Lourdes
#1
Kino europejskie! Ratuj sie kto może!


Tego się nie spodziewałem – tego spokoju, ciszy, skupienia, stateczności. I najważniejsze – braku osądów, szyderstw, ironizowania i skupiania się na innych kwestiach, z których łatwo robić podśmiechujki, bo przecież Kościół jest tak wdzięcznym tematem. Twórczyni filmu podpatruje życie pielgrzymów, wśród których są i gorliwie modlący się o zdrowie, są i ciekawscy turyści, ale i są klasyczne mohery. Czyli ludzie, nie zaduma nad wiarą czy Bogiem. Obserwacje są prowadzone wnikliwie i bardzo obiektywnie, właśnie ze względu na unikanie ocen tych czy innych pielgrzymów, ich potrzeb, przeprowadzanych rytuałów, komercjalizacji pielgrzymowania. Lourdes to stan, w którym łatwo o skrajności, choć te nie przeszkadzają w kontemplacji, jakakolwiek ona by nie była – skupiona lub krzykliwa, ascetyczna lub kiczowata. Tutaj na wszystko jest miejsce, bo wszystko naturalnie wpisuje się w charakter ludzi i ich oczekiwania względem… oczekiwania na cud. Ten się zdarza sparaliżowanej od szyi w dół kobiecie, która ani gorliwie nie wierzy, ani nie pojawiła się w Lourdes w poszukiwaniu ozdrowienia. Ot wycieczka, jedna z wielu, odskocznia od codziennej niewoli. Cecilia poddaje się nastrojowi chwili, doświadcza cudu. I co? No i właśnie, to jest w tym momencie najgenialniejsze w „Lourdes”: dzieje się wiele, choć też bardzo blisko rzeczywistych emocji i jak najdalej od fałszu. Pojawia się ciekawość, ale i złośliwość innych pielgrzymów, którzy cudu nie doświadczyli – budzące się w nich uczucia względem Cecylii podane zostały jednak bardzo subtelnie: w pojedynczych słowach, gestach, spojrzeniach, drganiach policzka. Pojawiają się wątpliwości, czy cud Cecylii się utrzyma.
Szczęście nie musi trwać przecież wiecznie, ba, dlaczego ktokolwiek mógłby przypuszczać, że za chwilę nie zniknie. Ten wyraz twarzy Cecylii, gdy sobie to uświadamia, choć na densingu gra radosna „Felicita”. Tego nie da się łatwo zapomnieć. Za to Sylvie Testud ma u mnie nagrodę za najlepszą rolę żeńską roku 2010, a reżyserka spokojnie łapie się do topu najlepszych twórców.

Naprawdę dobre, ciekawe, dające do myślenia i wyjątkowe kino.

Tylko dla cierpliwych, bo "Lourdes" stoi na przeciwległym biegunie do kina jankeskiego.

[Obrazek: Lourdes.jpg]

[Obrazek: Lourdes%20(Jessica%20Hausner)%201_n.jpg]

Odpowiedz
#2
Jeden z moich ulubionych filmów zeszłego roku. Tadzio stwierdził, że wybitne, i chyba tym razem może mieć rację. (Na starość zaczynam się zgadzać z Tadziem). O religii bez mistycyzmu - i bez szydery. Z galerią fantastycznych, subtelnie zarysowanych postaci, kapitalnie uchwyconą pielgrzymkową codziennością i brakiem oczywistości. FANTASTYCZNE KINO.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#3
Tadzia lubiłem bardzo kiedyś, w okresie licealno-wczestostudiowalnego intelektualnego buntu, potem mniej go lubiłem, za kompletne nierozumienie tego, czym jest kino rozrywkowe (mieszał, oczekiwał, rozczarowywał się zupełnie niepotrzebnie i irytująco), a teraz jestem do niego nastawiony neutralnie - jak o Europie piszą, to trzeba iść do Tadka, bo facet wiele widział i WIE; jak o Jankesach piszą - z dala od Tadka, lepiej zaufać... czy ja wiem? Chacińskiemu? Wągrowskiemu? Kuźmie? Jakubowskiemu?
A propos tegorocznych nagród - "Felicita" wciąż tkwi w głowie, jak i te ujęcia na twarz Cecilli. MOC. Emocje większe niż bieganie po snach.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości