Ocena to najbardziej pospolite 6/10 i to bardziej naciągane niż mocne.
05-05-2026, 14:17
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Bullets Over Broadway - jak to u starego Allena: przyjemnie, ale zazwyczaj bez większego polotu, czy emocji, wszystko takie na miękko i wzięte w spory nawias. Gdyby nie zwrot akcji związany z tym, że gangster ochroniarz okazuje się mieć talent pisarski i jest mocno zaangażowany w sztukę, to powiedziałbym nawet, ze jest dosyć nudno. Z dzisiejszej perspektywy zaskakuje liczba nominacji dla tak błahego filmu, a już zwłaszcza ten Oscar dla Diane Wiest (swoją drogą całe dotychczasowe życie myślałem, że to jest Diane West, dopiero teraz patrzę, że co tam robi literka i :D) za dosyć banalnie karykaturalną rolę zblazowanej podstarzałej gwiazdy.
Ocena to najbardziej pospolite 6/10 i to bardziej naciągane niż mocne. 05-05-2026, 14:17
Time after Time - ponoć megakult, a oceny w większości hurraoptymistyczne. No i niestety, przeciętne to mocno. Jest sporo fajnych scen, ale co z tego, skoro pomysł wyjściowy kompletnie niewykorzystany, ostetecznie sprowadzony do mdławego romansu i całość ciągnie się jak buła. Steenburgen to niezły miscast - gra drewno niesamowite i to w sumie cud, że nie tylko dzięki tej roli dostała BTTF, ale też, jak dobrze zagrała tam podobną w sumie rolę. Jednak dobry reżyser i scenariusz robią rożnicę. Tutaj mamy niestety dziury jak w serze szwajcarskim i niezbyt przekonujących bohaterów oraz sceny akcji, które ani ziębią, ani grzeją.
5/10 Chciałem napisać, że to się nadaje na porządny remake (już kij z tym, że wiktoriańska Anglia zyskałaby na kolorze czarnym), ale okazuje się, że dekadę temu zrobili serial i ten zebrał niezłe baty.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 05-05-2026, 14:31 (05-05-2026, 12:15)shamar napisał(a):(05-05-2026, 11:36)michax napisał(a): Skoro tak przeszkadza Ci co ogólnie celebryci mówią, jak sie zachowują, to powinieneś nie lubić 99% znanych osób, celebrytów z Hollywood, Polski, . A może kiedyś przyjść taki moment że nie będziesz oglądał w ogóle amerykańskiego kina, rozważasz taki scenariusz? I co wtedy będziesz oglądał, na jakie kino się przerzucisz?:) 05-05-2026, 20:34
Przeniesione tutaj.
06-05-2026, 10:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-05-2026, 12:35 przez raven.second.) (29-04-2026, 14:55)raven.second napisał(a): They will kill you (2026), czyli walka o życie czarnoskórej pokojówki z białymi diabłami (dosłownie). Horrorek z lekkim komediowym zacięciem, naprawdę fajna kaskaderka, parę świetnych motywów (oko, bezgłowe ciało, cień za szybą, siekiera jako pochodnia, itd.) i w sumie tyle. Bezboleśnie się ogląda, ale to raczej film typu "obejrzeć i zapomnieć", niestety, bo Zazie Betz może i się stara, może i gore jest znośne, może nawet muzyka miło przygrywa do ucha, ale już sam okultystyczny wydźwięk szatańskiej sekty to żenująca powtórka z Ready or not z Samarą Weaving (znaczy z pierwszą częścią, drugiej jeszcze nie widziałem), miejsce akcji kompletnie nie wykorzystane bo przecież ogromny hotel aż się prosi o akcję rodem z pamiętnego The Raid czy Dredda właśnie, a tu jest ledwo chwila zabawy i koniec. Podział na specyficzne segmenty/rozdziały z retrospekcjami również w teorii brzmi dobrze, ale w praktyce nie wprowadza nic konkretnego, a bez tego właściwy twist wybrzmiałby dużo lepiej i mocniej, mam wrażenie. 6/10, naciągane bardzo. Jak dla mnie to raczej komedia akcji w horrorowym opakowaniu. Dodatkowo reżyser widocznie fascynuje się Tarantino, zwłaszcza "Kill Billem", stąd też chyba te rozdziały i retrospekcje (i pierwsza duża sieka). Świetne sceny walk, też często bardzo zabawne, bardzo fajny humor, bardzo fajna Patricia Arquette. Bardzo dobrze się bawiłem, po prostu :) Ode mnie 7/10. 08-05-2026, 08:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-05-2026, 08:31 przez Rozgdz.)
Crime 101 - 2026
Pojawiło się na Amazonie to i obejrzałem w ramach projektu "Dajmy szansę nowym filmom". Niestety ja już jestem tak zgorzkniały i cyniczny jeśli o nowe filmy, że oglądając coś nowego od samego początku siedzę z myślą - Ciekawe kiedy się to wyłoży na pysk. Nie inaczej było i w tym przypadku. Siedzę, oglądam, siedzę oglądam, no teraz to już na pewno zjebią, oglądam i nagle film się skończył. Krótko mówiąc całkiem mi się podobało. Oczywiście nie jest to żaden wybitny film, ale skoro obejrzałem z przyjemnością od początku do końca to jednak czasami da się. Film ma klimacik, jest całkiem przyzwoicie zagrany, zrealizowany, postaci są postaciami z krwi i kości i nie próbują być ani na siłę mroczne ani na siłę luzackie rzucając na lewo i prawo onlajnerami dla gimnazjalistów. Hemsworth wypadł bardzo dobrze w roli takiego lekko autystycznego, zagubionego przestępcy, Rufallo też całkiem spoko, ale to po prostu znakomity aktor. Fajnie było zobaczyć Halle Berry bo ostatnio to ja jej w niczym nie widziałem. I też porządnie zagrana rola. No i babka się dobrze trzyma. Oczywiście pewnie jakiś łapiduch ze skalpelem ją poprawiał, ale można to jak widać zrobić w odpowiednio stonowany sposób, żeby zachować urodę i żeby po zabiegu nie przypominać mumii. Nawet stary Nick Nolte się kilka razy pojawił. Historia ma pewne rzeczy na siłę, żeby było tak jak sobie scenarzysta wymyślił, ale nie razi to. Nie trzeba się na siłę przekonywać, że tak właśnie mogło być. Najsłabszy motyw jest oczywiście z no ale co zrobić. Takie porządne 6/10
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
08-05-2026, 08:46
Crime 101 na tle tego co wychodzi teraz do kin jawi się niczym przebłysk jakiejś zapomnianej sensacji z lat 90tych. Nic wybitnego, to prawda, ale to kompetentne kino bez marvelizmów. Ode mnie solidna siódemka, bo są muscle cary i napady, czyli to co lubię najbardziej :)
Inna sprawa, że dla mnie najsłabszym ogniwem jest właśnie Hemsworth. W scenach z Noltem to jakaś absolutna przepaść, gdzie jeden gra, a drugi duka. 08-05-2026, 09:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-05-2026, 12:14 przez Corn.) (08-05-2026, 09:01)Corn napisał(a): Inna sprawa, że dla mnie najsłabszym ogniwem jest właśnie Hemsworth. W scenach z Noltem to jakaś absolutna przepaść, gdzie jeden gra, a drugi duka.No ale chyba taki właśnie miał być? Żaden geniusz zbrodni, tylko wycofany facet, samotnik, który nie bardzo się nadaje do normalnego życia. Nawet trochę socjopata. Przynajmniej ja to tak odbieram, więc mi to bardzo pasowało. PS. Nie wiem co jest nie tak z tym Keoghanem, w ogóle go nie znam, nic o nim nie wiem, ale ile razy widzę go w filmie, to mam ochotę mu przypierdolić. Ma jakiś tajemniczy gen wkurwiania samym istnieniem :D
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
08-05-2026, 09:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-05-2026, 09:19 przez Dr Strangelove.)
Nie chodzi o postać jaką kreuje, tylko o jego aktorstwo. Jest turbo drewniany i nie widziałem w nim postaci, którą gra tylko Hemswortha pomiędzy postaciami. Keoghan jest jaki jest, ale widząc go tutaj zapomniałem, że to aktor z innych filmów.
08-05-2026, 12:15
Daliśmy sobie po razie więc proponuję remis.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
08-05-2026, 12:36 (05-05-2026, 20:34)michax napisał(a): A może kiedyś przyjść taki moment że nie będziesz oglądał w ogóle amerykańskiego kina, rozważasz taki scenariusz? I co wtedy będziesz oglądał, na jakie kino się przerzucisz?:) W ogóle? Pewnie nie. Ale i tak mało "nowego" już oglądam. Może za kilka lat będzie już sam syf i np. ze 3 ciekawe filmy na rok. Kto wie :)
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 08-05-2026, 13:05 (08-05-2026, 09:12)Dr Strangelove napisał(a):(08-05-2026, 09:01)Corn napisał(a): Inna sprawa, że dla mnie najsłabszym ogniwem jest właśnie Hemsworth. W scenach z Noltem to jakaś absolutna przepaść, gdzie jeden gra, a drugi duka.No ale chyba taki właśnie miał być? Żaden geniusz zbrodni, tylko wycofany facet, samotnik, który nie bardzo się nadaje do normalnego życia. Nawet trochę socjopata. Doktorze Twoja opinia jest ciekawa, bo właśnie to co tego się obawiałeś że film się wyłoży, to jest zarzut wielu widzów, dziennikarzy, krytyków, że wlaśnie wyłożył się w ostatnim akcie, po ktorym film bardzo dużo traci i przez ostatni akt obniżają oceny. Mnie akurat ostatni akt aż tak nie odrzucił, więc nie obniżyłem oceny. A co do Hemswortha to ja jednego nie kupiłem - ciężko było mi uwierzyć że tak wyglądający facet może być tak nieśmiały i zakłopotany przy kobietach, tak trudno mu się na randke umówić. Pewnie są tacy w realu przystojniacy jak on, którzy mają problem z zaproszeniem kobiety na randkę, ale rzeczywiście niewiarygodnie wypadały sceny z nim i dziewczyną. 09-05-2026, 02:00 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-05-2026, 02:03 przez michax.)
No bo ostatni akt jest najsłabszy i całe rozwiązanie historii takie trochę na siłę. Ale jak pisałem, jest to pokazane w ten sposób, że mnie nie odrzuca i całościowo jestem w stanie to kupić. Większość współczesnych tego typu filmów utonęłaby w kompletnie bezsensownych twistach obrażających inteligencję widza. Czuję, że mam przedstawione postaci z krwi i kości, a nie kreskówkowych bohaterów. Dla mnie wystarczy.
Co do tego, że "no jak można wyglądać jak Hemsworth i non stop nie ruchać?". No pewnie można. Gość dla mnie to jest taka bieda wersja McCauleya z "Gorączki". Nie angażujesz się, bo najważniejsze jest nie dać się złapać i w razie czego w pół godziny znikasz. Więc bierzesz prostytutkę i cześć. Ale nawet tutaj jest przecież pokazane, że zwykle brał tę samą i był rozczarowany jak w zamian przyszła koleżanka. No i całkiem naturalne, że w końcu zaczęło go takie życie męczyć i chciał sobie znaleźć normalną kobietę do normalnego związku. Dla mnie tu nie ma żadnych zgrzytów. Właśnie sceny z tą dziewczyną wypadały bardzo naturalnie. Kiedy chcesz i się starasz ale nawet nie wiesz jak zagadać. Ja znam kilku gości, którzy może nie wyglądają jak Hemsworth, ale większość dziewczyn pewnie ma mokro na ich widok. I wyobraź sobie, że nie ruchają non stop wszystkiego co się rusza bo nie mają charakteru "samca alfa".
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
09-05-2026, 11:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-05-2026, 11:26 przez Dr Strangelove.)
Sprawiedliwość Owiec
Wolę oryginalny tytuł The Sheep Detectives, poza tym oczywiście wyszedł u nas tylko z dupingiem bo gadające zwierzęta to dla dzieci som. W skrócie: wyobraźcie sobie wyjątkowo zgrabnie zrobiony odcinek Morderstw w Midsomer, tylko zamiast Barnaby'ego i Troya są owce. I poza tym film budzi niemal wszystkie emocje jakie film budzić powinien; jest śmiesznie i smutno, krzepiąco i melancholijnie, pouczająco i rozrywkowo. Zagadka kryminalna jest w sumie dość prosta, ale nie liczy się cel tylko podróż przez szosę i jeszcze trzy kilometry dalej. Aha, cg owce są zarazem w miarę realistyczne i nadzwyczaj ekspresyjne. Najwyraźniej da się, niech ktoś to pokaże ludziom od rimejków Disneya. Scenariusz napisał Jozin z Mazin. Tego kariera to jedna wielka seria wzlotów i upadków. Jeśli zastanawiacie się czy iść, przytoczę słowa Reggiego lub Ronniego: "bezczynność nie wchodzi w rachubę, pozostaje więc czynność". 9/10 09-05-2026, 20:09
Już 30 lat temu się dało :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 09-05-2026, 23:00 (16-02-2025, 18:05)OGPUEE napisał(a): Przy okazji wzięło mnie na Wschód od Edenu, jedyny film z Deanem w roli pierwszoplanowej, którego nie widziałem.Trochę czasu minęło od tego zamiaru XD. W każdym ostatni mój film z Deanem mam już za sobą. Chyba to jego najlepsza rola. Na pewno problemy nastolatków są lepiej niż w Buntowniku bez powodu, bo Cal ma zasadne wąty co do braku języka z ojcem. Podoba mi się, że ojciec Cala w gruncie nie ma nic do niego i jedyny zgrzyt to, że jak sam przyznaje nie wie jak do niego dotrzeć. I sam Cal, choć mający zadrę do ojca, to sam przyznaje, że staruszek do w gruncie rzeczy dobra osoba. Nawet Kate jest tego samego zdania. Też ciekawe podejście do rozważań, jak można kwalifikować osobę dobrą lub złą. Taki Aron to szczery wzór cnót, który staje w obronie niesłusznie demonizowanych osób. Jednocześnie widząc, odczuwa zawiść i potrafi się zachować małostkowo jak akcja na urodzinach. A też Aron okazuje się najmądrzejszy, wierząc że angaż do WW1 to pomyłka. Albo Abra uważająca za grzeszną. Hej, nawet Kate nie jest pokazana jakoś specjalnie złowieszcza, bo np. dobrze traktuje pracowników. Dokładnie jak to w życiu bywa - mnóstwo odcieni szarości. Zaskakująco dla mnie podkreśla się fakt, że przystąpienie do WW1 jest bezcelowe i zwraca uwagę na uprzedzenie wobec mieszkańców państw centralnych. Kręcony normalnie, ale korzysta z Cinemascope'u i w paru momentach używa przekrzywienia obrazu do celów dramatycznych. Czytałem, że Kazan chciał kręcić w 3D, co widać po kilku ujęciach czy jak Cal buja się na huśtawce. Z pewnością warto obejrzeć dla scenariusza (książki nie czytałem). I choć Olbrzyma uważam za najlepszy z deanowskiej trójcy, to Wschód od Edenu jestg na drugim miejscu. 8/10 10-05-2026, 22:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-05-2026, 22:55 przez OGPUEE.)
Zdarzyło mi się ostatnio obejrzeć dwa zupełnie różne filmy o ośmiornicach i nie żebym planował ale takie już chyba moje zboczenie i jakoś tak wyszło ;) W każdym razie, jeden z nich o dziwo warty polecenia, drugi z kolei totalnie tragiczny, na który nie warto tracić czasu. Zacznijmy więc może od tego drugiego z przytoczonych, mianowicie:
Kraken (2026) Norweski monster movie (nie mylić z rosyjskim o tym samym tytule z zeszłego roku) o gigantycznej ośmiornicy atakującej ludzi z małego miasteczka położonego nad malowniczym Sognefjordem, ponoć najgłębszym tamtejszym fjordem a drugim najgłębszym na świecie. Do zbadania dziwnego zachowania żyjących w nim ryb wysłana zostaje pani biolog (biolożka?) morska, która trafia na okoliczną farmę rybną testującą eksperymentalny sonar służący do przeganiania zmory hodowców pod postacią wesz łososiowych. Jak się okazuje, dziwne dźwięki nie tylko działają na te krwiożercze pasożyty ale i na inne, dużo groźniejsze stworzenie. Fabuła to prosty schemat, przemielony w tego typu kinie na setki tysięcy sposobów - nie ma tutaj nic zaskakującego, wszystko jest mechanicznie odbębniane po kolei z zegarmistrzowską wręcz precyzją, co nie znaczy jest to robione dobrze. Od czasu "Szczęk" mieliśmy to pokazywane w przeróżnych możliwych konfiguracjach, wyróżnikiem był tylko gatunek zwierzęcia, z którym będą musieli zmierzyć się nasi bohaterowie. Jeśli chodzi o głowonogi, widziałem już ten sam film w o wiele lepszej wersji zatytułowany "Peter Benchley's The Beast" (1996), ba, nawet klasyczne włoskie "Tentacoli" (1977) w reżyserii Ovidia G. Assonitisa robiły to znacznie ciekawiej i jeśli ktoś miałby ochotę na jakieś zjadliwe obrazkowe sushi z ośmiornicą, ewentualnie olbrzymią kałamarnicą, to bardziej polecam właśnie te dwie przeze mnie wymienione produkcje, chociaż podobnych filmów znajdziemy o wiele więcej. "Kraken" to ładne widoki Sognefjordu i jego okolic, które zostały całkiem przyzwoicie sfotografowane, lekki posmak norweskiego folkloru i w sumie niewiele więcej. Postaci to kartonowe wycinanki, sama historia niby sprawnie odhacza kolejne klasyczne tropy ale nie robi z nimi nic interesującego. Myślę, że jeśli ktoś zdecyduje się na seans to tylko w celu przekonania się na własne oczy, że nie jest tak wcale łatwo nakręcić sprawny monster movie jadący na schematach - nie wystarczy bezduszne i mechaniczne ich odbębnianie, trzeba w to wszystko mimo wszystko włożyć też trochę pomyślunku, czego w opisywanym filmie absolutnie nie stwierdziłem i piszę to ze smutkiem, bo kibicuję każdemu podobnemu obrazkowi, tym bardziej jeśli pochodzi z takiego nieoczywistego kraju jak Norwegia. Dobra, a jak prezentuje się ten nasz ekranowy kraken? Szczerze, niestety niezbyt okazale, momentami przypominając bardziej coś co można by podciągnąć pod klasyczny AI slop niż wykreowane za pomocą magii palców klępiących po klawiaturze cyfrowe stworzenie, którego moglibyśmy się przestraszyć. Jasne, w napisach końcowych widzimy cały zastęp ludzi odpowiedzialnych za jego wygląd i animację, co jak najbardziej doceniam, jednak finalnie nie robi on niestety żadnego wrażenia i jawi się jako taki niezbyt dobrze wyrenderowany cyfrowy koszmarek. Odrobinę ciekawiej prezentują się przypominające wielkie skrzypłocze żerujące na nim pasożyty (pomysł żywcem wzięty z "Powrotu Godzilli" z 1984, później całkiem kreatywnie rozwinięty choćby w "Cloverfield" czy według mnie niesłusznie niedocenionym "Underwater" Eubanka) atakujące naszych kartonowych bohaterów, ale też nie jest to nic niesamowitego. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli ktoś liczy pod tym względem na jakieś wizualne wodotryski to totalnie nie ten adres. Podsumowując - oprócz ładnych widoczków nie znajdziemy tu niestety nic interesującego a wielka szkoda, bo był potencjał na coś naprawdę fajnego. Niestety, twórcy totalnie go nie wykorzystali żerując na klasycznych schematach tego typu kina niczym te łososiowe wszy, którym przeznaczyli znaczną część tej historii zapominając by ją w jakikolwiek interesujący sposób rozwinąć. Strasznie niedogotowana ta norweska ośmiornica przez co niezwykle trudna do przełknięcia. Nie polecam. 3/10 Drugi, totalnie inny i choć również z tym sympatycznym głowonogiem gdzieś na pierwszym planie, to opowiadający o zupełnie innych rzeczach Netlixowy "Remarkably Bright Creatures" (2026), będący ekranizacją bestsellerowej powieści Shelby Van Pelt pod tym samym tytułem, której oczywiście nigdy nie czytałem. Filmik opowiada o wdowie pracującej w akwarium (w tej roli znakomita Sally Field), która pewnego dnia poznaje gościa imieniem Cameron (Bob, eee, Lewis Pullman, znany też jako młody Pullman) i ta ich wydawać by się mogło zwykła mijanka w pracy odmieni na zawsze życie ich obojga ale też pewnej lubiącej wyłazić ze swojego szklanego "mieszkania" ośmiornicy Marcellusa (głos Alfreda Moliny). Znacie takie historie, jest jakaś tajemnica z przeszłości, ludzie nie mogący sobie poradzić ze stratą, szukający przyczyn śmierci bliskich i niezbyt odnajdujący się w otaczającej ich rzeczywistości poznają się i wskutek różnych wydarzeń zaczynają się otwierać nie tylko na siebie ale i na otaczający ich świat i osoby, które traktowali wcześniej jako raczej zbędne tło do niebyt szczerych i wymuszonych interakcji, zamykając się w swoich skorupach. Tym, co wyróżnia wymieniony film na tle innych jest gimmick pod postacią ośmiornicy, która jest narratorem całej opowieści i śledzimy większość rozgrywających się w niej wydarzeń z jej perspektywy, bo jak się okazuje jest to głowonóg niezwykle inteligentny, któremu ludzkie rozterki okazuję się być nie takie znowu odległe. Pomysł całkiem ciekawy, cyfrowy Marcellus wygląda naprawdę dobrze, momentami wyglądając jak żywy (brawa dla ludzi odpowiedzialnych za wszelkie efekty wizualne) ale nie to jest w tej historii najważniejsze. Prym wiodą świetni aktorzy i ich interakcje a cała opowieść jest całkiem wciągająca i choć niechybnie prowadzi nas do raczej oklepanego i wyciskającego łzy końca to robi to niezwykle sprawnie i z poszanowaniem inteligencji widza. Film, choć opowiada o raczej ciężkich życiowych sytuacjach (utrata najbliższych, samotność czy w końcu życie w różnego rodzaju stworzonych nie tylko przez siebie "klatkach") to koniec końców obrazek dający również nadzieję - nie powiedziałbym może, że to klasyczny 'feel good movie' ale dramat posiadający podobny klimat, który pozwala na chwilę zadumy i dający do myślenia, jednocześnie oferując też jakieś ukojenie. Bardzo fajnie zrealizowany film, świetnie zagrany i pomimo podnoszonych trudnych tematów zaskakująco przyjemny w odbiorze, posiadający sporo serducha. Jeśli ktoś lubi takie życiowe historie pokazane z nie do końca oczywistej perspektywy to może trafić dużo gorzej. "Niezwykle szlachetne stworzenia" to uniwersalna opowieść pełna ciepła, wzruszająca, mówiąca o żałobie i utracie kogoś bliskiego czy przyjaźni w taki sposób, że można ją polecić absolutnie każdemu bez wyjątku, co też niniejszym czynię. Warto sobie odpalić i zerknąć. 7/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
11-05-2026, 12:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-05-2026, 15:19 przez slepy51.) (09-05-2026, 20:09)Paszczak napisał(a): Sprawiedliwość Owiec W Polsce z dubbingiem - skandal przy takiej obsadzie głosowej. Byłem w kinie ale totalnie do powtórki z napisami.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
11-05-2026, 14:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-05-2026, 14:21 przez Pelivaron.) (06-01-2014, 20:52)military napisał(a): The Siege - kompletnie zapomniany film, ale niestety z dobrego powodu. Po prostu jakieś to takie niedogotowane - niby wychodzi z ciekawego założenia (zwłaszcza że to film sprzed WTC), ale wszystko jest jakieś bezduszne. Gdyby byli ciekawsi bohaterowie, albo gdyby pokazano, jaki wpływ ma cała akcja na miasto... Po prostu gdyby było tu COKOLWIEK, co pozwalałoby się zaangażować - byłoby dobrze. Ale nie jest. 5/10Wczoraj nadrobiłem i w pełni się zgadzam - szkielet filmu, zarys historii, klimacik są bardzo fajne, ale w wykonaniu ostatecznie każdy element jest właśnie taki niedogotowany i niedorobiony, miałem wrażenie, rzeczy dzieją się zbyt szybko, bez podbudowy, jakbym oglądał wykastrowaną wersję, a prawdziwa ma ze 40 minut więcej. Pomimo wad jest to dobry film w starym stylu, ciekawa obsada (chociaż ten Bruce to rzeczywiście zasłużył na Złotą Malinę) - przyjemnie się oglądało, ale ostatecznie to głupotka. 5/10 12-05-2026, 10:47
Ostateczna rozgrywka (2018) - leciało na Pulsie, więc se oglądam. Dziesiąta woda po Nagłej śmierci z Van Dammem i paru innych (ex-komandos, który ma żal że zawiódł w akcji, albo chroniący rodzinę przyjaciela. I rosyjscy terroryści jako źli). Jakby nie udział Pierce'a Brosnana to myślałbym, że film od razu poleciał do DVD. Też trochę kek, bo Brosnan gra Rosjanina (ogólnie Rusków grają rodowici Angole). Wiadomo jaki to typ akcyjniaka i nie ma się co nastawiać na jakieś odkrycie. Przeciętniaczek, ale można obejrzeć bez boleści, a Dave Bautista zapewnia odpowiednią ilość charyzmy. Swoją drogą niby film brytyjski i to z 2018 roku, ale biali Anglosasi są tu najszlachetniejsi i ogarnięci, gdy z kolei Arabohindus, mimo że pozytywny bohater i najbliższy sojusznik Bautisty, jest tu tchórzliwą cipką, a z kolei agent ds. kłótni z policją to Azjata i ostatecznie dostaje po mordzie za bucerię. Od białego :).
5/10 12-05-2026, 20:44 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,248 | 243,908 |
16-05-2026, 11:11 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,969 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,274 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,459 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,757 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,451 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 724,491 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,341 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 329 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |