05-08-2009, 22:42
|
Miami Vice (2006)
|
|
Odnośnie strzelaniny, mam pytanie. Czy postrzał z shotguna rzeczywiście powoduje na ścianie plamę krwi wielkości szafy
05-08-2009, 22:42 Huntersky napisał(a):Czy postrzał z shotguna rzeczywiście powoduje na ścianie plamę krwi wielkości szafy tak, jeśli celujesz w kogoś z tego: http://www.imfdb.org/index.php/Heckler_%26_Koch_HK69A1_40mm_Launcher
05-08-2009, 23:23 Solo napisał(a):Military - w filmach używają ślepych naboji, a te - tak samo jak ostra amunicja - posiadają ładunek prochowy, który w obu przypadkach jest źródłem ognia. Tak więc strzelanie ostrą i ślepą amunicją daje wizualnie podobny efekt. Wrong. W przemyśle filmowym używa się ślepaków, ale wypełnionych zmodyfikowaną mieszanką, a nie tradycyjnym prochem. Skład przeważnie jest dobierany do "widzimisię" reżysera. Podobnie w MiamiVice Mann dołożył do pieca, przez co z shotgunów lecą ogromne płomienie. Po raz kolejny apeluję- oglądnijcie sobie dodatki do Bad Boys. Jest tam fragment jak kolesie na pustyni walą do kwiatków, telewizorów, akwarium etc. z wszystkiego co się da, a wszystko zarejstrowane jest szybkostrzelnymi kamerami. Płomienie pojawiają się, ale są to małe pierdy widoczne tylko pod pewnym kątem, a sama chmura gazów jest dość niewielkich rozmiarów. Wniosek: nawet Mann lubi czasami zrobić coś efekciarsko. Btw. czemu jak Ricardo walnął z grantnika w typa, to ten nie wykonał manewru w stylu finału z T1000 i nie rozpadł się na 15 kawałków? 05-08-2009, 23:57 Mental napisał(a):zgaduje: bo nie był oblany ciekłym azotem? Przypominam, że w finale filmu T-1000 nie był oblany ciekłym azotem. ![]() Guzeppe napisał(a):Wrong. W przemyśle filmowym używa się ślepaków, ale wypełnionych zmodyfikowaną mieszanką, a nie tradycyjnym prochem. Skład przeważnie jest dobierany do "widzimisię" reżysera. Czyli pociski są produkowane na zamówienie pod konkretny film? 06-08-2009, 08:19
dużo bym dał, żeby ktoś mi strzelił fotę obok tego pana.
Gong Li & Mann: ![]() a Gong Li to niezła laska jest. 11-08-2009, 00:00
Obejrzałem w końcu, i od razu DC. Podobał mi się ten film, choć daleki jestem od mentalowej ekstazy. Z plusów:
- fajnie skondensowana, niełopatologiczna narracja, - cała strona realizacyjna (wszystko o niej już chyba napisaliście, więc nie będę się powtarzał), - taki dość specyficzny "wielkomiejski" klimacik, - Mogwai na soundtracku (lubię tą kapelę), - kilka świetnych scen, skupionych jednak IMO głównie w pierwszej godzinie filmu Wady: - żadna z tych scen nie przebija w moich oczach kilku rewelacyjnych momentów z heat - nie podobał mi tandetny nieco się wątek miłosny, wrzucony chyba tylko po to, by Mann mógł ugryźć z innej strony niż dotychczas kwestię istnienia kobiet w świecie full-profesjonalistów - chaos montażowy podczas końcowej strzelaniny (chociaż preludium do niej, rozegrane w rytm covera In the Air Tonight - klasa!) - kwestia aktorstwa; nie potrafię rozstrzygnąć czy farrell i foxx kiepsko zagrali, czy też tak mieli rozpisane postaci. W heat bohaterowie też byli mannowskimi badass-profesjonalistami, ale, jak to mówił Mefisto, mieli ładnie rozpisany background, i to za pomocą ledwie kilku scen. Brakowało mi tutaj czegoś na kształt imprezy ekipy Neila. Summa summarum, nie uważam tego filmu za arcydzieło czy film wibitny, (zwłaszcza w kontekście znanej mi twórczości Manna), tym niemniej jest to bardzo fajny sensacyjny kawałek i chyba nawet kiedyś do niego wrócę :-)
Why are you firing wallnuts at me?
20-10-2009, 19:18
Wreszcie film obejrzałem, co prawda wersję kinową ale już w kolejce czeka na mnie wersja uncharted. IDEALNY! Dokładnie to czego oczekiwałem, dostałem. Poważne kino sensacyjne na miarę Mistrza Manna. Myślę, że po tym filmie również zmieni się mój stosunek do Public Enemies, którzy za pierwszym podejściem nie byli zbytnio docenieni przeze mnie ze względu na to, że nie znałem wcześniej niczego tegoż reżysera. Po pierwsze, strona techniczna filmu - zdjęcia, cyfra, montaż. Świetnie oddaje klimat i wpasowuje się w tą ponurą historię o gliniarzach z Miami. Strzelanina na końcu - miód. Po drugie, oprawa muzyczna, nie wiem jak wygląda w reżyserskiej wersji filmu, ale tutaj bez zarzutów. Po trzecie, często zarzucana temu filmowi "teledyskowość". Myślę, że był to zamierzony zabieg, który miał być swoistym tribute dla lat, w których powstał pierwowzór i hołd dla tegoż. Wyprane z niepotrzebny gadek o duperelach, poważne kino sensacyjne, którego aktualnie bardzo brakuje ale na szczęście jest ktoś kto raz na jakiś czas potrafi zaserwować dzieło porządne zaspokajające tenże głód. Szkoda, że ten rodzaj kina nie jest traktowany serio i obecnie Mann jest chyba jedyny przedstawicielem tego wymarłego gatunku. To chyba wszystko co chciałem powiedzieć
. (Zaznaczam, że to moje pierwsze podejście do tego dzieła!)9/10 "Więcej socjalizmu - znaczy więcej demokracji." - Michaił Gorbaczow
"Istnieje marksizm dogmatyczny oraz marksizm twórczy. Ja stoję na istocie tego ostatniego." - Józef Stalin 25-10-2009, 20:09
W końcu zobaczyłem DC i jednak obstaję przy wersji kinowej. Nie dlatego że reżyserska jest gorsza, ale... z przyzwyczajenia
![]() Z rzeczy dodanych w DC tylko dwie powinny się znaleźć w kinowej: - początek który jest wizualną masakrą - motyw z kwiatami i następująca po nim rozmowa w barze 03-01-2010, 03:17
też sobie obejrzałem niedawno - kilka dni temu, w starym roku jeszcze. bo ja bez tego filmu żyć nie mogę. po Heat mój ulubiony, najlepszy Michael Mann. w ogóle ostatnio dość ostro zagłębiam się w temat karteli narkotykowych - częściowo za sprawą książki Łysiaka Czwórka, a częściowo z powodu prezentów, jakie znalazłem pod choinką - głównie literatura: wiadomo, Mann przede wszystkim, a poza tym kilka anglojęzycznych pozycji o historii Teksasu - od prehistorii do współczesności. generalnie za samo merytoryczne przygotowanie się do kręcenia filmu osadzonego w takich a nie innych realiach Mannowi należy się jakaś nagroda. przeciętny zjadacz chleba pojęcia nie ma, jaką tytaniczną prace wykonał ten facet. w zasadzie wszystko, co Mann pokazał w filmie, ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. WSZYSTKO.
w MV widzimy, co się dzieje na trasie Kolumbia - Kuba - Floryda. tymczasem nieco dalej na zachód kwitnie jeszcze większy narkotykowy biznes, tym razem na linii Mexico City - Texas. w takim Meksyku działają cztery duże kartele narkotykowe - Pacifico, Los Zetas, Sinaola i Familia Michoacana. do tego kilkanaście średnich i kilkadziesiąt mniejszych narkotykowych gangów. ich roczny zarobek dzięki amerykańskiemu rynkowi zbytu sięga $40 mld. to superbiznes. niektóre gangi współpracują z kartelami kolumbijskimi jako pasy transmisyjne, kokaina zalewa Stany via Meksyk, via Texas. szmugiel ma rożne oblicza - rożne trasy i sposoby. w MV widać mega szybkie łodzie. Crockett fajnie wyjaśnia widowni, dlaczego płyną tak blisko siebie. ostatnio jednak sytuacja nieco sie zmieniła - wszelakie służby oddelegowane do walki z wiatrakami (dragami), poodcinały rozmaite kanały transportu, więc przemytnicy wymyślili łodzie parapodwodne. prymitywne, ale bardzo solidne, szkielet drewniany, długość 17 metrów, szerokość - 5, ładowność - 12 ton, a obudowa ze szklanego włókna. gram kokainy to dziś średnio na amerykańskim rynku 120-130 dolców, niech zatem każdy sobie pomnoży to przez 12 ton. miliard dolarów z hakiem. takich łodzi kursuje wiele. napędzane sa nowoczesnym, 250-konnym silnikiem diesla, rozwijają prędkość 14 węzłów (1 w. = 1 Mm/h = 1852 m/h), płyną pod wodą, tylko wierzch lekko wystaje ponad tafle, żeby kapitan mógł obserwować linię horyzontu, ale i tak wystaje zbyt mało - dlatego radary nie są w stanie zlokalizować tych łodzi, a sonary mylą je z delfinami albo wielorybami. port załadunkowy znajduje się najczęściej gdzieś w Kolumbii. łodzie wyruszają stamtąd prosto do Ekwadoru, bo Ekwador i Stany z tego, co udało mi się wyczytać, nie podpisały układu antynarkotykowego. później skręcają bardziej na zachód, ruszają na wody Pacyfiku aż do wysp Galapagos. istna masakra. następnie wpływają do zatoki tehuantepec w Meksyku. nie dobijają jednak do brzegu - towar jest odbierany tak jak to pokazał Mann w MV - przez superszybkie łodzie motorowe i dalej wędruje prosto do Stanów. czasami uda się jakąś "przechwycić" i później w telewizji pokazują dwie tony dragów, a na czwartym planie niepostrzeżenie przechodzi 10 ton. DEA traci co roku w Meksyku kilku agentów. korupcyjność tamtejszych służb specjalnych i policji meksykańskiej uniemożliwia odbudowę siatki, bo meksykańscy mundurowi współpracują z mafią. morał: z dragami nie da się wygrać. im bardziej FBI, DEA i straż przybrzeżna zaostrzają kontrole, tym szybciej handlarze adaptują sie do nowych warunków, kupują nowocześniejszy sprzęt, coraz droższe łodzie, a to z kolei wymusza wydatki ze strony tych "dobrych. i tak to wszystko sie kreci, a miliardy dolarów są wyrzucane w błoto na niekończącą się walkę z narkobiznesem. oglądając MV nie można się oprzeć wrażeniu, że ta walka jest z góry skazana na porażkę. ostatnie sceny filmu pokazują wejście komandosów do usadowionej w środku dżungli rezydencji Jezusa Montoi - tyle że barona narkotykowego nie ma w niej od dawna. fenomenalne kino jednym słowem. inspirujące, fascynujące, jedyne w swoim rodzaju. no i jak na złość niegikowe. 03-01-2010, 04:09 B2Ka napisał(a):już w kolejce czeka na mnie wersja unchartedNo niby wszystko się zgadza - skoro jej nie widziałeś, to jest dla ciebie wersja "niezbadana", ale ogólnie to chodziło ci pewnie o zwyczajną, nieocenzurowana wersję reżyserską (Unrated Director's Cut) ;-) Cytat:fenomenalne kino jednym słowem. inspirujące, fascynujące, jedyne w swoim rodzaju. no i jak na złość niegikowe.Jak na moje najlepsza sensacja ostatniego dziesięciolecia i w ogóle jedna z najlepszych w historii. Wielki film.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
03-01-2010, 04:13
taka rzecz mi się przypomniała. agent Fujima (Ciaran Hinds) mówi w scenie spotkania na dachu wieżowca tuż po eksterminowaniu przez aryjczyków agentów undercover na nabrzeżu, iż struktury FBI/DEA drąży kret.
film się kończy, a kreta nie znaleziono, choć nieco później - w scenie na frachtowcu - Foxx wspomina o tym, iż szczur ciągle gdzieś tam siedzi i że trzeba koniecznie powiadamiać kolejne służby z jednodniowym opóźnieniem, aby go zmylić. w sumie fajny myk, że nie wykryto szpiega. pewnie to on dał cynk Montoyi, żeby spieprzał ze swojej wilii, bo antyterroryści namierzyli jego kryjówkę. 11-01-2010, 23:16
Pierwszy raz oglądama ten film jakieś trzy lata temu i byłam pewna, że to bedzie ostatni raz. To co zapamietałam to nudy, brak akcji i ze wszechmiar irytujący Farrell, na ktorego widok z reguly zbiera mi sie na wymioty.
Pczytałam sobie tu co nieco na forum w tym temacie i wczoraj postanowiłam jednak obejrzeć MV drugi raz - bardziej z przekory, by stwierdzić, że i tak mi się nie podoba. No i..... zostałam olśniona. Absolutnie. Wbita w ziemię, aż po czubek głowy. Ten film jest po prostu genialny, oczywiscie piekny wizualnie, ale przede wszystkim poważny, angażujący, świetnie zagrany. Nie mogłam po prostu oderwać od niego wzroku i zaraz po obejrzeniu po raz drugi.. obejrzałam trzeci raz Chemia między partnerami jest po prostu magiczna, nie wiem, czy widzialam to w jakimkolwiek innym filmie, by partnerzy tak rozumieli się bez słów. Brak dialogów lub ich szczątkowośc w pewnych momentach jest po prostu masakrycznie przemyślana i niesamowicie pogłębia realizm filmu. Watek miłosny jest świetnie poprowadzony i ani przez chwilę nie popsuł mi odbioru filmu. Nawet Isabella mi sie spodobała, choc z reguly nie przepadam za kobiecymi postaciami w filmach sensacyjnych. A najwieksze zaskoczenie to.... Farrell. Kurde, niesamowicie mi podpasował do tej roli, jakoś przestałam zwracać uwagę na jego brwi i wąsy, nie wyobrazam sobie by Sonny'ego mógl zagrać ktoś inny... Po prostu rewelacja, faktycznie najlepsze kino sensacyjne jakie nakręcono w XXi wieku. I nie mam teraz pojęcia, czy te trzy lata temu byłam jeszcze jakimś niedorozwojem, który nie umie docenić dobrego kina, czy po prostu faktycznie ten film zaczyna się podobać przy kolejnych seansach... Obecnie jestem nim totalnie zahipnotyzowana i pewnie do końca tygodnia obejrzę jeszcze z raz ![]() Ja, zwykly szary czlowiek, mogłam zblądzic i nie doecenić tego filmu, no ale nie mam pojecia, gdzie krytycy filmowi rozumy postradali... PS. Z reguły filmu, który się strasznie nie podbał nie ogląda się po raz drugi. Zastanawiam sięwięc czy taki zabieg może działać też z innymi filmami i czy idąc tym nowym nurtem "rehabilitacji ukochanych reżyserów poprzez kilkukrotne oglądanie ich filmu" nie obejrzeć Curious Case of BB jeszcze z pięć razy, to może stwierdzę, że nie jest aż taką padaką
19-01-2010, 13:15
Mental, to Ty?
Bo te słowa to praktycznie słowa wyjęte z postów Mentala.
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron 19-01-2010, 14:25 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |