Książki
I ja się wkręciłem, wrzucam na ruszt własnie drugi tom, znakomita rzecz. na tyle znakomita, że nie wytrzymałem, wyhaczyłem tanio bilety do Rzymu i za miesiąc lecę na targ niewolnikow :)

jeśli nie chcesz jeszcze uciekać ze starożytnego Rzymu to polecam Ci powieść "Ja, Klaudiusz", jedno z arcydzieł XX w. Chronologicznie też idealnie by sie wstrzeliwało po trylogii o Cyceronie, obejmuje bowiem okres panowania Oktawiana Augusta do objecia władzy przez Klaudiusza. Ja sam zjadłem ja na dwa posiedzienia, polecam.

Odpowiedz
Brytyjski serial telewizyjny też dobry.

Odpowiedz
(24-06-2020, 14:23)Bartholomew napisał(a): I ja się wkręciłem, wrzucam na ruszt własnie drugi tom, znakomita rzecz. na tyle znakomita, że nie wytrzymałem, wyhaczyłem tanio bilety do Rzymu i za miesiąc lecę na targ niewolnikow :)

jeśli nie chcesz jeszcze uciekać ze starożytnego Rzymu to polecam Ci powieść "Ja, Klaudiusz", jedno z arcydzieł XX w. Chronologicznie też idealnie by sie wstrzeliwało po trylogii o Cyceronie, obejmuje bowiem okres panowania Oktawiana Augusta do objecia władzy przez Klaudiusza. Ja sam zjadłem ja na dwa posiedzienia, polecam.

Idzie na liste! :)

Serial zresztą też, obsada jak widze jest bardzo fajna.

Odpowiedz
Co do Ja, Klaudiusza (Mnie, Klaudiusza? ;), to ma on też kontynuację pt. Klaudiusz i Messalina (oczywiście tego samego autorstwa), obejmującą okres od objęcia przez niego władzy aż do śmierci, warto się zapoznać, bo to klasyczna dylogia.

Odpowiedz
Holocaust F - nie uważam się za znawcę polskiej s-f, znam jedynie klasykę, czyli Lema, Zajdla, Dukaja, ale mimo to pozwole sobie stwierdzić, że debiutancka powieść Zbierzchowskiego to jedna z najlepszych polskich książek z tego gatunku ever. Być może nie tylko polskich, bo gdybym układał swój osobisty ranking, z pewnością otarałby się o TOP 10.

Niesamowicie sugestywna i mocno dołująca wizja rozpadającego się, popierdolonego świata, stojącego na krawędzi zagłady (a w zasadzie już lecącego w przepaść), osadzona w bliskiej nam, nie aż tak odległej przyszłości, okraszona solidną dawką metafizyki, technologicznego żargonu i rozważaniami na temat postępującej dehumanizacji i pochłaniajacej ludzkość cyfryzacji (ale nie tylko, bo to wciąż jedynie wierzchołek góry poruszanych tutaj zagadnień).

Nie brakuje również tego, co tygryski lubią najbardziej - czyli opisanej z wielkim rozmachem krwawej, cyberpunkowej akcji. Wszystko wymieszane w zdrowych proporcjach i podane w bardzo dobrym stylu. Zbierzchowski nie popisuje się formą, nie odkrywa gatunku na nowo, ale w umiejętny sposób żonlguje znanymi motywami, jednocześnie dostarczając rozrywki i zmuszając do przemyśleń. Od początku rzuca na głęboką wodę, by potem stopniowo wyjaśniać i poszerzać konteksty i poszczególne koncepty. Nie leje wody; jego wizja jest niesamowicie zwarta i konkretna, a obserwacja rzeczywistości i wysnuwane wnioski niepokojaco celne. I co najważniejsze, pomimo zawartej tutaj głębi i snucia rozważań na naprawdę ciężkie tematy, akcja jest znakomicie skondensowana i nie pozwala się oderwać. Nieraz powrócę, bo to wysokokalibrowa literatura, której obecnie ze świeczką szukać, zasługująca na wszystkie Locusy i Nebule tego świata.

Odpowiedz
@nawrocki

"Futu.re" Glukhovsky może czytałeś? Ciekawi mnie jak książka Zbierzchowskiego wypada na tym tle. Swoją drogą, całkiem to dobry kawał czytadła, również udanie mielący cyberpunkowe motywy.
"Wake the fuck up, Samurai. We have a city to burn."

Profil Letterboxd

Odpowiedz
Nie czytałem.

Odpowiedz
Fear, L. Ron Hubbard
Tak, tego Hubbarda. Przy okazji dyskusji na temat Malowanego Ptaka ktoś rzucił, że guru Toma Cruise'a też pisał i był łajzą; pomyślałem sobie, że w sumie nic jego nie czytałem, a ponieważ nie chce mi się przedzierać przez 1000 stron Battlefield Earth (ponoć książka lepsza od filmu, choć to żadne osiągnięcie), wybrałem minipowieść grozy z 1940 roku, opatrzoną zaskakująco licznymi komplementami ze strony tuzów gatunku. Akurat pochwała Kinga niewiele znaczy, bo Stefek sypie nimi na lewo i prawo, a na każdego Strauba przypada u niego co najmniej jedna Paula Hawkins. Tym niemniej utwór cieszy się najwyraźniej opinią nieco zapomnianego klasyka gatunku. Poza tym bardzo łatwo oddzielić tu twórcę i twór, bo w Fear nie ma mowy o Xenu, thetanach czy Dianetyce.
Punkt wyjściowy jest prosty: wykładowca antropologii tego samego dnia traci pracę i gubi cztery godziny z pamięci oraz kapelusz. W miarę jak próbuje odtworzyć co wydarzyło się w tym czasie otaczająca go rzeczywistość zaczyna się rozpadać.
Świetna rzecz, jako studium paranoi jednocześnie wywodząca się z Poego i zapowiadająca Philipa Dicka. Ten ostatni zresztą powiedział ponoć: What I’m writing is really psychological fantasies, on the order of L. Ron Hubbard’s Fear. Without Fear, I would never have come up with what I do. I rzeczywiście, Hubbard rzuca tu pomysłami, które nasz ulubiony schizofrenik rozwinie później w swoich tekstach. Szczególnie rzuca się w oczy podobieństwo jednego motywu do chociażby Elektrycznej Mrówki, a i skojarzenia z Ubikiem są chyba uzasadnione. Dicka przywodzi na myśl również umiejętne operowanie groteską, zwłaszcza w rozkosznie koszmarnym rozdziale trzecim z jego nagromadzeniem ekscentrycznych widm.
Drugie skojarzenie, tym razem pod względem językowym, to Bradbury (który też chwalił Fear). Jakiś krytyk określił kiedyś styl Raya trafnym mianem "overripe" i określenie pasuje również do tekstu Hubbarda. Bardzo to wszystko jesienne (choć akcja toczy się przecież wiosną), z atmosferą na granicy rozkwitu i gnicia. Poza tym mam słabość do dobrych metafor, a te są miejscami pierwszorzędne:
Dead men stared frostily out of frames. An eyeless bust of Cicero stood guard over a case of books which no one ever read. The chairs were so deep and so ancient that they might have been suspected of holding many a corpse that they had drowned. Jebson was looking out of the window as though his inattention there might result in a collapse of the entire scene visible from it.
Jeśli miałbym już formułować jakieś zarzuty, to widzieliśmy podobne zakończenie wielokrotnie w innych tekstach i filmach... Ale w 1940 było ono zdecydowanie mniej zużyte. Równie dobrze można by krytykować Carnival of Souls, bo inne horrory z niego zżynały. Po drugie, symbolika prześladujących protagonistę wizji jest chwilami trochę nachalna i zalatuje Freudem dla początkujących. Z tych dwóch powodów nietrudno odgadnąć przed bohaterem  co stało się z jego czterema godzinami.
Rzuciło mi się jeszcze jedno skojarzenie - nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby fanami Fear okazali się twórcy pewnej znanej japońskiej gry wideo.
Polecam bardzo, idealna lektura na Halloween.

Odpowiedz
Ostatnio nadrabiam klasykę, więc na szybko:

Szwejk Haszka

Dobre to, całkiem zabawne, nie spodziewałem się tak czarnego momentami humoru. Z czasem zaczyna nużyć powtarzającymi się monologami Szwejka i jego perypetiami opartymi na nieporozumieniach i zbiegach okoliczności, mimo to szkoda, że powieść nie została dokończona. Nie zdawałem sobie sprawy, że Heller przy pisaniu mojego ukochanego Paragrafu 22 tak wiele czerpał z Haszka. Chociażby dlatego warto było przeczytać.

Dżuma

Idealny czas na zaliczenie. Podobało mi się przedstawienie rozprzestrzeniania się zarazy i wszystkiego, co z tym związane (znajdzie się trochę analogii, jeśli przyłożyć do tego A.D. 2020). Nie podobało mi się, że bohaterowie często wypowiadają się za autora i przedstawiają jego poglądy, zamiast mówić jak ludzie. To ogólnie bolączka powieści tego typu i pewnie bez niej nie byłoby ani statusu w annałach literatury, ani obecności na liście lektur szkolnych. A szkoda, bo to najsłabszy element. Przyuważyłem, że powstała adaptacja (ze świetną obsadą, bo jest tu między innymi duet z "Pocałunku kobiety pająką" i Robert Duvall, którego zawsze dobrze widzieć na ekranie), ale przeczuwam, że jest mierna.

Plus coś, co klasyką nie jest - Zimna góra

Przyjemne czytadło. Spodziewałem się letniej historii, a jest tu całkiem ostro. Oczywiście nie tak, jak u McCarthy'ego, ale wystarczająco dosadnie. Standardowo opisy przyrody przynudzają (to jest plaga, plaga), ale szybko ustępują miejsca fabule podzielonej na dwa wątki, z których ten pozornie mniej interesujący (kobieta sama na farmie) też daje radę. Zawsze olewałem "Wzgórze nadziei", ale dzięki książce z pewnością obejrzę, tym bardziej, że wśród gwiazdorskiej osady jest nieodżałowany Philip Seymour Hoffman.

Co do dyskusji trochę wyżej - czytać Klaudiusza. Wielka powieść, Gra o tron przed Grą o tron, a rozdziały poświęcone rządom Kaliguli są doskonałe.

Odpowiedz
(15-09-2020, 17:31)Norton napisał(a): Szwejk Haszka

Dobre to, całkiem zabawne, nie spodziewałem się tak czarnego momentami humoru. Z czasem zaczyna nużyć powtarzającymi się monologami Szwejka i jego perypetiami opartymi na nieporozumieniach i zbiegach okoliczności, mimo to szkoda, że powieść nie została dokończona. Nie zdawałem sobie sprawy, że Heller przy pisaniu mojego ukochanego Paragrafu 22 tak wiele czerpał z Haszka. Chociażby dlatego warto było przeczytać.
O, ciekawe, że wspomniałeś o podobieństwie tych dwóch książek, bo dla mnie to bardzo podobne przypadki: pojedyncze fragmenty są genialne i ogólnie pomysł na postaci, atmosfera są wspaniałe, ale nie potrafiłem dobrnąć poza trzechsetną stronę, bo wszystkie te przygody Szwejka i Yossariana są bardzo podobne, tak samo absurdalne i śmieszno-gorzkie, czułem się jakbym oglądał drugi, trzeci, czwarty sezon serialu jadącego ciągle na tym samym pomyśle.
Może to też kwestia tego, że zasadniczo nie mam cierpliwości do książek, jak mnie coś nudzi po kilkunastu stronach, to odkładam, zupełnie nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy potrafią przeczytać jakieś opasłe tomiszcze, stwierdzić, że się mocno męczyli przy większości opisów, ale dali radę.

Odpowiedz
Wydech Teda Chianga. Z niemałym wstyd przyznaję, że to w zasadzie mój pierwszy kontakt z tym pisarzem, nie licząc być może seansu "Arrival", którego scenariusz jest oparty na jego prozie. Od dawna wiedziałem, że ma reputację jednego z najlepszych współczesnych pisarzy s-f, ale nie wiedzieć czemu odkładałem to spotkanie w czasie. Zupełnie niepotrzebnie.

Jego najnowszy zbiór to dziewięć bardzo dobrych opowiadań, poruszających różnorakie zagadnienia, niemal każde bardzo stymulujące intelektualnie i zmuszajace do zadawania rozmaitych, często zaskakujących pytań. Chiang chwyta się różnych konceptów, osadza w nich wciągjącą fabułę i praktycznie za każdym razem wyciska z nawet na pierwszy rzut oka oklepanych zagadnień coś świeżego, patrzy na nie z innej perspektywy, skupia się zarówno na naukowym jak i ludzkim wymiarze historii. Jest przy tym doskonały językowo i narracyjnie, warsztat pisarski na bardzo wysokim poziomie, czyta się to z ogromną przyjemnością (pomimo niekiedy lekko przytłaczajacego techno-żargonu) i poczuciem obcowania z najlepszym, co obecnie ma do zaoferowania literatura s-f.

Odpowiedz
(17-07-2017, 12:18)nawrocki napisał(a): Dom z liści - świetna rzecz. Na poziomie samej konstrukcji to małe arcydzieło, struktura książki, gdzie przeplatają się ze sobą dwie narracje, dodatkowo obie opatrzone przypisami, jest pomyślana kapitalnie i dzięki temu ta dość prosta w gruncie rzeczy historia nabiera nowego wymiaru, kiedy odnajdzie się poukywane przez autora tropy czy wskazówki dotyczące interpretacji niektórych wydarzeń, lub kiedy czasem "prawdziwe cytaty" czy profesjonalne "analizy" zdają się mówić o wydarzeniach coś zupełnie innego. Widać również, że Danielewski lubuję się w trollingu czytelnika, zwodzi, podsuwa coś, co wydaje się ważne i każe analizować, by za kilkadziesiąt stron  to deprecjonować, zbywając "naukowym" cytatem czy przypisem "od wydawnictwa", w najciekawszych momentach zaś potrafi wpieprzyć dygresję, ciagnącą się przez 20 stron. :D Pytanie, czy to brednie samotnego starca, ćpuński odlot, prawdziwa historia pojawia się w zasadzie na samym początku. Którą wersję się wybierze, zależy od czytającego, Danielewski sugeruje, ale nic nie mówi wprost.(...)

jakby ktos przegapil recke nawrockiego sprzed 3 laty, to odswieżam. Czemu taka kultowa książka dostała sie w moje ręce dopiero niedawno? nie mam pojecia. pomijam mnogość interpretacji, zabawy z czytelnikiem, fascynujace dygresje - historia sama w sobie to jedno z ciekawszych ujęc, nie wiem, absolutu? choroby psychicznej? a może mamy do czynienia ze szczytowym osiągnieciem w dziedzinie trollingu? niesamowity trip, książka-narkotyk. ciekawe czy ktos kiedyś odważy się to zekranizować.

dobra książkowa passa trwa, jestem w połowie Hyperiona i wrażenia podobne a potencjał  ekranizacyjny jeszcze wiekszy. co śmieszniejsze z tylu okładki widnieje notka "w przygotowaniu kinowa superprodukcja w reżyserii Martina Scorsese" :) (wydanie z 2007r.)

Odpowiedz
Tak, "Dom z liści" to kapitalna rzecz, która zasłużenie cieszy się kultowym statusem. Proza niesamowicie trudna do sfilmowania, ale dla ludzi z talentem nie ma rzeczy niemożliwych. Aczkolwiek nie sądzę, żeby kiedykolwiek ktoś się za to zabrał, musiałoby to być niesamowicie ambitne przedsięwzięcie. No i nie jestem pewien, czy pewne elementy, które nadają tej ksiażce wyjątkowości, da się oddać na ekranie bez konieczności ograbienia ich z tejże. Sam Danielewski chyba też sceptycznie do tego podchodzi, jeśli się dobrze orientuję.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Szukam książki military 42 9,214 05-07-2020, 04:50
Ostatni post: Norton
  Star Wars - książki military 90 13,148 25-11-2017, 21:23
Ostatni post: Kuba
  Ekranizacja książki Raul7 5 2,179 05-06-2017, 12:34
Ostatni post: Snuffer
  Baza adaptacji na portalu książki aniakonda 12 4,885 22-11-2014, 17:34
Ostatni post: aniakonda



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości