie się stało?". No to jest kurde dziecko, one potrafią płakać zupełnie bez powodu, więc mogą mieć też poważne problemy, bo meble nie przyjechały.
Inna kwestia, to co wiele razy już w tym temacie podkreślałem, że fabuła jest wybitnie pretekstowa i służy bardziej przedstawieniu mechanizmów psychiki, niż skupia się na tym, żeby być spójna, logiczna, atrakcyjna sama w sobie.

Odpowiedz
#55
simku, teoretycznie masz rację, ale mnie to akurat bardzo uderzyło, inna sprawa, że tego konfliktu emocji w filmie nie ma i może właśnie tego brakuje - żeby w życiu Riley naprawdę coś się działo, a przez to w jej głowie miały miejsce takie i takie wydarzenia, starcie emocji, a nie na odwrót, bo Smutna dotknęła kulki, zrobił się bałagan i gotowe, dziewczynka być może do końca życie będzie jechać na prozacu. Oh come on!

Odpowiedz
#56
No tak, też mi brakuje jakichś poważniejszych konfliktów, trudnych wyborów, bo to co pokazali, to takie zupełne podstawy, właśnie dlatego pisałem, że sequel ze starszą Riley mógłby być dużo lepszym filmem, kiedy pojawiliby się faceci, miłość, hormony, pożądanie i ogólnie zaczęłaby brać odpowiedzialność za więcej rzeczy w swoim życiu - wtedy koncept rozwinąłby skrzydła.

Odpowiedz
#57
(01-12-2015, 10:41)simek napisał(a): Nie no, piszesz, jakbyś nigdy nie był dzieckiem :) Dla mnie oczywiste, że obiektywnie błahe sytuacje potrafią się głęboko odcisnąć w psychice dziecka, wiec nie ma co pytać "cóż właściwie się stało?". No to jest kurde dziecko, one potrafią płakać zupełnie bez powodu, więc mogą mieć też poważne problemy, bo meble nie przyjechały.
Nie chodzi o bycie dzieckiem i humorzenie z błahych powodów, tylko stawkę o jaką toczy się gra w tym filmie :) Osobowość tego dziecka się sypie (dosłownie! łopatologia FTW), a Radość mogła zginąć zostając tam na dnie razem z wymyślonym przyjacielem (najlepsza postać filmu i jedyny wątek, który mi się podobał). Tu się rozgrywa jakaś totalna katastrofa, Riley mogła już nigdy nie być wesoła, stracić swoje pasje, charakter, więź z rodziną. No masakra jakaś i potencjalny nieopisany dramat za którym nie stoi nic co dzieje się w jej życiu, tylko przypadkowe działanie Smutnej, która robiła rzeczy których robić nie powinna (?).

Odpowiedz
#58
działanie smutnej nie było przypadkowe. nie jest też tak że nie powinna była dotykać wspomnień pokazując ich smutną naturę. wręcz przeciwnie. świadomość tego że życie to nie jest pasmo radosnych wydarzeń jest początkiem dorastania.
dziewczynka nie "jechałaby do końca życia na prozacu", bo w miejsce jednych wysp powstają inne które ją kształtują. ale nie da się ukryć że przeprowadzka była dla niej sporym przeżyciem. i nie dlatego że jej meble nie dojechały, a dlatego że skończyła się dla niej pełna poczucia stabilności epoka. musiała zerwać z miejscem gdzie się wychowywała, znajomymi, przyjaciółkami, całym jej otoczeniem. została rzucona do śmierdzącego domu, pustego pokoju i niezbyt chętnej jej klasie. w dodatku rodzice też zajęci są innymi problemami i nie maja dla niej czasu.
czy pomysł ucieczki z domu jest w jej sytuacji absurdalny? nie.
tak że o.

Odpowiedz
#59
(01-12-2015, 11:35)f.lamer napisał(a): działanie smutnej nie było przypadkowe. nie jest też tak że nie powinna była dotykać wspomnień pokazując ich smutną naturę. wręcz przeciwnie. świadomość tego że życie to nie jest pasmo radosnych wydarzeń jest początkiem dorastania.
Wymyślasz to na poczekaniu niczym scenarzyści kolejne wydarzenia. Radosne wspomnienia nie mają smutnej natury, bo są... radosne. Tego typu refleksje nad życiem i dzieciństwem to może mieć dorosły człowiek, który ma świadomość tego jaki kawał życia ma za sobą i ile przed sobą, ale nie 11-latka!

Film jasno, łopatologicznie (na zasadzie topornej ekspozycji dla najmłodszych) pokazuje, że te radosne wspomnienia ukształtowały jej osobowość. Nagle okazuje się, że to wszystko zostaje - dosłownie - zniszczone BO CO? Nie dlatego że się przeprowadziła, bo jak widać na filmie wciąż była radosną dziewczynką, która nawet w tej nowej sytuacji potrafiła śmiać się i bawić (a raczej robiły to za nią kolorowe ludki w jej głowie). Przeprowadzka nie ma tu nic do rzeczy, za to fantazja scenarzystów owszem - Smutna zaczyna majstrować przy wspomnieniach BO TAK, okazuje się że emocje mogą opuścić centrum dowodzenia BO TAK, itd.


(01-12-2015, 11:35)f.lamer napisał(a): dziewczynka nie "jechałaby do końca życia na prozacu", bo w miejsce jednych wysp powstają inne które ją kształtują.
Jesteś pewien? Z filmu jasno wynika, że wszystkie wyspy Riley mają swoje źródło w Radości, w pozytywnej emocji (czyli tylko jednej z pięciu, co słusznie wytknięto w Cinema Sins); bez niej obracają się w ruinę, a te nowe, widoczne na końcu filmu również powstały tylko dlatego, że Radość wróciła. Gdyby zginęła tam, na dnie, w ciemności, jakie wyspy powstałyby ze Strachu, Odrazy i Gniewu? Mówimy tu o "powstaniu" niemal nowej Riley, zupełnie innego człowieka z, pytam ponownie, jakiego powodu?

(01-12-2015, 11:35)f.lamer napisał(a): niezbyt chętnej jej klasie.  w dodatku rodzice też zajęci są innymi problemami i nie maja dla niej czasu.
Klasa była niechętna jak wobec każdego nowego ucznia, a Riley pogorszyła swoją sytuację becząc przy wszystkich bo scenarzysta znowu zaczął szaleć. Rodzicie nie mieli czasu? Chyba nie oglądałeś uważnie.

Odpowiedz
#60
Cytat:z jakiego powodu?
No niestety scenarzyści filmu porwali się trochę z motyką na słońce, niby koncept fajny, żeby pokazać jako osobne postaci emocje, które kierują naszym życie, ale niestety nie mają pomysłu co dalej z tym pomysłem zrobić, więc w efekcie mamy zupełnie pretekstową fabułę i przedstawianie mechanizmu działania mózgu Riley na zasadzie "bo tak", "bo to przecież tylko film dla dzieci", więc już się tam wszystko nie musi zazębiać i mieć sensu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości