Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Z innej beczki, wiecie że według Empire UK The Right Stuff był jednym z głównych źródeł inspiracji dla Nolanowskiego Interstellar?
Ale z jeszcze innej beczki, The Right Stuff mogło być równie znaczącym źródłem inspiracji dla Nolanowskiego Dunkirk.
Gdzie też Nolan próbuje przedstawić upokarzającą porażkę jako narodowy triumf.

Odpowiedz
Heart Eyes (2025)

Morderca (dość oryginalna maska) poluje na zakochanych w walentynki, ale tym razem się pomylił, bo wziął za cel dwóch pracowników firmy produkującej biżuterie, którzy dopiero co zaczęli ze sobą współpracować i próbują wymyślić nową reklamę na której firma planuje zarobić dużo kasy. Udane połączenie slashera z komedią romantyczną. Twórcy bawią się kliszami tych gatunków, szczególnie romcomu. Dwójka głównych (nie) zakochanych to sympatyczni bohaterowie, którym się kibicuje w walce z mordercą. Morderstwa są odpowiednio krwawe , mamy też zabawne dialogi, ogólnie to cały czas się coś dzieje. Z zainteresowaniem obserwuje się Olivię Holt i Masona Goodinga grających Ally i Jaya, jak się docierają na (nie) randce, a jednocześnie walczą z psychopatą. Przez cały film miałem wrażenie, że oglądam kolejną produkcje Christophera Landona,  bo film ma podobny klimat co Freaky, Śmierć nadejdzie dziś (ale jedynka), i niewiele się pomyliłem, bo nie jest reżyserem, ale jednym ze współscenarzystów.  Ocena: 6/10.


M3GAN 2.0 (2025)

Doceniam to, gdy twórcy filmów idą w sequelach w inne rejony, bawią się gatunkami, i tak zrobił Gerard Johnstone, który z wariacji nad "nawiedzonym dzieckiem" mającej w sobie elementy horroru w dwójce porzuca całkowicie takie klimaty i robi coś w stylu Terminatora 2 co już widać od pierwszych scen, a oprócz tego mamy w pewnym momencie coś w stylu pierwszej Szklanej Pułapki i nawet w jednej scenie musical. Nie mam nic przeciwko temu, ale nie przypominam sobie filmu, który oglądałbym na trzy posiedzenia (serio, to mój pierwszy raz, nawet na dwa posiedzenia nigdy żadnego filmu nie oglądałem). A nie byłem zmęczony, niewyspany, po prostu nie dałem rady tak mnie film znudził, choć doceniam za próbę zrobienia czegoś nowego i innego, ale to jest nieudany eksperyment. Ale żart z Seagalem na początku filmu, który wraca pod koniec doceniam. No i podobała mi się aktorka grająca meganową wersję złego terminatora z Terminatora 2 (albo terminatorki z Terminatora 3). Ocena: 3/10.

Weapons (2025)

Wśród krytyków i dziennikarzy panuje od kilku lat taka moda, że jeśli jest jakiś horror, który bawi się gatunkami, kliszami, albo czymś się wyróżnia to z miejsca uznawany jest za horror roku, a kiedyś takich słów używano głównie do horrorów od studia A24, ale jakiegoś czasu to się zmieniło (w 2025 roku mieliśmy też inne filmy, które już za premiery okrzyknięto horrorem roku, np Bring her back, a jestem pewien, że było jeszcze kilka innych horrorów, które reklamowano jako najlepsze kino grozy w 2025, których tytuły wyleciały mi z głowy. Przestałem się już na takie reklamy nabierać, więc nie przeżyłem rozczarowania, bo spodziewałem się dobrej rozrywki w stylu poprzedniego filmu , czyli Barbarian i to dostałem, a nie żadne kino zmieniające gatunek. I tak szczerze, to film mnie niczym nie zaskoczył.

Oczywiście jest świetnie zagrany przez wszystkich, też dzieciaka. Julia Garner w końcu ma rolę, w której może pokazać swój talent, wychodzi z szufladki serialu Ozark, a jeśli wcześniej miała takie role to przegapiłem. Jest dobrze zrealizowany i ma dobrą muzykę (napisaną przez reżysera), ale o większości współczesnych dobrych horrorów można powiedzieć, że dowożą od strony produkcji i aktorstwa. Doceniam to jak umiejętnie Cregger przechodzi z humoru w sceny w trzymające w napięciu, a raczej jak jedna i ta sama scena potrafi rozbawić i jednocześnie w tym samym momencie trzymać w napięciu i nie wybija to z filmu Weapons wyśmiewa klisze jak np sekwencja z jump scare,na którą Brolin reaguje - What the fu.... -  czyli tak jakby widz zareagował. A zakończenie, które dzieli to nie uważam za takie po którym mógłbym się wkurzyć na reżysera i film skreślam, ani też nie zareagowałem tak, że wyrwało mnie z kapci i podniosę ocenę,  bo od początku reżyser sugerował o czym może być historia..

Film ma dość prostą i przewidywalną fabułę opowiedzianą w stylu np Damona Lindelofa, on lubi się bawić w żonglowanie perspektywami.  No może nie domyśliłem się co dokładnie z dzieciakami się stało, ale od sceny gdy nauczycielka obserwuje pewien dom, a to był pierwszy rozdział, czyli początek filmu, to mniej więcej domyślałem się w jaką stronę historia pójdzie. Są w filmie różne sugestie od początku w jaką stronę fabuła może eskalować, a że oglądałem Barbarian to nie byłem specjalnie zaskoczony. No i też Barbarian uważam za film bardziej zaskakujący, w tamtym filmie jednak mnie potrafił reżyser i scenarzysta zaskoczyć.

Nie przeszkadza mi to, że twórcę Weapons nie interesuje żaden przekaz, że Weapons to jest  np metafora np współczesnej Ameryki, tylko jest czysta rozrywka i nic więcej. Nie każdy współczesny horror to musi być od razu dzieło artystyczne do rozmyślań, które ma kilka warstw w sobie, a dziennikarze, krytycy i widzowie będą wyciągać te warstwy z "cebuli", i zastanawiali się o co chodziło artyście. No chyba że zamiarem Zacha Creggera było pokazanie co wiadomo odkąd kino powstało, że komedia i horror to gatunki które są blisko siebie, bo wywołują reakcje ciała widzów (podskakujesz na horrorze, śmiejesz się na komedii) to się mu udało, bo połączył oba gatunki tak, że już bardziej przenikać się nie mogą.

W filmie jest sporo głupotek i to od początku, wiem że to satyra, ale np


i to trochę mnie kłuło w oczy, ale przez to, że film ma fajne postacie i humor, który mi przypasował, a twórca nie sili się na żadne wielkie dzieło, tylko rozrywkę to przymykam oko na te głupotki.  Gdyby takie głupoty były w poważniejszym filmie to oceniłbym niżej a tak np na scenie finałowej jak z Evil Dead miałem banana na twarzy.  Ocena: 7/10.

Odpowiedz
(20-10-2025, 23:39)Paszczak napisał(a): Gdzie też Nolan próbuje przedstawić upokarzającą porażkę jako narodowy triumf.

Co Ty pieprzysz teraz? xD
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(20-10-2025, 23:06)Paszczak napisał(a): Wy tak poważnie? Bo o ile cały wątek Yeagera jest faktycznie idealny i mucha nie siada, tak cała część poświęcona astronautom...
W sumie to nie wiem do końca, bo za każdym razem w okolicach 3-4 godziny przygotowań zasypiam z nudów.
Fajnie jechać po poczciwym wyrobniku Howardzie, ale obok zwartego dramatyzmu Thirteen Lives toto nawet nie stało.

(oraz)


Gdzie też Nolan próbuje przedstawić upokarzającą porażkę jako narodowy triumf.

Yyyy, tylko Szamar coś napomknał. Ja akurat uwielbiam też "Apollo 13" i "Thirteen Lives" i styl Howarda. Ale jak Ty doszedłeś od TRS do przekuwania porażki w tryumf, to ja nie wiem :D Wyśpij się, czy coś?

The Rights Stuff, poza kawałkiem historii, pokazuje też determinację i gigantyczny sukces przez ciężką pracę, stawianie czoła wyzwaniom itd..
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
No kurde jakby nie patrzeć przegrali wyścig w kosmos. Gagarin pierwszy, a Titow co prawda czwarty ale za to przez dobę i sam sterował.
Ale spoko, wam się podoba. Mnie też się podoba, kiedy Shepard jest na ekranie (Sam, nie postać Glenna).

Odpowiedz
No, Amerykanie umieją w propagandę. BTW cały serial "For Alll Mankind" to w sumie zrobienie sukcesu z porażki :P

A ruskie nakręcili ostatnio tylko to o Gagarinie:


Odpowiedz
(20-10-2025, 19:09)OGPUEE napisał(a): O, nawet nie wiedziałem, że u nas emisję miał ten serial z lat 60. Sądziłem, że franczyza zadebiutowała u nas za sprawą filmu kinowego.
Znajomy mi o tym serialu opowiadał bo pamięta i żył wtedy przede wszystkim a były to lata 67-68. Rzecz podobno nosiła tytuł Belfegor czyli upiór Luwru a już czołówka, jak sam mi teraz pisze, była okropna :O, w sensie niepokojąca a nie do dupy


Cytat:Werewolf in London - pierwszy Universal o wilkołaku (czy film, nie wiem). Jest ciekawy ujrzenia ze względu za inne podejście do wilkołactwa niż dekadę później (jak czytałem w Wolfmanie z Chaneyem cały wilkołaczy lore to była twórczość własna). Tu wilkołak ma świadomość kim jest i jest cywilizowany, bo przed wyjściem zakłada kaszkiet i płaszcz :) i nie rozrywa ciuchów podczas przemiany (podobnej do tej Jekylla i Hyde'a). I kolo wypuszcza jednego wilka z klatki zoo, by go wrobić w zagryzienia ludzi (dobra, za robienie złego PR-u temu biednemu zwierzęciu należy mu kulka). I w przeciwieństwie do filmu Chaneya wilkołaki nie mają różnych leveli w przemianie. Nie spodziewałem się, że to rozpocznie się wstępem z Tybetu, bo horrorowo ten region kojarzy się z innym futrzanym potworem. I też sajfaj, bo gościu ma u siebie prototyp Skype'a. Z kolei fani gatunku będą zadowoleni, bo bardzo szybciutko pokazują kudłacza. I budżet musiał być dobry, bo wzięli autentyczne wilki do zagrania tych z zoo.

Co do reszty, to raczej ma się do czynienia z ramotką, która służyła jako prosty straszak do rozluźnienia. Jest kiepskie aktorstwo głównego bohatera, a damy grają jak z kreskówki lub screwball comedy (zwłaszcza żona głównego bohatera). Szybko się domyśliłem co byłem twistem już przy pierwszej wskazówce, bo to było zbyt oczywiste. Jak to lata 30./40., design wilkołaka taki sobie i wygląda jak ten ze Scooby Doo, gdzie jesteś?; pewien jestem, że twórcy przy jednym odcinku z tego filmu brali inspiracje. Nawet dobrze, bo to był mój ulubiony odcinek. I mimo wszystko, film nie był jakiś zły i przy paru szlifach byłby równie kultowy co inne universalowe horrory.

6/10
Ogólnie zgoda, niezła, ale niedogotowana rzecz, dużo akcji i pamiętam, że jakaś doza brutalności tam była. Za to Wilkołaki z wyglądu wyglądały demonicznej, groźniej niż Chaney Młodszy kilka lat później. Na pewno lepsze to niż She-Wolf of London

Odpowiedz
(21-10-2025, 08:56)Paszczak napisał(a): No kurde jakby nie patrzeć przegrali wyścig w kosmos.

xD
W tej bajce są też jednorożce i feministki?
Pytam, bo poleciałeś dalej niż Łajka teraz. A film nie pokazuje jeno momentu "do Gagarina" - co byś w sumie wiedział, gdybyś obejrzał całość - tylko całą drogę i wszystkie trudy początków lotów w kosmos w ogóle. Taki blueprint dla późniejszego - i równie świetnego - serialu HBO Z Ziemi na Księżyc, czyli tam, gdzie de facto ścigali się jedni z drugimi.
Co do ewentualnej porażki, to tej upatrywać można tylko li wyłącznie w skasowaniu programu kosmicznego, który do dziś się nie odrodził. Jego miejsce zajęła turystyka kosmiczna, z grupą pedałów latających tam i z powrotem na ISS.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
No tak. Co prawda Ruskie miały pierwszego satelitę, pierwszego mężczyznę w kosmosie, pierwszą kobietę w kosmosie, pierwszy spacer w przestrzeni, pierwsze lądowanie (robota) na księżycu, pierwszą stację kosmiczną, a przez dobrą dekadę na ISS można było latać tylko Sojuzami. Ale spoko, JFK (który był czarny) powiedział arbitralnie że liczy się lądowanie człowieka na księżycu.
Amerykanie: gdy przegrywasz, zmień definicję wygranej.
Ale rozumiem, Pierwszy Krok w Kosmos brzmi fajniej niż Drugi, Trzeci i Piąty Krok w Kosmos, A Przy Trzecim Się Potknęliśmy.

Odpowiedz
(21-10-2025, 14:46)Paszczak napisał(a): Ale spoko, JFK (który był czarny) powiedział arbitralnie że liczy się lądowanie człowieka na księżycu.

No bo taki był cel właśnie xD
Ale dobra, odpuszczam, bo widzę, że mam do czynienia z przyszłym czytelnikiem nowych podręczników historii zaprezentowanych przez Nolana w Interstellar xD
Ruskie mentalnymi zwycięzcami, choć pierwsi w kosmosie to mieli głównie trupy, czyli jak zawsze w ZSRR.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Aaa, jak mierzymy ilością trupów to faktycznie USA jest na czele stawki.
Tak, Komarow zginął jako pierwszy w czasie misji kosmicznej... bo nieszczęśnicy z Apollo 1 nawet nie zdążyli wystartować.
Co było celem, posadzić flagę na Księżycu, strzelić sobie parę słitfoci i pozbierać parę kamieni? Rosjanie tak głęboko mieli w dupie Księżyc, że zainicjowali swój program załogowego lądowania w 1964, 3 lata po Amerykanach.
Gdyby nie przedwczesna śmierć Siergieja Korolowa i tam pewnie by ich przegonili.
A dalszy kierunek kosmicznej eksploracji wyznaczyła nie ta bezużyteczna sucha skała tylko kolejno Salut, Mir i ISS.
Zresztą i tak wszyscy wiemy, że lądowanie na Księżycu to Kubrick zrobił.
Racja, odpuśćmy sobie. Komuś tu propaganda mózg przeżarła i każdy z nas uważa że to temu drugiemu.

Odpowiedz
Dodam tylko taktycznie że w tym sporze stoję po stronie towarzysza Paszczakiewicza.
ZSRR gurom.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
Спасибо

Odpowiedz
Ziemia jest płaska, a cały wyścig w kosmos to ściema wykreowana na potrzeby NWO. 

Odpowiedz
(21-10-2025, 11:46)samuuel napisał(a):
(20-10-2025, 19:09)OGPUEE napisał(a): O, nawet nie wiedziałem, że u nas emisję miał ten serial z lat 60. Sądziłem, że franczyza zadebiutowała u nas za sprawą filmu kinowego.
Znajomy mi o tym serialu opowiadał bo pamięta i żył wtedy przede wszystkim a były to lata 67-68. Rzecz podobno nosiła tytuł Belfegor czyli upiór Luwru a już czołówka, jak sam mi teraz pisze, była okropna :O, w sensie niepokojąca a nie do dupy
Ooo, to na pewno z nikt z forumowiczów nie będzie pamiętać, bo takich dinozaurów to tu nie ma* :). Swoja drogą to trafiłem z tym Belfegorem na porę seansu, bo tego samego dnia ktoś ograbił Luwr.


* A propo prehistorii:

Revenge of the Creature - jako reprezentant Potwora z Czarnej Laguny będzie jego sequel. Aż dziwne, że do tej pory nie zrobili remake’u oryginału. Nawet del Toro robił jedynie wariację. Właściwie del Toro zrimejkował ten akurat film, ponieważ i tu rybolud zostaje złapany do ośrodka naukowego i nie chce tu przebywać. Też zaskoczyłem się, że ponownie za kamerą stoi Jack Arnold.

Technicznie dalej jest dobrze, jest sporo ujęć podwodnych i Gill Man nadal wygląda jak żywy (jak na tamte lata). Witają zdjęcia florydzkiej przyrody udającej ta amazońską. I jak na robiony na szybko sequel przynajmniej nie jest to remake jedynki i fabuła jest naturalnym rozwinięciem tej z poprzednika. I tutaj ludzie wykazują troskę wobec Gill Mana i starają się go zaaklimatyzować. Zresztą jest sporo sympatii wobec potwora, który atakuje gdy jest sprowokowany, gdy np. nachalni reporterzy z ich fleszami rozjuszają go niczym King Konga. A miło też relacja romansowa głównej pary jest naturalna, bo razem pracują od dłuższego czasu.

Z drugiej strony to dość nudny film, słabo zagrany i czasem memicznie śmieszny, bo jak ogłaszają ucieczkę Gill Mana to ludzie uciekają w popłochu, mimo że rybiak wielkości człowieka mógłby zostać łatwo zneutralizowany. A przez spory kawałek jest przewidywalne romansidło między ichtiologiem a ichtiolożką (która i tak swoje serce trzyma dla rosłego wilczura). I jeszcze to nadużywanie "strasznego" motywu muzycznego, mimo że w większości potwór nie robi nic złowieszczego.

W sumie film byłby zapomniany, gdyby nie fakt, że to debiut Clinta Eastwooda. Przy czym inny sajfaj z początków jego kariery też mi bardziej przypadł do gustu (Tarantula jakby ktoś się pytał). 

5/10

Odpowiedz
(21-10-2025, 17:33)Paszczak napisał(a): Aaa, jak mierzymy ilością trupów to faktycznie USA jest na czele stawki.

Lol, nie mierzymy nic ilością trupów, ale śmieszy mnie, że po obejrzeniu ile? Połowy filmu? wyjechałeś z pretensjami o jakiejś propagandzie na rzecz pseudo porażki (upokarzającej w dodatku, choć w sumie nie wiadomo kogo), choć przecież sukcesem jest do dzisiaj cały program kosmiczny i to, co ci ludzie osiągnęli właściwie z niczego (i o tym jest w sumie ten film - o ludziach, którzy mieli "right stuff", żeby zrobić to, co zrobili, a co powtórzyli potem nieliczni). I to zachwalanie ZSRR, bo kilka rzeczy wyszło im cudem szybciej niż USA, przy jednoczesnym olewaniu kompletnie innego podejścia do tematu. Aha, i nie tylko Komarow zginął w kosmosie zanim Gagarin osiągnął sukces. Ilu ich było, to pewnie się nie dowiemy, bo to ZSRR właśnie.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Dziś 22. października; rok temu nie było Mario Bavy i tym razem też nie ma, ale jest jego syn – Lamberto. I to podwójnie:

Dèmoni - początek i wlatują na pełnej kurwie lata 80. z syntezatorowym bitem i kolorowymi panczurami. I trochę się pozaskakiwałem. Myślałem, że ofiary to będa najwyżej studenciaki, a mamy większe zróżnicowanie wiekowe. I alfons okazuje się najbardziej rozsądny i ogarnięty (lecz film zaczynał być za bardzo "woke", więc go ubili) Szczególnie, że pierwsza ofiara ejtisowa Brenda ze Strasznego Filmu, która też zachowuje niegrzecznie w kinie (m.in. pali fajki) i zostaje za to ukarana. Też rozwala mnie fakt, że kręcono w Europie (dokładnie to w Berlinie) nieudolnie udającą amerykańskie realia, bo architektura i napisy niemieckie, a na początku jest ujęcie na zaniedbane kamienice, takie jak widzę podczas jazdy tramwajem :). Efekty specjalne o dziwo dobre, zwłaszcza moment wymiany zębów czy wyjście demonicy z ciała. I zdjęcia też ładniutkie i stylowe. W jednym momencie siada tempo, a z kolei mini wątek delikwentów od kokainy właściwie zbędny, bo nic nie wnoszą do fabuły i szybko kończą jako zombie demony. Też niewiele wyjaśnia o co chodzi z tym nawiedzonym filmem i maskoludem i jakie jest źródło demonów - w tym wypadku uznano, że chuj - mamy się bawić jatkami i jak rozwalają Szkoplandię. I zadanie to wypełniło, bo ta bezpretensjonalna rozrywka mnie się spodobała.

7/10


Dèmoni 2 - progres. Lepiej ukryli fakt, że kręcili to w Niemczech. Dali angielskie tablice :). Widocznie Berlin zbombardowano po raz drugi, bo sytuacja została opanowana i nikogo nie obeszło, że mieli inwazję zombie demonów. Nie tylko Cameron bezczelnie rimejkował swój film. Pierwszy był Bava z tym dziełem. Znowu fabuła jest kopiowana mimo innych okoliczności, a Bobby Rhodes znów gra jednego z bardziej przytomnych bohaterów (tym razem czarnoskórego ojca Jerry'ego z Jerry'ego i paczki). Kuźwa, znowu epizod maja jacyś delikwenci w skórzanych ćwiekach. Ba, nawet powtórzono to zwolnione ujęcie demonów w stylowych cieniach. Z kolei film w filmie, oglądany przez małoletnią Asię Argento, ma większy udział. A potwory też zrobiły się bardziej różnorodnie - np. mają żrącą krew i to fest. Kinematografia też nadal klimatyczna, a efekty też OK - całkiem robi wrażenie motyw wyjścia demona z telewizora. Podobno Bava celowo zmniejszył ilość przemocy, by załapać się na niższy rating. Ja tam nie wiem. Odniosłem wrażenie, że trupów i wylanej farby był zbliżony, a czasem większy. Kto by pomyślał, że później Lamberto Bava po takich horrorach będzie kręcił telewizyjne baśnie dla małych dzieciaków :). Aktorstwo słabe i przesadzone, okraszone jeszcze bekowym dubbingiem. No i cierpi na tym, że to defacto powtórka z rozrywki, ale o mniejszej parze. I jeszcze z większą zlewką na scenariusz. Ale tak to jest z sequelami robionymi na fali sukcesu jednostrzałowców.

6/10

Odpowiedz
(21-10-2025, 21:55)OGPUEE napisał(a):
(21-10-2025, 11:46)samuuel napisał(a):
(20-10-2025, 19:09)OGPUEE napisał(a): O, nawet nie wiedziałem, że u nas emisję miał ten serial z lat 60. Sądziłem, że franczyza zadebiutowała u nas za sprawą filmu kinowego.
Znajomy mi o tym serialu opowiadał bo pamięta i żył wtedy przede wszystkim a były to lata 67-68. Rzecz podobno nosiła tytuł Belfegor czyli upiór Luwru a już czołówka, jak sam mi teraz pisze, była okropna :O, w sensie niepokojąca a nie do dupy
Ooo, to na pewno z nikt z forumowiczów nie będzie pamiętać, bo takich dinozaurów to tu nie ma* :). Swoja drogą to trafiłem z tym Belfegorem na porę seansu, bo tego samego dnia ktoś ograbił Luwr.
No to by uczcić tę kradzież to obejrzę serial w końcu... no kiedyś :P


Revenge of the Creature lubię najmniej, ale wciąż podoba mi się jako przedstawiciel proto-slashera. Za dużo romansowania i Potwór przez duży odcinek filmu jest uwięziony, przez to z jednej strony ma mniej do roboty a z drugiej jest to coś innego. Na końcu za to więcej się dzieje. Do tego Jack Arnold ma lekką rękę do reżyserii i świetnie się jego filmy ogląda. 8/10 ode mnie, przy czym Potwory Universala zawsze u mnie mają zawyżone noty bo to moje klimaty i tyle. Niewątpliwym plusem tej serii jest to, że z każdym filmem robią coś innego. Jedynka jest klasyczna i mam do niej sentyment jak widziałem za dzieciaka w bodaj 2004 roku, to musiał być seans z okazji 50-lecia pewnie na jakiejś TVP Kulturze. Piękne podwodne zdjęcia i prostota fabuły, w której wszystko gra i działa. Trójka za to to moja ulubiona część, lubię początek z mocnym atakiem na Gill Mana, potem jest mi go szkoda przez to co ludzie mu zrobili a moja ulubiona scena to końcowa - kocham jej surrealizm i takie słodko-gorzkie zakończenie. 1 i 3 mają u mnie 9/10.

Odpowiedz
The Lost Bus (2025)

Paul Greengrass tak rzadko kręci filmy, że na kolejny film czekaliśmy pięć lat, ale reżyser nie zardzewiał, reżyser wciąż umie w emocje. Powrócił do kina z tematyką do której się idealnie nadaje. Nie, nie kolejna część Jasona Bourne'a tylko kolejna historia na faktach w której amerykanie walczą z zagrożeniem, tym razem z wielkim pożarem jaki nawiedził Kalifornię w 2018 roku. Zaginiony autokar to klasyczne katastroficzne hollywoodzkie kino w starym stylu. Od pierwszych scen nie pomylicie tego filmu z żadną inną produkcją, będziecie wiedzieć, ze to dzieło reżysera Lotu 93, Krwawej niedzieli i Kapitana Phillipsa. W roli głównej Matthew McConaughey, to idealny casting do roli amerykańskiego herosa z wadami i problemami rodzinnymi, z klasy robotniczej. No i podobnie jak Greengrass też był na urlopie przez kilka lat, ale nie zapomniał jak się gra. Może to nie jest poziom Ognistego podmuchu Howarda, z podobnej tematyki, ale znakomita rozrywka. Ocena: 8/10.

Tak przy okazji czemu MM zniknął z kina? Jest to aktor z którym żadnych afer nie kojarzę, nie został odsunięty na boczny tor. Pamiętam że były plotki, że miał na senatora, czy też na prezydenta startować? Ostatni jego film to musiałem sprawdzić i to był Dżentelmeni Ritchiego czyli dobra produkcja, a wcześniej miał dobrą passę, wiele dobrych ról i filmów np Detektyw, Mud, a potem kilka słabszych czasami się trafiło, jak np Mroczna wieża, ale żeby tak całkowicie zniknąć z kina. Wolał zająć się rodziną czy coś innego stało się w jego życiu?

Odpowiedz
Również obejrzałem tego Lost Busa i nie jestem aż tak pozytywnie nastawiony. Oczywiście wykonanie bardzo fajne, ale nie żadne cuda, no kompa tam widać dosyć wyraźnie, nie ma takiego poczucia namacalności tego pożaru, przynajmniej ja takiego nie miałem, McConaughey solidny występ, idealnie się nadaje na takiego wytyranego przez życia busiarza, ale niezbyt mi tam leży dramaturgia całości i sam końcowy ratunek: jakieś to zbyt proste wszystko było, że czynimy sytuację bohaterów coraz gorszą, coraz gorszą, już już zaraz się spalą, bo przecież ognie wszędzie dookoła, a na koniec okazuje się, że wystarczyło wcisnąć gaz do dechy przed siebie i po paru minutach karkołomnej jazdy przenosimy się z samego piekła do bezpiecznej części miasta i koniec.
Ogólnie jest to dobry film, nawet polecam, ale u mnie to takie bardzo solidne 6/10, w porywach do 7.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,947 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,785 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,193 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,444 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,343 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,640 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,152 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości