Western Enterpreneur
Liczba postów: 1,108
Liczba wątków: 1
Galdah, a jak tam z ukazaniem Reaperów, bo podzielam obawy Cravena, co do prowadzenia tego wątku.
Czy tak jak w jedynce, są tajemniczy i stylizowani na niepoznawalną antytezę form biologicznych(scena pierwszej wymiany pomiędzy Shepardem a Sovereignem - ciary)? Czy może pokazują coraz więcej cech typowych SiFi ivil eljens, jak w dwójce? Niszczycielscy i nie do pokonania, czy spłyceni i osłabieni tak by Shepard i zmieska flota, mogli ich zatrzymać konwencjonalnymi sposobami?
Tak sobie oglądam te wszystkie filmiki Reaperów atakujących ziemie laserami i w sumie...gdy w jedynce dowiedziałem się o losie Protean to wyobrażałem sobie coś dużo bardziej niszczycielskiego i mniej sztampowego.
Moim zdaniem, aby podkręcić klimat i atmosferę gry, wszelka forma walki bezpośredniej z Reaperami, nie powinna mieć miejsca. Ludzie powinni uciekać i chować się, a widok Żniwiarza powinien przywołać u gracza podobne emocje, jak podczas sceny w CGI trailerze, gdy pojawił się nad dziewczynką. Wszelka forma konwencjonalnej walki, miałaby na celu jedynie opóźnienie nieuniknionego i pomóc w ewakuacji. Nie zaszkodziłoby również gdyby pod koniec gry, spory kawałek ziemi był ruiną, a ludzka populacja zmniejszona o pare zer. No ale na to chyba nie ma szans.
Pokonanie Żniwiarzy powinno udać się jedynie dzięki jakiemuś fabularnego mcguffinowi, najpewniej związanego z Proteanami. Ale już teraz jestem gotów założyć się o browar, że pod koniec gry weźmiemy udział w mega-hiper-jolly kosmicznej bitwie, w której dzielny Kommandor wraz z połączona flotą ras Cytadeli, skopią tyłek najeźdźcom.
Boje się, że zagrożenie które Bioware budowało przez ostatnie dwie gry, zostanie spłycone, tak by Shepard i spółka mogli poradzić sobie siłą.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon
06-03-2012, 17:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-03-2012, 17:05 przez Cator.)
Dużo pisze
Liczba postów: 641
Liczba wątków: 3
@Up: Pozwól, że odpowiem Ci wyczerpująco potem-dzisiaj. W moim poście jest jednak poniekąd odpowiedź:
W nocy przebiłem się przez 20h na liczniku. Dzisiaj kolejna przedługa sesja.
Uwielbiam to, jaki nacisk postawiono na relacje z postaciami - bromancowa randka z Garrusem, związek z Liarą, niezmiennie rozrabiający Vega. Wczoraj aż przystanąłem na trzecim piętrze, bo właśnie niespodziewanie zatrzymał się tam James i postanowił trochę podrażnić się z naszym turianem, mierząc się werbalnie na długość przyrodzenia. Zacięta walka, a i owszem.
Jeśli ktoś narzeka na zmniejszenie ilości dialogów, to chyba nie załapał nowego systemu - rozmowy "z kółkiem" przeprowadzamy głównie na Cytadeli, gdzie każdy ma swój spot, a na pokładzie Normandii nacisk położony jest na spontaniczne, swobodne sytuacje. Sporo takich jest także podczas misji, ale o tym już wspominałem.
Rozmach misji jest odczuwalny - choćby finałowa sekwencja na Tuchance. Póki co na każdym kroku natykam się na nawiązania z poprzednich odsłon, nawet z side-questów z ME, czy DLC z ME2.
Na minus na pewno to, że nic nie przebije w galerii antagonistów Sarena i Sovereigna. Harbinger był powtarzalny, przewidywalny i jego ciągłe próby, natarczywość nie zadziałały dobrze na świadomość gracza, nie stanowiło to o jego sile. Tutaj Reaperzy znowu górują nad nami, nie ma specjalnej interakcji, bez artykułowanego słowa niszczą po prostu wszystko na swojej drodze i ich motywacje (zapewne do finału) nadal są niejasne i mogą budzić trwogę. Fakt, że developerzy strzelili sobie nieco w stopę pod koniec ME, bo skoro sam Sovereign był w stanie zrobić takie kuku, to cały legion powinien być siłą nie do zatrzymania, ale wiadomo. Źle to nie wypada w każdym razie. Leng jest śmiesznym villainem, przypomina gimnazjalne przepychanki, tyle że z dawką mistycyzmu. :P
Tak czy siak, well done BioWare, nie straciliście wyczucia i magii.
07-03-2012, 11:07
Western Enterpreneur
Liczba postów: 1,108
Liczba wątków: 1
Galadh, grasz na kolekcjonerce, czy edycji standardowej?
Pytam, bo chce wiedzieć, czy w wątku głównym wyraźnie odczuwa się brak(a właściwie bezceremonialne wycięcie) fragmentów z DLC "From Ashes". Dzisiaj chyba zacznę grać i nie wiem czy warto od razu wydać te 10 dolarów.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon
07-03-2012, 18:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-03-2012, 18:37 przez Cator.)
Dużo pisze
Liczba postów: 359
Liczba wątków: 1
Cator - raczej warto :) "From Ashes" to m.in. dodatkowa postać do drużyny, którą jest .
07-03-2012, 21:09
Dużo pisze
Liczba postów: 641
Liczba wątków: 3
Cyfrowa kolekcjonerka. Z jednej strony można przeżyć bez tego DLC, z drugiej strony to jest integralna część gry, ale raczej nie jest warta takich pieniędzy. Twój wybór.
Skończyłem grę w nocy, ok 30h na liczniku, 100% obecnego contentu.
Prawdę powiedziawszy, im dłużej myślę o tym zakończeniu (jak wspominałem, wczoraj ukończyłem w 100% grę), to tym bardziej skołowany jestem. Nie rozumiem w ogóle, co nimi mogło kierować przy jego kreacji, co oni właściwie sobie myśleli. 90% gry to cudowna, wycyzelowana podróż, która może i nie jest najlepszą częścią trylogii, ale z pewnością ma się świetnie. A potem jest totalny letdown. Hype mi się udzielił, byłem bardzo nakręcony trailerami, zajawkami, a koniec końców nie znalazłem wszystkich tych emocji w grze. Moje serce-gracza pęka. Wiedziałem, jaki będzie finał, ale miałem nadzieję na lepszy kontekst, wizualizację... Nic z tego, jest gorzej, niż sobie wyobrażałem.
Udało mi się uzyskać przy pierwszym podejściu najlepsze możliwe zakończenie, bo takie, w którym
Generalnie streszczę może, jak z mojej perspektywy wyglądały ostatnie fragmenty (bardzo obszerny tekst):
Po zniszczeniu bazy Cerberusa i zabiciu Kai Lenga udajemy się w stronę Ziemi na no-return mission. Crucible ? broń mająca unicestwić Reaperów, której plany budowy są przekazywane z cyklu na cykl i sukcesywnie uzupełniane (jak pamiętamy raz na 50k lat Reaperzy wracają, by wytrzebić organiczne życie) jest już niemal gotowa, ale pojawia się kolejna trudność. Catalyst, czyli jej ostatni komponent to w rzeczywistości Cytadela. TIM (The Illusive Man) chce przejąć nad maszynkami kontrolę, więc uprzednio ostrzega je, co planuje Shepard. Gdy przybywamy do Układu Słonecznego wraz z największą flotą, jaką pamięta wszechświat, Cytadela krąży już nad orbitą z zamkniętymi ramionami ? Reaprzy postanowili przenieść ją na najciężej broniony przez nich sektor. Admirał Hackett raczy wszystkich podniosłą gadką i wreszcie gargantuiczna flota rozpoczyna ostrzał, a my przemykamy między Żniwiarkami i lądujemy w ruinach Londynu, by pomóc Andersonowi, który ma pomysł na dotarcie do Cytadeli (w końcu wypadałoby otworzyć jej ramiona, by podłączyć Crucible).
Pierwsza misja to przebijanie się przez tabuny reaperowskich przydupasów, by ostatecznie zniszczyć Cainem Żniwiarkę robiącą za działo artyleryjskie. To wszystko zwieńczone jest dramatyczną ucieczką do podstawionej shuttle i spotkaniem z Andersonem oraz majorem. Udajemy się do głównej bazy ruchu oporu, gdzie mamy dobre 20 min spokoju ? możemy pogadać z Ashley, by następnie poprosić technika o połączenie z ok 10 postaciami z drużyny z ME2 i pożegnanie się. Dalej mamy Garrusa, naszego kanonicznego brata i przyjaciela w boju. Krótki fragment, w którym łapiemy za działko i odstrzeliwujemy kilku agresorów. Auto-save. Dalej ? Liara. Moja Love Interest. Najbardziej wzruszająca rozmowa. Liara przekazuje mi w prezencie swoje wspomnienia, po raz kolejny wyznaje miłość i żegna się z nami. Kolejno ? Javik, który twierdzi, że wszystkie żyjące kiedykolwiek dusze będą obserwować finał naszych zmagań i Wrex dodający otuchy nam oraz swoim ludziom. Potem EDI zdradzająca nam, że dzięki nam czuje się jak organiczne istnienie i w końcu Tali, z którą wymieniamy pochlebstwa. A potem zostaje nam Anderson i odprawa. Shepard przekazuje teamowi z ME3 ostatnią mówkę, wybieramy finalnych 2 członków drużyny (Liara i Garrus, jak zawsze) i ruszamy z pojazdami na ulice Londynu, by dotrzeć do celu.
Przebijamy się przez kilka stref (tzw. No-Man Land) i po kilkudziesięciu minutach docieramy do stanowisk artyleryjskich, które musimy bronić przed falami wrogów i w międzyczasie z pomocą EDI (na odległość) nastawić pociski. W końcu władowujemy je w Reapera broniącego celu naszej podróży i zjawiają się Anderson z majorem i paroma pojazdami. Ruszamy do celu. W pewnym momencie pojazdami wstrząsa i wysiadamy, przychodzi komunikat o tym, że Harbinger i kilku Reaperów ruszyło w naszą stronę. Przed nami rozciąga obłędny widok ? niebieski laser beam wystrzeliwujący w chmury i otoczony architekturą maszynek, który mogliśmy obserwować z daleka już od ponad godziny. Ponoć za jego pomocą Reaperzy transportują ciała ludzi do Cytadeli. Biegniemy po zboczu, widząc, jak obok nas ląduje jeden z Reaperów (Harbinger?) i zaczyna mielić wszystko śmiercionośnym laserem. Obrywamy. Wszystko płonie. Widzimy umierającego majora, który rozmawia jeszcze przez krótkofalówkę/połączenie/cokolwiek. Wraki pojazdów, ciała żołnierzy. Ani śladu po Andersonie i dwójce naszych team-matów. Idziemy ranni, kuśtykający, z resztkami zbroi w stronię teleportu. Rzucają się nas nas Huski i Marauder, dajemy radę ich odstrzelić. Docieramy do celu.
Budzimy się w posępnym korytarzu w Cytadeli usłanym zwłokami ludzi. Anderson nawiązuje z nami połączenie i odzywa się. Także jest w Cytadeli, ale w innym miejscu. Kuśtykamy chwilę, wychodzimy, idziemy przez chwilę płynnie pod górę i docieramy do serca Cytadeli, okrągłego pomieszczenia z panoramicznym oknem z widokiem na ramiona. Przy konsoli na środku stoi Anderson, podchodzimy do niego, ale po chwili orientujemy się, że żaden z nas nie może się poruszyć i wtem pojawia się TIM. Sądząc po twarzy, mocno zindoktrynowany. Dalej obsesyjnie przekazuje nam swoje racje co do słuszności kontrolowania Reaperów, nie słucha argumentów i doprowadza nasz pistolet do wystrzału w Andersona. Dzięki maksymalnemu wskaźnikowi Paragona dajemy radę przemówić TIM-owi do rozsądku i popełnia on samobójstwo, tak samo jak Saren. Shepard podchodzi do konsoli i otwiera ramiona, po czym siada obok Andersona na schodka i delektują się triumfem. Po paru minutach nasz przyjaciel umiera, a Shepard coraz gorzej zaczyna odczuwać swój stan. W międzyczasie Crucible wlatuje do środka, ale Hackett orientuje się, że nic się nie dzieje i informuje Sheparda, twierdząc, że to po jego stronie. Commander leży ranny na posadzce, która nagle okazuje się być windą i miękko pociąga go na górę.
Lądujemy na dachu Cytadeli, niebo nad naszą głową kreślą statki ostrzeliwujące Reaperów, widzimy Ziemię trawioną ogniem. Podchodzi do nas widmowy chłopiec ? duch tego samego, który w prologu na Ziemi zginął w eksplozji shuttle i którego trzykrotnie ścigaliśmy przez las w snach, za każdym razem zawodząc i obserwując, jak pożerają go płomienie. Przedstawia się jako Catalyst i stwierdza, że Cytadela jest zaledwie jego częścią. Reaperzy od zarania dziejów powtarzają swój ponury cykl, by bronić organiczne życie przez syntetycznym, które wprowadziłoby chaos i zawsze zostawiają przy życiu jedną nację, która po 50k lat będzie dominować w galaktyce. Tak, okazuje się, że gdy przy ostatnim razie przerzedzili Protean, to my byliśmy szczęśliwcami, którzy mieli pokierować pewnego dnia wszechświatem. Catalyst dodaje jednak, że skoro Shepard dotarł tak daleko, to dotychczasowa solucja jest nieaktualna i Shep sam ma wybrać kolejną spośród trzech ? możemy zniszczyć Reaperów wraz ze wszystkimi syntetykami (Geths, EDI także), ale z proroctwem, że potomkowie Sheparda stworzą syntetyczne życie, które wprowadzi największy chaos w dziejach; druga opcja ? kontrola, stanie się bogiem Reaperów. Trzecia opcja ? synteza, wszystko staje się jednością, nadanie organicznemu osobliwej cechy. Wszystkie trzy doprowadzą do zniszczenia przekaźników masy.
Niezależnie od tego, którą z trzech opcji wybierzemy, widzimy niemal ten sam widok - Shep rzuca się z pasją do skończenia dzieła i widzi trzy przelotne retrospekcje ? Joker, Anderson, Liara. Promień z Crucible przeszywa cały horyzont, Reaperzy pokonani (reakcja żołnierzy może się różnić - ja miałem cheers, a więc Ziemia jeszcze dycha), przekaźnik masy eksploduje i promień niesie się przez spore połacie galaktyki. Ten sam los spotka najpewniej przekaźniki we wszystkich sektorach. Widzimy w końcu Normandie, która z nieznanego nam powodu była właśnie przy przekaźniku w Układzie Słonecznym i przed skokiem w kosmos, dosięga ją eksplozja, Joker nie daje rady nic zrobić i statek zostaje wciągnięty w wormhole. Spoglądamy na tropikalną planetę, na której niebie widnieją nieziemskie księżyce. W zaroślach na wzgórku tkwi wrak Normandii, z którego wychodzą nasi kompani ? w moim przypadku byli to Joker (EDI nie żyje, bo wybrałem zniszczenie), Liara i Garrus. Przyglądają się nowemu domu. Można się spodziewać, że nie jest to nawet ta sama czasoprzestrzeń, a już na pewno ciężko ich będzie odnaleźć. Przed napisami MOŻE pojawić się jeszcze jedna krótka scena ? mi udało się ją uzyskać, miałem ogromne ilości war assets i byłem Paragonem absolutnym. Ujęcie pokazuje ruiny Londynu i skupia się na leżącym w nich mężczyźnie, którego twarzy nie widzimy. Widoczny jest natomiast emblemat N7. Mężczyzna budzi się gwałtownie i łapie haust powietrza. Cut to black. Napisy. A po nich epilog, w którym widzimy noc, śnieżny lasek z górującymi nad nim księżycami z miejsca rozbicia Normandii ? nie ma jednak pewności, że to to samo miejsce. W lasku zaobserwować można sylwetki dwóch osób. Słyszymy ich wymianę zdań. Jeden, dziadek, to badacz gwiazd. Wnuczek pyta go, kiedy będą mogli wznieść się do gwiazd. Astronom odpowiada, że z pewnością pewnego dnia. W końcu daje się namówić chłopcu na jeszcze jedną opowieść o Shepardzie i odchodzą. End of the line.
Dodam, że
Przy Control i Merge nie mamy okazji ujrzeć tej dodatkowej scenki przed napisami. W żadnym wypadku. Co jest jednoznaczne. Nikt nie wie, o co chodzi z Normandią - dlaczego dwójka kompanów z ostatniej akcji była na pokładzie, przynajmniej oni mogliby zostać z Shepem na Ziemi. Ktoś pytał jedną z developerek, czy to bug, na co ta odpowiedziała, że nie, po prostu statek jakimś cudem odbiera ich z środka piekła i z nieznanego powodu załoga postanawia dać dyla. Nie wiem, czy to decyzja Jokera, ale to nie pasuje chyba do człowieka, który tyle razy udowodnił nam swoją ogromną odwagę? WTF
Rychło w czas zmienili konwencję, nie ma co:
Dlaczego Normandia nie mogłaby chociaż rozbić się na Ziemi? O co w ogóle chodzi z tą planetą? Mamy rozumieć, że rozbitkowie stworzyli wątpliwą etycznie i moralnie kolonie, a dziadek i wnuk w epilogu to pozostałość po niej? Jednak las był tropikalny, a tu mamy coś europejskiego... Kim w ogóle jest Catalyst? Okay, bogiem/generałem Reaperów. No i? Virtual Intelligence? Doskonały byt? Skąd się tam wziął? O co chodzi? Większość floty zapewne przetrwała, a więc teraz w okolicach ziemi dokuje siła militarna wszystkich ras i wielu naszych znajomych. Zobaczą kiedykolwiek swoje domy? Podobno do przemierzenia galaktyki "normalnie" potrzeba ponad 20 lat, a więc opcje jakieś są...
08-03-2012, 13:00
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-03-2012, 13:32 przez Galadh.)
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Kusi mnie, żeby otworzyć te spoilery, ale zgłębiłem dopiero 18 godzin rozgrywki. Chętnie się wkrótce ustosunkuję do tego co napisałeś. I mam pytanko - jaki wpływ na rozgrywkę w singlu ma moje cioranie na multi i procentowe zbieranie "gotowości galaktyki"? Jeśli mówiąc o co w tym biega będziesz mi musiał rzucić spoilerem, to dziękuję, postoję ;). Aha, i czy w multi jedyny tryb to misje w coopie, czy może znajdzie się jakiś deathmatch?
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
08-03-2012, 13:39
Dużo pisze
Liczba postów: 641
Liczba wątków: 3
(08-03-2012, 13:39)Wawrzyniec napisał(a): Kusi mnie, żeby otworzyć te spoilery, ale zgłębiłem dopiero 18 godzin rozgrywki. Chętnie się wkrótce ustosunkuję do tego co napisałeś. I mam pytanko - jaki wpływ na rozgrywkę w singlu ma moje cioranie na multi i procentowe zbieranie "gotowości galaktyki"? Jeśli mówiąc o co w tym biega będziesz mi musiał rzucić spoilerem, to dziękuję, postoję ;). Aha, i czy w multi jedyny tryb to misje w coopie, czy może znajdzie się jakiś deathmatch?
Zachęcam, byś zajrzał po skończeniu gry. :) Podyskutujemy, a i owszem.
Generalnie żeby uzyskać najlepszy wariant zakończenia trzeba mieć 5k efektywnych punktów, a jak wiemy, brak Galaxy Readiness ciągnie ogólną pulę w dół. Developerzy twierdzą, że w grze jest wystarczająco stuffu, by to zakończenie uzyskać, ale ja wykonałem 100% contentu i z zaledwie domyślnym 50% readiness nie byłem w stanie dociągnąć do tej sumy, dlatego musiałem pograć trochę w multi i dopiero 70% readiness zapewniło mi liczące się 5k. Dziwna sprawa.
08-03-2012, 13:51
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
... OK przemyślałem to i stwierdzam, że nie mam słów, żeby opisać jak kolosalnego faka graczowi pokazuje finał ME3.
09-03-2012, 22:41
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Ogólny opis brzmiał ciekawie. Po szczegółowym nie chcę zagrać w tę grę :P
10-03-2012, 00:00
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
39 godzin gry jest absolutnie świetne. Epa, emocje, świetna fabuła. Drobne głupotki, kilka bugów tego nie psuje, kapitalna rzecz. Ale finał, to kompletne zaprzeczenie cyklu.
10-03-2012, 00:20
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Opis końcówki ME3 przypomina mi gry z serii Resistance. W końcu pewnie sam przekonam się, jak to wygląda (bo w końcu zawsze kupuję nową grę Bioware, choć nigdy nie daję za nią tyle, co chcą w dniu premiery), ale na razie nie napawa mnie to optymizmem.
10-03-2012, 00:25
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Okej, ME 3 ukończony. Pomijając innych członków drużyny w filmikach, miałem kubek w kubek identyczne zakończenie co Galadh.
W moim przypadku po podjęciu decyzji rozsmarowania syntetycznego życia zamiast Liary we flashbacku widniała Ashley (bo fajna laska się z niej zrobiła), natomiast na dziwnej planecie utknęli Joker, Ashley i, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, łajza James. Spodziewałem się Garrusa, z którym od zarania dziejów chodziłem na wszystkie misje, a tu klops.
Ogólnie rzecz biorąc liczyłem na prawdziwe pierdolnięcie. Takie, po którym nie wiedziałbym gdzie góra, a gdzie dół. Szczątkowe wypowiedzi Galadha jakiegoś mi smaka narobiły na coś naprawdę mocnego. Po transporcie Sheparda promieniem i zobaczeniu pomieszczenia pełnego zwłok, przyznam, zmroziło mi krew w żyłach. Zrobione było to zajebiście. I to były najmocniejsze emocje związane z ostatnimi kilkunastoma minutami gry.
Myślę, że jedyne zakończenie, które by mnie usatysfakcjonowało, to śmierć, tudzież jakiekolwiek inne wykluczenie postaci Sheparda (przeniesienie w czasie, wywalenie do innego wymiaru, whatever), po której nastąpiłby totalny mindfuck w stylu końcówki Odysei Kosmicznej. Coś niewytłumaczalnego, niepojętego, wykraczającego poza rozumowanie jakiejkolwiek istoty w galaktyce. Coś więcej niż przezroczysty bachor-dowódca Reaperów, robiący za bawiącego się rasami stwórcę. Możliwości jest milion, a scenarzyści koncertowo to spieprzyli.
Co do ucieczki Jokera, to w sumie nie wiem co innego miałby zrobić. Widzi niebezpieczną falę uderzeniową, więc postanawia uciekać. "Szkoda Sheparda i całej reszty, ale ja nie stoję i spierdalam".
Jak już ochłonę, zabieram się za drugie przejście moim Shepardem renegatem, którego osobiście lubię sto razy bardziej niż dobrego Sheparda.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
10-03-2012, 01:18
Dużo pisze
Liczba postów: 641
Liczba wątków: 3
(10-03-2012, 00:20)Craven napisał(a): 39 godzin gry jest absolutnie świetne. Epa, emocje, świetna fabuła. Drobne głupotki, kilka bugów tego nie psuje, kapitalna rzecz. Ale finał, to kompletne zaprzeczenie cyklu.
Słowa, które sam mógłbym napisać. Co do joty. Na BioWare Social Netwok wściekła tłuszcza pali już wioski biegnąc z pochodniami i widłami. Jestem bardzo bardzo ciekawy, czy cokolwiek z tym zrobią. Poczują powiew i zapewnią alternatywny ending za 30zł? Średnio wierzę, że to było już zaplanowane. Jakaś użytkowniczka BSN miała okazję wymienić kilka zdań z jedną ze scenarzystek, a ta zdziwiona odpowiedziała na pytanie, że
przecież Joker przechwycił z Ziemi dwójkę naszych kompanów z ostatniej akcji i dlatego możemy ich zobaczyć w sekwencji z wysiadającymi rozbitkami. To nie jest żaden bug. Generalnie postępowanie załogi w ostatnich chwilach jest naprawdę ostro naciągane. Nie wiem, jak to w ogóle interpretować. Rozbili się w innej czasoprzestrzeni? Wypadli na Ziemię, a widzą dwa księżyce, bo Harbinger rozpołowił nasz? :P It was all a dream? Shepard wyobrażał sobie, że trafili do lepszego miejsca? Zginęli, i wylądowali w raju?
10-03-2012, 02:49
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
Jak uwielbiam cykl ME, tak widać ewidentnie, że DLC jest dla nich dojną krową i nie zdziwiłbym się jakby za parę miesięcy (czy po jakim tam czasie je puszczają) zaczęli reklamować dodatek wprowadzający alternatywny ending, który planowali już wcześniej, oczekując shitstorm.
Btw jest nikla szansa na jakies pocieszenie nie wiadomo w jakiej formie
Wklejam wam co napisal Michael Gamble ? po fali spamu z powodu zakoczenia gry na jego twitterze na ktory na poczatku staral sie jakos odpowiadac a potem juz go zalal xD
Michael Gamble na swoim twitterze po fali krytyki na finał:
Hardest. Day. Ever. Seriously, if you people knew all the stuff we are planning...you'd, we'll - hold onto your copy of me3 forever.
EDIT: Grzebię sobie trochę po necie i znalazłem zakończenie rzekomo, które rzekomo zmieniono z powodu przecieku (spoilery rzecz jasna):
http://www.ign.com/boards/threads/somethingawful-the-plot-of-me3-changed-dramatically-big-big-spoilers.250066288/
Mocno naciągane, ale owszem - foreshadowing był bardzo wyraźny, zgodne z gadaniną Żniwiarzy. No i wybór, który rzeczywiście ma znaczenie.
10-03-2012, 07:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-03-2012, 08:17 przez Craven.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,526
Liczba wątków: 77
Ukończyłem trójeczkę. Zajęła mi 20 godzin z hakiem czyli najmniej z całej trylogii. Ogólnie jeśli chodzi o serię to pod kątem rozgrywki mamy do czynienia ze spłycaniem i zwiększaniem dynamiki. Jedynka miała jeszcze śladowe elementy klasycznych erpegów (handel, rozwój postaci), dwója zubożyła to na korzyśc fabuły, a ostatni rozdział to po prostu szybka gra akcji ze skillami w tle, dialogami i cutscenkami.
Czy mi się podobało? Tak, ale opadu szczeny nie ma. Graficznie to niestety trochę się zestarzało i gdyby nie kilka filtrów to byłby to produkt trochę archaiczny wizualnie (niebo na Cytadeli - fuj jak ch...). Jakoś to takie mniej angażujące, trochę zbyt rozbuchane i słabo napisane (kto zliczy ile razy Shepard mówi "we must stand and fight!"?). Ogromny patos, strasznie mechaniczne podejście do relacji między bohaterami i wybory... które wyborami nie są. Są sztuczne i nie tworzą alternatywnych gałęzi fabularnych. Do tego misje w stylu "idź, rozwal, pozamiataj, wróć", słabiutkie skanowanie planet, questy poboczne na tym oparte, bugi i r-o-z-c-z-a-r-o-w-u-j-ą-c-a ostatnia misja przed wiadomymi wydarzeniami. Oczekiwałem pompy, czegoś ze wszech miar widowiskowego, emocjonującego i zapadającego w pamięć. A tymczasem ostatni bój to
3 bohaterów vs 5 fal wrogów i obrona wyrzutni rakiet - tak o to wygląda bitwa o galaktykę wg Bioware
Baaardzo słabe to było ;) Czego mi jeszcze zabrakło? Dwulicowości Sheparda. Była na to szansa w ME3, ale Bioware jak zwykle zrobiło z niego harcerza i nawet wybory w stylu Renegade bywają...po prostu dobre i sumienne.
Jak odniosę się do samej klamry? Cóż, mogło być lepiej, ale fajnie się patrzy na ten płacz geeków na Social Bioware i ten wylewany hejt ;) Nie ma to jak zamknięcie pewnego rozdziału mocnym kopem. Aczkolwiek wolałbym, aby Bioware trochę lepiej wytłumaczyło niektóre wątki.
Na plus:
- megaMUZA (powyżej próbka)
- reżyseria
- klimat
- Normandia
- Ash, Liara, Legion, Joker, Wrex
- Illusive Man
- czuć konflikt
Dodam jeszcze, że zmuszenie ludzi do grania w (marne) multi aby zobaczyć lepsze zakończenie jest jawnym skur.... do potęgi.
Ocena 7,5/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
13-03-2012, 23:05
Stały bywalec
Liczba postów: 1,092
Liczba wątków: 7
Cytat:niebo na Cytadeli - fuj jak ch...
Niebo na Cytadeli jest sztucznie generowane. Nie ma tam prawdziwych chmur, bo to jedna wielka maszyna.
Poza tym z wypowiedzią się zgadzam ;).
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church
13-03-2012, 23:28
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
IMO krzywdzące jest stwierdzenie, że słabo napisane. Dialogi w grze miejscami są mocarnie zajebiaszcze. Bromance z Garrusem, sporo dialogów na Normandii, Mordin (w ogóle cała Tuchanka), ogólnie dialogi w całej trylogii były wyśmienite.
Co do muzyki to ja byłem lekko rozczarowany. Owszem oba kawałki (tylko kurna dwa! a ja frajer myślałem, że będzie jednak bardziej zaangażowany) Clinta Mansella są świetne, ale zdecydowanie zabrakło Jacka Walla. Szczególnie czuć to pod koniec, gdzie tak bardzo potrzeba było większej epy, a nie dostaliśmy nic co mogłoby konkurować z tym:
14-03-2012, 00:57
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
Nie orientujecie się może, czy wszystkie trzy części ME na XBoxa wydane w UK mają polską wersję?
14-03-2012, 01:09
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
A po co komu zepsuty polskim językiem Mass Effect?
Robi się ekstremalnie:
14-03-2012, 01:11
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Cytat:Nie orientujecie się może, czy wszystkie trzy części ME na XBoxa wydane w UK mają polską wersję?
Cz. 1 ma na pewno napisy (włączają się jeśli masz w konsoli ustawiony język polski).
14-03-2012, 13:04
|