Znacie? Gracie? Ja bez wahania powiem, że to jedna z najlepszych gier obecnej generacji - wszystkie kampanie przeszedłem dziesiątki razy w singlu lub na split-screenie (gra przez net mnie odrzuciła, bo trafiałem na debili). L4D ma dokładnie to, czego oczekuję po grze: maksimum wolności, możliwość grania we własnym tempie, dawkę nieprzewidywalności i fabułę, która jest całkiem skomplikowana, a do tego prowadzona w genialny, nienachalny, w stu procentach spajający się z rozgrywką, ale nie odbierający mi kontroli sposób.
Mówiąc krótko: L4D to arcydzieło.
L4D2 to w zasadzie to samo, ale z jakiegoś powodu ta gra nie ma startu do jedynki. Po prostu już mnie tak nie bawi. I to nie dlatego, że mam przesyt; w L4D gram do dziś, w dwójkę też pykam, ale nie tak często i nie tak chętnie. Oto, co moim zdaniem nie zadziałało:
- bohaterowie. W jedynce z każdym dało się sympatyzować, bo to byli normalni ludzie - sympatyczni i zabawni, z odmiennymi charakterami. W dwójce mamy Grubego Alberta, Larry'ego Laffera, wieśniaka głupiego do nieprzyzwoitości i kobitkę, która jest po prostu pusta - zero osobowości. To jest cyrk, a nie grupa ludzi.
- bronie. Za dużo ich. W jedynce każda broń wymuszała inny styl grania; każdy gnat był jakby kluczem do rozwiązania problemu, którym była konstrukcja poziomów i rozmieszczenie bossów. W dwójce jest tego badziewia tyle, że zaciera się unikalność broni; nie widać między nimi różnic. No i broń biała jest tak niedorzecznie potężna, że wybija z klimatu gry.
- skomplikowanie. Mamy z 30 broni, celowniki laserowe, broń białą, trzy rodzaje "granatów" do rzucania, adrenalinę, defibrylator i kupę innego badziewia - z czego połowy nigdy się nie używa. Jedynka była prosta i jasna, a do tego dawała mnóstwo możliwości. W L4D2 po prostu przefajnowano. Wrzucono wszystko, co się dało, bez zastanawiania się, czy to cokolwiek wnosi.
- AI drużyny w singlu. W jedynce działało pięknie, w dwójce - jest po prostu zepsute.
- klimat. Orlean to fajne miejsce na grę, ale rozgrywanie akcji w dzień po prostu niszczy cały klimacik. Do tego muzyka brzmi komediowo zamiast poważnie. No i jeszcze czysta logika - w jedynce chodziło się po miastach i miasteczkach, czy po zakorkowanych drogach, więc w hordy zombi można było uwierzyć. W dwójce idę przez jakieś bagna, widziałem w kampanii dwa domki na krzyż, a tu nagle wyskakuje na mnie trzysta zombiaków. WTF?
- poziomy. Są za długie. Za dużo tu rozległych, pustych miejsc. W jedynce ciągle trzeba było kluczyć; nie było wielkich, otwartych przestrzeni - co wymuszało ciągłe skupienie. Za każdym rogiem i w każdym kącie mógł być zombiak. W dwójce mamy ogromne tereny, na których nic nie ma. Wieje nudą.
L4D2 wydaje się nieudaną podróbką jedynki. Nadal jest to sympatyczna gra, ale o ile L4D ma u mnie 10/10, tak dwójce nie dałbym więcej niż 6-7/10.
Mówiąc krótko: L4D to arcydzieło.
L4D2 to w zasadzie to samo, ale z jakiegoś powodu ta gra nie ma startu do jedynki. Po prostu już mnie tak nie bawi. I to nie dlatego, że mam przesyt; w L4D gram do dziś, w dwójkę też pykam, ale nie tak często i nie tak chętnie. Oto, co moim zdaniem nie zadziałało:
- bohaterowie. W jedynce z każdym dało się sympatyzować, bo to byli normalni ludzie - sympatyczni i zabawni, z odmiennymi charakterami. W dwójce mamy Grubego Alberta, Larry'ego Laffera, wieśniaka głupiego do nieprzyzwoitości i kobitkę, która jest po prostu pusta - zero osobowości. To jest cyrk, a nie grupa ludzi.
- bronie. Za dużo ich. W jedynce każda broń wymuszała inny styl grania; każdy gnat był jakby kluczem do rozwiązania problemu, którym była konstrukcja poziomów i rozmieszczenie bossów. W dwójce jest tego badziewia tyle, że zaciera się unikalność broni; nie widać między nimi różnic. No i broń biała jest tak niedorzecznie potężna, że wybija z klimatu gry.
- skomplikowanie. Mamy z 30 broni, celowniki laserowe, broń białą, trzy rodzaje "granatów" do rzucania, adrenalinę, defibrylator i kupę innego badziewia - z czego połowy nigdy się nie używa. Jedynka była prosta i jasna, a do tego dawała mnóstwo możliwości. W L4D2 po prostu przefajnowano. Wrzucono wszystko, co się dało, bez zastanawiania się, czy to cokolwiek wnosi.
- AI drużyny w singlu. W jedynce działało pięknie, w dwójce - jest po prostu zepsute.
- klimat. Orlean to fajne miejsce na grę, ale rozgrywanie akcji w dzień po prostu niszczy cały klimacik. Do tego muzyka brzmi komediowo zamiast poważnie. No i jeszcze czysta logika - w jedynce chodziło się po miastach i miasteczkach, czy po zakorkowanych drogach, więc w hordy zombi można było uwierzyć. W dwójce idę przez jakieś bagna, widziałem w kampanii dwa domki na krzyż, a tu nagle wyskakuje na mnie trzysta zombiaków. WTF?
- poziomy. Są za długie. Za dużo tu rozległych, pustych miejsc. W jedynce ciągle trzeba było kluczyć; nie było wielkich, otwartych przestrzeni - co wymuszało ciągłe skupienie. Za każdym rogiem i w każdym kącie mógł być zombiak. W dwójce mamy ogromne tereny, na których nic nie ma. Wieje nudą.
L4D2 wydaje się nieudaną podróbką jedynki. Nadal jest to sympatyczna gra, ale o ile L4D ma u mnie 10/10, tak dwójce nie dałbym więcej niż 6-7/10.
21-03-2012, 08:23 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-03-2012, 09:52 przez military.)






