Stały bywalec
Liczba postów: 750
Liczba wątków: 13
Burn After Reading - seans tego filmu odkładałem nie wiedząc czemu cały czas w czasie. Dziś w końcu go zobaczyłem. Jak dla mnie jeden z najlepszych, jak nie najlepszy film braci Coen. Na pewno nie skończy się na jednym seansie. Clooney i Pitt zagrali świetnie.
Frozen - uwielbiam tego typu kino, a ten podobał mi się strasznie z racji na miejsce w którym toczy się akcja. Zobaczcie zresztą sami:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=t5xNthNKdD0[/youtube]
The Experiment - był już chyba taki niemiecki film ( z dziesięć lat temu). Oglądało się całkiem dobrze, obraz ten kreowany jest na mocne kino. W odbiorze przeszkadzało mi dwóch głównych bohaterów - Adrien Brody, Forest Whitaker - nie przepadam za kolesiami.
12-09-2010, 21:22
Dużo pisze
Liczba postów: 444
Liczba wątków: 6
o malo nie umarlem z nudow na Frozen:) 3/4 filmu durnie siedza na laweczce. 4/10
12-09-2010, 21:38
Nowy
Liczba postów: 61
Liczba wątków: 0
Human Centipede - ostatnimi czasy z przemysłem horrorowym jest tak, że albo serwuje nam odgrzewane kotlety, albo 15 część czegoś tam, albo mdłą kalkę za kalką. Jeśli ktoś ma wątpliwości, że zabrakło "świerzych" pomysłów to proponuję ten film. Wychodzi na to, że wszystkie Piły, Hostele i inne to niewinne zabawy. Doprawdy, ciężko ocenić ten film, bo pomimo że przez pierwsze pół godziny jedziemy na kliszach (zepsute auto, dwie samotne dziewczyny trafiają do domu złego człowieka...), tak przez kolejną godzinę reżyser serwuje nam pomysł tak szalony, że mamy ochotę powiedzieć "What the fuck man? What the fuck?". I chyba wiele osób ma ten sam problem z oceną, albowiem na Filmwebie film ma zachęcającą ocenę 3,8... :shock:
12-09-2010, 22:47
Stały bywalec
Liczba postów: 750
Liczba wątków: 13
MacGruber - ten film jest tak głupi, żenujący że aż się go dobrze ogląda i uśmiech nie schodzi z twarzy przez większość seansu. Sceny w których główny bohater wyrywa gardła, uprawia sex z duchem swojej żony czy te w których wyciąga radio za każdym razem gdy wychodzi z auta są po prostu genialne :lol:
13-09-2010, 00:47
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,116
Liczba wątków: 67
Luis Cyfer napisał(a):o malo nie umarlem z nudow na Frozen:) 3/4 filmu durnie siedza na laweczce. 4/10
Dla mnie 1/10 i nawet nie muszę oglądać filmu, bo sam pomysł wyjściowy budzi jedynie skromne WTF w umysłach. Coraz niżej upadają amerykańskie straszaki
a tymczasem...
Almost Famous - po raz 5 (?), z czego po raz 2 w wersji extended. Nic się nie zmieniło - MOC, MAGIA, KLIMAT. Doskonały film, najlepszy Crowe'a. 100/10
13-09-2010, 01:26
Stały bywalec
Liczba postów: 1,636
Liczba wątków: 8
MacGruber - mroziek popieram, cholera, popieram! proponuję wykasować w tym momencie wszystkie posty w temacie o sucharach i wpisać po prostu "MacGRUBER". pasuje jak ulał.
aha, scena seksu... to trzeba zobaczyć.
Aktualnie rządzi: ja
13-09-2010, 01:28
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Wild Target - Bill Nighy w roli profesjonalnego zabójcy wywodzącego się z rodziny, w której profesja ta przekazywana jest z pokolenia na pokolenie przyjmuje zlecenie na uroczą złodziejkę (Emily Blunt). Jak to w bajkach bywa, wykonanie zadania w tym konkretnym wypadku nie wychodzi tak, jak powinno... Kolejna przezabawna brytyjska komedia. Niby nic nowego w temacie, a jednak zadanie spełnia: śmieszy. Nie jest to tak oczywiste, w erze, kiedy większość tzw. komedii nie śmieszy :) Na dokładkę dwaj gwiazdorzy kina z UK w rolach dla siebie raczej nietypowych - mowa o Rupercie Grintcie i Martinie Freemanie (który tworzy tu z pewnym prymitywem duet przypominający ten Lubaszenko / Zbrojewicz z "Chłopaki Nie Płaczą"). Co tu dużo pisać - fajny film! :)
I jeszcze trailer:
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=PmS3ePcA6VU[/youtube]
13-09-2010, 01:41
Dużo pisze
Liczba postów: 742
Liczba wątków: 3
Macgruber - 8/10. Serio. Wybuchłem śmiechem kilka razy, a wielkie WTF towarzyszyło mi podczas oglądania wszystkich scen, w których Mac kazał swoim towarzyszom przebierać się za... siebie. Poza tym w filmie mamy lepszą drużynę Expendabelsów niż w filmie Stallone'a. Nie wspominając o przemocy. Polecam szczególnie tym, którzy rozczarowali się np. "Hot Tube Time Machnie" - "MacGruber" ma mnóstwo podobnych, fizjologicznych żartów, jednak wszystko to okraszone jest dużą szczyptą klasycznego dowcipu w stylu ZAZ.
Dyskretny urok burżuazji, Ran, Terminator 2, Big Lebowski, Fanatyk, Cries and whispers, Annie Hall, Eraserhead, Mroczny przedmiot pożądania, Noc na Ziemi, Lot nad kukułczym gniazdem, Capote, Boogie Nights, Zed i dwa zera, Żywot Briana.
13-09-2010, 01:49
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
EL-Kal napisał(a):Poza tym w filmie mamy lepszą drużynę Expendabelsów niż w filmie Stallone'a. Nie wspominając o przemocy.
Hm. Dla mnie jedyną śmieszną sceną w tym filmie był moment, kiedy wspomniana przez Ciebie drużyna kończy swój występ. Między klasycznym dowcipem w stylu ZAZ a tym zaprezentowanym w MacGruberze leży średnich rozmiarów galaktyka, więc bez przesady.
13-09-2010, 01:53
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Popioły czasu: Powrót - nudny, męczący i tak zagmatwany, że ciężko mi było się połapać kto kogo kochał, nienawidził i kto kogo chciał zabić. Poza tym beznadziejne sceny pojedynków. Na plus ładne widoczki, ale to trochę za mało.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
17-09-2010, 00:03
Captain Skullet
Liczba postów: 20,256
Liczba wątków: 128
Street Fighter II Animated Movie - jak ogólnie nie lubię anime, tak ten film zawsze będzie od tej reguły wyjątkiem. O kiszce z Van Dammem można zapomnieć, o Legendzie Chun Li tym bardziej, jeśli ktoś chce zobaczyć Street Fightera na ekranie to chyba jedyny słuszny wybór nawet pomimo dośc nieudolnego zamknięcia co niektórych wątków i zmarnowania niektórych postaci (Sagat :evil: ). Aż się prosiło o kontynuację, ale niestety nie powstała...
8/10
17-09-2010, 15:46
Stały bywalec
Liczba postów: 750
Liczba wątków: 13
...no i miałem wybrać się dziś ponownie na Avatara, niestety zmienili dziś porę emisji i zmuszony zostałem wraz z znajomymi wybrać inny film. Z racji że prawie wszystko widziałem, a Street Dance mnie nie interesuje wybór padł na ....
Święty interes - ja na Polskie kino było naprawdę przyzwoicie, przyjemna komedia, można było się pośmiać, a i sam pomysł na film choć strasznie głupiutki zrealizowany został nie najgorzej. Podsumowując nie żałuję, raz na jakiś czas, od święta można w końcu zobaczyć coś Polskiego w kinie :)
18-09-2010, 00:52
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
Zmierzch nad Tokio ( 1957 )
Mistrz kina kontemplacyjnego nakręcił w swym ostatnim czarno-białym filmie ponure i mroczne kino. Bardziej dramatyczne od "Dryfujących trzcin". W kontekście jego kolejnego dzieła - pierwszego w kolorze - "Kwiatu równonocy" to jakby zestawienie dwóch stron życia. Jak "Tokijski zmierzch" obrazuje jego ciemną stronę tak "Kwiat.." jest jego przeciwieństwem - pogoda ducha, emocjonalny spokój i poprzez użycie koloru życie jawiące się w cieplejszym tonie, dalekie od dramatycznych konfliktów.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
18-09-2010, 11:13
.
Liczba postów: 27,497
Liczba wątków: 60
Joe Chip, ale wiesz, że w tym poście nie ma ani słowa o tym, czy film Ci się podobał, czy jest dobry, czy go polecasz? Póki co możemy zobaczyć ocenę jaką mu dałeś, ale za parę obejrzanych przez Ciebie filmów już sie nawet nie bedzie można domyśleć czy to arcydzieło, czy taki se tam film.
Hańba - Ogromne rozczarowanie, bo film na podstawie genialnej książki, a jest po prostu kiepski. Może to dlatego, że najgorsze co można zrobić próbując ekranizować wybitne powieści to nie zmieniać niczego i kręcić wszystko praktycznie w skali 1:1, czasami tylko coś wyrzucając. Całość filmu jest pozbawiona jakiejkolwiek głębi, niejednoznaczności, jest jak trochę smutniejsze romansidło. Niektóre sceny pokaleczono tak okrutnie, że chciałem wyłączyć telewizor - cały romans z Melanie wygląda jakby ktoś nie przeczytał książki, tylko streszczenie z ostatniej strony, a tam stoi, że "stary profesor ma romans ze studentką" więc nakręcił to po swojemu. Inne sceny wyglądają wprost amatorsko, np. pierwszą wizytę chłopaka Melanie u Luriego to ja bym lepiej napisał i zmontował - skrócili dialog na całą stronę do trzech linijek, wynajęli murzyna, który chyba pierwszy raz stanął przed kamerą, a całość zmontowali jakby to była strzelanina. Żenada. Nie podchodzić do tego filmu i broń boże nie utożsamiać go z naprawdę świetną powieścią Coetzeego. 2/10
18-09-2010, 11:37
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
simek napisał(a):Joe Chip, ale wiesz, że w tym poście nie ma ani słowa o tym, czy film Ci się podobał, czy jest dobry, czy go polecasz? Póki co możemy zobaczyć ocenę jaką mu dałeś, ale za parę obejrzanych przez Ciebie filmów już sie nawet nie bedzie można domyśleć czy to arcydzieło, czy taki se tam film.
7 znaczy, że jest dobry. Arcydzieła to są powyżej 8. :wink: A jak ktoś lubi oglądać "nic nie dzianie się" to tak, oglądaj wszystko z Ozu.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
18-09-2010, 11:46
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Wczoraj i dziś trochę klasyki i prawie klasyki:
Przebudzenia/Awakenings (1990) reż. Penny Marshall
Film z czasów dobrej formy Roberta DeNiro, a i Robin Williams pokazuje że może grać bez głupich min. Fabuła jak to z życia wzięta, mocno sentymentalna, powiedzmy że Oskarowa ale do przełknięcia, jako że to jeszcze z tego lepszego Hollywoodu. Warto obejrzeć dla mistrza DeNiro. Daje 7/10.
Alicja już tu nie mieszka/Alice Doesn't Live Here Anymore (1974) reż. Martin Scorsese
Jeden z pierwszych filmów Scorsese i na pierwszy rzut oka odmienny od jego kolejnych dokonań ale jednak motyw outsaidera doskonale widoczny. Film jest chyba najbardziej nazwałbym to zwyczajnym jaki widziałem. Doskonale pokazuje zwyczajne życie, ulotność dobry chwil, będących w mniejszości do tych złych, ale ukazujący że trzeba dążyć dalej, najlepiej mając jakiś cel, może czasem nieracjonalny i niedostępny ale podtrzymujący siły do kolejnych walk. Gdzieś wyczytałem że każda minuta tego filmu jest bolesna, ale nie chodziło autorowi tych słów że film jest zły tylko że tak prawdziwy...Ellen Burstyn dostała zasłużonego Oskara, kompletnie urzeczywistniła swoja postać, w tle Kris Kristofferson, Diana Ladd, młody Keitel oraz młodziutka Jodie Foster. Daje 9/10.
84 Charing Cross Road (1987) reż. David Hugh Jones
Film obejrzany przypadkiem dziś wczesnym popołudniem. Okazał się idealnym filmem na wczesne popołudnie, bardzo sympatyczny, ciepły w najlepszym angielskim stylu. Nie jest zapewne znany wszystkim a szkoda, bo fabuła jest bardzo pomysłowa i jednocześnie prosta. Cały film jest jakby korespondencją pomiędzy amerykańską mieszkającą w Nowym Jorku pisarką Helene Hanff (Anne Bancroft) a sprzedawcą książek z londyńskiego antykwariatu Frankiem Doel'em (Anthony Hopkins). Osoby te połączyła korespondencja na początku służbowa a z czasem osobista i poszerzająca się o grono pracowników antykwariatu i ich rodzin.
Nie będę więcej zdradzał, ale warto podkreślić że żadne to romansidło, bardziej dramat z mocno nakreślonym elementem dobrej komedii w starym stylu (listy Helen są nieraz przezabawne, a angielski dystans Franka dodaje element swoistej groteski). Takich filmów nie robi się dziś za często...
Śmiało daje 9/10 jako że film jest wielokrotnego użytku, poprawiający humor.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
19-09-2010, 18:20
Nowy
Liczba postów: 2,172
Liczba wątków: 13
Potępiony: Pewien ekscentryczny milioner gromadzi 10 najgorszych zwyrodnialców świata, umieszcza ich na wyspie i wypuści tylko tego, który przeżyje. Całość idzie do internetu. Niestety facet ma pecha, bo wśród jego zawodników jest Steve Austin, który nie da sobie w kaszę dmuchać.
Spodziewałem się megatwardzielskiego, napakowanego testosteronem akcyjniaka klasy B. Niestety film jest strasznie nierówny. W jednej chwili jest jatka aż miło, żeby chwilę potem oglądać pojedynki w stylu PG-13. Ogląda się to bezboleśnie, ale jednak spodziewałem się czegoś więcej. Negatywne uczucie potęguje skrajnie łopatologiczny morał pod koniec filmu.
5/10
19-09-2010, 19:39
Stały bywalec
Liczba postów: 2,292
Liczba wątków: 34
Lemoniadowy Joe
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=wtAVCVMKpD0[/youtube]
Sentymentem wielkim darzę tę czeską komedię, ale to nie wystarczyło, żeby bez bólu serca (i oczu) obejrzeć ją po kilku latach. Są momenty zabawne (zwłaszcza ten wykpiwany patos), ale ogólnie to lekko słabujący ten film jest... chociaż, z drugiej strony, dużo lepszy niż niedawna ekranizacja "Lucky Lucka". Najbardziej drażniło mnie nakładanie jakichś dziwnych, jednokolorowych filtrów (żółtych, niebieskich, czerwonych...) celem nadania filmowi cech filmu kolorowego. Jednak w czarno-białym odbiorniku lepiej się to oglądało. Niektóre ujęcia za to dość fajne, zwłaszcza sceny bójek i strzelanin. No i skaczący z urwiska Joe... prawie, jak w nowym "Resident Evil" ;)
19-09-2010, 20:45
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Barton Fink - Dość głupi się czuję w konfrontacji z tym filmem. W życiu nie podejrzewałbym Braci o taki stopień zamotania fabuły. Najlepsze jest to, że obraz ten można interpretować na kilka różnych sposobów - jako pastisz (Polańskiego, filmów noir), jako kronikę upodlenia twórcy w Hollywood przedstawioną z jego punktu widzenia (i dlatego wszystko przesadzone takie), jako satyrę zarówno na światek Fabryki Snów, jak i na środowiska artystyczne, w których dominują albo przekonani o własnej wyjątkowości buce, albo wypaleni twórcy jadący na reputacji sprzed lat. Można też pójść w metafizykę czy też psychologię - i wtedy dopiero zaczyna się zabawa.
Skłaniam się ku interpretacji, że ten film mógłby być taką trochę nie do końca serio poprowadzoną wiwisekcją psychiki nowojorskiego pisarza - intelektualisty. Goodman to "plebejska" strona jego osobowości, detektywi to sumienie/głos rozsądku, pisarz uosabia obawy Bartona o to, kim ten mógłby się stać. Nie mam pomysłu na producenta jedynie... 9/10
Why are you firing wallnuts at me?
19-09-2010, 22:44
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Rozumiem że piszesz o Bartonie Finku? : )
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
19-09-2010, 22:49
|