Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Ten film trwał 73 minuty (nie licząc napisów końcowych), a dłużył się bardziej niż Dobry agent. To już jakieś osiągnięcie. Zanim zacznę po nim jechać, muszę pochwalić reżysera za dwie sceny z ożywianiem trupów - zarąbisty pomysł, kupuję go z miejsca i łykam bez popity. Szkoda tylko że WYKORZYSTUJE GO DWA RAZY I ZAPOMINA O NIM PO 30 MINUTACH!
W ogóle ten film nie dość, że wyreżyserowany w tak samo wieśniackim stylu jak Daredevil i Ghost Rider, to na dodatek sam nie wie, czym chce być. Ni z dupy, ni z pietruszki pojawia się jakiś plujący kwasem mutant, jakaś steampunkowa broń atomowa, choć przez większość czasu świat przedstawiony jest w miarę realistyczny i nic nie wskazuje, że to typowo przegięte filmidło. Zero tu jakiejś samoświadomości gatunkowej - pod tym względem nawet Wild Wild West był lepszy.
Gdyby zabrał się za to jakiś rzetelny scenarzysta, który wykorzystałby tak zajebisty motyw jak ożywianie trupów, a także reżyser który potrafiłby pokazać konia z gatlingami w taki sposób, jak Rodriguez pokazał kobitę z gatlingiem w Planet Terror - byłoby dobrze. W ogóle byłoby dobrze, gdyby ktoś jasno określił, co kręcą - westernową przygodówkę, film fantasy czy steampunkowy superhero movie. Wyszedł im niestrawny miks. 2/10
P.S.
Jeszcze dwie rzeczy:
- muzyka jest KOSZMARNA, brzmi jak brzdąkanie garażowej kapeli;
- make-up Brolina jest cieniuuutki, ten fragment skóry łączący wargi wygląda idiotycznie i ewidentnie przeszkadza aktorowi. Wiem że był w komiksie, ale do filmu nie pasuje - Hex powinien go po prostu wyciąć.
17-06-2011, 21:08
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-06-2011, 21:35 przez military.)