Klisza vs cyfra
#1
Mierzwiak poruszył ciekawą kwestię w wątku o Hobbicie i myślę, że fajny pomysł na oddzielną dyskusję.

Mierzwiak napisał(a):To takie samo pieprzenie jak majaki zwolenników kamer cyfrowych, w tym Camerona, którzy twierdzą, że taśma filmowa to przeżytek, a jednak nie powstał do tej pory żaden film nakręcony cyfrowo (co nie znaczy, że niektóre z nich nie wyglądają wspaniale, nie przeczę) który przebijałby to, co potrafi uchwycić klisza.

Biorąc pod uwagę czas użytkowania cyfrówek i klisz, to wiadomo, że dotychczasowego doświadczenia w filmowaniu kamerami cyfrowymi nie da się przecenić - to w historii tkwią najlepsze kadry bez dwóch zdań.

Ale niestety, klisza to przeżytek, który będzie wspierany jedynie przez fascynatów tej technologii bez względu na jakość oferowaną przez cyfrę. A jakość cyfry jest już obecnie niesamowita i daje wielkie pole do popisu - zdecydowanie większe niż klisza. Praca na planie jest organizowana inaczej (lepiej, szybciej, ale też dokładniej), sam proces produkcyjny trwa zdecydowanie krócej, reżyser/montażysta/autor zdjęć mają większy wpływ na ostateczny wygląd dzieła. I jest taniej - produkcja filmu na kliszy to cała kupa procesów chemicznych i nośników fizycznych, które kosztują więcej niż karta flashowa. I coraz więcej twórców się do tej wygody przekonuje. Choćby taki Roger Deakins, wybitny operator przecież. Niektórzy zachwycali się jego robotą w Skyfall, które zostało zrobione całkowicie na kamerach Arri Alexa, czyli cyfrze.

[Obrazek: 12092_10151265288972488_1633040042_n.jpg]

O tym wszystkim mówi zresztą "Side by side" czyli dokument wyprodukowany (i prowadzony) przez Keanu Reevesa, który zdaje się chciał podporządkować film odgórnej tezie ("klisza przemija, więc płaczmy"), ale to, co mówią Fincher czy Scorsese - ludzie zafascynowani możliwościami cyfry - bardziej przekonuje niż ideologiczny konserwatyzm Nolana, który widzi tu walkę prawdy ekranu (klisza) z fałszem (cyfra).

Jeśli gdzieś znajdziecie "Side by side" to polecam. Drugiego takiego dokumentu, z tyloma znanymi nazwiskami świata filmu, ze świecą szukać.

I na marginesie:
Joel Schumacher na Camerimage przytoczył fajny przykład: Michael Chapman, autor zdjęć do Taksówkarza, był cholernie niechętny steady-camowi, który pojawił się na początku lat 80.Twierdził, że to bezsensowna rzecz, która nigdy nie zastąpi wózków, wysięgników, dźwigów, które są z kolei wpisane w tradycję tworzenia filmów. Chapman tylko wkurwiał się na samo słowo "steady-cam", nie chciał być nawet być w tym samym pomieszczeniu co to urządzenie. Kiedyś jednak, przez przypadek, został zmuszony do skorzystania z diabelskiej technologii. I wsiąkł. I przyznał, że zamykanie się na nowe doświadczenia, dobudowywanie do tradycji jakichś idealogii jest lekko bezsensowne, bo technologia ma pomagać tam, gdzie może pomóc. Zamykanie się w przyzwyczajeniach nie ma najmniejszego sensu. I z najwiekszego krytyka stał się najwiekszym orędownikiem wszystkiego co nowe, przełomowe.


Odpowiedz
#2
Tak się składa, że wczoraj oglądałem A Few Good Men. Ten film wygląda przepięknie - choć nie ma przecież szczególnie ciekawych scenografii. Na dobrą sprawę przez cały czas parę osób siedzi w jakimś pokoju. Ale właśnie tradycyjna klisza i panorama, i kolorystyka charakterystyczna dla lat 90. nadają mu "szlachetnego" wyglądu, jakiego nie mają filmy kręcone cyfrą.

Twierdzenie, że cyfra to przyszłość, jest tak samo głupie, jak twierdzenie, że grafika komputerowa zastąpi malowanie za pomocą pędzla i farb. Jeżeli chcesz osiągnąć określony efekt artystyczny, korzystasz z określonego narzędzia. Klisza to takie narzędzie - którego efekty bardzo mi się podobają i które w każdej chwili postawię ponad cyfrę.

Odpowiedz
#3
Klisza. Always and forever :)

Zdecydowanie bardziej odpowiada mi wygląd filmów kręconych na taśmie niż tych kręconych cyfrowo.

Odpowiedz
#4
zastąpi z praktycznego punktu widzenia - tak jak dźwięk zastąpił tapera i jak kolor zastąpił czerń i biel. Z praktycznego punktu widzenia klisza jest bez szans.
Jasne, będą powstały filmy, które złożą hołd tradycji, ale nie ma zmiłuj - rozówj cyfry jest tak dynamiczny, że za chwilę (jesli nie już dzisiaj) _jakością_ dogoni cyfrę. Nawet "szlachetność" dogoni. Popatrz na Skyfall chociażby, przepięknie sfotografowany przez Deakinsa. To już, teraz się dzieje. To, co Mann zrobił w Public Enemies, to technologiczna prehistoria. Dzisiejsze kamery są już tak zaawansowane, że nikt za moment nie zauważy różnicy (tym bardziej, że zdecydowana większość reżyserów lubi cyfrę, a operatorzy do jej możliwości bardzo się przekonują)

Odpowiedz
#5
Proponuję przekleić z archiwum jakiegoś forum fotograficznego dyskusję z przed kilku lat to oszczędzimy trochę klawiatury... ;)


To nie może pisać ten sam Simek co w wątku o Hobbicie :)
\/

Odpowiedz
#6
Cytat:Jeżeli chcesz osiągnąć określony efekt artystyczny, korzystasz z określonego narzędzia. Klisza to takie narzędzie - którego efekty bardzo mi się podobają i które w każdej chwili postawię ponad cyfrę.
Tylko wiesz, szkopuł w tym, że już można za pomocą cyfrowych kamer osiągać efekty takie jak przy użyciu kliszy. Obejrzyj sobie Argo - oldschoolowo pod względem obrazu zrobiony film, mi jego wygląd kojarzył się z sensacją, thrillerami z lat 70, wchodzę na imdb, patrzę na kamery, a tam głównie cyfrowa Arri Alexa do spółki z analogami. W ogóle ta kamera jest bardzo elastyczna, bo dzięki niej powstały tak różne pod względem obrazu filmu jak właśnie Argo, wspomniany przez desjudiego Skyfall, czy wybitnie cyfrowi w wyglądzie Avangersi.
Ja oczywiście uwielbiam taśmę, ale zdaje mi się, że DoP i spece od postprodukcji potrafią już(a jeśli nie, to kwestia kilku lat) wyczyniać takie cuda, że można pomylić cyfrę z analogiem.

Odpowiedz
#7
można, naprawdę. Inna zaleta est przeogromna i wspomina o tym "Side by side" - wielkość kamery. Cyfra może ważyć 2kg. Możesz trzymać ją w ręku bez utraty jakości. Możesz z nią biegać, pokazać zupełnie nową perspektywę.
Kojarzycie "Slumdoga" Boyle'a? W dokumencie Reevesa jest on często przywoływany przez operatorów i reżyserów jako obraz, który - pod względem dynamiki, nietypowych ujęć - nigdy na kliszy by nie powstał.

Zajrzyjcie na stronę Arri http://www.arri.com/camera/digital_cameras/credits.html
i na RED: http://www.red.com/shot-on-red/cinema

Kupa tytułów, które są doceniane za zdjęcia, a nie są kojarzone z cyfrą.

"Życie Pi" nie byłoby tak piękne, gdyby nie możliwości cyfry.

