Sporo słyszałem o tym filmie, ale długo nie mogłem go znaleźć. Jednak w końcu udało mi się go obejrzeć.
Do tej pory nie do końca wiem jak zakwalifikować ten obraz. Wg filmwebu jest to horror wojenny, ja bym raczej nazwał go brutalnym filmem paradokumentalnym, ponieważ opisuje on prawdziwe zdarzenia w formie niemal dokumentalnej. Kilka razy zastanawiałem się czy to co widzimy na ekranie oby na pewno nie dzieje się naprawdę.
Film opowiada historię Oddziału 731 Japońskiej Armii podczas ostatnich lat II wojny światowej.
Trochę faktów (za wikipedią):
Film zaczyna sie kiedy to dr Shiro Ishii wraca aby znów zająć się tym oddziałem. Poza żołnierzami w jednostce przebywają także najlepsi naukowcy zebrani z całej Japonii oraz kilkunastoletni chłopcy zebrani aby uczyć ich tego nad czym pracują dorośli, żeby w przyszłości móc wykorzystywać ich badania. A pracują nad bronią biologiczną i chemiczną. I nic innego się dla nich nie liczy. Ponieważ Japonia nie przyjęła konwencji genewskich zabraniających przeprowadzania eksperymentów na więźniach wojennych, jej badania są bardzo brutalne. Wszystkiemu przyglądają się Ci młodzi chłopcy, którzy najpierw z przerażeniem, później powoli oswajając się ze śmiercią koniec końców sami zaczynają uczestniczyć w tym procederze.
Mimo, że film jest produkcji chińskiej (dokładniej z Hong-Kongu) i powstał w 1988 roku to efekty, które zostały ukazane w eksperymentach robią naprawdę wrażenie (niech wspomnę o zamrażaniu rąk żywym osobom, śmierci człowieka w komorze ciśnieniowej - naprawdę nieprzyjemny widok) i osoby o słabych żołądkach mogą mieć problemy z obejrzeniem filmu do końca.
Ponieważ naoglądałem się już sporo filmów imitujących dokumenty, w których czasami śmierć była pokazana jeszcze bardziej brutalnie (np. Cannibal Holocaust) to przez większość czasu oglądając film te sceny eksperymentów nie powodowały u mnie przerażenia. Na krzyki, wrzaski krzywdzonych "Maruta" byłem obojętny. Do czasu pokazania małego niemowy chińskiego, kiedy to został on przyprowadzony przez jednego z japońskich chłopców. W pełni uśmiechnięty nie wiedząc co się dzieje rozebrał się i sam skoczył na stół operacyjny. Został uśpiony w nieświadomości z uśmiechem na twarzy, a później "lekarze" - w cudzysłowie napisane, ponieważ człowiek zabijający nigdy nie zostanie przeze mnie nazwany lekarzem bez względu jaką będzie miał wiedzę medyczną - wycięli z niego wszystkie narządy wewnętrzne, tak po prostu - dla zabawy...
Mimo, że nie było krzyków w tej scenie (jak w innych), nie było przerażenia w oczach tego małego chłopca - to właśnie ta scena była najbardziej przerażająca i pokazała największe okrucieństwo tych ludzi.
Po seansie film uznałem za dobry, nawet bardzo dobry - wystawiłem mu ocenę 7 i poszedłem spać zadowolony z obejrzenia tego filmu - gdybym wtedy napisał tą mini-recenzję zapewne cały jej kształt byłby inny. Po dwóch dniach zauważyłem, że film ten dalej nie może mi wyjść z głowy - ciągle o nim myślałem i zastanawiałem się jak tacy ludzie mogli wogóle istnieć i robić takie rzeczy innemu człowiekowi. Poszukałem w internecie sporo informacji o Oddziale 731, poznając sporo nowych faktów - okazało się główni naukowcy dzięki przekazaniu wszystkich dokumentów dotyczących badań i eksperymentów nie mieli żadnych represji ze strony Amerykanów i żyli sobie w najlepsze przez wiele kolejnych lat po wojnie.
Ten film w sposób bardzo sugestywny pokazuje bezsens wojny - mimo, że nie jest pokazana żadna walka. Strzały z broni palnej pokazane są w filmie 2 razy i trwają łącznie kilkadziesiąt sekund. Jednak "Men behind the Sun" pokazuje jak naprawdę bestialscy i pozbawieni jakiegokolwiek sumienia potrafią być ludzie w czasie wojny - jak z lekarzy, których zadaniem było ratowanie życia przeistaczają się w potworów zabijających niewinnych i bezbronnych zadając im ogromne cierpienie.
Najbardziej przerażające w tym filmie jest to, że wszystko co zostało pokazane zdarzyło się naprawdę...
Ocena: 9/10
Do tej pory nie do końca wiem jak zakwalifikować ten obraz. Wg filmwebu jest to horror wojenny, ja bym raczej nazwał go brutalnym filmem paradokumentalnym, ponieważ opisuje on prawdziwe zdarzenia w formie niemal dokumentalnej. Kilka razy zastanawiałem się czy to co widzimy na ekranie oby na pewno nie dzieje się naprawdę.
Film opowiada historię Oddziału 731 Japońskiej Armii podczas ostatnich lat II wojny światowej.
Trochę faktów (za wikipedią):
Cytat:Oddział 731 â tajny japoński program rozwoju broni biologicznej zainicjowany przez generała Shiro Ishii prowadzony w czasie II wojny światowej.
Obóz znajdował sie w Mandżurii, w pobliżu miasta Harbin. Został utworzony w 1932 roku. Początkowo kierował nim dr. Masaji Kitano (w latach 1942-1944), później zastąpił go dr. Shiro Ishii.
Strażą w oddziale 731 oraz w pozostałych placówkach badawczych stanowiła japońska specjalna policja wojskowa Kempeitai. Razem z kolaboranckimi jednostkami pomocniczymi Kempeitai odpowiedzialna była za dostarczanie osób przeznaczonych do badań. Osoby na których przeprowadzono eksperymenty byli przeważnie Chińczykami, Mandżurami, Koreańczykami lub tzw. białymi Rosjanami. W żargonie strażników oraz naukowców nazywano ich pogardliwie maruta (丸太, pol. "kłoda"). Więźniowie byli przetrzymywani początkowo w twierdzy Zhongma. Kiedy w 1936 doszło ucieczki więźniów laboratorium przeniesiono do Pingfang.
Eksperymenty jakie były tam dokonywane w sposób bestialski. Przeprowadzano sekcje na żyjących, truto więźniów fosgenem lub cyjankiem potasu, zakażano wąglikiem, symulowano rany wojenne. Każda śmierć była uważnie obserwowana i opisywana przez członków oddziału. Szczątki poddawane były kremacji a ich prochy wsypywano do rzeki Sungari.
W czerwcu i lipcu 1942, Japończycy rozpoczęli w prowincji Zhejiang rozsiewanie zarazków dżumy i cholery za pomocą zrzucania woreczków z zakażonymi pchłami i ziarnem. Ziarno zwabiło szczury, które następnie rozniosły insekty na ludzi.
Oprócz tego oddziału istniały także inne, rozlokowane na dalekim wschodzie m.in. Oddział 543 (Hailar), Oddział 100 (Changchun), Oddział 1644 (Nanjing), Oddział 1855 (Pekin), Oddział 8604 (Guangzhou).
Pod koniec wojny wydano rozkaz zniszczenia kompleksu i likwidacji pozostających przy życiu więźniów by zatrzeć ślady eksterminacji. Dużą cześć więźniów stanowiły kobiety i dzieci. Szacuje się, że w obozie zginęło od 3.000 do 20.000 ludzi. Część naukowców biorących udział w zbrodniach zostali amnestionowani przez rząd USA w zamian za wyniki badań.
Film zaczyna sie kiedy to dr Shiro Ishii wraca aby znów zająć się tym oddziałem. Poza żołnierzami w jednostce przebywają także najlepsi naukowcy zebrani z całej Japonii oraz kilkunastoletni chłopcy zebrani aby uczyć ich tego nad czym pracują dorośli, żeby w przyszłości móc wykorzystywać ich badania. A pracują nad bronią biologiczną i chemiczną. I nic innego się dla nich nie liczy. Ponieważ Japonia nie przyjęła konwencji genewskich zabraniających przeprowadzania eksperymentów na więźniach wojennych, jej badania są bardzo brutalne. Wszystkiemu przyglądają się Ci młodzi chłopcy, którzy najpierw z przerażeniem, później powoli oswajając się ze śmiercią koniec końców sami zaczynają uczestniczyć w tym procederze.
Mimo, że film jest produkcji chińskiej (dokładniej z Hong-Kongu) i powstał w 1988 roku to efekty, które zostały ukazane w eksperymentach robią naprawdę wrażenie (niech wspomnę o zamrażaniu rąk żywym osobom, śmierci człowieka w komorze ciśnieniowej - naprawdę nieprzyjemny widok) i osoby o słabych żołądkach mogą mieć problemy z obejrzeniem filmu do końca.
Ponieważ naoglądałem się już sporo filmów imitujących dokumenty, w których czasami śmierć była pokazana jeszcze bardziej brutalnie (np. Cannibal Holocaust) to przez większość czasu oglądając film te sceny eksperymentów nie powodowały u mnie przerażenia. Na krzyki, wrzaski krzywdzonych "Maruta" byłem obojętny. Do czasu pokazania małego niemowy chińskiego, kiedy to został on przyprowadzony przez jednego z japońskich chłopców. W pełni uśmiechnięty nie wiedząc co się dzieje rozebrał się i sam skoczył na stół operacyjny. Został uśpiony w nieświadomości z uśmiechem na twarzy, a później "lekarze" - w cudzysłowie napisane, ponieważ człowiek zabijający nigdy nie zostanie przeze mnie nazwany lekarzem bez względu jaką będzie miał wiedzę medyczną - wycięli z niego wszystkie narządy wewnętrzne, tak po prostu - dla zabawy...
Mimo, że nie było krzyków w tej scenie (jak w innych), nie było przerażenia w oczach tego małego chłopca - to właśnie ta scena była najbardziej przerażająca i pokazała największe okrucieństwo tych ludzi.
Po seansie film uznałem za dobry, nawet bardzo dobry - wystawiłem mu ocenę 7 i poszedłem spać zadowolony z obejrzenia tego filmu - gdybym wtedy napisał tą mini-recenzję zapewne cały jej kształt byłby inny. Po dwóch dniach zauważyłem, że film ten dalej nie może mi wyjść z głowy - ciągle o nim myślałem i zastanawiałem się jak tacy ludzie mogli wogóle istnieć i robić takie rzeczy innemu człowiekowi. Poszukałem w internecie sporo informacji o Oddziale 731, poznając sporo nowych faktów - okazało się główni naukowcy dzięki przekazaniu wszystkich dokumentów dotyczących badań i eksperymentów nie mieli żadnych represji ze strony Amerykanów i żyli sobie w najlepsze przez wiele kolejnych lat po wojnie.
Ten film w sposób bardzo sugestywny pokazuje bezsens wojny - mimo, że nie jest pokazana żadna walka. Strzały z broni palnej pokazane są w filmie 2 razy i trwają łącznie kilkadziesiąt sekund. Jednak "Men behind the Sun" pokazuje jak naprawdę bestialscy i pozbawieni jakiegokolwiek sumienia potrafią być ludzie w czasie wojny - jak z lekarzy, których zadaniem było ratowanie życia przeistaczają się w potworów zabijających niewinnych i bezbronnych zadając im ogromne cierpienie.
Najbardziej przerażające w tym filmie jest to, że wszystko co zostało pokazane zdarzyło się naprawdę...
Ocena: 9/10
17-06-2007, 10:54







