03-04-2021, 14:45 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-04-2021, 14:53 przez Mental.)
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Inwazja pożeraczy ciał aka Body Snatchers - wersja z 1993 roku w reżyserii Abela Ferrary. Zdecydowanie najlepsza, choć mam wrażenie, że potencjał tkwiący w tej historii ciągle nie został w pełni wykorzystany. No i ta scena ładnie ryje banie:
Widziałem wszystkie trzy części i zdecydowanie wole najbardziej tę z lat 70tych. Klimat jest dziwacznie niepokojący, mamy świetne zakończenie, Roberta Duvalla na huśtawce, śliczną Brooke Adams, świetne zdjęcia. Gdyby nie durna scena z psem, byłoby wybitnie.
Donald Sutherland i Veronica Cartwright, poziom jej gry jest na poziomie z Alien prawie. 03-04-2021, 16:31
Mnie wersja z lat 70. strasznie zmęczyła. Zestarzała się mocno. Gdyby nie finał, to nie byłoby o czym gadać. Poza tym plastycznie wersja z 1993 roku jest bezkonkurencyjna - bo klimat filmów pierwszej połowy lat 90. jest generalnie nie do przebicia.
03-04-2021, 16:49
Mosul - iracki oddział specjalny przedziera się przez zdemolowane miasto w imię tajnej misji, a czarne charaktery w postaci mięsa z ISIS próbują im w tym przeszkodzić. Do grupy dołącza w wyniku jednej z wymian ognia młody policjant, który ma okazję aby przeistoczyć się z pizdusia w mężczyznę. To mocno skrócony opis pierwszego arabskiego filmu wyprodukowanego dla Netflixa przez braci Russo. Efekt jest średni, ocierający się o "dobry". Mega spodobał mi się koncept opowiedzenia historii z perspektywy oddziału. Kamera przez cały czas towarzyszy bohaterom i unika nierealistycznych ujęć. Spodobało mi się zwłaszcza zawarcie całego brudu zawieszonego w powietrzu po każdej rozwałce. Niby szczegół, ale w innych filmach raczej pomijany lub wrzucony od niechcenia. Tutaj czuć, że oddział wręcz "oddycha" czasami pyłem. Sam oddział to zlepek różnych osobowości, ale nie dane im jest rozwinąć między sobą relacje czy opowiedzieć o sobie coś więcej. Na dobrą sprawę ledwie poprawne tło ma tutaj dowódca, wspomniany policjant i gość o imieniu Walid ;) Reszta jest raczej anonimowa. No i finał - z jednej strony rozumiem założenie oraz to jak ważna jest ta kwestia dla Irakijczyków, ale z drugiej to jednak rozczarowanie i próba robienia wazeliny ze strony Netflixa.
6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
04-04-2021, 21:25
The Empty Man - James Badge Dale w roli byłego policjanta, który prowadzi śledztwo w sprawie zaginiecia córki swojej przyjaciółki.
Dość intrygujący, ale też trochę kulawy mariaż taśmowej sztampy z celującym w ambitne rejony cosmic horrorem. Czemu sztampy? Bo sporo tutaj typowego dla horrorów z ostatnich lat straszenia, a choć film ostatecznie ucieka od schematów i podąża w ciekawszą stronę, te momenty jednak ciągną w dół. Czemu ambitne? Bo od dawna nie było w mainstreamie filmu tak poważnie podchodzącego do typowo lovecraftowskich motywów - kwestionowania rzeczywistości, sugerowania "świata za zasłona", tajemniczego kultu, oddającego cześć potężnej istocie, zagłębiajacego się w spisek głównego bohatera. Może czasem się w tym potyka i zbyt mocno sprawia wrazenie prowadzonego ręką debiutanta, tak mimo wszystko doceniam starania, bo w najlepszych momentach (prolog w górach, przeglądanie starych taśm w leśnej chacie czy spacer po siedzibie kultystów) bywa naprawdę świetny.
https://www.filmweb.pl/user/Nawrocki/activity
https://letterboxd.com/nawrocki/list/best-movies-of-2020s/ https://letterboxd.com/nawrocki/list/2024-movies/ 04-04-2021, 22:54 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-04-2021, 22:58 przez nawrocki.)
Dokładnie! Empty Man daje czadu, gdy w grę wchodzą okultystyczne motywy, sekty i inne lovecraftowskie dziwy - kiedy jednak na pierwszy plan wysuwa się zwyczajny horrorek z "czymś" co się skrada i tylko czeka by uderzyć jest tak średnio, albo i wręcz słabo. Gdyby za sterami był jakiś ogarnięty gość, nie wiem, może Eggers (Witch <3 a Lighthouse tylko trochę mniej) bo on chyba najlepiej czuje takie klimaty, byłby prawdziwy sztosik. Film wygląda cudownie, jakoś tak surowo i zimno, a przy tym nieprzyjemnie i niepokojąco w pewnych momentach. Niby typ szuka zaginionej dziewczyny i odkrywa jakiś spisek i sektę, całość podlano horrorowym, skisłym sosem, to jednak wszystko wciąga jak odkurzacz. Trochę zepsuty odkurzacz, ale co z tego :) 7/10, podobało mi się. Rzeźba-posąg z prologu genialna.
05-04-2021, 12:24
Monster vs Aliens (2009) Film animowany.
Bardzo przyjemne filmidło/animacja komputerowa - z przesympatyczną Susan aka Gigantiką i bardzo dobrymi żartami sytuacyjnymi. Czasami zalatuje ostrą parodią i to fajnie działa. Natomiast fabuła raczej sztampowa - inwazja obcego z kosmosu który chce odzyskać jakieś tam moce. Co ciekawe, drużyna potworów to postaci z prawdziwych filmów takich jak Blob, Potwór z Laguny, Mucha - też ciekawy pomysł. Nie nudziłem się, uśmiech oraz mocny śmiech niemal przez cały seans. Sekwencja na moście jednak była ciut za długa i w sumie były tylko dwie akcje. Z drugiej strony nie bardzo widzę możliwości, aby upchać tam coś więcej, jako że same potwory niemal nie mają żadnych mocy poza Gigantiką. 6,5/10 06-04-2021, 19:10
Bibliotekarz 3: Klątwa kielicha Judasza (2008) - ależ pocieszny i przyjemny film! Niski, telewizyjny budżet wali po oczach, efekty specjalne są fatalne, cgi chyba robił jakiś stażysta, aktorstwo praktycznie nie istnieje (poza jednym wyjątkiem), sama intryga to jakieś odpady z Indiany Jonesa, ale... cholera, jakie to jest fajne! Idealna rzecz do obejrzenia po świątecznym obżarstwie, ot, leżysz i se patrzysz w ekran, chłonąc ten nieco naiwny, dziecinny, ale jednak bardzo mocny klimat. Nie spodziewałem się wiele, prolog mnie odrzucił, ale potem było tylko lepiej.
O co tu chodzi? Tytułowy bibliotekarz, czyli dr Carter z Ostrego Dyżuru, ma dość polowania na artefakty i siedzenia w bibliotece, jedzie więc na urlop do Luizjany, a tam zostanie wciągnięty w poszukiwanie również tytułowego kielicha. I tyle, wszystko jest banalnie wręcz proste, ale bardzo zjadliwe i lekkie. Klimaty Nowego Orleanu, cmentarzy i bagien, klubów oraz mgły są rewelacyjne, wbijają się w głowę i dodają uroku; a gdy na scenie pojawia się Stana (dosłownie, ha, bo jej pierwsza scena to występ w klubie jak śpiewa) to jest jeszcze lepiej. W sumie gdyby nie ona, to szukanie kielicha Judasza i zabawa w kotka i myszkę z Rosjanami (!!!) byłoby bardziej niż denne. A tak, jak pisałem, jest przyjemna, lekka rozrywka. Stana Katic jako wampirzyca jest po prostu urocza. Sympatyczna dziewucha z niej, a do tego ma całkiem miły dla ucha głos. ![]() 7/10 07-04-2021, 08:55 (02-09-2020, 17:36)simek napisał(a): The Professor and the Madman - Marne to, zupełnie bezpłciowe, bez energii, bez pomysłu na to, o czym w ogóle chcemy opowiedzieć. Aż dziwne, że ktoś przekonał aktorów formatu Penna i Gibsona do udziału w tym projekcie, po obejrzeniu wciąż nie wiem czemu ktoś widział potencjał w takiej historii. Ukazanie procesu powstawania słownika szczątkowe, więź między profesorem i szaleńcem też jest taka sobie, nic ciekawego - no nie wiem, naprawdę nie wiem jaki tu był zamysł. Ciepłe kluchy/10, czyli 5/10. Dzisiaj obejrzalem i moge sie tylko podpisac, cos ewidetnie nie zagralo. Zdecydowanie zabraklo mi dwoch rzeczy, ukazania przyjazni dwoch tytulowych panow, oraz procesu tworzenia wlasnie. Sprawdzilem zreszta na wiki, bo pamietalem, ze tam byl jakis produkcyjny dramat. Jestem ciekaw jak w zalozeniu mial wygladac ten film, odnosze wrazenie, ze polecialo z niego sporo materialu. Natomiast zdecydowanie byl tutaj potencjal, patrzac zreszta jak bardzo "chrzescijanska" w wymowie jest to produkcja to pierwsza moja mysla bylo, ze pasowalby pod rezyserie Mela i sie okazuje, ze wpierw sam zamierzal nakrecic ten film. Jest natomiast jedna rzecz, ktora powoduje, ze ten wybija sie jednak poza przecietnosc, mianowicie aktorstwo. Natalie Dormer w koncu ma co grac (kojarze ja tylko z epizodow), Mel jest idealny w swojej roli, jeden z jego lepszych wystepow, miejscami minum i granie oczami, malo ktory aktor potrafi przekazac tyle emocji tak prostymi srodkami. W ogole Mel naprawde potrafi dostarczyc w dramacie i powinien czesciej probowac czegos powazniejszego, bo warsztatowo niczego mu nie brakuje do holywoodzkiej elity. Najlepszy jest natomiast Sean Penn, absolutnie oscarowa rola (przynajmniej powinna byc z tego nominacja), nawet jezeli skrojona typowo pod nagrody to jednak dowalil do pieca z taka sila i szczeroscia, ze nie bylo czuc tutaj silenia sie pod oklaski. Pisze to, bo Penn ma historie w wybieraniu rol pod nagrody, wraz z pojsciem "full retard". Tutaj jednak cymesik, jestem naprawde pod wrazeniem. Tak w ogole chetnie zobaczylbym jakis kryminal z nim oraz Melem. Ogolnie moge dac 6.5/10 Za aktorstwo, chrzescijanskiego ducha i zajebiste brody :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
08-04-2021, 21:01
Lorenzo's oil 1992r. reż Goerge Miller (ten od Mad Maxa)
Dramat rodzinny, którego centrum rozgrywa się wokół chorego dziecka. Dzieciak ma mało znaną ówcześnie nauce chorobę ALD, która ujawnia się jak ma 6 lat. Rodzice, bardzo obeznani w świecie, ustawieni, zaczynają walczyć o zdrowie dziecka, wiedząc że choroba jest nieuleczalna. Film bazuje na dialogach, ale Nick Nolte i Susan Sarandon posiadają w nim niesamowitą pasję i te dialogi, czasem gra mimiką, gestami jest na mistrzowskim poziomie. Dodatkowo Miller prowadzi wątki czasami tylko obrazami i pojedynczymi kadrami, które doskonale podkreślają dramatyzm sytuacji.Chłopiec grający Lorenzo to normalnie nagroda Oscara się należy - wiadomo, że jak jest film o chorym dziecku, to musi bo być mocny punkt programu, ale chłopak po prostu jest tak autentyczny, że ŻAL oglądać jego degenerację zdrowotną. Film cały czas trzyma za serce, ale absolutnie nie w tani sposób - rodzice i ich walka pokazana jest w kolejnych etapach, a te są rzeczowe. I tutaj kolejny plus dla Millera - jako lekarz, zadbał aby ekspozycja była minimalna, zaś prace nad lekiem podane w sposób przystępny, acz medyczny. Inna kwestia, bo to film oparty na faktach - dawali chłopakowi 2 lata życia od wykrycia choroby: 9/10 Jak pamiętam przez pomyłkę to na VHS wypożyczyłem po premierze, i film zrobił na mnie wrażenie tak po latach oglądało się równie wspaniale. Wielkie, wielkie kino. Dostępny na netflix 08-04-2021, 22:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2021, 22:15 przez Debryk.)
Potwierdzam, ja chyba dawno nie widziałem tak przejmującego, dołującego dramatu o ludzkiej chorobie, walce o zdrowie i woli życia, niesamowita jest choćby scena, kiedy ojciec wgłębia się w podręcznik choroby i odkrywa hasło po haśle, co czeka jego syna, a po chwili wyje na schodach z rozpaczy. Do tej pory nie wiedziałem, że może istnieć takie piekło na ziemi, a imię jego ALD. Dzieciak faktycznie megaautentyczny. Swoją drogą trochę mnie bawił Nolte tym swoim udawanym włoskim akcentem, nie żebym się znał, no ale jednak.
09-04-2021, 09:33
Filmu nie widzialem, ale pamietam, ze to byl jeden z tych tytulow, ktore ciagle pojawialy sie w trailerach i VHS-owych katalogach na poczatku lat 90. Do nadrobienia w takim razie.
(17-04-2013, 12:57)MOLQ napisał(a): Dark Blue (2002) - spodziewalem sie jakiejs duzej intrygi, a dostalem film naprawde niskich lotow. Zdecydowanie Ayer nie popisal sie tutaj swoim scenariuszem, o akcji duzo nie mozna powiedziec, bo jej jest jak na lekarstwo, a same zamieszki zajmuja moze 5-7 minut. Oczywiscie koncowa scena iscie z rodem Hollywood, gdzie Kurt Russel gada jakis belkotowy monolog, a na koncu spoglada na plonace LA. Co do aktorstwa Kurt Russel ma jakies przeblyski, ale to wszystko jest jakies bezbarwne. W szczegolnosic Scott Speedman gra tutaj bardzo ogromna klode. & (17-04-2013, 12:57)Mefisto napisał(a): Dark Blue - fajny film, miło było obejrzeć dobre, policyjne kino bez komórek, satelit i tego typu pierdół. Świetny Russell, choć nie jest to rola na miarę Washingtona w Training Day. Ogólnie film poprawny w zasadzie i nic ponadto. Na plus to, że nie próbuje udawać młodzieżowego widowiska. Kobieta wybrala i sie nudzila, a mi sie podobalo, tak przynajmniej na 7/10, ale potem przyszla koncowka i mocno podkopala calosc. Po pierwsze film idealnie wpasowal sie w obecny klimat i ten caly flojdowo-kolankowy cyrk, ktory ma wlasnie miejsce w USA. Dobrze wiedziec, ze w Ameryce nic sie nie zmienilo i za chwile znowu moze zaplonie miasto, czekam na werdykt. Podczas seansu na mysl przychodzily mi Psy, Training Day oraz L.A. Confidential. Te dwa ostatnie nie powinny dziwic, bo oba spod piora odpowiednio Ayera i Ellroy'a. Co do psow, saksofon i troche policyjnych pogaduch przy whiskaczu zrobilo swoje, ale to w zasadzie tyle. Zabraklo w filmie ciezaru i klimatu, wszystko wydaje mi sie cholernie plaskie, kilka nocnych, ulicznych scen (nie liczac nocnego wlotu na chate to mamy tu moze 1-2 minuty klimatycznych ujec miasta noca) zdecydowanie zrobiloby temu filmowi na plus. Intryga zawodzi, sam poczatek akurat swietny, zwlaszcza dochodzenie, ale im dalej w las, tym jednak gorzej, bo tam gdzie powinna sie zaczac wieksza intryga mamy po prostu sciane. Chcialem wiecej, wiecej policyjnej roboty, wiekszej intrygi, gdzie macki ukladow i ukladzikow ciagna sie po rynsztoku miasta, a dostalem w zasadzie mega prosta (jezeli nie prostacka) historie o korupcji i naduzywaniu wladzy. Typowo dla Hollywood, wszystko stosunkowo mocno PC (choc czarncyh podczas zamieszek pokazuja jako niezla dzicz), biali mocno skorumpowani (oczywiscie totalni rednecy upojeni wladza), czarni natomiast to niezachwiane watpliwosciami posagi-symbole pelne wyzszych wartosci, a nawet jezeli w cos umoczone (zdrada malzenska) to juz dawno odpukutowane. Nuda w chu w tej kwestii i jechanie po lini najmniejszego oporu. Nawet dwa glowne gangusy sa zrobione tak, ze jeden jest czarny, a drugi bialy (co najlepsze, znam jednego bialego typa, ktory wyglada i mowi jak bohater Dasha Mihoka w tym filmie, nawet ten zloty zab sie zgadza) i ten bialy gra totalnego kretyna i zwyrola. Wszystko w zasadzie od linijki. Najlepszy i to zdecydowanie jest Kurt prowadzacy dochodzenie, niczym jakis szeryf napierdalajacy lokalsow, ktory utknal gdzies na przestrzeni wiekow. Zdecydowanie to on robi ten film, gdzie sama postac to mega kulcik (policjant dziada pradziada, gdzie ten drugi pamietal jeszcze czasy oldskulowych kowbojow), zero pierdolenia sie w tancu, co oczywiscie powoduje naduzywanie wladzy. I znow, zdecydowanie nie jest to jednoznacznie negatywna postac, po prostu typ, ktory ma tam jakis swoj kodeks moralny i dzieki oznace czysci miasto, myslac, ze robi dobrze, bo liczy sie sam wynik, a nie sposob dojscia do celu. Natomiast chcialem wiecej, chcialem zobaczyc Kurta wcisnietego w jakas glebsza intryge, rodem z Tajemnic Los Angeles i jak sie z tego wywinie, jak moze bedzie musial postawic na szali stare wartosci, albo te zostana zweryfikowane, wszystko podlane jakas solidna wyjebka. Natomiast tutaj mocny meh, szybka akcja w gettcie, potem troche obrazkow z zamieszek i bardzo toporny, teatralny final. Zamieszki akurat spoko, zwlaszcza, ze sluza tylko za tlo - biegajacy Dindu i latynosci, rabuja sklepy, pala miasto i atakuja ludzi, takze za bialy kolor skory, a na dachach Koreanczycy z giwerami. Super i moim zdaniem pokazano tyle i trzeba, i wiecej nie bylo potrzeby. Tylko ten final: toporny, teatralny, umoralniajacy i wygladajacy tak, jakby oboje z panow scenarzystow kompletnie nie mialo pomyslu na final oraz intryge i na szybko dopisali takie niewiadomo co. W sumie zawod, bo potecjal byl na duzo wiecej, takie mocno, ale to naprawde mocno naciagane 6/10 i tylko za Kurta, bo jego postac jest mega zajebista i zasluguje na osobny film. Wiecej, patrzac jak konczy jego bohater to:
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
09-04-2021, 11:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-04-2021, 11:15 przez Bucho.)
Chicago (2002) - Tak się zastanawiam, co było wyjątkowego w tym filmie, że królował na Oscarach 2003 i jedyne wytłumaczenie jakie mi się nasuwa to ówczesny power Weinsteina. Ani ten film nic specjalnego nie wnosi do gatunku musicali, ani też nie czuć w nim specjalnie jakiejś nostalgii. Fabularnie sprawdza się właściwie jedynie jako nadal aktualna satyra na media, które potrafią każdego wykreować na celebrytę. Nie potrafiłem też trzymać strony głównej bohaterki, będącej mało rozgarniętą idiotką. Z kolei jej mąż - BOŻSZEEEE... Ja rozumiem, że zdarzają się na tym świecie naiwni ludzie, ale takiego frajera jak on, to nawet pięciolatek by wyprowadził w pole. Co do aktorstwa - Gere dostaje grubymi nićmi szyty materiał i z jego możliwościami aktorskimi efekt wychodzi nijaki, Latifah IMO za młoda do roli typowej "cioteczki" względem głównych bohaterek, Zeta-Jones faktycznie najlepsza z obsady. 5/10
McCabe i pani Miller (1971) - Klasyka antywesternu. Zamiast słońca deszcz lub śnieg, a zamiast piasku - błoto. Już od pierwszej sceny, gdy główny bohater przybywa do miasteczka urzekł mnie ten klimat osadzonego wśród drzew szarego zadupia. Innym co czyni ten film tak bardzo wyjątkowym względem innych obrazów Dzikiego Zachodu jest ta poetycka otoczka. Altman świetnie tu przedstawia historię konfliktu człowieka z typowym korpo, okraszając to wszystko wyraźnym widmem melancholii. Największa zasługa jest tu przede wszystkim w tych cudownych balladach Leonarda Cohena (ale mu się głos zmienił przez te wszystkie lata - bez tej jego chrypki absolutnie nie poznałbym, że to on) oraz pięknych przymglonych kadrach Vilmosa Zsigmonda. Jedyna wada? Z pewnością to, że przydałoby się trochę więcej scen poświęconym bohaterom drugoplanowym, bo już polubiłem ten świat prostytutek pełen siostrzanych relacji czy wyluzowanego kowboja, granego przez młodego Keitha Carradine'a. Aż chciałoby się spędzić więcej czasu w takim sympatycznym towarzystwie. 9/10 09-04-2021, 11:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-04-2021, 12:14 przez Qrszon.)
ad Chicago
Ten musical jest zajebisty i BASTA :D Gere się sprawdza, Zelweger oscarowa (aczkolwiek jej bohaterka to taki typ, któremu sznura na szyję życzę zawsze), Zeta-Jones jednak pozostaje w cieniu, co widać szczególnie w sekwencji piosenki z "podchodem" do Roxie. Poza tym mega fajne piosenki, wpadają w ucho, dobra scenografia, i przaśna satyra na media. Aj, zajebiste to jest, no! Kocham <3 10/10 Co śmieszne, a związane z filmem - raz na wypadzie nad morze spotkałem bandę dziewuszek po srogim alko (ja też byłem wstawiony) przypałętał się jakiś Anglik i Francuz i całą gromadką śpiewaliśmy piosenki z Chicago, bo się okazało że ferajna fanowska. Śpiewaliśmy do 6 rano aż pozdzieraliśmy gardła. A dziewuchy odgrywały scenki jakby występowały na scenie. Ale zajebiaszcze przeżycie! 09-04-2021, 13:22 (09-04-2021, 13:22)Debryk napisał(a): Co śmieszne, a związane z filmem - raz na wypadzie nad morze spotkałem bandę dziewuszek po srogim alko (ja też byłem wstawiony) przypałętał się jakiś Anglik i Francuz i całą gromadką śpiewaliśmy piosenki z Chicago, bo się okazało że ferajna fanowska. Śpiewaliśmy do 6 rano aż pozdzieraliśmy gardła. A dziewuchy odgrywały scenki jakby występowały na scenie. Ale zajebiaszcze przeżycie! Zazdro. To muszą być piękne wspomnienia do końca życia (lub do Alzheimera :P). Ja "Chicago" oglądałem chyba w 2015 i dałem wówczas ocenę podobną do Qrszona, czyli 6/10. Z tego co pamiętam to też zarówno bohaterka, jak i jej małżonek działali mi swoimi wadami na nerwy. Może pozwolę sobie w wolnym czasie na jakieś odświeżenie po latach. A jeszcze co do "McCabe'a & pani Miller" - też gorąco polecam. Naprawdę świetnie się ten film ogląda po latach, a soundtrack Cohena to faktycznie niezła magia. Wszystkie trzy ballady niczym z innego świata. 09-04-2021, 14:42
Jestem już po seansie Thunderforce nowej mało śmiesznej komedii superbohaterskiej .Jest bardzo przewidywalnie oraz mało śmiesznie .Plusem jest postać Kraba grana przez Batemana :D . Głównego złoczyńcę oraz kto jest zdrajca idzie wybadać po 30 minutach czyli to 20 minut dłużej niż to jak mamy prolog filmu który tłumaczy nam cała historie oraz młodzieńcze życie bohaterek .Reżyser chce nam pokazać za duzo pokazuje jak i odnowienie przyjaźni bohaterek oraz życie superbohatera z z komediowej strony a nie ukazuje nam jak dokładnie powstał preparat na bycie superbohaterem oraz innych villanow .
09-04-2021, 15:56
Radziecki Kubuś Puchatek - O rany. Pierwszą odcinek widziałem w fragmencie puszczonego w ramach Domowego przedszkola (i jak pamiętam tego Puchatka też dubbingował Jan Kociniak) oraz w całości, jak Helios puścił blok radzieckiej animacji. Sądziłem, że Sowieci byli bardziej wierni książkom, a okazuje się, że więcej było wolności artystycznej. Puchatek i Prosiaczek to nie są pluszaki, a pełnoprawne zwierzęta, Krzysia w ogóle tu nie ma, projekty plastyczne są bardziej autorskie. W ogóle przypomina to tripowe eksperymenty Antoniszczaka aniżeli kreskówkę kierowaną dla dzieci. Nawet czołówki wyglądają jakby urwały się z Jak działa jamniczek. Puchatek wiecznie chodzi ze zdziwionym wyrazem twarzy i nie powiedziałbym, ż w tej wersji to miś o małym rozumku. OK, Einsteinem nie jest jest, ale to bardziej prosty chłop, który dochodzi do wniosków w swój chłopski sposobik. Jednak każda z trzech części dość wiernie podąża książkowym rozdziałom. Nawet struktura tytułów jest podobna co w książkach. Z kolei Sowa i Kłapouch zachowali swe charaktery, Królik jest bliższy oryginału, a Puchatek co chwila wyśpiewuje swoje mruczanki. Wygląda to ładnie, choć voice acting dziwny, bo wszyscy mówią helem, ale pewnie to taka konwecja. Ogólnie kreskówki zachowały klimat jak Milne'a. Polecam to jako ciekawostkę i rekomenduję sympatykom radzieckiej animacji. No i mruczanka Puchatka idealnie pasuje do zawracania uwagi marudnym niemowlakom. Mi się udało z siostrzeńcem, gdy siostra go przewijała :).
10-04-2021, 15:38
Heheh... Jeszcze nie tak dawno, tuż przed pandemią nasz nauczyciel od rosyjskiego puszczał nam pierwszy odcinek radzieckiego Puchatka na lekcji. Cała klasa wydawała się być zmieszana tym co oglądała. Ja z kolei doszedłem do wniosku, że Joe Pesci tworząc swoje emploi musiał się tym Puchatkiem inspirować xD
Tak od siebie dodam, że owy belfer od ruskiego to chyba nasz ulubiony w szkole. Lekcje tego okropnego języka zawsze są z nim lightowe i przy okazji przybliża nam rosyjską popkulturę. Zapoznał nas także m.in. z "Krokodylem Geną". 10-04-2021, 16:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-04-2021, 16:29 przez Kryst_007.) (08-04-2021, 22:14)Debryk napisał(a): Lorenzo's oil 1992r. reż Goerge Miller (ten od Mad Maxa) Obejrzalem wczoraj wieczorem, u mnie o dwa oczka nizej, ale to nadal mocna siodemka. Jeden z tych filmow, gdzie nie bardzo jest sie do czego doczepic, a ze historie napisalo samo zycie i jeszcze w taki sposob to nie sposob krytykowac, zeby nie wyjsc (jak to mawiala moja babcia) na Kalwina :) Film stoi glownie szantazem emocjonalnym wywolanym pokazywaniem choroby dziecka, natomiast w zdecydowana wieszosc czasu robi to ze sporym taktem, wyczuciem i umiarem, choc naduzywanie Addagio fo Strings zaczelo mnie w pewnym momencie zwyczajnie irytowac, spokojnie wsytarczyloby uzyc klasyk Barbera tylko w jednej scenie i to by wystarczylo. Formalnie jest ok, choc zajelo mi chwile przyzwyczajenie sie do epizodycznosci w narracji, czego nie do konca jestem fanem, ale w zwiazku ze zlozonoscia i zakresem historii jest to zrozumiale. Aktorsko super, Sarandon poza skala, Nolte bardzo dobry, ale duzo lepszym rozwiazaniem byloby zatrudnienie wloskiego aktora, bo ten jego akcent wybijal mnie torche z seansu, no ale wiadomo, nazwisko. Na drugim planie standardowo solidny James Rebhorn i jak zwykle niezawodna Margo Martindale, ktora obsadzalbym w kazdym filmie, bo po prostu kocham te jej teksanska iskre. Wielki podziw dla tych rodzicow, za podjeta nie tylko walke o syna, ale tez czego dokonali dla reszty tych dzieciakow - to poswiecenie, sila charakteru i wiara, ze warto. Scena gdy Nolte pyta sie zony, czy ta bierze pod uwage, ze robia to juz nie dla swojego syna, bo moze byc juz za pozno, ale dla innych dzieci...no jedna lezka poleciala. Druga juz na napisach koncowych i montazu nagran dzieciakow. Ogolnie dobry film. (08-04-2021, 22:14)Debryk napisał(a): Jak pamiętam przez pomyłkę to na VHS wypożyczyłem po premierze, i film zrobił na mnie wrażenie tak po latach oglądało się równie wspaniale. Wielkie, wielkie kino. Z takich chorobowych wyciskaczy lez, ktore krazyly na VHS i byly mocno populane wsrod polskich gospodyn domowych na poczatku lat 90 to pamietam jeszcze "Podazaj w strone Swiatla" Film nie jest na faktach, typowy B-klasowy dramat rodem z Hallmark, ale tak jak my z ojcem mielismy Commando i Rambo, tak babcia z mama mialy "Go Toward the Light" wlasnie.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
10-04-2021, 16:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-04-2021, 00:00 przez Bucho.)
Hunter Hunter (2020)
No nie wiem, nawrocki polecał, ale po mojemu to jeszcze jedna adaptacja mangi/anime nie mająca wiele wspólnego z pierwowzorem. ![]() Co prawda nie czytałem oryginału, ale tak na oko zakładam, że pewnie nie ma tam Widziałem tu porównanie do Hold the Dark i choć w HH nie ma pojedynczej sceny równie dobrej co ostatni występ Cheeona, to jako całość podoba mi się bardziej. Film Saulniera zmierzał koniec końców donikąd (podobnie jak powieść), co maskował tanią symboliką. Tu przeciwnie, im dalej tym lepiej, a końcówka jest najbardziej satysfakcjonującą częścią, choć to satysfakcja z rodzaju "teściowa zjechała twoim nowym samochodem w przepaść". Dobre, ale ponure jak cholera. 8/10 10-04-2021, 18:26 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 242,947 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,785 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,193 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,444 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,743 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,343 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,642 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,152 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 324 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 2 gości |

Spoiler![[Obrazek: SPOILER_unknown.png]](https://cdn.discordapp.com/attachments/522548808840904714/828531842134442004/SPOILER_unknown.png)
![[Obrazek: tumblr_n1ium24Wzm1sphttoo4_250.gif]](https://64.media.tumblr.com/b25b61f021aeb6af7bcffdfa468fdc0f/tumblr_n1ium24Wzm1sphttoo4_250.gif)

![[Obrazek: Hunter_x_Hunter_cover_-_vol1.jpg]](https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/0/0f/Hunter_x_Hunter_cover_-_vol1.jpg)





