Kreskówki Hanna-Barbera
#41
Mindy Kaling i wszystko jasne. Pamiętam jak ta typiara zwalała kiepski odbiór "Ocean's 8" na "białych mężczyzn po 40-tce".

Odpowiedz
#42
To chyba też "biały mężczyzna po 40-tce":


Ten komentarz pod video epicki:
53kenner napisał(a):This is by far the most successful show ever made in terms of diversity and inclusion. It seems to universally join people of every age, race, political affiliation, gender, and sexual orientation in mutual disgust and hate.

Jakoś kusi mnie, by to obejrzeć.

Odpowiedz
#43
Terapeuta: Schwarzenegger jako Kudłaty nie jest prawdziwy i nie zrobi ci krzywdy
Schwarzenegger jako Kudłaty:

Odpowiedz
#44
Niby Ben 10 to już Cartoon Network, ale CN to była oryginalnie przechowalnia contentu HB i defacto jej następca. Więc dam tutaj.

Dzisiaj algorytm youtube'a pokazał mi nagranie z teleturnieju poświęconemu Ben 10. Kreskówkę kojarzę, ale jestem zszokowany, że zrobiono na jej podst. teleturniej, bo wtedy teleturnieje dla dzieci były właściwie wymarłym gatunkiem i zwykle robiły TVP czy Polsat:

Odpowiedz
#45
Pamiętam tamten teleturniej. To były akurat czasy, gdy nie mogłem zdzierżyć "Ben-tena" przez młodszego braciszka, który oglądał to przy mnie do pożygu i wkurzał niemiłosiernie małpując zachowania z tej kreskówki ;)

Odpowiedz
#46
Pamiętam że nawet zrobili taki badziewny film aktorski z Benem dla CN.
Właśnie to, że mówię głupstwa, czyni mnie człowiekiem

Odpowiedz
#47
Scooby Doo i Król Goblinów - mogłem poczekać do października, bo akcja dzieje się w Halloween. W każdym razie, to ten okres, gdy te taśmowe filmy były defacto nieco dłuższymi odcinkami Co nowego u Scooby'ego?, bo animacja i projekty postaci są dokładnie takie same. Akurat ten serial lubię i ze wszystkich późniejszych rebootów Scooby’ego ten chyba jest najlepszy. Dobre wejście w XXI wiek i mocne postawienie na aspekt komediowy, zwłaszcza że formuła banda wiecznych nastolatków, którzy zamiast się uczyć narażają życie w śledzenie przestępców, już od dawna była żartem. No i pozostałe trio z gangu dostało więcej osobowości, bo wcześniej byli mega płascy charakterologicznie.

W tym odcinku Kudłaty wkurwia jakiegoś buca-iluzjonistę ujawniając jego sztuczki na pokazie - co może pójść nie tak :)? No dobra, Kudłaty nic nie miał wspólnego z późniejszymi wydarzeniami. Podoba mi się, że tutaj Kudłaty jest wyluzowany, bo w Halloween to wszyscy się przebierają za duchy i potwory. To też jeden z tych odcinków, gdzie bestie jednak istnieją (gdyż oprócz przekroczenia standardowych 20 minut Co nowego u Scooby'ego? nie mogło być nadnaturalnego), ale wychodzi zgrabnie. I jest sporo udanego humoru, jak np. Velma dostaje omdlenia na widok magicznej wróżki, bo jej racjonalizm nie ma w biosie, że magia istnieje :). Albo poniższy dialog:

Velma: Fred, zrób coś!
Fred: No przecież robię! Panikuję!

6/10

Odpowiedz
#48
The Banana Splits Movie - oryginalny show oglądał żem za młodu na anglojęzycznym Cartoon Network. Bardziej tripowa Ulica Sezamkowa. Przerobienie tego na horror, gdzie tytułowy band morduje ludzi nie dziwi mnie, bo Hanna-Barbera/CN zawsze mieli dystans do swych franczyz i przy bardziej „obrazoburczym” podejściu (jak Harvey Birdman czy dawne bumpery CN) i w przeciwieństwie do Disneya zawsze wydawało się to szczere.

Nie spodziewałem się po takim tytule dość wielowątkowej fabuły - prócz głównej rodzinki, jest wątek producentki w konflikcie nowym prezesem kablówki chcącym anulować show, dwójka youtuberów (którzy na pewno zginą), Latynos i jego marudna pasierbica, czy ludzki towarzysz Banana Split, którego nikt nie lubi i prywatnie jest dupkiem. Główna rodzina i ich problemy to typowy standard rodem z Ukrytej prawdy - np. ojczym, który robi dobrą minę do złej gry i naprawdę nie chce być widownią na jakimś debilnym szole dla gówniaków. Na plus dam relację nastoletniego brata do głównego dzieciaka, który w przeciwieństwie do ojczyma stara sprawić mu radość podczas urodzin. I też matka to faktyczna strong woman w dobrym znaczeniu tego słowa.

Na plus również namacalne gore, które na dodatek jest dość mocno w stylu tej kreskówkowej. Co mi się nie podoba to kilka rozkroków. Główny dzieciak naprawdę beznadziejny i mógł jednak zginąć, no ale nie pozwalają na to zasady filmu. I nie wiem czemu Snorky (ten słonik) nagle ma turn face, zwłaszcza że film ustanowił, iż Banana Splits nie robi krzywdy dzieciom. Bo to ulubieniec głównego dzieciaka? Zresztą w dzieciństwie to on zawsze wydawał mi się nieco creepy. Z tego też na siłę wciśnięty końcowy pojedynek pomiędzy animatronimkami tym bardziej nie ma sensu, ponieważ film już miał climax.

Czy poleciłbym? Niekoniecznie. Jak ktoś lubi takie klimaty może rzucić okiem.

6/10

Odpowiedz
#49
Aloha Scooby Doo! – dziś Międzynarodowy Dzień Animacji, a że spooktober trwa, to pada na zgodnie z moim postanowieniem na Scooby'ego Doo (a także nie miałem pomysłu na animowaną odsłonę). Pierwotnie rozważałem przypomnieć sobie Wyspę Zombie, najbliższy autentycznemu poważnemu horrorowi film z Mystery Inc. Ale spooktober głównie traktuję jako okazję do dania szansy nowościom i padło na Aloha Scooby Doo!, bo ten chciałem zobaczyć od dawna (a Króla Goblinów najbliższego tematyce halloweenowej już widziałem niedawno).

Oczywiście wiem, że to przewidywalne, większość to dłuższy odcinek standardowej serii (w tym przypadku Co nowego u Scooby'ego), a potworem/duchem okazuje się jakiś kacyk chcący w tajemnicy uczynić jakiś przekręt finansowy. Ale mile się oglądało i jest jakaś odskocznia od poważniejszych filmów fabularnych. I chyba pierwszy raz podczas oglądania czegoś z Scooby'ego Doo sam zacząłem zastanawiać się nad tożsamością potwora i dedukować jak w Agacie Christie. Po pierwszym spotkaniu Mystery Inc. z potworem już miałem trop i w połowie filmu byłem już pewien, kto może być Wiki Tikim, tylko zastanawiałem się nad jego motywami. Projekt Wiki-Tikiego zapadający w pamięć.

Mimo hawajskiej otoczki to znajdzie się parę klimatycznych horrorowych kadrów jak ten tu niżej:
[Obrazek: Aloha-Scooby-Doo-mp4-001325760.jpg]
I trochę było skojarzeń z odcinkiem oryginalnego serialu z udziałem tego hawajskiego szamana. Tu trochę więcej było riserczu względem 1969 roku i rdzennych Hawajczyków w oryginalne dubbingują osoby takowego pochodzenia. Względem dzisiejszych czasów można się uśmiechnąć - do jednego z Hawajczyków szura aryjski zły blondyn o kaprawej gębie :), ale z drugiej strony... jeden z Hawajczyków marudzi na obecność postronnych. A demokratycznie wybrana  biała pani burmistrz pozwala turystom na udział w zawodach surfingu, czym ma zagniewać Wiki Tikiego, który jest ksenofobem i Konfederatą :).

I złamałem swą spooktoberową zasadę, by oglądać w oryginalnym języku bez lektora czy dubbingu (zresztą to wcześniej zrobiłem oglądając De Lift z angielskim dubem). Bo czy coś tracę nie oglądając tego po polsku? Swoją drogą ciekawi mnie, co będzie jeśli któryś z polskiej obsady spadnie z rowerka. Ta obsada jest zbyt ikoniczna, by robić głosowe odstępstwa.

7,5/10

Odpowiedz
#50
Jak onegdaj cenzurowano/przerabiano Toma i Jerry'ego:

Odpowiedz
#51
Maraton bożonarodzeniowy trwa i dzisiaj double feature z Jaskiniowcami, bo razem trwają co standardowy pełnometrażowy 90-minutowy film. Wstaw żart związany z tym jakim cudem jaskiniowcy obchodzą boże narodzenie przed narodzinami Jezusa (i w ogóle religii). A BTW, wciąż śnieg (i niskie temperatury) istnieje – czy postacie nie powinny nosić jakichś kurtek i botków zamiast sukienkowego bezrękawnika na boso? Nawet jeśli się ma założony szalik :)?

Opowieść wigilijna Flintstonów - mój pierwszy kontakt z Opowieścią wigilijną. Jeszcze w wersji lektorowanej i to był jedyny seans w moim życiu - do teraz. Potwierdza się teoria, że Flintstonowie dzieją się w postapokaliptycznej przyszłości, bo bohaterowie odgrywają sztukę na post. Opowieści wigilijnej Dickensa, rzeczy dużo późniejszej od narodzin Mesjasza. Właśnie, jest to odmienna wersja utworu Dickensa, bo wprost się mówi, że to fikcja i bardziej stawia na zmianę charakteru Freda, który wszystkich wkurza swym method actingiem, zwłaszcza Wilmę. Akurat Wilma się myli - Fred jako Scrooge pasuje i jest przekonywający, bo jest cyt. Bednarskiego cholerykiem, głupolem upierającym się przy swoich głupotach. Film wprowadza też jedną nowość w adaptacji - gdy pojawiają się znowu kwestujący na ubogich, to jednym z nich jest narzeczona Scrooge'a wciąż zła za jego chciwość do mamony. Fajny zabieg. Sam film też nie popada w jakiś sentymentalizm, bo Joe i Bill wciąż pamiętali, że Flintstonowie to komedia i wiele jest gagowego slapsticku i ekspresji. No i zakończenie też zakończone komediowo i jako pokuta dla Freda.

Jak czytam powstały dwa dubbingi – sądziłem, że bez różnicy obsada ta sama, czyli Bednarski, Morański, Drozd, Malec itp. A okazuje się, że w obu wersjach wystąpił tylko Włodzimierz Bednarski jako Fred! Sądziłem, że Bednarski zaczął grać go dopiero od trzeciej wersji dubu serialu, która miała premierę w 1998 roku (gdy Opowieść wigilijna wedle Dubbingpedii miała premierę w 1996 roku). Na cda.pl są obie wersje dubbingowe, więc można sobie porównać. Ja ciekawszy byłem tej pierwszej. W niej Tadeusz Borowski jako lektor napisów (kurde, brakuje mi go) czyta nazwiska jak to robili lektorzy w dubbingu za PRLu. I jeszcze nie spolszczali nazw własnych (bo jest Bedrock miast Skaliska, Slate miast Łupka i imię Bamm-Bamma mówi się z angielskim akcentem). Najlepiej wypada Jacek Czyż jako pan Łupek, reszta... zła nie jest, ale ta ostatnia ekipa jest nie do podrobienia.

I przy okazji pierwszy dubbing:
https://m.cda.pl/video/1579368207

I drugi dubbing:
https://m.cda.pl/video/8944140e3


Rodzinne Boże Narodzenie u Flintstonów - miałem ilustrowaną adaptację książkową pt. Gwiazdka Flintstonów. Ale samego filmu to nie widziałem aż do teraz. Tym razem to trochę jaskiniowe W krzywym zwierciadle: Witaj święty Mikołaju - Fred pełen entuzjazmu przygotowuje się do Gwiazdki, ale wszystko idzie nie tak - dekoracje nie chcą działać, obok niego mieszka jakiś bogaty zrzęda, Pebbles i Bamm-Bamm (tutaj dorośli. Drugie BTW czy Fred i Barney nie powinni mieć co najmniej przypruszonych włosów?) utykają na lotnisku i się śpóźnią. A na domiar złego Fred musi zaopiekować się jakimś młodym gniewnym, który chce skutecznie mu popsuć świąteczny nastrój.

Całkiem się sporo dzieje na 20 minut - tyle co standardowy odcinek serialu. Tym razem to główny bohater lubi święta i to dzieciak jest tym Scrooge'em i musi zostać przekonany. I wierzy w postępującą przyjaźń Freda z Głazkiem. I tym razem na pewno to jest postapokaliptyczna przeszłość - pojawiają się duchowni różnych religii, którzy bezskutecznie chcieli nawrócić młodego gniewnego - pastor, rabin, derwisz i biskup z pastorałem :). I mimo familijnego przesłania, to Joe i Bill pamiętali, że to był oryginalnie serial dla dorosłych i parę rzeczy przemycili - jak Fred ogląda w tv jakieś zerotyzowane lalunie, a Barney mówi szeptem, że Głazek podłączył mu "kanał z panienkami" :). I to Wilma jako baba decyduje, by wprowadzić Głazka do ich domu. Sam specjał bardzo sympatyczny. Bardziej lukrowany, choć wciąż to komedia bez nadużywania jakichś smutów (co jest zbyt nagminne w wielu familijnych animacjach, zwłaszcza spod znaku Bożego Narodzenia).

Oba filmy 8/10

Ktoś się spyta co z Bożym Narodzeniem u Flintstonów z 1977 roku, gdzie Fred i Barney pomagają Mikołajowi. Widziałem jako dziecko na TVP w dwutysięcznym którymś i dobrze pamiętam, więc nie czułem potrzeby. Może za rok.

Odpowiedz
#52
Tak przesłuchałem sobie fragmenty tej pierwszej wersji dubbingu świątecznych Flintstonów i powiem, że śp. Kamiński jako Barney strasznie mi przypada do gustu. Lubię Morańskiego w tej roli, ale trochę żałuję, że nie jego też nie zaprosili do udziału w trzecim dubbie serialu.

Odpowiedz
#53
Casper’s First Christmas - drugi dzień tegorocznego maratonu bożonarodzeniowego i znów w tym roku załapuje się hanna-barberowa pozycja - tym razem z Casprem, przyjaznym duszkiem (który i w tej wytwórni doczekał się swojej kreskówki). I znów pozycja, którą żem widział w dzieciństwie. Na 99% było to w Wieczorynce. W każdym razie na TVP1. I pamiętam swój mindblow i WTF, gdy okazało się że prócz Caspra występuje Miś Yogi i reszta ekipy HB, mimo wszystko odmienna franczyza.

Fabuła jest taka, że Yogi i gang kopiują Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków i robią Wigilię w nawiedzonym domu zamieszkałym przez Caspra i jego kolegę z owej kreskówki - Hairy'ego Scary'ego. Ten drugi jest tym klasycznym bucem mówiąc, że jebać to jednanie z bliźnimi i prawdziwą tradycją jest ich straszenie :). A Casper jako, że umarł za młodu i co za tym idzie nie poznał świata, chce obchodzić święta.

No cóż, ewidentnie materiał do zapełnienia ramówki - sztampowa i oklepana fabuła, to jeszcze te czasy gdzie Hanna-Barbera dalej tkwiła w tej swojej tandetnej jakości technicznej. Voice acting jest naprawdę słaby. O ile ekipa HB wypada OK (wszak Butler i Messick się wyrobili przez te lata), tak duchy wołają się o pomstę do nieba. Aktorka wcielająca się Casper brzmi bardzo nieprzekonywująco jako mały chłopiec, a Hairy Scary też ledwie zrozumiały i ma irytujący głos.

Swoją drogą szkoda, że nigdzie nie ma polskiego dubbingu w necie, bo ujrzałbym, a już nie pamiętam kto tam dubbingował. Dam wąsy zgolić, że Kacprem była Edyta Jungowska, a Hairym Scarym chyba Krzysztof Kołbasiuk (w każdym razie ktoś w podobnym diapazonie). Pamiętam też, że Snagglepussa nazywano Różową Panterą (stawiam, że nie wiedzieli jakie spolszczone imię mu dać. A wtedy Snagglepuss jeszcze u nas nie miał zdubbingowanej swej serii).

Takie sobie i dla hardkorowców HB.

5/10

Odpowiedz
#54
A ja myślałem, że to tylko "Pierwsze Boże Narodzenie Misia Yogi", które mam gdzieś nawet zgrane na jakimś 30-kilkuletnim VHS-ie, było takim crossoverem, gdzie pozbierali różne postacie z Hanna-Barbera, by wspólnie świętowały. A tu proszę, okazuje się, że było tego więcej.

Odpowiedz
#55


Wspomnienia <3
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#56
Coś lżejszego, prostszego, familijnego wręcz: Scooby Doo i najeźdźcy z kosmosu (2000) to nie jest poziom Wyspy Zombie czy Ducha Czarownicy (absolutne perełki pod każdym względem), ale nie jest źle. Wiadomo, dłuższy odcinek serialu, ale różni się od reszty tym, że a) naprawdę są tu kosmici i b) zamiast straszyć, źli kapitaliści naprawdę chcą ubić Scooby'ego i spółkę (wrzucając na dno jaskini + w jednej scenie wyciągają pistolety). Mam jednak wrażenie, że można było z tego wyciągnąć dużo więcej, nie mówię od razu o poziomie Archiwum X czy czegoś takiego, ze spiskami i wielką konspiracją, ale coś w stylu Super 8 czy nawet i Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia... bo jest i mała mieścina na amerykańskim, pustynnym zadupiu, jest baza naukowa, jest szurnięty typ co mówi, że porwali go kosmici, jest zaginione stado bydła... no i sam projekt kosmitów (tych właściwych) jest całkiem całkiem, więc tylko 6/10. Gdybym był młodszy, pewnie ocena byłaby wyższa :)

Odpowiedz
#57
(03-12-2024, 09:30)al_jarid napisał(a): A ja myślałem, że to tylko "Pierwsze Boże Narodzenie Misia Yogi", które mam gdzieś nawet zgrane na jakimś 30-kilkuletnim VHS-ie, było takim crossoverem, gdzie pozbierali różne postacie z Hanna-Barbera, by wspólnie świętowały. A tu proszę, okazuje się, że było tego więcej.
Ano było. Był jeszcze Yogi Bear's All Star Comedy Christmas Caper, gdzie prócz standardowej eki HB pojawili się Fred i Barney jednoznacznie udowadniając, że nie pochodzą z epoki kamienia łupanego. Jak można się domyślać, obejrzałem w tym grudniu. I zaskoczyło mnie to, że trwa 20 minut, myślałem że będzie dłuższy. Znajomi Yogiego jadą do Jellystone, by świętować Wigilię, ale okazało się, że się nie zrozumieli, bo Yogi pojechał do ich rodzinnego miasta w tym samym celu. Przy okazji wkracza wątek dziewczynki zaniedbanej przez bogatego ojca nie mającego czasu. Nieważne, znacznie lepszy specjał niż ten z Casprem. Przesłanie też banalne i fabuła w jakiś sposób oklepana, ale widać że było tu więcej wysiłku i serca. I miło zrobili, że jak Yogi się przyznaje, że nie jest Mikołajem tylko przebierańcem, to dziecko mówi, że nie ma sprawy, bo się domyśliło od razu. A jak jest komediowo, to jest komediowo. A gdy ma uderzać w ciepłe uczucia, to robi sprawnie. Przy okazji, już wtedy Detroit było uważane za ruinę.

7/10


Ale to nie jedyne hanna-barberowe xmasowe produkcje, które teraz zaliczyłem w ostatnich dniach. A były to:

Boże Narodzenie Flintstonów - no proszę, myślałem, że to z lat z 80., a to były jeszcze późne lata 70. i wita nas całkiem znośna animacja (zwłaszcza jak spojrzy się na ówczesne regularne seriale HB). Widać, iż telewizja dała większy budżet, jako że dotyczy Bożego Narodzenia. Oczywiście dzieje po narodzinach Jezusa, bo mamy renifery zamiast jeleni olbrzymich, a we Francji jest wieża Gnejsa. Powtórka z dzieciństwa wypadła ok. Pamiętam zaskoczenie, że Pebbles i Bamm-Bamm już normalnie mówią. Ale nie pamiętałem, że Fred nie chciał przebierać za Mikołaja na balu dobroczynnym (chyba, że za kasę :)). Trochę lukru i zapychających piosenek, ale u źródła to są stary dobrzy zabawni Flintstonowie z cholerycznym Fredem, ogarniętym Barneyem i nie pochwaljacymi ich żonami, gdzie głównie dominuje humor. I też zabawnie się ogląda, gdy Barney narzeka, że dzieci mają za dużo wszystkiego :). Trochę też realizmu, bo gdy Miki mówi kim jest, to Fred logiczne stwierdza, że to musi być wariat. A potem jak dzieci i ich ojcowie widzą sanie na niebie, to Wilma i Betty nie podchodzą traktując jako zabawę. W przeciwieństwie do w/w pozycji tu jest polski dubbing, który widziałem w dzieciństwie. I ciekawostka - to był redub, bo pierwszy zadebiutował pod koniec lat 80. (i wtedy ludzie się burzyli, że zrobili recasting i nie ma obsady z lat 70.). Nie będę pisał oczywistości. No, może że tym razem imion renów nie przetłumaczono. Tym razem widziani dwa lata wcześniej świąteczni Flintstonowie bardziej przypadli mi do gustu, ale ten też wypada OK.

6/10


Tom i Jerry: Dziadek do orzechów - słyszałem dobre opinie. A że są święta, to postanowiłem zaliczyć. Tu z kolei zaskoczyło mnie, że trwa 46 minut, co odbija się na tempie i ma się wrażenie, że wydarzenia pędzą jak głupie. Fabuła to bardziej dłuższy odcinek Całkiem nowych przygód Toma i Jerry'ego, bo dokłądnie ten sam styl i jakość animacji. A też mało co wspólnego z Dziadkiem do orzechów, gdyż bardziej to Dzielny ołowiany żołnierzyk, bo Jerry ma wojskowy mundur i simpuje do zabawkowej baletnicy. No i służy pretekst do gagów i to tych dla dzieci. Przy czym to jeszcze ten okres, gdy te videowe filmy z Tomem i Jerrym nie przypominały "wklejamy ich randomowo do popularnego IP". I jest w tym serce. A czasem jest trafny humor, jak np. uwięziona balerina bierze klucze, a koci król (jak można domyśleć mysi król niezbyt by pasował przy tej obsadzie) myśli że to zabawka, a jego bardziej ogarnięty kanclerz też myśli, że balerina próbuje odciągnąć mocodawcę od państwowych spraw. Albo lekarz-torturowiec jest zniesmaczony jak Toma bawi los konika. Pochwalę twórców jak podeszli do postaci zabawkarza i bardzo subtelnie ujawnili jego oczywistą tożsamość. I zaskoczyło mnie, że kocice mają wibrysy (novum, bo już od lat 40. tylko kocury miały wąsy). I też trochę podśmiewali się z tego, ze Tom i Jerry są niemowami, bo pajacyk mówi, żeby Jerry coś powiedział, a nie siedział milczący. Dubbing ofkorz - Boberek dość dobrze naśladuje potępieńczne jęki bólu Billa Hanny. I Magdalena Krylik lepiej wyszła jako małoletnia mysz. Generalnie trochę brakuje, ale ma w sobie duszę i szczerość.

6/10

Odpowiedz
#58


Ogladalo sie ten szrot i to z wypiekami na twarzy :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Kreskówki 80`s & 90`s MOLQ 125 29,318 04-08-2025, 15:42
Ostatni post: OGPUEE



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości