Mad Men
#81
Emmm.. Ostatni odcinek to najlepsze co widziałem "w telewizji" od czasu pierwszej połowy 5 sezonu Breaking Bad.

Niesamowity odcinek, dla kinomanów szczególnie. Nie będę wspominał o oczywistościach (kapitalnie pokazane zamieszanie), ale bardziej ruszyła mnie scena Dona. Już wiemy że ten klip pokażą przy Emmy.

Odpowiedz
#82
Jak na razie jest to, co już było - małżeńskie zdrady Dona, zabójstwo postaci historycznej psuje ważne dla bohaterów przyjęcie. Podobnie jak w przypadku Kennedy'ego, o ML Kingu wcześniej nikt się chyba w serialu nie zająknął, po zabójstwie - z jakiegoś powodu - sprawa wszystkich głęboko obchodzi. Wątek rasizmu i stosunek do czarnych pracowników wygląda jednak obiecująco (scena rozmowy Harry'ego z Campbellem, rozwijanie postaci Dawn); czarnoskórzy występują wreszcie z planu trzeciego na drugi.

Wygląda też na to, że rolę dziecięcego obserwatora pełnego hipokryzji świata dorosłych przejmuje Bobby. Sally, jako nastolatka, powoli staje się częścią tego świata, dopasowuje się do niego. Potrzebne jest więc nowe, czyste spojrzenie - jej młodszy brat. Fajny zabieg, no i dobrze, że wydobyli w końcu z tła tego dzieciaka.

Odpowiedz
#83
Kolejne odcinki są takie dobre, że aż robi się to nudne i przewidywalne :P Odcinek ósmy to 45 minut jazdy bez trzymanki, połowa agencji na haju próbująca przez weekend zaspokoić potrzeby Chevroleta, pół odcinka oglądałem z bananem na twarzy. Na minus tylko retrospekcje z młodości Dona, nudne, przewidywalne i tak nakręcone i zagrane, że w sumie wolałbym, żeby Don o tym komuś opowiedział, bo pewnie wyszłoby ciekawiej.

Odpowiedz
#84
Padłem gdy Ken zaczął tańczyć jak Gene Kelly ;].

Ale ogólnie jestem zawiedziony. Czuję zmęczenie materiału, powoli kończą się pomysły na to co można zrobić na 200 metrach kwadratowych agencji. Cieszę się, że to przedostatni sezon.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#85
Ja pomimo tego, że niezwykle wysoko oceniam 6. sezon to również wolałbym, żeby całość już zmierzała do końca. Nie żeby Weiner robił coś źle, ale po prostu nie da się zrobić serialu na >6 sezonów, który aspiruje do czegoś więcej niż pokazywania scenek rodzajowych z agencji. Chociaż jest możliwość, że twórcy mają wszystko rozkminione i jeszcze nas czymś świeżym zaskoczą.

Pewnie gdzieś wcześniej napisałem coś przeciwnego - że wolałbym, żeby ten serial trwał i trwał, otóż z jednej strony chciałbym jakieś konkretne zamknięcie historii Dona, z drugiej, jeśli kolejne sezony będą takie fajne jak ten, to mogę oglądać je i przez dziesięć lat.

Odpowiedz
#86
O ile poprzednie 2-3 odcinki zlały mi się w całość i stanowiły nieznaczny spadek poziomu to ostatni odcinek uważam za jedne z najlepszych w historii serialu. Zgadzam się jednak co do retrospekcji. Nudne i niewiele wnoszące do fabuły i emocjonalnego ładunku serialu. Dużo ciekawsze i istotne dla "współczesnej" akcji serialu były retrospekcje dotyczące prawdziwej tożsamości Dona, Anny itd. W ogóle mam wrażenie, że serial trochę stracił jeśli chodzi o spójność w przedstawianiu "demonów" Dona. Stopniowo odkrywane sekrety od początku do sezonu 4 wiarygodnie uzasadniały działania i zachowania Dona. Zajebistą kulminacją była połowa sezonu 4 właśnie z chyba najlepszym odcinkiem Mad Men ever, czyli The Suitcase i którymś z kolejnych, chyba od razu Summer Man. Teraz trochę nie za bardzo wiem na czym polega problem Dona. Są co w ostatnich odcinkach mocne momenty (w ostatnim np. pytanie does anyone love me, czy scena w windzie z Sylvią), ale całość straciła trochę na spójności. Anyways, nadal świetny serial, chyba nie tak dobry jak w pierwszych 4 sezonach, ale lepszy niż w 5. Mam nadzieję, że zakończenie mają przemyślane i fajnie rozpisane w ostatnim sezonie chociaż szkoda mi będzie jak Mad Men się skończy.


Odpowiedz
#87
Cytat:Teraz trochę nie za bardzo wiem na czym polega problem Dona
Najprostszą odpowiedzią byłoby to, że znudził się już Megan i myślał, że zaczyna sobie fajniutki, milutki romans z Sylvią, a ta go rzuciła, więc jest smutny, jednak to przecież Don zaczął mącić wodę w ich relacji przy okazji akcji w hotelu - tego zupełnie nie rozumiem, najpierw myślałem, że po usłyszeniu kłótni z mężem Don robi tak specjalnie, żeby skończyć ten romans, ale to raczej się kupy nie trzyma.

Odpowiedz
#88
Jak dla mnie chodzi o to, że Don przestał czuć kontrolę. Megan robi karierę, spędza masę czasu poza domem i generalnie świetnie sobie radzi bez niego. To samo w pracy. Przez połączenie agencji zyskał rywala w osobie Teda. Stąd upicie go, żeby mu pokazać kto tu tak na prawdę rządzi. Don na krótko odzyskuje pewność siebie, ale potem mamy scene w samolocie i wracamy do punktu wyjścia. A co do Sylvii, to skoro nie mógł panować nad Megan, a usłyszał, że sąsiadka kłoci się z mężem, to uznał, że będzie mógł zapanować nad nią. Z tego wynikła cała sytuacja w hotelu. Świadomość, że ona tam siedzi i na niego czeka, że praktycznie cała jej egzystencja w tej chwili jest podporządkowana pod niego, musiała mu dawać niesamowite uczucie władzy. Ale i na tym polu przegrał kiedy Sylvia go rzuciła. Myślę, że można tu też wspomnieć o Peggy, która nie dość, że już dawno wyswobodziła się spod jego wpływu, to teraz go poucza i staje po stronie Teda.

Odpowiedz
#89
najpewniej jest właśnie tak jak piszesz, dobrze pomyślane <ok>

Odpowiedz
#90
Zazdroszczę wam tego entuzjazmu, bo przydarzyło mi się coś, co przytrafia mi się od czasu do czasu, i za każdym razem jest to tak samo przykre: coś mi się długo podoba, podoba, podoba, i nagle uderza mnie myśl: kurde, przecież to badziew. Szósty sezon to dla mnie telenowela trochę tylko lepsza od tej, w której gra Megan: jedni się zdradzają, drudzy rozchodzą, inni gadają o związkach, kobita najpierw grubnie i farbuje się, potem chudnie i zmywa farbę, druga, po efektownym opuszczeniu agencji i odcięciu się od współpracowników... wraca do nich. Oglądam i umieram z nudy. Co więcej, wydaje mi się, że ten serial zawsze taki był, a obecny sezon jest po prostu powieleniem i zmiksowaniem już wykorzystanych pomysłów. Nie wiem, co ja w tym kiedyś widziałam. Stwierdzić, że serial się komuś nie podoba w szóstym sezonie jego trwania - głupie, nie? No głupie, ale co robić, chyba po prostu magia tego serialu nagle przestała na mnie działać.

Co mi się podobało ostatnio: taniec Kenny'ego (choć trochę dziwaczne to było) i akcja z nożem osadzonym na kiju od szczotki - chyba najfajniejsza scena zerwania, jaką widziałam :).

Kończę przygodę z MM, choć jednocześnie szczerze życzę wam wszystkim dalszej przyjemności z oglądania :).

Odpowiedz
#91
Zgadzam się, chociaż chyba już obejrzę do końca. Cały czas serialowi brakuje wagi. Niby coś robią, niby się coś zmienia, ale to wszystko są pierdoły, spływa po mnie jak po kaczce, nie ma w ich problemach dramatyzmu. Ot sobie są, ni hu hu mnie nie obchodzą.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
#92
Zupełnie Was na tym etapie serialu nie rozumiem, mnie łapały podobne wątpliwości gdzieś w drugim, trzecim sezonie, ale żeby teraz nagle charakter serialu zaczął przeszkadzać? Na mnie magia działa z każdym odcinkiem coraz mocniej, a na to żeby zobaczyć co dalej będzie się działo w Sterling Cooper Draper Pryce Cutler Gleason and Chaough czekam bardziej niż na wydarzenia w Westeros. Background dla większości postaci był na tyle interesujący i dobrze zrobiony, że teraz z dużą przyjemnością śledzę ich losy po kilku latach, dialogi nadal są pyszne, ciągle pojawiają się nowe, niegłupie problemy biznesowe, a to wszystko w otoczce powoli acz konsekwentnie zmieniającej się sytuacji historycznej, która od czasu do czasu odciska jakieś piętno na fabule serialu, do tego bezbłędna realizacja - nie wiem jak można nie lubić tego serialu.

Odpowiedz
#93
Heh
Fascynuje mnie natomiast postać Boba Bensona. Krążą teorie jakoby był agentem FBI podstawionym po to by dostać się do Dona, ale jakoś mnie to nie przekonuje. Mieli ze sobą tylko jedną scenę, poza tym po co aż taka akcja dla kogoś tak nieważnego dla rządu jak Don.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
#94
OH MY GOD! THEY KILLED KENNY! :)

Corn, gdzie niby zasugerowano homoseksualizm Pete'a?
Sam Vincent Kartheiser powiedział że jedynym powodem dla którego nie zareagował wtedy ostrzej na te zaloty była obawa przed.. pobiciem.
Nowy odcinek świetny. Don pogrąża się coraz bardziej, oddala od każdego, podobna sprawa jak w Breaking Bad. W tym odcinku mieliśmy konkretne skurwysyństwo już - szczegolnie moment z reklamą (wiadomo, jeśli doszłoby do wygranej, Peggy nie dostaje NIC).

Bob się wyjaśnił tak jak się spodziewałem, ale pasuje to bardzo do tematów tego sezonu (choć z teorii odnośnie jego bardziej podobała mi się ta że to podróżujący w czasie syn Peggy, ew. kochanek Sala szukający zemsty). Glen Bishop is still creepy as fuck. Świetny kawałek na koniec.

No i Don Draper robiący "Whaaa, Whaaa, Whaaa". Kto nie parsknął śmiechem?

Odpowiedz
#95
Kurde, no kolejny kapitalny odcinek - za takie momenty jak przekonanie klienta do zwiększania budżetu kocham ten serial, a Don robi się moim idolem - 100% skurwysyństwa w jego wykonaniu :)

Odpowiedz
#96
Bardzo dobre, choć trochę nierówne zakończenie bardzo dobrego sezonu. Ale coraz mniej rozumiem poczynania Dona - po co historia z dzieciństwa? Po prostu pękł? Swoją drogą jak tak ważne wyznanie, podane to było mało spektakularnie jak na ten serial. Kilka mocnych motywów na koniec - może nawet za dużo jak na jedne odcinek. Trochę to sprawiało wrażenie jakby twórcy próbowali na szybko podomykać wszystkie wątki z tego sezonu i pootwierać nowe na kolejny. Sezon 6 w sumie jak najbardziej na plus choć jeśli chodzi o ładunek emocjonalny to bywało dosyć chaotycznie i mało konkretnie. Tak jak pisałem przy okazji jednego z odcinków - najgorzej wypadały retrospekcje z dzieciństwa Dona. Trudno z tego wszystkiego wyłowić motywacje dla dorosłych działań i emocji Dona. W poprzednich sezonach było to mocniejsze i bardziej konkretne. Ale było też wiele zajebistych odcinków i scen. W oczekiwaniu na sezon 7 powtórzę chyba całość od początku.


Odpowiedz
#97
Pełen atrakcji finał sezonu - motyw z wyjazdem do Kalifornii kapitalnie dopasowany i zgrany czasowo do wszystkich trzech osób chętnych na podróż, romans Peggy też świetnie zakończony, jednak zgadzam się, że aż za dużo tego napchali do jednego odcinka.
Potrzeby opowiedzenia historii z dzieciństwa również nie rozumiem, takie momenty w tym serialu bywały genialnie zagrane i wyreżyserowane, a teraz trochę wtf - czułem się jak reszta siedzących w salce konferencyjnej, nieswojo. Może o to chodzi, że Don próbował wygrać tego klienta na osobistej nucie, a mu po prostu nie wyszło, zapędził się, pogubił, w sumie taki wydźwięk ma cały sezon. Cholera wie, niech wpadnie Soze i wytłumaczy motywacje Dona tak jak wcześniej na tej stronie tematu :p

Odpowiedz
#98
(25-06-2013, 18:15)simek napisał(a): Może o to chodzi, że Don próbował wygrać tego klienta na osobistej nucie, a mu po prostu nie wyszło, zapędził się, pogubił, w sumie taki wydźwięk ma cały sezon.
Poza tym, że tak jak piszesz - taki motyw aż się prosi o dużo lepsze podanie, nie bardzo kupuję wersję, że zrobił to z premedytacją. Przy wszystkich jego rozterkach i kłopotach z samym sobą dziwne, że wyciągnął tak osobisty motyw na spotkaniu z klientem. Co innego scena z poprzedniego odcinka, w której "wyciąga" przy kliencie relację Teda z Peggy. Ale tak osobisty motyw użyty jako element negocjacji?! Rozumiem, że gość mięknie i nie jest już tym super opanowanym profesjonalistą co kiedyś, ale aż tak się jeszcze nie zmienił. O ile ciekawiej by było gdyby w rozmowie z klientem zapodał jakiegoś mniejszego WTFa psującego atmosferę i zapowiadającego bardziej emocjonalne rozklejenie się na przykład przy Peggy czy Tedzie.
Dużo fajniejsza, subtelniejsza i wiarygodna była dla mnie ostatnia scena z dzieciakami.


Odpowiedz
#99
(25-06-2013, 18:15)simek napisał(a): Cholera wie, niech wpadnie Soze i wytłumaczy motywacje Dona tak jak wcześniej na tej stronie tematu :p
No to przybywam z odsieczą :P Mam mnóstwo przemyśleń po tym odcinku więc może wyjść nieco chaotycznie. Według mnie wyznanie Dona zupełnie nie było zagraniem pod facetów od Hershey's. Zmyślona historia była tym co przygotował i czym chciał ich kupić i mu się to udało, wszyscy w pokoju byli zachwyceni jego prezentacją. Ale po chwili doszedł do wniosku że chce powiedzieć coś innego. Jest tam ujęcie na jego drżącą rękę (może to w pewien sposób uświadamia mu jak wiele płaci za ciągłe ukrywanie przeszłości i życie w fałszu?). Po sposobie w jaki Don opowiada swoje prawdziwe wspomnienia związane z batonikiem myślę, że nie chciał kłamać w tej kwestii, że te chwile kiedy jadł Hershey's i czuł się jak normalny dzieciak były dla niego zbyt cenne, może po prostu chciał, żeby wiedzieli jak wiele dla niego ich batonik znaczył. Nie chce "sprzedać" tego wszystkiego. Dlatego też podkopuje własną firmę i mówi, że jego zdaniem nie powinni się w ogóle reklamować i pozwalać takim jak on wpływać na postrzeganie ich, tak wyjątkowego, produktu. Dodatkowo opowiadając o tym jak to niby dostawał batonik od ojca, według mnie zaczyna myśleć o swoich dzieciach, a może i o dzieciach Teda. Stwierdza, że powinien zostać (LA to byłaby tak na prawdę kolejna ucieczka), bardziej zająć się dziećmi i pozwolić jechać Tedowi, który z kolei dzięki temu ocali swoją rodzinę.

Zgadzam się, że i finał i cały sezon były nieco chaotyczne. Nie jestem fanką powtarzanych przez cały sezon retrospekcji z dzieciństwa w domu publicznym, ale skoro już były to cieszę się, że zmierzały one do tego co widzimy w tym odcinku. Przez cały sezon Don staczał się coraz bardziej i czułam, że serial zmierza do jego upadku, że będziemy obserwować jak pogrąża się w coraz głębszym mroku, aż zostawimy go na dnie albo zginie (czy z własnej ręki- tu przypominam jego reklamę z pierwszego odcinka ze śladami stóp na piasku- czy jakoś inaczej) i o ile nadal nie wykluczony jest smutny koniec tej historii, o tyle dostaliśmy spory powiew nadziei, którego w takiej formie się nie spodziewałam. Mianowicie mamy Dona, który próbuje przestać uciekać i pogodzić się z przeszłością. Zaczynając od wspomnienia z księdzem i "jedynym niewybaczalnym grzechem jest wierzyć, że Bóg nie może Ci wybaczyć", przez wyznanie na spotkaniu, pomoc Tedowi i puszczeniu Megan wolno (jasne, że ją skrzywdził, ale wreszcie zrobił coś co ostatecznie popchnęło ją by od niego odejść i ułożyć sobie życie bez oglądania się na niego), aż po ostatnią absolutnie genialną scenę. Don pokazuje dzieciom gdzie się wychował, wszystko skwitowane jest jednym zdaniem, mamy spojrzenie Sally, która ma teraz szansę zrozumieć to kim na prawdę jest jej ojciec i świetnie dopasowaną piosenkę Joni Mitchell:
Ive looked at life from both sides now
From win and lose and still somehow
Its lifes illusions I recall
I really dont know life at all
.
Dla mnie to wszystko jest zapowiedzią tego, że Don przestanie udawać, że Dick Whitman nie istnieje (ten sezon pokazał, że nie wychodzi mu to tak dobrze jak dawniej i zaczyna wymykać się spod kontroli) i spróbuje zbudować siebie na nowo jako kogoś kim faktycznie jest, czyli jakąś hybrydą Drapera z Whitmanem. Tu z kolei przypomina mi się plakat promujący 6 sezon ([/url]http://http://i.huffpost.com/gen/1032559/thumbs/o-MAD-MEN-SEASON-6-POSTER-570.jpg?6[/url]). Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć jak mu to wyjdzie, co scena z partnerami oznacza dla jego kariery, jak mu się ułoży z rodziną, czy w ogóle wytrwa w tym co zaczął w tym odcinku.

Co do reszty... Peggy w sukience wyglądała ekstra, cieszę się, że wreszcie dali jej taki moment. Wątek z Tedem rozwiązany bardzo dobrze. Mało mnie obchodzi cała kwestia mamy Pete'a, ale dla sceny z bratem, w której postanawiają nie badać sprawy, było warto :D ("It's not gonna bring her back! She did love the sea!). Plus, jak stwierdziła Trudy, Pete jest teraz absolutnie wolny i ciekawe gdzie go to zaniesie. Bob Benson mnie przeraża, nic o nim nie wiemy, ma niesamowicie psychopatyczny, sztuczny uśmiech, nieźle załatwił Pete'a i kręci się koło Joan. No i wracając jeszcze do Peggy, ujęcie w fotelu Dona świetne i wiele obiecujące.

Odpowiedz
W najkrotszej formie - Don chce sie odrodzic, zrzucic skore Drapera a zeby to zrobic musial powiedziec prawde, jakikolwiek jej urywek. Padlo na ten moment. Tak samo z Sally, to nie zadne zagranie, ja zawiodl ostatnia i jej zaufanie chce odzyskac pierwsze. Probuje to zrobic pokazujac jej skad jest i skad przyszedl. Mnie ciekawi czy Pete ma szanse na powrot do "formy". Identyczna scene mial Don (z dzieckiem w lozku) dawno temu ale wiemy jak to sie skonczylo.
Soze, sorry jesli powtorzylem duzo ale pobieznie przeczytalem Twojego posta bo sam z biura pisze a w dodatku ze smartfona bez polskich znakow ;)
PS Powrot do prawdziwej tozsamosci zostal zapowiedziany juz w 6x1, fotograf do Dona "I want you to be yourself", tak samo motyw ze A Star is Born, a odrodzenie Dona jeszcze bardziej sie na miejscu wydaje gdy przypomnimy sobie ostatnie ujecie 12 odcinka.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości