(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
![[Obrazek: manhunterlr2.jpg]](http://img91.imageshack.us/img91/5451/manhunterlr2.jpg)
Urządziłem sobie double feature aby rozstrzygnąć spór raz na zawsze. Przez lata moje zdanie na ten temat się zmieniło, z początku byłem kierowany sentymentem do wiadomego aktora i postaci która to w nowej wersji jest atrakcyjniejsza, lecz gdy trzeźwym okiem spoglądam na całość moje odczucia całkowicie się zmieniają. W przypadku remaków lubię mieć jasną sytuację i umieć wypowiedzieć się jednoznacznie za jedną bądź drugą stroną. To jest szczególny przypadek i temat bardzo mi bliski, więc postanowiłem przyjrzeć się obu filmom uważniej. Obie strony mają swoje atuty i zalety ale najistotniejszym elementem jest tu to, kto pociąga za sznurki. Po jednej stronie mamy Michaela Manna, szpeca od sensacji, a po drugiej Bretta Ratnera, szpeca od ...no właśnie, komedii sensacyjnych. Nie jestem zbyt dobrze obeznany w filmografii drugiego pana, widziałem tylko skrawki to tego, to tamtego, ale przyznać muszę że komedia After the Sunset wyszła mu całkiem nieźle i nawet mi się podobała. Nie zamierzam się zagłębiać w jego filmy, wystarczy mi tyle ile już widziałem. Dla Ratnera nakręcenie prawdziwego thrillera było niezłą odskocznią od dotychczasowych filmów i nie lada wyzwaniem wczuć się w te klimaty. Co dla Ratnera było egzotyką to dla Manna było chlebem powszednim, ten pan świetnie się czuje w policyjnych opowieściach i nie była to dla niego żadna nowość.
W 1986 roku Mann nie mógł się spodziewać Lecteromani i jego film nie jest tak nastawiony na Doktora jak późniejsze. Postać oczywiście odgrywa w filmie ważną rolę, o czym każdy wie, ale nie myślimy o niej tyle i skupiamy się na tym co trzeba. Reżyser nie myślał wtedy o kręceniu filmu o Lecterze, a o klimatycznym thrillerze sensacyjnym. Plan swój konsekwentnie i z powodzeniem wprowadził w życie. Twórca nowej wersji miał trudniejsze zadanie, bo nie wystarczyło tylko nakręcić kolejnego thrillera, dodatkowym zadaniem było zaspokojenie rzeszy Lectero-fanów-maniaków (w tym mnie  którzy to jeszcze na świeżo, bo nie ochłonęli po ubiegłorocznym Hannibalu czekali tylko na to że Sir Anthony Hopkins będzie dawał czadu textami i uśmieszkami. Z zadania tego się wywiązał bo zadowolił Lecteromaniaków i nakręcił dobry film po prostu. Ja jako szesnastolatek wówczas, wyszedłem z kina zadowolony i po kolejnym seansie ciągle jestem zadowolony.
Co niektórzy zarzucają Hopkinsowi że błaznuje na ekranie, że w porównaniu do Coxa, jego Lecter jest zwyczajnie śmieszny i niepoważny. Inne czasy, inne wymagania, zupełnie odmienna sytuacja. Postać Hannibala-Kanibala została już ukształtowana przez 2 poprzednie filmy i trzeba się było tego trzymać, widzowie byli głodni i chcieli więcej, więc trzeba ich było nakarmić. Hopkins świruje bardziej niż Cox bo i większy nacisk na Lectera tu położono. Przyznaję, że w porównaniu do Coxa, rola Hopkinsa może być przeszarżowana, to po prostu inne podejście do postaci, rozbudowanie jej i pokazanie od innych stron, mnie to nie razi i nie mam tu zarzutów. Przejdźmy teraz do nie mniej interesującej postaci jaką jest Francis Dollarhyde, który w obu filmach został świetnie zagrany. W nowej wersji postać jest bardziej rozbudowana, dowiadujemy się nieco więcej o bohaterze przez co wydaje się on nam ciekawszy i atrakcyjniejszy, ale z kolei oryginał jest bardziej tajemniczy i mroczny. Tom Noonan nie miał tyle pola do popisu co Ralph Fiennes ale swoje zadanie wykonał bezbłędnie. Generalnie to przedstawienia obu panów uważam za zajebiste. Wielką szkodą jest że William Petersen nie zagrał więcej u Michaela Manna, a jeszcze większą szkodą jest to że później nie zagrał już chyba w niczym ciekawym. Na szczęście rok wcześniej zagrał jeszcze u Friedkina i też dał nieźle czadu, ale to występ u Manna jest jego życiową rolą. Z całym szacunkiem dla Edwarda Nortona którego szanuję i wielbię, ale Will Graham w jego wykonaniu, w porównaniu do oryginału jest cipowaty. Ale może to tylko moje wrażenie. Bo generalnie to jest ok, ale traci przy odniesieniu do oryginału. Właściwie to największą wadą Czerwonego Smoka jest to że powstał jako drugi i nie da się uniknąć porównań.
Oglądając filmy jeden po drugim łatwiej wyłapać pewne rzeczy, i tak, ja wypatrzyłem 2 łopatologizmy Czerwonego Smoka. To o czym w Łowcy wystarczyło powiedzieć, tutaj należało już pokazać bo współczesny widz nie potrafi sobie tego wyobrazić. Chodzi mi tutaj o 2 sceny: 1.Graham analizując miejsce zbrodni, po szczypcie pudru znalezionego na ciele zamordowanej pani domu domyśla się że Zębowa Wróżka musiał ściągnąć rękawiczkę żeby ją dotknąć. W nowej wersji trzeba było pokazać czynność ściągania rękawiczki żeby wszystko było zrozumiałe jak się to robi. 2.Podczas przeszukiwania celi Lectera trzeba było znaleźć jakiś pretekst na niewzbudzenie podejrzeń Doktora, w rimejku któryś z chłopaków wymyślił żeby wpuścić tam mechanika który będzie udawał że się coś popsuło i wszystko szlag trafił. No i po chwili widzimy wkurwionego mechanika paradującego przed Lecterem, a zupełnie nie było to potrzebne.
Muzyka znacznie bardziej odpowiada mi w Manhunterze, naprawdę świetne klimatyczne kawałki z lat 80, moje ulubione to: i
W Czerwonym Smoku również jest niezła i przyjemna ale jej zadaniem prócz umilania czasu i podkręcania atmosfery było również straszenie. W momentach kiedy film miał straszyć czymś "zza rogu" muzyka owe straszenie wspierała. Ale to jest akurat standard współczesnego kina.
Czerwony Smok może się wydawać, szczególnie współczesnej widowni filmem atrakcyjniejszym i przyjemniejszym, więcej wątków i bardziej rozbudowane postacie to z pewnością dobre atuty ale Łowca jest filmem mroczniejszym i bardziej klimatycznym. Właśnie tym klimatem Manhunter góruje nad swym naśladowcą. Red Dragon to dla Ratnera życiowe osiągnięcie i wyszłoby mu na zdrowie gdyby poszedł dalej w tym kierunku, ale chyba nie czuł się w tym gatunku najlepiej, przyznać mu jednak trzeba że nakręcił świetny film. W tym pojedynku jest przegrany, ale swoje zrobił jak należy. Manhuntera zaliczam do trójki najlepszych filmów Manna, oprócz Ostatniego Mohikanina i Gorączki.
To obowiązkowa pozycja.
Ten pan niestety pojawił się tylko na chwilę.
Manhunter - 10/10
Red Dragon - 9/10
12-11-2008, 00:12
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-01-2016, 17:36 przez Mierzwiak.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,421
Liczba wątków: 67
ankieta z góry skazana jest na porażkę, albowiem wynik jest przesądzony. Red Dragon to film tylko i wyłącznie poprawny i prócz dobrego aktorstwa, oraz - dla niektórych - jedynego prawdziwego Lectera - niewiele sobą oferuje. Manhunter od początku do końca ma niesamowity klimat, porażający i przyciągający widza styl i aktorsko - mimo, że brak tu nazwisk klasy A - jednak lepszy i bardziej wiarygodny (wystarczy porównać sobie choćby postać Willa). Tyle.
12-11-2008, 00:51
Stały bywalec
Liczba postów: 1,013
Liczba wątków: 6
Remake to według mnie bardzo dobrze zrobiony film ogólnie z bardzo dobrym aktorstwem, przyjemnie się go ogląda, ale to jest tylko po prostu bardzo dobry film. Natomiast Manhunter to arcydzieło, przepiękny film pod każdym względem, klimat jest nie do pobicia. Ralph Fiennes stworzył kreacje świetną, ale Toma Noonana nie przebił, to on mnie bardziej wystraszył. Dobrze powiedziane o Lecterze, o ile Brian Cox przedstawiony z pełną powagą, to Antony Hopkins już jako świr.
"To o czym w Łowcy wystarczyło powiedzieć, tutaj należało już pokazać "
Bardzo słuszna uwaga, dodałbym jeszcze początek Red Dragona. Natomiast w Manhunterze widz musi sam sobie na swój sposób to wyobrazić.
Pomijając porównywanie całych filmów, warto spojrzeć na końcówki, gdzie w Manhunterze klimat i napięcie urasta równocześnie do maksimum, natomiast końcówka Red Dragona była tak fascynująca, że aż jej zbytnio nie pamiętam  A mniej więcej oba filmy widziałem pół roku temu ostatnio.
Manhunter - 10/10
Red Dragon - 8/10
12-11-2008, 02:10
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Co do Noonana to nie wyraziłem tego jasno wcześniej, ale również go preferuję 
A prolog w Czerwonym Smoku to musiał być po prostu, z wiadomych względów.
Zapomniałem wspomnieć najlepszy dialog:
Graham: I know that I'm not smarter than you.
Lecktor: Then how did you catch me?
Graham: You had disadvantages.
Lecktor: What disadvantages?
Graham: You're insane.
P.S. Właśnie zauważyłem że stałem się Terminatorem. Teraz mogę już przestać pisać
12-11-2008, 02:12
Nowy
Liczba postów: 614
Liczba wątków: 0
Zdecydowanie wole Red Dragon. Manhunter ma ciekawy klimat, wrazenie ze rezyserowi nigdzie sie nie spieszy, Petersen jako Graham jest zdecydowanie ciekawszy od Nortona. Cala reszta (min. Lecter, Dollarhyde, Reba) lepsza jest jak dla mnie w Dragonie.
Fiennes byl dla mnie demoniczny, Noonan - lekkopółśmieszny.
Hopkins dobry, Cox nijaki.
Watson intrygujaca, Allen tektura
Najbardziej w filmie Manna podobala mi sie scena w ktorej Dollarhyde widzi jak pewien mezczyzna dotyka twarzy Reby przed jej domem. W tym momencie pękło mu serce. To jak jest to pokazane to dla mnie prawdziwe mistrzostwo swiata. Jedna scena moze powiedziec wiecej niz 1000 slow. Najbardziej niepodobala mi sie za to strzelanina pod koniec, ja rozumiem ze to bylo dawno temu ale razem z bratem z zazenowania malo nie spadlismy z kanapy.
12-11-2008, 08:14
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
zdecydowanie Manhunter. za niepodrabianą atmosferę, będącą kwintesencją typowo mannowskiego refleksyjnego wyciszenia, za niesamowite mieszanie barw, za szerokie kadry, za motyw z płonącym kolesiem na wózku, za kosmiczną muzyczkę i przede wszystkim - za zajebiście genialnego Williama Petersena, którego uwielbiam prawie tak samo jak inne uosobienie kultu wszelakiego, mianowicie Micheala Biehna.
Manhunter był moim pierwszym kontaktem z twórczością Manna.
Thief, Manhunter, Heat, MV - we wszystkich tych filmach pojawia się scena, w której widzimy postać w bezpośredniej bliskości oceanu - albo patrzącą na tafle wody przez szybe, albo siedzącą tuż nad wodą.
12-11-2008, 20:39
Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
Wydaje mi się że chyba czas przypomnieć sobie Manhuntera, bo absolutnie nie odnajduję się w tych wszystkich zachwytach. Film Manna mnie zwyczajnie znudził. Ciągnie się niemiłosiernie, Gorączka się również ciągnęła, ale była idealnie skrojona i miała niewyobrażalne pokłady pulsującego wewnątrz napięcia. W Manhunterze nic nie pulsuje.
To oczywiście Mann, więc genialne ujęcia i sceny zatykające uszy ciśnieniem występują, ale wolę dobre i dynamiczne dzieło Ratnera. A, Manhunterowski Lector podobał mi się prawie tak bardzo jak ten Hopkinsa, świetny dialog miał z Grahamem, szkoda że tylko jeden.
Cytat:Jedna scena moze powiedziec wiecej niz 1000 slow. Najbardziej niepodobala mi sie za to strzelanina pod koniec, ja rozumiem ze to bylo dawno temu ale razem z bratem z zazenowania malo nie spadlismy z kanapy.
Nie mam pojęcia co podkusiło MM do tego 'eksperymentu'(?). Scenka jest ogólnie imo. rzygogenna, głównie przez poroniony i pokręcony montaż.
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
12-11-2008, 22:41
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Montaż w finałowej strzelaninie to jedyne co mogę filmowi zarzucić, cięszę się że tylko to.
Cytat:W Manhunterze nic nie pulsuje.
Nie wiem co Ty bredzisz Glucie, tam wszystko pulsuje 
Lepiej leć szybko film odświeżyć.
Mental napisał(a):uosobienie kultu wszelakiego, mianowicie Micheala Biehna
<ok>
13-11-2008, 02:35
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
wklejam tu moją mini-recke:
Red Dragon - dobry, mocny film, ale ma jedną wade: za dużo znanych mord w obsadzie, przez co całośc nie jest tak zajebiście klimatyczna i "spowolniona" jak dzieło Manna. w nowym czerwonym smoku da sie wyczuć silne parcie na pokazanie wszystkich znanych ryjów w wyznaczonym czasie: hopkins, finnese, keitel, norton, s. hoffman, w epizodzie billy duke. kazdy musi swoje odbębnić i powiedzieć kilka linijek. brakowało mi płynności w przechodzeniu z jednej sceny do drugiej, innymi słowy, brakowało mi bezcennego mannowskiego niespiesznego tempa narracji.
pare słów o aktorstwie: najlepsza rola hopkinsa-hannibala. jeśli już powinien dostać rycerza, to za red dragona właśnie. zagrał poważniej niż w milczeniu owiec, z większa świadomością postaci. podobał mi się jak rzadko kiedy, bo na co dzien nie przepadam za tym aktorem. norton bez szans w konfrontacji z petersenem. bill duke pojawił sie na dwie minuty, a i tak przyćmił resztę obsady. keitel w sumie niepotrzebny. zagrał swoje i pojechał w długą. finnese - wiadomo, nikt mu nie podskoczy. hoffman idealnie nadawałby sie do roli kazimierza-pedofila, woźnego w przedszkolu, podglądającego dziewczynki bawiące się lalkami.
podsumowując: lepsze jest wrogiem dobrego. red dragon chce być lepszy od Mannowskiej klasyki, ale ostatecznie przegrywa.
co się zaś tyczy muzyki, to muza w red dragonie stanowi porazke na calej linii. typowe hollywoodzkie z dupy wysrane banalne gromkopierdne granko, pasujące bardziej do pg-13 alicji w krainie czarów niz ponurego thrillera o psycholu gwałcącym konające kobiety. ale nie dziwota - w latach osiemdziesiatych pierwszy lepszy C-klasowy akcyjniak mial czadowsze ost niz dzisiaj wielomiliardowa superprodukcja obsadzona topowymi ryjami.
01-04-2009, 01:00
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
ta jedna scena z oryginalnego manhuntera powoduje, że red dragon blednie, kurczy sie i znika:
tak czy owak, podziwiam bretta ratnera - chciał podskoczyć Wyroczni. do tego potrzeba jaj większych niż mózg:)
na rimejkowanie własnych filmów monopol ma tylko Mann.
01-04-2009, 01:02
Stały bywalec
Liczba postów: 7,557
Liczba wątków: 50
Mental napisał(a):red dragon chce być lepszy od Mannowskiej klasyki, ale ostatecznie przegrywa. (...) podziwiam bretta ratnera - chciał podskoczyć Wyroczni. do tego potrzeba jaj większych niż mózg na rimejkowanie własnych filmów monopol ma tylko Mann.
Rzecz w tym, ze Red Dragon nie jest remake'em Manhuntera. Podobno Ratner nawet nie widzial filmu Manna.
Ja nie potrafie powiedziec, ktory z filmow jest lepszy, a juz na pewno nie moglbym zawyrokowac, ze jeden jest lepszy zdecydowanie. Red Dragon to jedyny naprawde dobry film Ratnera. Zrealizowal go w zasadzie bezblednie. W Manhunterze pojawiaja sie natomiast sporadycznie generujace dzisiaj lekki usmieszek elementy typowej dla lat 80-tych tandety, ktore do kryminalu pasuja akurat srednio. Takze aktorsko Red Dragon przebija Manhuntera: Norton jest lepszy od Petersena, ktory fajnie wyglada ze zmeczonym i zbolalym wyazem twarzy, ale juz w scenach wymagajacych wiekszej ilosci emocji (patrz: nagle wybuchy gniewu) wypada nieprzekonujaco. Cox nie jest zly w roli Lectera, ale Hopkinsowi moze buty czyscic. Lounds w Manhunterze jest sztampowo nakreslonym, przejaskrawionym, blaznujacym dziennikarzyna - Hoffman wypadl duzo bardziej wiarygodnie. Wlasciwie jedynie postac Dollarhyde'a zostala rownie znakomicie wykreowana w obu filmach.
Wydaje mi sie poza tym, ze scenarzysci Czerwonego Smoka lepiej rozlozyli w ekranowym czasie ksiazkowa intryge. W Manhunterze Dollarhyde pojawia sie dopiero w polowie filmu, ale od tego momentu fabula skupia sie na nim, odsuwajac niejako w cien sledzacych go detektywow. W koncowce zas otrzymujemy Duzy Filmowy Zbieg Okolicznosci, aczkolwiek z fajnym efektem dramaturgicznym. W Czerwonym Smoku sledztwo i watek Dollarhyde'a tocza sie paralelnie, przez co napiecie jest rownomierne, a intryga sprawia wrazenie bardziej zwartej.
Na korzysc Manhuntera przemawia natomiast to, ze Mann sprobowal wejrzec w psychike Grahama, uwydatnil trawiace go problemy, skomplikowana sytuacje, koniecznosc (jak to na Manna przystalo) podjecia nielatwej decyzji. Psychologiczne rysy Grahama w Czerwonym Smoku sa ledwo zaznaczone, postac zostala nakreslona raczej powierzchownie. Zaluje tylko, ze Mann nie rozwinal intrygujacego aspektu, ktory zasugerowal ustami Lectera ("najpierw powachaj siebie").
Reasumujac: obie pozycje to solidne ekranizacje wdechowego thrillera. Harris nie ma prawa sie ich wstydzic. Ktora lepsza? Trudno orzec. Musialbym sobie najpierw lepiej odswiezyc Czerwonego Smoka, bo Manhuntera obejrzalem dzisiaj, a film Ratnera kilka miesiecy temu.
07-06-2009, 19:57
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,421
Liczba wątków: 67
nie zgodzę się, że Norton jest lepszy od Petersena - ten drugi odegrał tu właściwie rolę życia, a ten pierwszy przez cały film wygląda, mówi i zachowuje się dość pedalsko
07-06-2009, 20:45
(+) (+)
Liczba postów: 1,590
Liczba wątków: 19
Przypomniała mi się niedawno pewna ciekawostka znajdująca się wśród dodatków na dvd z Czerwonym Smokiem (najciekawsze zaczyna się w 38 sekundzie):
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=5S07s8lCMKA[/youtube]
07-07-2009, 17:52
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Zastanawiałem się czy nie założyć o "Manhunterze" drugiego tematu, ale pomyślałem, że skoro ten już jest... 
Jestem tu w dość nietypowej sytuacji bo nie widziałem "Red Dragon" i szczerze to jakoś się nie palę do obejrzenia. Natomiast z "Manhunterem" zapoznałem się jakiś czas temu - i oczywiście kolejny raz (właściwie to drugi bo oglądałem Manna w kolejności tworzenia jego filmów...) na Michale się nie zawiodłem, bo film jest świetny  Jest długi, jest powolnie prowadzony, ale ja szczerze nie nudziłem się ani przez chwilę. Bardzo podoba mi się relacja jaka zawiązuje się tu między Willem i Lecterem - że obaj są swoimi lustrzanymi odbiciami. W ogóle pomysł, że detektyw rozwiązuje case dzięki ciemności tkwiącej w swoim umyśle i umiejętności wczucia się w myśli mordercy jest ciekawy, choć to pewnie raczej zasługa Harrisa niż Manna. Brian Cox świetnie zagrał Lectera, jestem ciekaw jak w tym porównaniu wypadnie Hopkins ("Milczenia Owiec" też nie widziałem  ).
Jedna rzecz mi zgrzyta, mianowicie skoncentrowanie się w 2/3 filmu na postaci mordercy miast Willa. To jest zrobione jakby na doczepkę, nie gra mi to. Jeśli Mann już chciał to zrobić - mógł go pokazać od początku filmu. Tak to pozostaje wrażenie, że morderca nie pozostaje zagadkową postacią, ale też nie jest do końca odsłonięty - takie pół na pół, którego ja nie lubię.
Zakończenie, jak zwykle - proste, do przewidzenia, i dlatego właśnie genialne  Muzyka do dupy, nie znoszę tych ambientów z lat 80. i nie przekonasz mnie Mental do zmiany zdania 
Tym niemniej w moim rankingu "Manhunter" jest raczej daleko - za Informatorem, Gorączką, Mohikaninem, Wrogami i Thiefem.
01-10-2009, 00:09
Agent Putina
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 21
Rodia napisał(a):Muzyka do dupy
No ładnie, nie ma człowieka na forum przez parę tygodni, i pierwsze co widzi po powrocie to takie herezje. Manhunter ma przegenialny soundtrack, w pierwszej dziesiątce moich ulubionych, a to, co wyprawia na nim Shriekback (na czele z kawalkiem This Big Hush)... taką muzykę muszą grać w niebie.
01-10-2009, 19:36
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Mamy odmienne wyobrażenia Nieba ^^
01-10-2009, 22:02
Agent Putina
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 21
No, ja na przykład jestem ateistą. :razz:
Ale poważnie, Mann zwykle świetnie dobiera piosenki do swoich filmów: New Dawn Fades w Gorączce, Ten Million Slaves we Wrogach Publicznych, kawałek otwierający Crime Story (chyba nazywało się toto Runaway) - ten facet zna się na muzyce prawie tak jak na kinie.
01-10-2009, 22:34
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Nie twierdzę, że nie. Podoba mi się muzyka do wszystkich jego filmów począwszy od Mohikanina... Po prostu nie trawię elektroniki z lat 80., nie tylko w filmach Manna, ale w ogóle. I tyle
01-10-2009, 23:40
Agent Putina
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 21
Ja tam nie trawię wszelkiej innej elektroniki. Lata 80 to był najlepszy (czyt. jedyny dobry) okres dla muzyki elektronicznej.
01-10-2009, 23:52
Stały bywalec
Liczba postów: 1,636
Liczba wątków: 8
Oboje bluźnicie, koniec i kropka :)
Aktualnie rządzi: ja
02-10-2009, 01:06
|