Dużo pisze
Liczba postów: 739
Liczba wątków: 3
Wybitny serial. Wybitny. Potrzebowałem dwa odcinki, żeby się wkręcić. Natomiast pierwsza oznaka wspaniałości tego projektu pojawiła się wraz z szóstym odcinkiem pierwszej serii - "Nashville". Potem było już z górki. Obserwacje na temat związków, autorstwa Aziza Ansari'ego są niezwykle celne i w kulturze zachodniej można je podciągnąć pod każdą szerokość geograficzną. Od Stanów Zjednoczonych przez całą Europę aż po Australię. Kobiety i mężczyźni dokładnie tak się zachowują. Pierwszy sezon to mocne 8/10 i gdy myślałem, że lepiej być nie może, przyszedł sezon drugi.
Pomysł z czarno-białym odcinkiem we Włoszech odświeżający i niezwykle klimatyczny. Człowiek oglądając Dev'a w Modenie chciałby sam tam być, żyć tą włoską, niespieszną codziennością. Spędziłem kilka miesięcy we Włoszech, ale cały czas byłem w ruchu i jestem pewien, że gdybym zatrzymał się gdzieś na dłużej, to moja codzienność wyglądałaby dokładnie tak samo. Żałowałem, gdy Dev wrócił do Nowego Jorku i szybko o tym zapomniałem, gdy Włochy "przyjechały" do niego. Ostatnie dwa odcinki drugiej serii ogląda się jednym tchem.
Co do Ansari'ego to Złoty Glob w stu procentach zasłużony. Nie tylko za samą kreację, ale i pomysł, stworzenie tego serialu od A do Z. To jest jego dziecko. Mam zdanie, że zawsze gdy jakiś komik/aktor tworzy własne dzieło, od scenariusza po główną rolę, oznacza, iż oddaje dużą cząstkę samego siebie. Kapitalnie odnajduje się w relacjach damsko-męskich i aż nie chce się wierzyć, że Aziz mógł być wybitnie nietaktowny w czasie słynnego spotkania z panią fotograf w jego pokoju hotelowym. Choć uważam, zapoznając się z całą historią, iż niesłusznie wylano na niego wiadro pomyj (cały szkopuł polegał zwyczajnie na tym, że panna nie potrafiła powiedzieć "nie". On chciał blowjoba, ona nie wyraziła werbalnego sprzeciwu i zabrała się do roboty). Aż trudno uwierzyć, że człowiek dokonujący tak celnych obserwacji w relacjach damsko-męskich i będący mega sympatyczny, mógł wykazać się nietaktem i sprowadzić kobietę do roli worka na spermę. But hey! Nie potrafisz kobieto powiedzieć "nie". Godzisz się na taki a nie inny wieczór to miej pretensje wyłącznie do samej siebie.
No ale jednak życie swoje, serial swoje. Ode mnie 9+/10. Będę wracał.
02-06-2018, 21:01
Stały bywalec
Liczba postów: 6,845
Liczba wątków: 6
(02-06-2018, 21:01)ugh napisał(a): Obserwacje na temat związków, autorstwa Aziza Ansari'ego są niezwykle celne i w kulturze zachodniej można je podciągnąć pod każdą szerokość geograficzną. Od Stanów Zjednoczonych przez całą Europę aż po Australię. Kobiety i mężczyźni dokładnie tak się zachowują.
A dla mnie ta uniwersalność bywała problemem, za często trąciło banałem albo po prostu Ansari nie potrafił lub nie chciał pójść na całość albo pokusić się o jakąś bardziej wnikliwą lub oryginalną myśl. Między innymi dlatego Master of None to dla mnie trochę taki autorski serial napisany i zagrany przez komika w wersji bardzo "generycznej", niczym właściwie niezaskakującej i stosunkowo grzecznej.
Może to nie jest odpowiednie porównanie, ale nie potrafię uciec od punktu odniesienia jakim w tym gatunku jest dla mnie Louie. Jasne, nie mam nic przeciwko temu, że Aziz zrobił serial bardziej mainstreamowy. Też jako taki go włączyłem, ale jako taki też nie do końca spełnił oczekiwania, bo bywał niestety nudny a to już w takim formacie, przy tych 20 minutach na odcinek jest moim zdaniem niewybaczalne. Czytałem zachwyty na przykład nad tym odcinkiem o Nowym Jorku, który strasznie mnie rozczarował. Ten niemy segment jest dla mnie dodatkowo przykładem jak zalążek fajnego pomysłu został kompletnie niewykorzystany.
Nie chcę też posuwać się do zbyt dalekich nadinterpretacji, ale się posunę. Może to niesprawiedliwe, ale mam przeczucie, że jest to przykład manifestacji zbyt dużego ego autora. Albo przynajmniej sporego rozdźwięku między ambicjami a możliwościami. Bo trochę to czasami wyglądało jakby Ansari sobie myślał, że sam fakt, że jest komikiem i robi autorski projekt, z pomysłami na czarno-biały odcinek, niemą historię albo jakieś ambitniejsze kulturowe odniesienia wystarczy. Nie znam szczegółów sprawy, ale ty zdajesz się bronić gościa, bo w serialu, który ci się bardzo podobał był sympatyczny. To dosyć odważne. Ale skoro już w te rejony weszliśmy to ja z kolei, przy okazji jakichś fragmentów wywiadów i chyba rozdania Globów miałem wrażenie, że gość jest sporym bucem, któremu się wydaje, że stworzył wybitny serial.;) Ale oczywiście próbuje nie dać po sobie znać. Ale ja go przejrzałem.;)
Ale nie twierdzę, że to słaby serial. Wręcz przeciwnie. Bywa zabawny i ciekawy. Najzabawniejsze i najciekawsze były dla mnie chyba wątki rasowe. Główny wątek damsko-męski nawet jeśli bywa sztampowy to jest całkiem sympatyczny. No i Alessandra Mastronardi jest tu zjawiskowa. Odciek o randkach całkiem spoko. Te odcinki, które mnie nie wynudziły były całkiem sympatyczne. Ogólnie takie mocne 6/10. Momentami może 7/10 ale chyba nigdy nie 8/10. Do Louiego nie ma startu. Do słabo przeze mnie znanej Atlanty też nie.
02-06-2018, 22:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-06-2018, 22:54 przez PropJoe.)
Dużo pisze
Liczba postów: 739
Liczba wątków: 3
(02-06-2018, 22:52)PropJoe napisał(a): (02-06-2018, 21:01)ugh napisał(a): Obserwacje na temat związków, autorstwa Aziza Ansari'ego są niezwykle celne i w kulturze zachodniej można je podciągnąć pod każdą szerokość geograficzną. Od Stanów Zjednoczonych przez całą Europę aż po Australię. Kobiety i mężczyźni dokładnie tak się zachowują.
A dla mnie ta uniwersalność bywała problemem, za często trąciło banałem albo po prostu Ansari nie potrafił lub nie chciał pójść na całość albo pokusić się o jakąś bardziej wnikliwą lub oryginalną myśl. Między innymi dlatego Master of None to dla mnie trochę taki autorski serial napisany i zagrany przez komika w wersji bardzo "generycznej", niczym właściwie niezaskakującej i stosunkowo grzecznej.
Co rozumiesz pod pojęciem "pójścia na całość", "pokuszenie się o oryginalną myśl"? Nie przesadzajmy. Anzari nie opowiedział jakiejś nie wiadomo jakiej historii. Po prostu przedstawił swój punkt widzenia odnośnie relacji damsko-męskiej w dużym, amerykańskim mieście. Do mnie to trafiło, bo wiele zachowań pojawiających się w serialu można przypisać do naszych polskich realiów i pewnie wielu innych, wystepujących w każdym zachodnim społeczeństwie. Mnie ujęło to z jednej strony proste a z drugiej świeże podejście do tych tematów (nie mylić z oryginalnością - w końcu od dawna wiadomo, że w kinie już wszystko wymyślono).
Cytat:Może to nie jest odpowiednie porównanie, ale nie potrafię uciec od punktu odniesienia jakim w tym gatunku jest dla mnie Louie. Jasne, nie mam nic przeciwko temu, że Aziz zrobił serial bardziej mainstreamowy. Też jako taki go włączyłem, ale jako taki też nie do końca spełnił oczekiwania, bo bywał niestety nudny a to już w takim formacie, przy tych 20 minutach na odcinek jest moim zdaniem niewybaczalne. Czytałem zachwyty na przykład nad tym odcinkiem o Nowym Jorku, który strasznie mnie rozczarował. Ten niemy segment jest dla mnie dodatkowo przykładem jak zalążek fajnego pomysłu został kompletnie niewykorzystany.
Nie wiem kto to jest Louie :). Niemy segment dla mnie był fenomenalny. Nie uważam się za niewiadomo jakiego kinomana i na kimś bardziej doświadczonym nie zrobi to wrażenia. Na mnie zrobiło. Nie czułem nudy. Może byłem na początku nie do końca zaangażowany i dlatego nie dałem pełnej dychy. Ale doceniam seriale, które z odcinka na odcinek są coraz bardziej interesujące i tworzą pełną, zamkniętą całość (mam nadzieje, że nie nakręcą kolejnego sezonu). Nic nie jest dokręcane na siłe. Aziz wiedział jak ta historia ma się potoczyć i skończyć. Za to zawsze plus.
Cytat:Nie chcę też posuwać się do zbyt dalekich nadinterpretacji, ale się posunę. Może to niesprawiedliwe, ale mam przeczucie, że jest to przykład manifestacji zbyt dużego ego autora. Albo przynajmniej sporego rozdźwięku między ambicjami a możliwościami. Bo trochę to czasami wyglądało jakby Ansari sobie myślał, że sam fakt, że jest komikiem i robi autorski projekt, z pomysłami na czarno-biały odcinek, niemą historię albo jakieś ambitniejsze kulturowe odniesienia wystarczy. Nie znam szczegółów sprawy, ale ty zdajesz się bronić gościa, bo w serialu, który ci się bardzo podobał był sympatyczny. To dosyć odważne. Ale skoro już w te rejony weszliśmy to ja z kolei, przy okazji jakichś fragmentów wywiadów i chyba rozdania Globów miałem wrażenie, że gość jest sporym bucem, któremu się wydaje, że stworzył wybitny serial.;) Ale oczywiście próbuje nie dać po sobie znać. Ale ja go przejrzałem.;)
Ale w czym konkretnie Twoim zdaniem Aziz nie sprostał własnym ambicjom? Jak miał pokierować tą historią, żebyś mógł powiedzieć, iż serial oddał 100% założenia autora. Mi ciężko jest powiedzieć, co mógł tu zrobić lepiej. Przypominam: Aziz nie opowiada nie wiadomo jakiej historii. To prosta historia sympatycznego kolesia pragnącego znaleźć prawdziwą miłość w swoim życiu. Gdy taka się pojawia (nie Rachel, tylko Francesca), oglądamy prawdziwy majstersztyk, prosty, sympatyczny majstersztyk. Bronię gościa bo nie wierzę, że można stworzyć taką postać od początku, nie bazując na własnych doświadczeniach. To nie jest zawodowy scenarzysta tylko komik/aktor. Ty po wywiadach z nim masz złe odczucia, ja mam nieco inne. Choć miałem okazje go słuchać tylko na kanapie u Conana. Nie wykluczam, że może i jest bucem. Ale kurde, gość czuje na czym ta cała męsko-damska gra polega, przedstawia własną wizję, mi bardzo bliską i ma być zupełnie kimś innym? No liczę, że jednak nie.
Cytat:Ale nie twierdzę, że to słaby serial. Wręcz przeciwnie. Bywa zabawny i ciekawy. Najzabawniejsze i najciekawsze były dla mnie chyba wątki rasowe. Główny wątek damsko-męski nawet jeśli bywa sztampowy to jest całkiem sympatyczny. No i Alessandra Mastronardi jest tu zjawiskowa. Odciek o randkach całkiem spoko. Te odcinki, które mnie nie wynudziły były całkiem sympatyczne. Ogólnie takie mocne 6/10. Momentami może 7/10 ale chyba nigdy nie 8/10. Do Louiego nie ma startu. Do słabo przeze mnie znanej Atlanty też nie.
Alessandra jest niesamowita. Znam urodę Włoszek i delikatnie mówiąc nie jestem fanem. Dlatego jej sympatyczność połączona ze zjawiskową urodą zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Chciałbym mieć taką chemię, jaką miała ona z Dev'em. Dwoje sympatycznych i inteligentnych ludzi, którzy spotkali się w mało sprzyjających okolicznościach.
02-06-2018, 23:35
Stały bywalec
Liczba postów: 6,845
Liczba wątków: 6
Cytat:Co rozumiesz pod pojęciem "pójścia na całość", "pokuszenie się o oryginalną myśl"? Nie przesadzajmy. Anzari nie opowiedział jakiejś nie wiadomo jakiej historii. Po prostu przedstawił swój punkt widzenia odnośnie relacji damsko-męskiej w dużym, amerykańskim mieście.
No i ok. Tak, jak pisałem, motyw relacji damsko-męskich jest tu pokazany całkiem zgrabnie. Odcinek o randkach był bardzo fajny z tego co pamiętam. Cała historia z Francescą też przyznaję miała sporo uroku i chociaż nie tyle ile bym oczekiwał, ale jednak wywołała jakieś tam emocje.
Problem mam z czymś innym i przyznaję, że może to wynikać w dużej mierze z nieuzasadnionych oczekiwań i niepotrzebnych porównań, w tym z Louie ( polecam). Mianowicie ta uniwersalność jest dla mnie odrobinę kliszowata. No bo co dostajemy w historii z Francescą? Włoskie wakacje, gość jeździ na rowerze po uroczym miasteczku jak z pocztówki, uczy się robić makaron i zakochuje się prawie z wzajemnością w najładniejszej i najsympatyczniejszej dziewczynie w okolicy. Ona oczywiście ma nudnego narzeczonego, który ją zaniedbuje, bo jest zajęty robieniem kasy w nudnej robocie. A z Devem to oczywiście tylko urocze spacery, inteligentne rozmowy i udawane złośliwości w czerni i bieli. No i wiadomo jak to się potoczy do końca, nie? Znowu, nie mówię, że kompletnie mnie to nie ujęło. Ale czy to są uniwersalne świeże obserwacje czy filmowa fantazja? Nie byłem we Włoszech, ale naprawdę uważasz, że wystarczy zwolnić, zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej, żeby tak żyć w okolicznościach innych niż urlop? No i czy naprawdę tak wyglądają relacje damsko-męskie gdziekolwiek poza filmami i serialami?
Cytat:Niemy segment dla mnie był fenomenalny. Nie uważam się za niewiadomo jakiego kinomana i na kimś bardziej doświadczonym nie zrobi to wrażenia. Na mnie zrobiło.
Ja też nie uważam się za nie wiadomo jakiego kinomana. Po prostu poza pomysłem wyjściowym na niemy segment, nie było tu specjalnie nic ciekawego.
Cytat:Ale w czym konkretnie Twoim zdaniem Aziz nie sprostał własnym ambicjom? Jak miał pokierować tą historią, żebyś mógł powiedzieć, iż serial oddał 100% założenia autora. Mi ciężko jest powiedzieć, co mógł tu zrobić lepiej.
Nie sprostał ambicjom - bo mając kilka fajnych pomysłów rozpisał je w sposób bardzo bezpieczny, sztampowy a czasami trochę niechlujny. Sugerując przy tym, mam wrażenie, że próbuje robić coś ambitniejszego. Zróbmy odcinek w czerni i bieli, bo wiecie odwołuje się do kina, to nie jest zwykły serialik. Ale nie za bardzo potrafi wypełnić to dorównującą ambicjom treścią. Podobnie z tym odcinkiem o NYC. Mozaika, przeplatanie itd. ale zrobione moim zdaniem tak sobie. Jestem zbyt surowy?
W ogóle mam wrażenie, że pod względem scenariusza jest to rzecz bardzo nierówna, niedopracowana. Bo miewa fajne żarty, pomysły, ale miewa też rzeczy trochę sprawiające wrażenie zapychaczy. Zresztą odpaliłem niedawno jakiś jego stand-up na Netflixie i przez pierwsze 10-15 minut nie udało mu się mnie rozśmieszyć.
Cytat:Bronię gościa bo nie wierzę, że można stworzyć taką postać od początku, nie bazując na własnych doświadczeniach. To nie jest zawodowy scenarzysta tylko komik/aktor.
Napisał serial dla Netflixa, wcześniej pisał inne rzeczy. Co masz na myśli pisząc, że nie jest zawodowym scenarzystą? Nie mówię, że nie bazuje na własnych doświadczeniach, ale nie widzę powodu, dla którego będąc w prawdziwym życiu trochę mniej sympatycznym nie mógłby napisać i zagrać takiej sympatycznej postaci. Inna sprawa, że nie uważam, żeby Dev był jakoś wyjątkowo sympatyczną postacią.
Podsumowując, mi trochę zabrakło wyjścia poza schemat, więcej prawdy - mniej filmowej fantazji. A jak już Aziz chciał napisać coś bardziej mainstreamowego niż Louie czy Atlanta to oczekiwałbym, że trochę bardziej przyłoży się do scenariusza, trochę częściej mnie rozśmieszy lub zainteresuje.
03-06-2018, 13:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-06-2018, 13:43 przez PropJoe.)
Dużo pisze
Liczba postów: 739
Liczba wątków: 3
(03-06-2018, 13:35)PropJoe napisał(a): Problem mam z czymś innym i przyznaję, że może to wynikać w dużej mierze z nieuzasadnionych oczekiwań i niepotrzebnych porównań, w tym z Louie (polecam). Mianowicie ta uniwersalność jest dla mnie odrobinę kliszowata. No bo co dostajemy w historii z Francescą? Włoskie wakacje, gość jeździ na rowerze po uroczym miasteczku jak z pocztówki, uczy się robić makaron i zakochuje się prawie z wzajemnością w najładniejszej i najsympatyczniejszej dziewczynie w okolicy. Ona oczywiście ma nudnego narzeczonego, który ją zaniedbuje, bo jest zajęty robieniem kasy w nudnej robocie.
That's life :-) . Ja nie mam nic przeciwko kliszowatości, o ile historia ma w sobie urok i przyjemnie się ją ogląda. Czy my zawsze musimy wymagać, żeby twórcy filmowi nas zaskakiwali? Nie można po prostu delektować się opowiadaną historią?
BTW. Dzięki za Louie, chętnie sobie zapuszczę.
Cytat:Ale czy to są uniwersalne świeże obserwacje czy filmowa fantazja? Nie byłem we Włoszech, ale naprawdę uważasz, że wystarczy zwolnić, zatrzymać się w jednym miejscu na dłużej, żeby tak żyć w okolicznościach innych niż urlop?
Oczywiście, że tak. Na tym właśnie polega "taking a brake from your normal life". Ja przez Włochy przejechałem rowerem, wcześniej zwalniając się z pracy i coś podobnego jak Dev w Modenie, przeżyłem w Barcelonie, gdzie spędziłem ponad 2 miesiące. Wiadomo, że klimat miejsca inny bo to miasto o populacji prawie dwumilionowej. Różnica z pojechaniem tam na urlop jest fundamentalna. Mieszkałem w hostelu za free w zamian za drobne prace, poznałem i polubiłem większość ludzi w nim pracujących, zżyłem się z tym miejscem. Dokładnie tak samo jak Dev, wsiadałem codziennie na rower i jeździłem sobie niespiesznie po mieście. Nie miałem planów wybiegających dalej niż kilka godzin do przodu. Nie wiedziałem, czy będę tam mieszkał kolejny miesiąc, czy pół roku. To jest zupełnie inne życie. Idealne do restartu głowy i przemyśleń co dla człowieka jest tak naprawdę ważne. Dev też wyjechał, żeby się zresetować po nieudanym związku i nie dość, że mentalnie odpoczął to jeszcze poznał miłość swojego życia. Life is beautiful :-)
Cytat:Nie sprostał ambicjom - bo mając kilka fajnych pomysłów rozpisał je w sposób bardzo bezpieczny, sztampowy a czasami trochę niechlujny. Sugerując przy tym, mam wrażenie, że próbuje robić coś ambitniejszego
No tu się nie zgodzimy. Ja uważam, że on miał dokładnie rozpracowane oba sezony. Nic nie było wymyślone na kolanie, zmieniane lub dokręcane w ostatniej chwili. W przypadku większości seriali quality loss właśnie z tego się bierze. W przypadku MoN jest dokładnie na odwrót. Drugi sezon jest lepszy niż pierwszy bo Ansari od początku miał go rozpisany w głowie. Cisną go o kolejny sezon i tu już bym się bał o jakość bo jeszcze niedawno czytałem z nim wywiad, w którym stwierdził, że historia jest zamknięta i on nie ma nic więcej do opowiedzenia.
Cytat:W ogóle mam wrażenie, że pod względem scenariusza jest to rzecz bardzo nierówna, niedopracowana. Bo miewa fajne żarty, pomysły, ale miewa też rzeczy trochę sprawiające wrażenie zapychaczy. Zresztą odpaliłem niedawno jakiś jego stand-up na Netflixie i przez pierwsze 10-15 minut nie udało mu się mnie rozśmieszyć.
W tym przypadku pełna zgoda. Aziz jako stand-upowiec to zupełnie nie mój typ poczucia humoru. Choć już na kanapie u Conana był przezabawny.
Cytat:Napisał serial dla Netflixa, wcześniej pisał inne rzeczy. Co masz na myśli pisząc, że nie jest zawodowym scenarzystą? Nie mówię, że nie bazuje na własnych doświadczeniach, ale nie widzę powodu, dla którego będąc w prawdziwym życiu trochę mniej sympatycznym nie mógłby napisać i zagrać takiej sympatycznej postaci. Inna sprawa, że nie uważam, żeby Dev był jakoś wyjątkowo sympatyczną postacią.
Naprawdę? Przecież Dev to przesympatyczny gość. Szczególnie zważywszy na fakt, że zajmuje się show-biznesem, który nie jest znany z tego, że tworzą go sympatyczni ludzie :-). Ja bym chciał mieć takiego kumpla. W dodatku ma zajebistą asertywność, potrafi odmówić w ujmujący sposób (np. rozmowa z "chef Jeff" na temat związania się kontraktem na siedem sezonów Clash of the Cup Cakes :-) ). To naprawdę w porządku gość.
03-06-2018, 19:34
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-06-2018, 19:38 przez ugh.)
|