Odpowiedz
#8
Oczywistą oczywistością jest że cyfrowe zdjęcia są szybsze, tańsze, mogą mieć znacznie lepsza jakość ale z kliszą jest jak z starymi samochodami niby też cztery koła i kierownica ale czuje się ten nienamacalny pierwotny klimat czy to motoryzacji czy kinematografii.
Wątpię żeby klisza znikła zupełnie, zawsze ktoś będzie chciał spróbować się z oldskulową techniką czy dla wzbogacenia doświadczeń, czy z nostalgii, czy dla podniesienia prestiżu swojego filmu.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ   グシャグシャ   バキバキ    ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D

Odpowiedz
#9
(05-12-2012, 13:06)desjudi napisał(a): Mierzwiak poruszył ciekawą kwestię w wątku o Hobbicie i myślę, że fajny pomysł na oddzielną dyskusję.
Gdybym wiedział, że moja wypowiedź posłuży za wstęp do tematu, użyłbym bardziej wyrafinowanego słownictwa ;)

(05-12-2012, 13:48)simek napisał(a): Arri Alexa (...) W ogóle ta kamera jest bardzo elastyczna, bo dzięki niej powstały tak różne pod względem obrazu filmu jak właśnie Argo, wspomniany przez desjudiego Skyfall, czy wybitnie cyfrowi w wyglądzie Avangersi.
Alexa jest świetna i spośród używanych w Holly kamer cyfrowych potrafi zarejestrować najbardziej zbliżony wyglądem do taśmy obraz, za drugą uznałbym Sony CineAltę F35, ale tylko na podstawie jednego filmu - Reel Steel.

[Przy okazji różnice w wyglądzie filmów nakręconych tą samą kamerą potrafią wprawić w osłupienie, bo naprawdę trudno uwierzyć, że przy Avengers i Skyfall oraz Reel Steel i Avatarze/TRONie używano tego samego sprzętu.]

(05-12-2012, 13:48)simek napisał(a): zdaje mi się, że DoP i spece od postprodukcji potrafią już(a jeśli nie, to kwestia kilku lat) wyczyniać takie cuda, że można pomylić cyfrę z analogiem.
Mnie jeszcze nikt nie oszukał :) Jest coś w obrazie zarejestrowanym na filmie, w jego głębi, trójwymiarowości, w jego wyglądzie ogólnie, czego wciąż nie osiągnęła cyfra. Nie umiem tego dokładnie opisać, po prostu to widzę.

Nie jest tak, że jestem hejterem cyfry, po prostu preferuję wygląd filmu, ale z drugiej strony wszystko rozbija się o to, co lepiej pasuje do konkretnego tytułu. Taki np. Collateral, z bardzo cyfrowymi, niekiedy mocno zaszumionymi zdjęciami, z budynkami i palmami widocznymi na tle nocnego (!) nieba to uczta dla oczu i chyba nie tylko ja nie wyobrażam sobie, by Mann mógł nakręcić go inaczej (czytaj: na filmie, który na takie wizualia nie pozwala).

(05-12-2012, 13:06)desjudi napisał(a): to, co mówią Fincher czy Scorsese - ludzie zafascynowani możliwościami cyfry - bardziej przekonuje niż ideologiczny konserwatyzm Nolana, który widzi tu walkę prawdy ekranu (klisza) z fałszem (cyfra)
Nie liczą się słowa, lecz czyny i ani Fincher, ani Scorsese mnie do swoich racji nie przekonali :) Benjamina Buttona nie widziałem ani w kinie, ani na Blu więc się nie wypowiem, natomiast Social Network - jakkolwiek sfotografowany świetnie - ma mdły, płaski, niepowalający ilością detali obraz. Dokładnie to samo tyczy się Dziewczyny z tatuażem, z tym że tutaj rozdzielczość i ilość detali prezentują się lepiej.

Scorsese i jego Hugo? Trzymajcie mnie. Syntetyczne, plastikowe zdjęcia doprawione pomarańczowo-turkusowym koktajlem (serio, to jeden z najbardziej kuriozalnych przykładów zastosowania tej palety).

Natomiast jeśli chodzi o Nolana, to bardzo specyficzny przypadek, bo on jest również zwolennikiem fotochemicznej obróbki filmu i nie korzysta z Digital Intermediate, czyli obróbki cyfrowej zaczynającej się od zdigitalizowania filmu, poprzez korekcję barwną itd, kończącej się stworzeniem cyfrowej kopii filmu i/lub przeniesieniem gotowego materiału z powrotem na taśmę filmową. Nie rozumiem tego podejścia, bo DI to nie tylko standard dający nieograniczone możliwości manipulacji nakręconym obrazem, ale też nie jest tak, że zeskanowany (zazwyczaj w 4K w przypadku 35 mm) film traci na jakości, traci swój charakter i filmowy wygląd.

Druga sprawa, Nolan i jego DoP Wally Pfister to hipokryci. Tyle mówią o jakości IMAXa i taśmy filmowej w ogóle, a jednocześnie zdają się mieć w nosie, czy oferują widzom swoje filmy faktycznie tę jakość prezentujące. Najlepszym przykładem jest The Dark Knight i to, że na płyty Blu-ray trafił transferowy Frankenstein, ten sam, który był wyświetlany w IMAXach, czyli powalające jakością sceny 70 mm i obrzydliwa, przeskalowana, odziarniona, wyostrzona, przefiltrowana, doziarniona i przemaglowana do upadłego reszta filmu, która z jakością i wyglądem oferowanym przez taśmy 35 mm nie ma kompletnie nic wspólnego.

Odpowiedz
#10
Cyfra - filmy Michaela Manna dziejące się w amerykańskich metropoliach, opowiadające o zmaganiach mężczyzn z przeciwnościami losu.

Klisza - cała reszta.


Odpowiedz
#11
Przeglądam sobie te listy filmów kręconych cyfrą zapodane przez Desa i odnosząc się do tematu wątku - i don't care. Nie widzę różnicy. No chyba że coś wygląda tak szpetnie jak Public Enemies.

Odpowiedz
#12
(05-12-2012, 20:49)Mental napisał(a): Cyfra - filmy Michaela Manna dziejące się w amerykańskich metropoliach, opowiadające o zmaganiach mężczyzn z przeciwnościami losu.

Klisza - cała reszta.
Heat nakręcono cyfrą? Ciekawe.

Właśnie wróciłem ze wspomnianego przez simka Argo i no cóż, na moje eko było aż nadto oczywiste, które sceny nakręcono cyfrą, a które nie :)

Wracając jeszcze na chwilę do Alexy - no cóż, to kamera elastyczna aż za bardzo. Przed Argo miałem trailer Gangster Squad i ten film wygląda po prostu obrzydliwie.

Odpowiedz
#13
W Heat użyto cyfry tylko w jednej scenie. Ale jeśli Mann miałby użyć cyfry tak jak w Miami Vice to czemu nie?
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#14
Bo styl Collaterala i Miami Vice w ogóle nie pasuje do Heat. Co to w ogóle za bluźnierstwa?

W której scenie?

Odpowiedz
#15
Jak Neil wchodzi do mieszkania i odszukuje konającego Trejo. Jest to ujęcie kilkusekundowe.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
#16
Widząc filmy które przewijają się w liście podanej przez Desa, odnoszę wrażenie, ze cała sprawa jest mocno przesadzona. IMO nie widzę różnicy między analogiem a cyfrą, więc i te filmy przecież nie straciły na swojej "filmowości".
Dodajmy do tego fakt, ze cyfra daje większe pole do popisu, można stwierdzić i pójść za ciosem- klisza powinna powoli odejść do lamusa:)
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron

Odpowiedz
#17
(05-12-2012, 13:19)military napisał(a): Twierdzenie, że cyfra to przyszłość, jest tak samo głupie, jak twierdzenie, że grafika komputerowa zastąpi malowanie za pomocą pędzla i farb.

Kiedyś ludzie podobnie myślący jak Ty twierdzili, że elektryczność nie wyprze lamp naftowych.
Prawda jest taka, że już w czasach teraźniejszych oglądałeś jakiś film nie mając nawet pojęcia o tym, że został nakręcony cyfrówką. :P


Odpowiedz
#18
Cytat:Prawda jest taka, że już w czasach teraźniejszych oglądałeś jakiś film nie mając nawet pojęcia o tym, że został nakręcony cyfrówką. :P

Udowodnij.:)
Albo inaczej: pokaż mi film nakręcony cyfrówką, który wygląda jak The Last Boyscout, Die Hard 2, A Few Good Men czy The Hitcher. Tego się po prostu NIE DA podrobić. Przynajmniej nie teraz.

Odpowiedz
#19
Skyfall!

Odpowiedz
#20
Zobaczę - powiem. Próbowałem porównać screeny, ale nie ma jeszcze żadnych z wersji blu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości