LA STRADA
#1
a co!

mimo wszystko warto, choć od czasu do czasu, sięgnąć po klasykę, która pochodzi od kogoś, kto jest synonimem europejskiego masochizmu filmowego. Te wyklęte bergmanizmy, ta cholerna tarkowszyzna, te przeklęte i niepokojące moralnie kino polskie, te nowofalowe żabojady, ech... Pośród intelektualnego pejzaża starego kontynentu dostrzega się wyraźnie również Federico Felliniego. i jego "La Stradę" na przykład.

Powiem jedynie tyle: to cudowny, magiczny, doskonały - w każdej sekundzie, w każdym kadrze, w każdym dźwięku, w każdym grymasie twarzy Massiny i w każdym pochmurnym spojrzeniu Quinna - film. Ponadto film prosty: bez natrętnej symboliki (choć jej nie pozbawiony), bez zmysłowych odjazdów (choć wrażliwość estetyczno-emocjonalna jest bardzo wskazana). Fabuły nie streszczę, bo znajdzie się zaraz kilku cynicznych, którzy zręcznie zaczną kpić z banalnych haseł opisujących to dzieło. Wiem tyle, ile pokazano i powiedziano - "La strada" to kino mądre, ciekawe i w żaden sposób niepodrabialne. W porównaniu do kina Felliniego, kino współczesne (w duuużej mierze) wydaje się takie... błahe, mało odważne, "bezautorskie"; sprawne, fajne i miłe, ale tylko sprawne, tylko fajne i tylko miłe. Innymi słowy, obcując z taką "La stradą" miałem poczucie obcowania z czymś autentycznie wyjątkowym, mistrzowskim w każdym fragmencie - i nie wierzę w tym przypadku w jakiegoś typu autosugestię albo naiwny bezkrytycyzm w stosunku do uznanych prawie wszędzie arcydzieł kinematografii światowej.
Wielkie kino, które każdy powinien poznać ot chociażby po to, żeby wiedzieć. Tak po prostu - wiedzieć. Dla nasycenia głodu wiedzy o czymś, co fascynuje bardziej niż cokolwiek.


Ktoś się przyłączy do chóru wyznawców Felliniego? 8)

[Obrazek: imagezb7.jpg]

Odpowiedz
#2
fuck yeah! 8) jeden z ukochańszych filmów mojego dzieciństwa - teraz się trochę zakurzył w pamięci, ale właśnie mi go odświeżyłeś i już zaczynam polować na jakieś defałde ;)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#3
Fellini zaczął się dla mnie relatywnie wcześnie, bo już w podstawówce; pamiętam tą powolną narrację jego filmów, z kórych płynęła jakaś emocjonalna siła - La Strada oglądałęm dopiero w liceum, trochę bogatszy o uczuciowe doświadczenia niż wcześniej, a o uczuciach jest ten świetny film, o tym, do czego prowadzą człowieka nałogi; dobrze pamiętam końcówkę, jedną z lepszych z tego okresu kina, taką prawdziwą. Nie no, Fellini i Antonioni to dla mnie mistrzowie kina europejskiego.
Pamiętam później liczne nawiązania do La Strady - np. świetny Buffalo 66 V. gallo, który gorąco polecam.
I'm smart and I want respect!

Odpowiedz
#4
Skromna, poetycka opowieść, która rozsławiła nazwisko Felliniego na cały świat. Przyczynami do tego stały się wplecenie w surowy styl neorealizmu włoskiego tej poetyckości nie będąca jedynie podpatrywaniem powojennych losów ludzi zmagających się z biedą. Były i takie interpretacje fabuły wskazujące na to, że postacie Zampano, Gelsominy i Szalonego to jakby trzy strony jednej osobowości, gdy zabrakło jednej z nich powoli rozsypuje się druga a zaraz za nią trzecia i gdy przychodzi kres duszy to następuje i śmierć ciała. Pod tym kątem patrzenia na tą historię tym ciekawiej wypada ów klasyk po jego odświeżeniu mimo, że pozornie wydaje się, że to nic aż tak poruszającego jak się mówi.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości