Książki
IMO bardzo dobre tłumaczenie, błyskotliwe kiedy trzeba i bez merytorycznych wpadek.

Odpowiedz
Bo czytałem to lata temu i faktycznie momentami nie wiedziałem o co kaman i modliłem się o koniec tej knigi* (z tym, że miałem świadomość, iż to pewnie w jakimśtam stopniu wina przekładu).

*trochę koloryzowane

Odpowiedz
Odpowiedzialny za nowy przekład Wojtek Szypuła to ogólnie bardzo porządny tłumacz, stojący także za powieściami Simmonsa, "Domem z liści" czy książkami Luciusa Sheperda (jego przekład "Amerykańskiego modlitewnika" jest znakomity).

Chodzą też słuchy, że jeżeli MAG zdecyduje się w końcu sięgnąć po Pynchona, to wlasnie Szypuła bedzie tłumaczył jego ksiazki ("V" na sto procent, nie wiem jak z "Tęczą grawitacji", bo tu moze być użyty stary przeklad), a to też o czyms swiadczy.

Odpowiedz
Ja mam wydanie Śnieżycy od MAG i na razie jestem zadowolony z tłumaczenia. Bardzo fajnie się to czyta.Mam też The Diamond Age poangielsku ,ale jeszcze nie czytałem.

Co do Gibsona to ja mam wydania Książnica tłumaczenia Piotr W Cholewa i dla mnie są w porządku.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Bo Pewuc to klasa sama w sobie :)
Syn też mu się udał i fajnie pisze.

Odpowiedz
[Obrazek: 745479-352x500.jpg]

Lato w mieście gdy mieszka się na blokowisku tudzież starej kamienicy. Gorąco, tłoczno, głośno … No w sumie niezbyt zachęcająca perspektywa. Co jednak gdyby nagle uśmiechnęło się do nas szczęście i za śmiesznie małe pieniądze moglibyśmy zapewnić sobie dwa miesiące w starej posiadłości, położonej blisko morza, prywatną plażą i basenem?

Przed takim dylematem staje główna bohaterka wydanej w 1973 r. powieści Roberta Marasco „Całopalenie” („Burnt Offerings”). Marian Rolfe to młoda mężatka i matka, ma kilkuletniego synka Davida, a jej mąż Ben jest nauczycielem w jednej z nowojorskich szkół. Jak łatwo się domyśleć perspektywa kolejnego lata w Queens nie jest dla niej zbytnio atrakcyjna. Marian chcę czegoś więcej, nawet jeśli chodzi o oderwanie się od życiowej szarzyzny tylko na wakacje. Byłaby to namiastka życia w domu na przedmieściach, o którym to marzą z Benem od lat.
Wtedy też trafia w jej ręce gazeta z tajemniczym ogłoszeniem państwa Allardyce, którzy za „rozsądną” cenę chcą wynająć położoną na północy Long Island posiadłość. Jest jednak jeden haczyk… Dom zamieszkuje nestorka rodu, którą trzeba się opiekować – nie jest to nic wielkiego jak przekonuje Marian, ekscentryczna Roz Allardyce. Po prostu rano w południe i wieczorem staruszce trzeba przynieść posiłek. Ona sama jest bardzo samodzielna i chorobliwie nieśmiała, dlatego mogą nawet jej nie spotkać w ciągu całych wakacji.
Pomimo obiekcji Bena, dochodzi do zawarcia umowy. Z początkiem lipca do posiadłości sprowadza się cała rodzina Rolfe`ów wraz z ciotką Bena, Elizabeth. Dom okazuje się nieco bardziej zniszczony niż oczekiwaliby tego wynajmujący niemniej Marian zakasuje rękawy i bierze się do porządków. Tymczasem coś zaczyna mieszać w głowach naszych bohaterów…

Jak wskazuje Grady Hendrix w „Paperbacks from Hell: The Twisted History of '70s and '80s Horror Fiction” powieść Roberta Marasco to jedno z dzieł odpowiedzialnych za złoty wiek horroru w l. 70 – tych i 80 – tych, oddająca przy tym klimat epoki – początku l. 70 – tych. Czasu niepokoju, w który kwestie ekonomicznego statusu nagle zdawały się nabrać ogromnego znaczenia. Rodzina Rolfe`ów to rodzina pełna aspiracji do lepszego statusu społecznego i majątkowego. Gdy staje przed nimi okazja na wynajem niemal wymarzonej posiadłości cóż pozostaje im zrobić, niż tylko skorzystać z okazji? Haczyk w postaci utrzymania starszej pani, która nigdy nie wychodzi z zajmowanych przez siebie pomieszczeń, nie robi na Marian zbytniego wrażenia, posiadłość ma w sobie bowiem coś magnetycznego. Położona na odludziu, będąca własnością ekscentrycznego rodzeństwa Allardyce`ów – wszystko jest przed oczami bohaterów… i czytelników.

Powieść czyta się dobrze, początkowo Marasco pomyślał o niej jako o scenariuszu mrocznej komedii, gdy jednak ją zakończył został mu jak sam to określił „tylko mrok”. Scenariusz w ostateczności został przerobiony na powieść, która notabene doczekała się średniej ekranizacji z Oliverem Reedem w 1976 r.
Jakkolwiek ostatecznie z mrocznej komedii powstał horror to da się w powieści dostrzec pewne elementy satyryczne – chociażby początkowy rozdział opisujący życie na nowojorskim osiedlu czy też obsesje czystości i sprzątania Marian. Jeden kroczek dalej i wyszłaby z tego satyra pełną gębą.

Wydawnictwo Vesper jak zwykle stanęło na wysokości zadania i uraczyło nas wspaniałym wydaniem z ilustracjami Macieja Kamudy i posłowiem Grady`ego Hendrixa (nieco przetworzonym passusem z „Paperbacks from Hell”).
Na koniec… zakończenie. Być może się starzeje, ale końcowe partie książki były dla mnie osobiście wstrząsające, przywodzące na myśl „Smętarz dla zwierzaków” Kinga jeśli chodzi o bezkompromisowość rozwiązania. Szczerze polecam.

Odpowiedz
A propos Vespera - na końcówkę tego roku planują "Ulice Laredo", czyli kontynuację "Na południe od Brazos" niedawno zmarłego Larry'ego McMurtry'ego.

Odpowiedz
[Obrazek: comment_1617726997Fuav0ObtILADYGxAsICK5M.jpg]

Po lekturze „Germanofila” Piotra Zychowicza postanowiłem zapoznać się z (według Zychowicza) opus magnum Studnickiego – mowa tutaj o powstałej na krótko przed wojną książce „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej” (chodzi tutaj o wydanie z r. 2019 z przedmową Jana Sadkiewicza i posłowiem Piotra Zychowicza, według tego wydania podaje też numerację stron).

Wedle Zychowicza: „[n]ie mam żadnych wątpliwości, że jest to najbardziej prorocza książka polityczna, jaka kiedykolwiek została napisana w Polsce. Trafność i dalekosiężność przewidywań Władysława Studnickiego robi na czytelniku wręcz piorunujące wrażenie” (str. 215) a sam Studnicki miał wykazywać się niemal proroczymi zdolnościami: „[…]bezbłędnie przewidział rozwój wypadków: klęskę w wojnie z Niemcami, brak pomocy ze strony Wielkiej Brytanii i Francji, wkroczenie Sowietów na ziemie wschodnie Rzeczypospolitej, a wreszcie przehandlowanie Polski Stalinowi” (str. 202 – 203).

Czy jednak było tak w istocie? Po przeczytaniu książki mam mieszane uczucia co do zasadności jej pochwał. Studnicki w 1939 r. to de facto publicysta bez żadnego wpływu na rzeczywistość –  oryginał i choleryk o maniackiej wręcz idei sojuszu polsko – niemieckiego, który to pomysł zalęgł się w jego umyśle w okresie I wojny światowej. Jego książka powinna być więc rozpatrywana jako dzieło publicystyki i wyraz pewnego rodzaju nastrojów wśród (małej) części ówczesnego polskiego społeczeństwa.

Przechodząc jednak do konkretów – pozwoliłem sobie skompilować co lepsze cytaty z „proroczej książki”, które oględnie mówiąc nie przetrwały próby czasu. Oto one (podkreślenia własne):

- „Rzecz naturalna, że Franco i jego zwolennicy nie po to walczyli z czerwoną Hiszpanią, aby oddać jej z powrotem wpływy polityczne i władzę, co by nastąpiło przy zwycięstwie trójprzymierza: Anglii, Francji i Rosji sowieckiej. Stąd udział Hiszpanii po stronie państw Osi jest pewny” (str. 150);

- „Lloyd George w parlamencie angielskim oświadczył, że dzisiejsza armia włoska jest dwa razy lepsza od armii włoskiej z czasów wojny światowej. Jest to opinia dosyć upowszechniona wśród specjalistów. Nie ulega wątpliwości, że nie ustępuje ona armii francuskiej, że duch militarny w narodzie włoskim rozniecił Mussolini, a przez to wciągnął do pracy w armii najzdolniejsze umysły tego jednego z najzdolniejszych narodów na kuli ziemskiej” (str. 155);

- „Aneksja Holandii przez Niemcy jest wykluczona, nie dałaby możności osiągania tych surowców zaoceanowych, które Niemcy mogą mieć przez pośrednictwo Holandii” (str. 167);

- „Wojna będzie się odbywała na Morzu Śródziemnym. Decydującym czynnikiem będzie walka o Gibraltar” (str. 168);

- „Na udział Rosji sowieckiej na pewno rachować nie można. W każdym razie będzie ona zneutralizowaną w znacznej mierze przez Japonię” (str. 176);

- „Przyszła wojna światowa – to przede wszystkim wojna światowego Żydostwa z Niemcami, w których antysemityzm przyszedł do władzy i oddziaływa na szereg państw środkowej Europy: Polskę, Rumunię, Węgry. Klęska Niemiec to powrót Żydów do dawnej pozycji i zdobywanie nowych. Polska pragnie się odżydzić, a może wskutek tej wojny wpaść w panowanie żydowskie” (str. 179 – 180);

- „Musielibyśmy mieć wojnę ruchomą, gdy na zachodzie byłaby wojna pozycyjna” (str. 195).

Jak widać reklamowany jako „realista” Studnicki strzelał kulami w płot. Nie wyklucza to jednak, że wśród myśli wyrażonych w książce nie znalazła się w istocie prorocza przestroga: „[n]ajwiększe jednak niebezpieczeństwo ze strony Anglii polega na tym, że pragnie udziału Rosji sowieckiej w koalicji. Czym jednak za ten udział może Rosji zapłacić? Tylko ziemiami polskimi, tylko naszym wschodem, tj. województwami leżącymi za Bugiem i Sanem. Nie ulega wątpliwości, że będzie to klauzula tajna, Polsce nieznana” (str. 124).

Oczywistym jest, że Anglia i USA sprzedały nas ZSRR w dalszej części konfliktu. Niemniej tutaj również należy zauważyć, że zmieniając tutaj Anglię na Niemcy, otrzymujemy również opis paktu Ribbentrop – Mołotow. W lansowanej przez Studnickiego tkwi bowiem kardynalny błąd. Polska była krajem, który nie dorównywał Niemcom praktycznie na wszystkich polach, które decydują o przewadze militarnej – po prostu była od nich słabsza. To nie opinia, to po prostu smutny fakt. Sojusz polsko – niemiecki mógł przybrać formy de facto podporządkowania II RP III Rzeszy, w której mogła ona spokojnie traktować II RP jak przedmiot a nie podmiot polityki zagranicznej. Studnicki utknął mentalnie w XIX wieku, nie zauważając tego jak bardzo świat się zmienił na przestrzeni kilku dekad i tego, że Niemcy nie mogłyby zaakceptować wtedy na Wschodzie silnego państwa polskiego. Co stałoby się z osławioną niemiecką „przestrzenią życiową”?  Trudno wyobrazić sobie, by gdyby takowa powstała na Wschodzie, III Rzesza przeszłaby do porządku dziennego nad istnieniem Polski, która przecież odgradzałaby Niemcy od ich terenów ekspansji. Rzut oka na mapę i od razu widać niewygodę takiego rozwiązania. Niemniej jest to temat na dłuższą dyskusję.

Wracając zaś do przedmiotowej książki, to chyba najlepiej mogą ją podsumować słowa… samego Studnickiego: „[w] mojej wyobraźni przesuwały się obrazy oczekującej nas klęski, muszę jednak przyznać, że rzeczywistość przerosła wszystko, co mogła sugerować najbujniejsza wyobraźnia” (W. Studnicki, „Tragiczne manowce”: próby przeciwdziałania katastrofom narodowym 1939–1945, Gdańsk 1993, s. 38).

Odpowiedz
(06-04-2021, 19:46)Scheckley napisał(a): [Obrazek: comment_1617726997Fuav0ObtILADYGxAsICK5M.jpg]

Po lekturze „Germanofila” Piotra Zychowicza postanowiłem zapoznać się z (według Zychowicza) opus magnum Studnickiego – mowa tutaj o powstałej na krótko przed wojną książce „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej” (chodzi tutaj o wydanie z r. 2019 z przedmową Jana Sadkiewicza i posłowiem Piotra Zychowicza, według tego wydania podaje też numerację stron).

Wedle Zychowicza: „[n]ie mam żadnych wątpliwości, że jest to najbardziej prorocza książka polityczna, jaka kiedykolwiek została napisana w Polsce. Trafność i dalekosiężność przewidywań Władysława Studnickiego robi na czytelniku wręcz piorunujące wrażenie” (str. 215) a sam Studnicki miał wykazywać się niemal proroczymi zdolnościami: „[…]bezbłędnie przewidział rozwój wypadków: klęskę w wojnie z Niemcami, brak pomocy ze strony Wielkiej Brytanii i Francji, wkroczenie Sowietów na ziemie wschodnie Rzeczypospolitej, a wreszcie przehandlowanie Polski Stalinowi” (str. 202 – 203).

Czy jednak było tak w istocie? Po przeczytaniu książki mam mieszane uczucia co do zasadności jej pochwał. Studnicki w 1939 r. to de facto publicysta bez żadnego wpływu na rzeczywistość –  oryginał i choleryk o maniackiej wręcz idei sojuszu polsko – niemieckiego, który to pomysł zalęgł się w jego umyśle w okresie I wojny światowej. Jego książka powinna być więc rozpatrywana jako dzieło publicystyki i wyraz pewnego rodzaju nastrojów wśród (małej) części ówczesnego polskiego społeczeństwa.

Przechodząc jednak do konkretów – pozwoliłem sobie skompilować co lepsze cytaty z „proroczej książki”, które oględnie mówiąc nie przetrwały próby czasu. Oto one (podkreślenia własne):

- „Rzecz naturalna, że Franco i jego zwolennicy nie po to walczyli z czerwoną Hiszpanią, aby oddać jej z powrotem wpływy polityczne i władzę, co by nastąpiło przy zwycięstwie trójprzymierza: Anglii, Francji i Rosji sowieckiej. Stąd udział Hiszpanii po stronie państw Osi jest pewny” (str. 150);

- „Lloyd George w parlamencie angielskim oświadczył, że dzisiejsza armia włoska jest dwa razy lepsza od armii włoskiej z czasów wojny światowej. Jest to opinia dosyć upowszechniona wśród specjalistów. Nie ulega wątpliwości, że nie ustępuje ona armii francuskiej, że duch militarny w narodzie włoskim rozniecił Mussolini, a przez to wciągnął do pracy w armii najzdolniejsze umysły tego jednego z najzdolniejszych narodów na kuli ziemskiej” (str. 155);

- „Aneksja Holandii przez Niemcy jest wykluczona, nie dałaby możności osiągania tych surowców zaoceanowych, które Niemcy mogą mieć przez pośrednictwo Holandii” (str. 167);

- „Wojna będzie się odbywała na Morzu Śródziemnym. Decydującym czynnikiem będzie walka o Gibraltar” (str. 168);

- „Na udział Rosji sowieckiej na pewno rachować nie można. W każdym razie będzie ona zneutralizowaną w znacznej mierze przez Japonię” (str. 176);

- „Przyszła wojna światowa – to przede wszystkim wojna światowego Żydostwa z Niemcami, w których antysemityzm przyszedł do władzy i oddziaływa na szereg państw środkowej Europy: Polskę, Rumunię, Węgry. Klęska Niemiec to powrót Żydów do dawnej pozycji i zdobywanie nowych. Polska pragnie się odżydzić, a może wskutek tej wojny wpaść w panowanie żydowskie” (str. 179 – 180);

- „Musielibyśmy mieć wojnę ruchomą, gdy na zachodzie byłaby wojna pozycyjna” (str. 195).

Jak widać reklamowany jako „realista” Studnicki strzelał kulami w płot. Nie wyklucza to jednak, że wśród myśli wyrażonych w książce nie znalazła się w istocie prorocza przestroga: „[n]ajwiększe jednak niebezpieczeństwo ze strony Anglii polega na tym, że pragnie udziału Rosji sowieckiej w koalicji. Czym jednak za ten udział może Rosji zapłacić? Tylko ziemiami polskimi, tylko naszym wschodem, tj. województwami leżącymi za Bugiem i Sanem. Nie ulega wątpliwości, że będzie to klauzula tajna, Polsce nieznana” (str. 124).

Oczywistym jest, że Anglia i USA sprzedały nas ZSRR w dalszej części konfliktu. Niemniej tutaj również należy zauważyć, że zmieniając tutaj Anglię na Niemcy, otrzymujemy również opis paktu Ribbentrop – Mołotow. W lansowanej przez Studnickiego tkwi bowiem kardynalny błąd. Polska była krajem, który nie dorównywał Niemcom praktycznie na wszystkich polach, które decydują o przewadze militarnej – po prostu była od nich słabsza. To nie opinia, to po prostu smutny fakt. Sojusz polsko – niemiecki mógł przybrać formy de facto podporządkowania II RP III Rzeszy, w której mogła ona spokojnie traktować II RP jak przedmiot a nie podmiot polityki zagranicznej. Studnicki utknął mentalnie w XIX wieku, nie zauważając tego jak bardzo świat się zmienił na przestrzeni kilku dekad i tego, że Niemcy nie mogłyby zaakceptować wtedy na Wschodzie silnego państwa polskiego. Co stałoby się z osławioną niemiecką „przestrzenią życiową”?  Trudno wyobrazić sobie, by gdyby takowa powstała na Wschodzie, III Rzesza przeszłaby do porządku dziennego nad istnieniem Polski, która przecież odgradzałaby Niemcy od ich terenów ekspansji. Rzut oka na mapę i od razu widać niewygodę takiego rozwiązania. Niemniej jest to temat na dłuższą dyskusję.

Wracając zaś do przedmiotowej książki, to chyba najlepiej mogą ją podsumować słowa… samego Studnickiego: „[w] mojej wyobraźni przesuwały się obrazy oczekującej nas klęski, muszę jednak przyznać, że rzeczywistość przerosła wszystko, co mogła sugerować najbujniejsza wyobraźnia” (W. Studnicki, „Tragiczne manowce”: próby przeciwdziałania katastrofom narodowym 1939–1945, Gdańsk 1993, s. 38).

Wspaniały post. Ode mnie tyle: Studnicki to przykład zgoła odmiennego myślenia, tak różnego od naszych sanacyjnych elit, zwłaszcza tych które rządziły po śmierci Marszałka. Co do zasadności sojuszu z III Rzeszą: jakikolwiek scenariusz, w którym ocalono by setki tysięcy jak nie 1-2 miliony Polaków, byłby dla nas korzystnym scenariuszem. Do tego uniknięto by ogromu zniszczeń materialnych. Sowieci de jure i de facto byli sojusznikami Hitlera przez 2 lata i jakoś mało kto im to wypomina. Polska w sumie była postrzegana jako sojusznik Hitlera ok. 1934-1938 (jako bękart Traktatu Wersalskiego). Możliwe, że Polska powtórzyła by manewr Finlandii czy Rumunii (zmiana sojuszy) ale gwarancji tego nie ma. Uważam, że Polska miała potencjał by wpłynąć na losy wojny na wschodzie, pytanie czy wystarczający.

Enviado desde mi Redmi Note 8 Pro mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
Jest to tylko gdybologia i nikt nigdy nie dojdzie w tej kwestii do wiążących wniosków, ale łatwo się przedstawia alternatywę wobec tego co rzeczywiście się wydarzyło, czyli całkowitej klęski militarnej i ludobójstwa cywili w całym kraju - każdy inny scenariusz wydaje się o niebo lepszy, co nie dziwi.
Ciekawe jak toczyłaby się dyskusja i w ogóle losy Polski, gdyby Hitler nie przeprowadzał u nas ostatecznego rozwiązania, nie budował obozów śmierci, tylko po prostu podbił nasz kraj i zbytnio nie przejmował się gonieniem i uprzykrzaniem życia cywilom, co najwyżej zagonił jakiś procent do fabryk, czyli gdyby zrobił tutaj to, co we Francji, Holandii. Czy wtedy też zastanawialibyśmy się po 80 latach, czy może jednak trzeba było do niego dołączyć?

Odpowiedz
Pewnie nic byłoby jak we Francji, czyli w sumie źle się stało, no ale mieliśmy jakiś tam ruch oporu itp.

Wracając zaś do Studnickiego to czasami przypomina mi Korwina ze swoimi niektórymi pomysłami:

[Obrazek: 167536850_3206611656108395_5706415876701...e=60924DD2]

Odpowiedz
@Scheckley Zychowicz ma na swoim kanale program o Studnickim razem z Cenckiewiczem i Radziejewskim.

Enviado desde mi Redmi Note 8 Pro mediante Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan

Odpowiedz
W ramach świętowania 1. roku siostrzeńca moja siostra za moim pośrednictwem kupiła mu Kubusia Puchatka i Chatki Puchatki A.A. Milne’a w jednym tomie.

Z Puchatkiem miałem do czynienia przede wszystkim z wersją Disneya i przedstawieniem lalkowym w teatrze Pleciuga, jak byłem gówniakiem. Z książkami nigdy bezpośrednio do czynienia nie miałem. Jako, że austriacka pogoda za oknem również chujowa, to nie ma co psuć oczu przed laptopem/komórką i uznałem, by przeczytać oryginał.

Nie będę ukrywał. Aż tak mnie nie porwał jak Piotruś Pan czy Alicja w krainie czarów. W sumie… stary chłop, 30-stka i łysina się zbliża, a czyta bajki spoza jego targetu :). Pochwalę ponadczasowość obu Puchatków, dzięki czemu można czytać książkę dzieciom za kilkadziesiąt lat i wciąż będą się trzymać. I samo tłumaczenie Ireny Tuwim też przetrzyma próbę czasu co najmniej jeszcze 300 lat. Przy okazji dowiedziałem skąd pochodzi fraza „To co tygrysy lubią najbardziej”.

Choć pewnie znajdzie się jakiś głąb doszukujący niewiadomo czego „problematycznego”. W 7. rozdziale Kubusia Puchatka Królik najwyraźniej głosuje na brytyjskiego Korwina, bo nie podoba mu się obecność kangurów w Stumilowym Lesie i wraz z Puchatkiem i Prosiaczkiem zamierza porwać Maleństwo, bo tak :). Tego u Disneya nie pamiętam ;). Chociaż do Prosiaczka i przyjaciół inkorporowali motyw, jak Kangurzyca kąpie Prosiaczka wbrew jego woli. A potem Maleństwo wpada w syndrom sztokholmski ;).

Bardziej ciekaw byłem, co pozmieniała Mysza w ekranizacji. I jedyne różnice w stosunku do animacji to Królik jest mniej znerwicowany, oczywiście brak Gofera (który mimo wszystko wpisywał się w ducha oryginału), a Krzyś wydaje się dużo młodszy. Zresztą film z 1977 roku jest całkiem wierny fabule, jak i projektom plastycznym E.H. Shepharda. Zresztą ten film i jeszcze Kubuś i przyjaciele film najlepiej oddaje klimat książek, gdzie reszta to inwencja twórcza Disneya, często nazbyt emocjonalna i sentymentalna (gdy oryginalne książki to były proste czytanki na dobranoc).

Swoją drogą kiedyś będę musiał zapoznać przekładem Moniki Adamczyk-Garbowskiej, który został oskarżony o genderwashing (co było zresztą bzdurą).

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Szukam książki military 81 11,009 30-01-2021, 20:27
Ostatni post: Paszczak
  Star Wars - książki military 90 13,619 25-11-2017, 21:23
Ostatni post: Kuba
  Ekranizacja książki Raul7 5 2,296 05-06-2017, 12:34
Ostatni post: Snuffer
  Baza adaptacji na portalu książki aniakonda 12 5,082 22-11-2014, 17:34
Ostatni post: aniakonda



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości